Sprawa dla Sherlocka Holmesa 2

Ojeju, ojeju, ojeju! Dzisiejszy dzień zaczął się tak po lalkowemu cudnie, że już bardziej się nie dało. Koleżanka z Facebookowej grupy opublikowała zdjęcie laleczki, której szukałam bez powodzenia od kilku lat. Zamieszczałam nawet w tej sprawie apel na blogu: http://dolland.blox.pl/2011/09/Sprawa-dla-Sherlocka-Holmesa.html Wpis z prośbą o pomoc datowany jest 23 września 2011 roku, czyli gonitwa za wspomnieniem zajęła mi 6 lat, macie pojęcie?

 


W mojej interpretacji malarskiej poszukiwana wyglądała tak:


01

 

 

A naprawdę, tak:


2

Zdjęcie dzięki ogromnej życzliwości i wsparciu koleżanki z Facebooka: Magdaleny Mroczek-Stachowiak. Magdalena jest autorką zdjęcia i właścicielką laleczki.

 

 

Nie bardzo wierzyłam, że jeszcze kiedyś zobaczę laleczkę z tej serii, a tymczasem możliwe jest, że wśród znajomych mają ją aż trzy osoby, i to w różnych wersjach kolorystycznych włosów!


 

Z rok temu, kiedy któraś z koleżanek napomknęła, że laleczki te pojawiły się na Olx, przeszukałam ten serwis wzdłuż i wszerz, wracając co kilka dni do haseł: mini Fleur, minnie Fleur, mała lalka, mała laleczka, drobna laleczka, malutka laleczka, laleczka PRL, laleczka pamiątka, laleczka kioskowiec, pamiątka PRL, zabawki PRL, stara lalka, stara laleczka itd. itp. Desperacja podpowiadała coraz to nowe kombinacje słowne, które, jak i poprzednie, wiodły na manowce.

 

 

Tymczasem ociupinka nie chciała dać się odszukać. Dopiero teraz uśmiechnęła się do mnie ze zdjęcia i spowodowała, że moje serce zrobiło fikołka. Strasznie tęskniłam za jej widokiem. Wiem, że ta drobinka jest najprawdopodobniej naszym krajowym klonikiem serii „Little kiddles”, co stawia ją o stopień niżej niż pełnoprawny wzór, ale jest moim wspomnieniem z dzieciństwa i gdybym mogła, to dałabym za nią i sto oryginałów.


 

To wszystko dlatego, że taką samą kupiła mi za ostatni grosz mama. Pamiętam to jak dziś – była zima, a my brnęłyśmy w śniegu na przystanek autobusowy ze szpitala lub przychodni. Po drodze był kiosk ruchu, do którego, z jakiegoś powodu weszłyśmy. Chyba chodziło o zapałki. W tym kiosku przy kasie stał kosz, wypełniony po brzegi malutkimi laleczkami. Pamiętam, że nie mogłam od niego oderwać wzroku i że sprzedawczyni zrobiła uwagę, że małej księżniczce podobają się laleczki, a potem zaproponowała „A może pani córci kupi?” Pamiętam jak mama sprawdzała zawartość portfela i wygrzebała z niego kilka monet, które starczyły na jedną panienkę. Pamiętam też, jak ostrożnie wybierałam laleczkę z kosza, chcąc znaleźć najładniejszą i jak nagle trzeba było się spieszyć, bo autobus ucieknie, a drugi będzie nieprędko. Nie pamiętam tylko gdzie zgubiłam swoją białowłosą drobinę w białej sukienusi. Myślę, że tamtej, starutkiej już nie odnajdę, ale może kiedyś zdarzy się jeszcze cud i te śmieszne calineczki gdzieś wypłyną. Na wszelki wypadek od czasu do czasu sprawdzam znajome serwisy, wpisując hasło „mała laleczka PRL”.

Dodaj komentarz