Wenus aka Afrodyta

Mówię o sobie „miłośnik lalek”, ale gdyby przyjrzeć się uważniej, to wyłazi ze mnie obrzydliwy hejter. 3 lata w tym biznesie zrobiły ze mnie babę, która na wszystko strasznie kręci nosem. To mi się nie podoba, tamto jest niegodne uwagi – dziwnym trafem łatwiej mi teraz przez usta przechodzi złośliwa krytyka niż szczere pochwały. Być może za dużo lalek poznałam organoleptycznie, żeby zachwycać się każdą jedną. 

 

I call myself a doll lover but to be honest I’m more of a doll hater. 3 years of doll collecting made me a really mean person. It’s not that I don’t fancy dolls anymore (cause I do), but it’s easier for me to criticize them then to praise them. Maybe it has something to do with too many toys that I’ve seen, touched, smelled or even licked in order to learn more about them.

 

Gdyby mnie ktoś zapytał jakiej lalki na pewno nie chcę nigdy u siebie zobaczyć, to bez wahania odpowiedziałabym – „pullipowatej”. Wielkogłowe są nie dla mnie nie do przyjęcia. Nic mi się w nich nie podoba, od twarzy począwszy, na ubraniach skończywszy. No brzydkie są jak smarkający, totalnie zagilany bachor sąsiadki. Blah.

Aha, czy ja wspomniałam, że właśnie takie paskudztwo sobie kupiłam?

 

If someone asked me: „What kind of doll you would never ever buy in your life?” I would answear without any hesitation „I shall never be the owner of a big head – i.e. – a doll that belongs to the Pullip family” Big heads are no go for me. I hate absolutely everything about them. They put me off. They scare me.  They can be described with one word: „Blah”. Pullip – blah, Dal – double blah, Byul – blah again, Taeyang – blah, blah, blah.

Oh, did I mention that I’ve just bought one of those „blah” things?

 

Czasami się człeku coś na mózg rzuci. Można na to powiedzieć ładnie – totalne zaćmienie, można i brzydko – że się pierdolca dostało. Jak zwał, tak zwał, mnie też ta przypadłość dopadła.


Sometimes we all go batshit crazy – and there’s nothing to be ashamed of. What would our life be without a spark of unpredictability, right?

 

No więc mam nowego lalka, który wygląda zupełnie jak baba, choć podobno jest facetem. Akurat! To nie jest żaden facet, tylko gender! Ohydny do granic możliwości – ta wielka makówka, ten beznamiętny wyraz twarzy, którego mogłoby na dobrą sprawę nie być, ta ogólna nijakość! Ale zakochałam się w nim jak głupia od siódmego spojrzenia (napisałabym, że od pierwszego, ale to przecież łeż okrutna).


So there he is – the doll that I’ve never meant to have, but I have him anyway. He combines all the features that I abhor in dolls – the big head, feminine features and the neutral face expression. What a waste of plastic! What a boring character. And yet I’ve fallen for him from the seventh sight (I’d love to write that I did it from the first sight, but that would be so untrue!).


1


Po rozbebeszeniu paczki pierwszą rzeczą, którą zrobiłam, było pozbawienie biedaka firmowej odzieży i wbicie go w za małe szmatki, podkreślające chudość ciała i ogólną lichowatość wyglądu. I wtedy doszło do mnie, że od dawna mam na niego pomysł, bowiem lalek wygląda jak nieco pokraczna i uwspółcześniona wersja Wenus z obrazu Boticellego, tyle, że w wersji chłopskiej. To przesądziło sprawę – lalek od dziś nazywa się Wenus, w skrócie – pan W.


After opening the box I immediatelly deprived the doll of its original clothes and wig. You see – I had a vision of it at the back of my mind, or, to be more precise, I had a bunch of Ken clothes waiting to be used. I wanted the doll to look like a modern, male version of the redhead Venus from the painting by Sandro Boticelli. Venus in black, to be precise. You won’t be surprised to learn that I named him Venus as well. Venus, or Mr.V in short.

 

2

 

To dziwne, rude coś, co Pan W. nosi na głowie to peruka własnego wyrobu. Ironią losu jest to, że chronicznie nie cierpię rudych lalek, a peruk w tym kolorze naprodukowałam pięć. Ot kolejna tajemnica wszechświata!


The orange something that sits on Mr.T’s head is a handmade wig. The proud artist who saw it is me. I hate readhead dolls and yet I produced 5 such wigs. I must be going nuts! I don’t understand what I’m doing anymore.

 

3

4

Im bardziej mu się przyglądam, tym brzydszy się robi. I bliższy sercu (Ooooooch!).

The more I look at him the uglier he becomes. And more lovable (sigh).

 

Ale żeby nie było, że taka ze mnie jęczydupa, której nic się nie podoba, to teraz opiszę tę cechę Wenus, która od razu mnie zawojowała. Otóż Pan W. przepięknie skrzypi, kiedy mu się zgina ręce i nogi. Robi to z taką maestrią, że aż mam ochotę napisać jakąś sonatę. Sonatę na dwa fortepiany i skrzypiące kolano 😛


You might have the impression that I don’t like most of his features, as I can’t stop criticizing him, but there is one thing that I absolutely adore about him. You see – his joints squeak while someone bends them. I totally love that sound! It’s so appealing that one day I might write a sonata for two pianos and a squaking knee 😛

 

4

 

5

Ciao bella bambina! I’m winking to you!

 

Pojęcia nie mam jak mogło mi się spodobać takie coś. Niezbadane są wyroki losu! Ale obiecuję uroczyście, że nigdy nie sprowadzę do domu żadnego Pullipa. Tak mi dopomóż Bóg! A jeśli jednak złamię obietnicę, to wiedzcie, że ześwirowałam już do końca i odwieźli mnie w kaftanie bezpieczeństwa do wariatkowa.


I still don’t know why I love him so much. That might remain a mystery until the end of my days. But given this possibility I promise you, here and now, that I shall never ever buy a Pullip doll. If I shall break this vow you might consider me certifiably nuts and ready to be taken to the mental hospital.

Dodaj komentarz