Cyganeczka

Gdy zobaczycie o jakiej lalce traktuje dzisiejszy wpis część z was wzruszy pewnie ramionami. Zabawki firmy „Simba” nie należą do kolekcjonerskich skarbów, wszędzie ich (podobno) pełno i przede wszystkim – uważane są za twory o niskiej jakości i estetyce wykonania. Nie zmienia to faktu, że od jakiegoś czasu „chorowałam” na laleczkę Steffi. Myślę, że moja „chcica” wynikła stąd, że w dzieciństwie nie miałam ani jednej takiej „brzydulki” i odkryłam Stefki dopiero w dorosłym życiu.

 

0

 

Lalki od Simby widziałam już na kilku Waszych blogach i muszę przyznać, że podobał mi się każdy z oglądanych egzemplarzy, niezależnie od tego, czy należał do nowszej czy też starszej generacji. Stefki to bardzo „ciepłe”, pozbawione wyniosłości lalki. Nie są przeznaczone do tego, by stawiać je w witrynkach i podziwiać zza szybki, a do zabawy i częstego używania. Każda z nich kojarzy mi się z przysłowiową „dziewczyną z sąsiedztwa”, w obecności której  czujemy się dobrze i swobodnie.

 

Stefki oglądane u Was były w większości blondynkami. Choć bardzo lubię ten kolor włosów, to marzyło mi się zdobycie lalki – brunetki. Trochę w tym przekory, bo chciałam aby moja Stefania odróżniała się na tle jasnowłosych koleżanek. „Tę jedyną” udało mi się namierzyć na Allegro i choć jej cena przekraczała kwotę przeznaczoną na zakup, zdecydowałam się „zaszaleć” i uszczuplić zasoby portfela by móc cieszyć się posiadaniem miłej, śniadej laleczki.

 

1

 

Oprócz koloru włosów i ciemnej karnacji laleczka niczym nie różni się od innych Stefek swojego czasu. Jej twarz widzieliśmy wszyscy w niezliczonych odsłonach. Zabawna, trochę nadąsana i pozbawiona uśmiechu mordka, bardzo wysokie (zbyt wysokie?) czoło, małe, charakterystycznie umalowane oczy, prościutkie graficznie brewki w kształcie łuku. Minimalizm w czystej postaci 🙂

 

2

 

2.1

 

Dużą ozdobą lalki jest jej strój. Mnie przypomina on bardzo wdzianko Cyganki Esmeraldy, którą znamy z powieści Wiktora Hugo i z disneyowskiego filmu animowanego. Połączenie kolorów nie jest może szczególnie wykwintne, ale ładnie podkreśla ciemny kolor „skóry” lalki.

 

3

 

4

 

Simba nie pożałowała laleczce biżuterii – oprócz korali Stefcia dostała jeszcze ciekawe, bo składające się z dwóch oddzielnych elementów kolczyki Dość interesującą sprawą jest ich rozmieszczenie – wygląda na to, że  większa kulka została wbita do środka ucha lali, podczas gdy mniejsza – w małżowinę. Mam nadzieję, że producent nie chciał celowo „ogłuszyć” Steffi, barbarzyńsko przebijając jej bębenki.

 

5

 

Gdy zastanawiałam się, na której z półek umieścić Stefcię po zakończeniu króciutkiej fotosesji, zauważyłam, że do nowo przybyłej ktoś się przyplątał. Z początku trudno mi było rozeznać kto to, bo nie dojrzałam twarzy …

 

6

 

… ale po chwili stało się jasne, że to nałogowy podrywacz i bad-boy – Blaine. 

 

Muszę przyznać, że chłopak zna się na rzeczy i wykazał  sporą dozę romantyzmu (a nie wygląda na takiego!) – bo rozpoczął znajomość z „Cyganeczką” od delikatnego trzymania za łapkę i głębokiego spoglądania w oczy. Myślę, że spodobała mu się lalka tak niepodobna do standardowych barbioszek, a i Steffi robiła wrażenie zafascynowanej przystojnym kenem z dziwną i raczej niemodną fryzurą (wpatrywała się w Blaine’a  jak w obraz). A podobno produkty firm Mattel i Simba się nie lubią …

 

7

 

8

 

W ten sposób problem ze znalezieniem miejsca dla Stefci sam się rozwiązał – lala zasiadła na półce, gdzie do tej pory rezydował samotnie Blaine. Mam nadzieję, że  znajomość tych dwojga nie zaowocuje pojawieniem się gromadki ciemno- lub jasnowłosych maluchów 😉

Dodaj komentarz