Zjadła kawior i popiła szampanem

Paniusia. Antypatyczna paniusia z fumami w nosie i wiecznie pogardliwym skrzywieniem ust, która potrafi zwarzyć atmosferę w każdym miejscu, w którym usadzi swoją chudą dupkę. Zimna, odpychająca i nadęta. Buka lalkowego świata. Poppy Parker. 

 

1

 

* * *

 

1

 

* * *

 

1

 

Uczucia mam w stosunku do niej ambiwalentne. Kiedy ktoś sypie pochwałami, że ładna z niej dziewucha, to przymykam prawe oko i rzeczywiście, wydaje się niebrzydka, ale kiedy zerknę badawczo lewym ślipiem, to wzrok zatrzymuje mi się na zabotoksowanych ustach i pancernym cycu, co wywołuje niekontrolowane drganie powieki. Cóż za tragiczny dualizm postrzegania rzeczywistości! I bądź tu człowieku mądry, skoro nawet nie wiesz co gościsz pod własnym dachem – biuściaste natchnienie poetów czy raczej potwora z bagien.

 

Potwór z bagien wkroczył swego czasu z hukiem do show biznesu 🙂

 

Decydując się na Poppy liczyłam na to, że porazi mnie nadspodziewaną jakością wykonania, zmasakruje urodą i na koniec przywali jeszcze po łbie pudełkiem, bo tak zacny produkt powinien być opakowany co najmniej w pozłacaną tekturę. Nastawiłam się na ósmy cud świata, ale zapał zdążył zwiędnąć zanim zadziałała niebieska tabletka. Nijak nie pojmuje, czemu wszyscy posiadacze tej modliszki tak się nią zachwycają. Z chęcią podniosłabym jej zalety, ale o czym do licha mam pisać, skoro lalka nie wyróżnia się żadnymi ponadprzeciętnymi właściwościami. Ba, nawet nadprzyrodzonymi nie może się pochwalić – nie świeci w nocy, nie zanosi się wieczorami obłąkanym śmiechem i nawet naczyń w zlewie sama nie pozmywa. Ma co prawda szminkę w kolorze majtek, ale to żaden wyczyn, bo ja mam w szufladzie co najmniej dwie pary majtek w kolorze szminki i jakoś nie czuję, żeby był to powód do zadzierania nosa.

 

6172d9c70ea2963a789ef9930fa4e89c

Nadprzyrodzone właściwości? Czy ktoś tu wspominał o nadprzyrodzonych właściwościach?

 

Zarzut numer jeden – Poppy jest wykonana z mizernej jakości plastiku, który robi wrażenie pustego w środku. Może i jestem na tym punkcie przeczulona, ale lubię, jak mi lalka porządnie leży w ręku, a nie tylko dystyngowanie dynda. Gdyby przyszło mi kiedyś bronić się przed nacierającym mordercą, a pod ręką miałabym same lalki, to po Poppy sięgnęłabym w ostateczności. Takim chuchrem niewiele można byłoby zdziałać. Co innego  figurki od Hot Toys! Nimi można bez problemu wybić napastnikowi oko, a już na pewno ukruszyć kilka zębów. Zapewne lepiej dałoby się je też zaczopować w różnych ciasnych miejscach, ale że to temat na rozmowę w trybie sprośnym, więc zezwólcie zboczyć na właściwe tory.

 

Drugą naganę dostanie Poppy za bardzo wyraźne i niechlujne linie odlewowe na nogach i ramionach. Dla lalki, obnoszącej się z medalem ekskluzywności, wydawanej w limitowanej liczbie egzemplarzy i powodującej samoistne ściśnięcie się portfela po zakupie, jest to niemały wstyd i ujma na honorze.

 

1

 

* * *

 

1

 

Trzecie bolesne westchnienie kieruję ku jej włosom. Tu nie trzeba specjalisty, by stwierdzić, że są wykonane z podłego surowca. Gdzież to podziała się wmawiana przez producenta elitarność tej lalki? Pewnie zwiała w te same rejony, co mój nos, po zetknięciu z serkiem ołomunieckim. Zwłaszcza, że historia serka jako żywo przypomina mi historię Poppy. A było to tak:

 

W wakacje młodsza siostra buszowała po Czechach. Jak to bywa podczas wyjazdów zagranicznych, nakupiła różnych cudów w charakterze suwenirów dla rodziny, a że przed podróżą łaskawie zaakceptowała moją prośbę o  przywiezienie jakiegoś czeskiego specjału kulinarnego, to w bagażu znalazł się kącik dla kilku butelek wina, piwa oraz sera, uważanego za wielki rarytas, chlubę regionu ołomunieckiego i dobro eksportowe najpierwszego sortu.

 

Przysmaki to rzeczy, którymi jedni ludzie lubią się dzielić się z innymi ludźmi. Piwem podzieliłam się w domu z rodziną, ale już ser zaniosłam do wspólnej konsumpcji do pracy. Zachęciłam do wspólnego śniadania najbardziej lubiane koleżanki, o wyznaczonej godzinie zebrałyśmy się przy wspólnym stole i dokonałyśmy uroczystego otwarcia zagranicznego smakołyku. Do podziału gomółki już nie doszło, bo rzekomy rarytas wypuścił z siebie tak intensywny odór, że wszystkim nagle odechciało się jeść, pić i nawet oddychać. Serek tchnął aromatem świeżego i ciepłego jeszcze obornika, który uderzał do głowy oraz wyzwalał potok niecenzuralnych wyrazów, oscylujących wokół czternastej litery polskiego alfabetu.

 

Smakołyk przyszło natychmiast usunąć z pola widzenia (i wąchania). Ser z Ołomuńca owinięty w trzy warstwy plastikowych torebek udał się honorowo w ostatnią podróż na dno śmietnika, gdzie spoczął, niczym król, wśród innych odpadków. Nigdy więcej nie wspomniałam jego nazwy w towarzystwie. Nigdy!

Z Poppy aż tak źle nie jest, bo nie śmierdzi, ale sami widzicie, że rozczarowanie w obu przypadkach ma podobny kaliber. Miał być hit, a jest kit. Najprawdziwszy z prawdziwych, kiczasty kit.

 

1

 

Ach! Byłabym zapomniała. Gdyby ktoś chciał osobiście przekonać się o sile aromatu czeskiego serka, niech śpieszy do Biedronki, gdzie bez problemu dostanie produkt bardzo podobny do tego, który wylądował na moim stole. Woń jest nieco mniej intensywny, ale dam głowę, że nuty bukietu zapachowego są prawie identyczne (może po prostu biedronkowy ser stroi kwintowo?). Na wszelki wypadek uprzedzam, że lepiej nie otwierać tatałajstwa w pomieszczeniach bez okien.

Dodaj komentarz