Niebieska potwora

Kiedy lalki Monster high pojawiły się na sklepowych półkach, przeżyłam uniesienie i zachwyt. Były inne niż Barbie, kolorowe, wesołe, miały wielkie łby i chudziutkie dupki, dawały się zginać wte i wewte. Stanowiły idealny materiał do zakochania się, pomimo, że wyroiły się w nieprzyzwoitych ilościach sugerujących szybki przesyt.

 

When Monster high dolls made their first appearance in the shops, I instantly fall head over heals in love with them. They were so different from boring Barbie dolls. Big heads, combined with fragile, colourful bodies and make-ups, tiny hands with long claws, good moveability of the limbs – all of that was simply overwhelming. Something new and exciting has finally hit the market, and it didn’t really matter that Monster high dolls soon started to grow in numbers, and you could find them everywhere. 

 

Do tej pory nie przyznałam się nikomu do tego, że miałam u siebie Ghoulię Yelps z pierwszej serii. Nie wzięłam jej na żadne spotkanie i nie obfotografowałam, bo zrobiło to za mnie przynajmniej stu innych bloggerów. Właściwie to po wyjęciu z pudełka niewiele ją dotykałam – takie toto było chudziutkie i kruchutkie, że biorąc ją do ręki miałam wrażenie, że odgrywam scenę z filmu o King Kongu. Ona była piękną i filigranową heroiną, a ja, khem, khem, niezgrabnym, zwalistym i włochatym małpiszonem o wielkich łapach, które z łatwością mogły ją zgnieść.

 

Until this day, I haven’t confessed to anyone, that I bought Ghoulia Yelps from the first wave. I didn’t take her with me to any dolly meeting, and I haven’t taken any photographs of her, but I don’t regret it. Many bloggers have focused their camera lenses on her, and I believe that she didn’t another photo session by someone as unskillful as me. 

Ghoulia used to be my little treasure. Literally! After I had removed her from her box I didn’t touch her or play with her much, because I was afraid that I might damage her. She was so unbelievably fragile! Every time I carried her I had an impression that I’m in the middle of some film about King Kong. Ghoulia was just like the lovely and romantic heroine, which gets kidnapped by the monstrous gorilla, whose paws could easily crush her, while I was … well, I was just like King – big, heavy and scary :P


1

Wypisz-wymaluj Stary Zgred. Tylko ten ostatni zęby ma ciut bielsze 😛

Totally looks like Stary Zgred. Well, maybe except for the fangs :P

 

Strach przed zmacaniem stanowił skuteczną barierę przed pokochaniem Ghoulii na dłużej. Stała sobie zatem na półce, nietknięta niczym więcej prócz kurzu, a przez to odległa i wyidealizowana, jak Beatrycze Dantego. Niebieszczyła się na tle ściany dnie, tygodnie i miesiące, a mnie w tym czasie zmieniała się ulubiona gama kolorystyczna i stało się w końcu to, co najgorsze – stwierdziłam, że nic mi po niej i pozwoliłam Ghoulii zasiedlić Pudło Wiecznego Zapomnienia – czyli smutne lalkowe więzienie, gdzie lądują plastiki, których mamusia już nie kocha, ale szkoda jej jest zużyć je jako dawców organów. Taki lalkowy sierociniec, w czasach swojej młodości znany jako pudło po lampie.

 

My fear of touching Ghoulia made me drift away from her. I left her on the shelf, alone She stood there, sad and alone, untouched and unwanted. Her only companion was the dust. After some time I couldn’t stand the way she was glancing at me with her big, strange eyes, so I condemned her to the dolly prison – the box of unwanted dolls, who are destined to leave the house.    

 

Błękitnowłosa nie mieszkała w nim długo. Trwał boom na Monsterki, dzieci kochały Ghoulię, więc bulimiczna laleczka stosunkowo sprawnie zmieniła właściciela, a ja odetchnęłam z ulgą. Bez Ghoulii było mi lepiej, tym bardziej, że tymczasem wprowadziła się do mnie Operetta. Kochałam ją za wysokie kości policzkowe, seksapil w spojrzeniu i bliznę na policzku. 

 

The blue haired doll was lucky to leave it quite soon. To my relief, my niece decided to adopt her, and I was happy to let Ghoulia go. I didn’t miss her because I already had a new Monster to admire, which was Operetta. I loved her for her sharp cheekbones, scars on her face and playfulness in her eyes.


Jak długo wytrzymałam tym razem? Noooo, tak z miesiąc. Minęło całe trzydzieści dni zanim nie rzuciłam Operetty na stół i uzbrojona w zmywacz do paznokci nie usunęłam jej całkowicie makijażu, by z zapałem godnym Michała Anioła stworzyć ją na nowo. Pozwoliłam ponieść się szałowi repaintowania – byłam wtedy na etapie, kiedy jeszcze człowiek wierzy, że już za niewielką chwilkę, dosłownie za sekundę wyjdzie spod jego ręki arcydzieło, które wprawi świat w podziw i drżenie. Zrozumienie, że na takie cuda potrzeba znacznie więcej czasu przychodziło powoli, wraz ze wciąż zmieniającym się zestawem Monsterek. Była u mnie i Robecca Steam i Draculaura i żmijka składaczkowa i nawet jeden monsterkowy pan, który niestety wyszedł na tym najgorzej, bo się trochę nadłamał po upuszczeniu na podłogę.

 

How long have I liked her? A month – more or less. After 30 days I had enough. I robbed her of her clothes and decided to remove her makeup completely. At that time, I was very enthusiastic about repainting dolls, and I decided that a big-headed one would be the best to experiment on. I repainted Operetta at least ten times. She suffered in silence, poor little girl. Finally, I was glad about the result of my work and let her stay that way. I had an impression that I gave her a completely different personality, and I was very proud of myself. Even though the result was not stunning, I knew that I was on the good way. I only needed more material for practising 🙂 

 

Obecnie także rezyduje u mnie jedna chudokoścista potwora, Abbey Bominable. Cel pobytu – kuracja odmładzająca za pomocą kredek akwarelowych i suchych pasteli 🙂

My current victim is an Abbey doll. I wondered if it was possible to soften her facial features with less fierce makeup, but it seems that this particular doll is too specific to be transformed into a sweet and delicate one (not to mention, that my repainting skills have not improved enough yet, so please, don’t expect wonders).

 

1

 

Nie lubię Monsterek. Nie lubię sparklącej niczym bohaterowie „Zmierzchu” Abbey o gębie zaciętej niczym pysk buldoga, który broni ukradzionego z jatek gnata. Nie mogę jednak zaprzeczyć, że to absolutnie najlepszy materiał dla ćwiczenia ręki przy przemalunku, jaki kiedykolwiek miałam. Te wielkie głowy są po prostu bardzo wygodne – łatwo je ułożyć w dłoni, dobrze przyjmują farby i lakier, są w miarę symetrycznie odlane. Nie mam wątpliwości, że będę je nadal męczyć pod pędzlem. Ja i one to idealne połączenie. Ja robię im krzywdę, a one to wszystko znoszą ze stoickim spokojem 🙂

 

I’m not a big fan of Abbeys, as their faces remind me the muzzles of pet Boxers, especially when in profile. I’ll even go further. I don’t like Monster high dolls anymore. Having written that I need to admit that they make the best repainting material ever! That’s why I plan to destroy some more of them. We’re like a match made in heaven – I love to torment them, and they love to be tormented :P

 

1,2

 

2

2  

Dodatkowo Abbey jest przedmiotem eksperymentu. Otóż wrzuciłam ją na Allegro, żeby sprawdzić, czy ktoś się zainteresuje – i (łojejajeja), stal się cud, bo jakiś człowiek dobrego serca ją zalicytował. To bardzo miłe, tym bardziej, że jej dni u mnie były policzone. Nie podobała mi się przed repaintem, nie podoba po. Nie pasuje mi do innych lalek, które mam na półce. No i jest niebieska, a ten kolor lubię chyba tylko na Smerfetce 😉

Dodaj komentarz