Za mundurem panny sznurem

Lalka, która dziś do mnie przybyła, utwierdziła mnie w przekonaniu, że seria „Silkstone” to fajna sprawa. Nie dość, że lale w niej prezentowane wykonane są starannie i z dobrych jakościowo materiałów, to dodatkowo przybywają do właścicieli opakowane w estetyczne pudełka, z których aż żal je wyjmować.

 

Mając na uwadze powyższe postanowiłam, że nowy mieszkaniec mojej lepianki chwilowo pozostanie w oryginalnym opakowaniu. Nie wiem na ile starczy mi cierpliwości, by go stamtąd nie wyswobodzić, ale na razie jestem twarda. Zresztą muszę przyznać, że lalce jest w pudełku wyjątkowo „do twarzy” i choć kusi mnie, by wystawić ją na stojak, to powtarzam sobie, że na to jeszcze przyjdzie czas.

 

Lalka, czy właściwie „lalek” ma na imię Nicolai (w oryginale – Николай) i na pewno nie raz już go widzieliście. Jak można przeczytać w serwisie „Barbie collector” kenik jest częścią „rosyjskiej” serii z 2011 roku (choć bogiem a prawdą „rosyjska” to ona jest tylko z nazwy). W skład teamu wchodzą oprócz niego trzy urocze dziewuszki, które wszelako nie trafiły pod strzechę mojego domu. Ufam, że pomimo braku swoich rodaczek Nikołka się u mnie zaaklimatyzuje.

 

Nick1

 

Zapudlony Mik stoi prosto, jakby kij połknął. Producent poskąpił mu przestrzeni życiowej i zamknął w dość wąskim opakowaniu a w dodatku – przytwierdził go tasiemkami do denka, żeby się plastikowa chłopina nie potłukła w czasie transportu Oficer armii carskiej jest jednak przyzwyczajony do takich niewygód i niewiele sobie z nich robi (choć po cichu sarka pod nosem, bo ma bardzo wyraźne skojarzenia z „bondagem”).

 

 

W pudle wcale nie jest źle,  wręcz przeciwnie, całkiem, całkiem przyjemnie. Przede wszystkim – ciepło. Nie dość że grube, tekturowe ścianki chronią od wiatru (skąd u mnie w domu wiatr?), to i łepetynę, dodatkowo, opatula porządna, futrzana czapa. Sufit co prawda zawieszony jest ciut nisko, ale … oficer armii carskiej jest przyzwyczajony do takich niewygód i niewiele sobie z nich robi (choć wolałby być przewożony w wygodnym wagonie sypialnym kolei transsyberyjskiej, w towarzystwie własnej służby, pojony szampanem i karmiony ostrygami).

 

 

 

 

Wszystkie ograniczenia można znieść, kiedy jest się ubranym w gustowny, czerwony, dobrze skrojony szynel. Jak wiadomo – aby się podobać kobietom należy się  ze smakiem odziewać. Dobrze dobrany strój i fryzura to połowa sukcesu. Druga połowa to mityczne „TO COŚ”, które trzeba mieć aby wzbudzać zachwyt niewiast. W przypadku Nikołaja „TO COŚ” okazuje się  być wyjątkowo miłymi oczętami i ciut kartofelkowatym, ale sympatycznym nosem.

 

6

 

Oczy wyraźnie spoglądają na prawo. Czyżby z tej strony nadchodziło jakieś zagrożenie (na przykład – rewolucja październikowa, Lenin, armia czerwona?) albo ładna lalka odmiennej płci?

 

6

 

Mikołaj przygotowany jest na każdą ewentualność, choć oczywiście znacznie bardziej wolałby hożą dziewoję.

 

Jak na grzecznego kawalera przystało Mik nadzwyczaj spokojnie stał przed obiektywem, dzięki czemu cyknęłam mu kilka dodatkowych, niezwykle statycznych fotek (ale za to w tonacji czarno białej z odcieniem czerwieni w tle).

 

7

 

7

 

7

 

7

 

7

 

Po zrobieniu fotek popatrzyliśmy sobie głęboko w oczy a kenio westchnął (pewnie oszołomiła go moja nadzwyczajna uroda :P) i ziewnął, czym dał mi znać, że jest trochę zmęczony wydarzeniami dnia. Nie chcąc narażać go na utratę  wszystkich sił pogłaskałam go na dobranoc po łebku, cmoknęłam w czółko i odstawiłam na półkę, gdzie nowy „men” spędzi noc.

A ponieważ i dla ludzi pora zaczyna się robić śpiąca, pozwalam sobie powiedzieć Wam „Dobranoc!” i iść w ślady plastikowego gościa, to jest: władować się w ciepłe puchy, coś sobie przez godzinkę poczytać i w końcu smacznie zachrapać.

Dodaj komentarz