Lubię brzydkie

Zaczniemy od pytania.

Która z zaprezentowanych niżej postaci podoba Wam się bardziej i chcielibyście ją mieć w formie lalkowej?


Ok, we’re gonna start with a question.

Which of the persons/characters presented below you would like to have as a doll?


1. Scarlett Johansson

01

2. Freddie Kruger

2

 

Poza niezaprzeczalną fotogenicznością tej dwójki nic nie łączy, bo w jednym filmie jeszcze nie udało im się spotkać. Scarlett jest słodka i śliczna, Freddie – powabny inaczej. I – bum, cyk, cyk, dziś będzie właśnie o tym.

O ładności, a konkretniej o jej braku.


They don’t have much in common apart from being quite photogenic. Scarlett is a sex bomb while Freddie couldn’t be further from being cute than he is now. So what’s the point in comparing these two? Ha – but there is a reason, believe me! Today we’re gonna talk about cuteness, or to be more precise – about its lack.

 

Ile nie piałabym nad urodą Scarlett, to i tak, mając do wyboru lalkę wzorowaną na niej i na Freddiem, wybrałabym tę drugą, ponieważ poprzestawiało mi się ostatnimi czasy w łepetynce i zaczęłam grawitować ku szeroko rozumianemu brzydactwu. To chyba naturalny odruch, gdy na co dzień obcuje się z tym, co urodziwe. Ładna lalka tu, ładna lalka tam. Naturalnie kocham je bezgranicznie za śliczne pysiałki i całą resztę, ale tak na dobrą sprawę, to nawet kawałek kiełbasy może być piękny, przy odpowiednim oświetleniu. A fascynujący brzydal, niezależnie od tego jak bardzo wyeksploatowane jest to powiedzenie, to fascynujący brzydal. O!


Scarlett is a beauty. No doubt about that. Strangely it doesn’t affect me at all. If I was given her as a doll I would probably give it away or sell it. Had enough of pretty dolls, I guess. It’s the ugly ones that attract me more and more these days (and the tendency is growing). I suspect that it’s natural, maybe some strange way of collecting evolution. I mean – when you have so many cute dolls to look at, you start to appreciate different ones. Fascinating ugliness, no matter how shallow this sounds, seems to be more … fascinating. Hehe, do you get the meaning?

 

Od dawna tu mnie bolało. Że chciałabym większej różnorodności. Łaknęłam odmiany. Krwi, parujących flaków i krzywych pysków. No i stąd wziął się wyżej wymieniony Freddie 🙂


It’s been a while since I hungered for something more versatile (hehe, versatile sounds much better than weird). To be honest, I wanted something bloody, ugly and dirty. That’s why I had to post Freddie’s picture above.


Z tegoż pożądania wykluł się też bohater dzisiejszego wpisu – łepetek brzydki, odpychający i w pewien sposób obleśny, dzięki któremu pobiłam swój własny rekord w kupowaniu na czas. Po raz pierwszy zobaczyliśmy się na eBayu i to była miłość od pierwszego wejrzenia. Ja wiem, że to zabrzmi nieprawdopodobnie, ale on rzucał mi tak powłóczyste spojrzenia, że nie miałam siły się oprzeć. Było zupełnie jak w harlequinie, gdy on i ona widzą się po raz pierwszy. Jej pierś unosi się w szybkim oddechu, pocą jej się dłonie, miękną kolanka i bum! – jest trafiona-zatopiona. Potem, po serii głupich dialogów, a czasami nawet przygód, para schodzi się i zaczyna się część niecenzuralna książki, gdzie dominują westchnienia: Och! Ach! Szybciej! Mocniej! Głębiej! (tak szczerze mówiąc, to nie wiem, czy rzeczywiście jęczy się „głębiej”, na ale niech sobie będzie).


The hero of today’s entry helped me satisfy my hunger for novelty. He’s ugly and, as some say, off-putting, but as he was my love at first sight (it always is love at the first sight, which worries me a bit, cause how many times one can fall in love …) and I will claim that he’s breathtakingly beautiful until death makes us part. I know that what I write might sound ridiculous, but it was he, who tempted me into pushing the „buy now” button. His smoldering glance enthralled me and made me lose my head! I swear it’s true. I didn’t want to buy him, not in the slightest. It was all his fault!

 

Ze mną i łepetkiem było prawie tak samo – gdy tylko do mnie dotarł dokonałam gwałtu na jego pudełku, by jak najszybciej dobrać się do wnętrza. A kiedy już wszystkie dzielące nas owijki, tekturki i taśmy zostały usunięte, mogłam oddać się kontemplacji jego pokrętnej doskonałości.


I almost raped his box in order to get inside. Grrr, does box opening always have to be such frustrating? The poor owner must go through a lot of pain and plastic wraps to finally hold the object of desire in their hands!


Ja wiem, że „ón” jest brzydki i na salony go z taką gębą nie puszczą, ale moja miłość jest ślepa, głucha, garbata i jeszcze chroma na jedną nóżkę.


I know that he’s ugly and there are not many people who would like to have him, but my love is blind, deaf, hump-backed and it also limps 😛


Moja rodzina jednogłośnie stwierdziła, że tym razem przesadziłam, bo takiego brzydactwa nikt jeszcze u mnie nie widział. Padło nawet pytanie czy mam zamiar jeszcze kiedyś coś takiego do domu ściągnąć. Gdy pytający otrzymali odpowiedź twierdzącą zareagowali na nią chwilą milczenia. To był chyba pogrzeb pogrzeb mojego dobrego smaku. 😛


My family decided that this time I’ve outdone myself. They asked me if I plan to buy any others of his kind. I confirmed. Their reaction was priceless – a minute’s silence. They were weeping over my bad taste. 😛

 

Czy mieli rację? Być może. Lalkowe wariactwo jest nie do ogarnięcia dla osób, które nie są w nim zanurzone. Myślę jednak że bliscy szybko przejdą nad moim szaleństwem do porządku dziennego, a może nawet polubią „potwora”. Oczywiście czeka mnie jeszcze sprowadzenie dla niego ciała, co trochę potrwa, ale jakaż to będzie radość, kiedy wszystkie części zbiorą się do kupki!


Maybe they were right. I proudly announce that I’ve become a dolly weirdo and I like it. Nonetheless, I hope that they will take a liking to the pale „monster”. They promised me to help collecting financial means for the body, and I guess that I should read their promise as: „Crazy or not, we will support you” 🙂


00

000

 

Nie sądź lalka po pudełku. Pudełko ładne, a wkład …


Don’t judge the doll by its box and cute logo 🙂


01

02

03

04

 

Wraz z głową brzydala do domu wprowadziło się bliże niezidentyfikowane „coś”, będące gratisem do właściwego zakupu. Nie wiem jakie jest jego faktyczne przeznaczenie. Przypuszczam, że „coś” należy traktować jako puste płótno dla własnych wyczynów malarskich 🙂


Together with the doll I received an unindentified something. I’m not sure what that is. I suppose that I should treat it as black canvas for training painting skills.

 

05

06

 

No co?! No co?! A kto mówił, że cosiek ma być ładny 😛


Hehe, nobody told that painting it would be easy 😛

Dodaj komentarz