Stało się! Do zbioru moich lal trafiła zabawka, która prawdopodobnie do końca swoich dni nie zostanie uwolniona z pudełka. Lalka zagnieździła się u mnie 14 grudnia, czyli w dzień urodzin, a pojawiła się za sprawą młodszej siostry, która doskonale wie, że przepadam za plastikowymi lachonkami. Kasia wybrała dla mnie lalkę, którą uznała za najpiękniejszą i najciekawszą spośród dostępnych barbioszek i jeśli chodzi o mój gust to … trafiła kulą w płot ! Nie zmienia to faktu, że prezent jest dla mnie niezmiernie cenny – po pierwsze, otrzymałam go z rąk kochanego człowieka, a po wtóre, siostra chciała podarować coś (w jej przekonaniu) wyjątkowego i nieźle nagłowiła się przy wyborze „tej jednej, jedynej”. Dlatego, pomimo niechęci do Barbie z moldem „Mackie”, ta konkretna laleczka zawsze będzie mi bardzo bliska.
Oto fotografia nowo przybyłej, wyglądającej zza plastikowej szybki:

Na plus zasługuje to, że lalka nie jest ubrana w infantylne różowości., które przy jej rudych włosach z pewnością nie wyglądałyby korzystnie. Pudełko utrzymane w zgodzie z estetyką wiersza „wsi spokojna, wsi wesoła” 😀

U boku lalki chowa się mała, biała owieczka. Wyraz jej oczu wskazuje na psotny charakter zwierzątka, uwieczniony w wierszyku „Mary had a little lamb”

Największą ozdobą Barbie są rude włosy, ułożone w loki-sprężynki.

Wyraz twarzy lali wydaje mi się dziwnie obojętny. Może Barbie znudziła się długim staniem w pudełku?
Dość ciekawie przedstawia się makijaż oka – z nietypowym, żółtym cieniem nad górną powieką.

Ogólne ważenie – pozytywne, choć szału nie ma.

Na koniec – krótkie wyjaśnienie dlaczego lalka na zawsze zostanie NRFB. Otóż nie wywołała we mnie chęci „pomacania” i została przeznaczona na element ozdobny mieszkania (tak zwany „kurzołap pospolity”). A ponieważ w pudełku jej do twarzy – na wiek wieków pozostanie w jego wnętrzu.
