Susy od Shenzhen Jingyitian Trade

To aż niesamowite, że jak się człowiek o coś nie stara i nie zabiega, to „samo w ręce wpada”. Ostatnio, z powodu wydatków przedświątecznych nie kupowałam absolutnie żadnych lalek i nie miałam w planach zabawkowych nabytków. I stało się „jakoś tak”, że lalki same do mnie przyszły. Wśród nich – Susy firmy Shenzhen Jingyitian Trade, przekazana przez miłego człowieka, który stwierdził, że u niego lalka się marnuje, a u mnie – będzie jej dobrze. 


O Susy wiedziałam tylko tyle, że jest jedną z najmilszych chińskich lal dostępnych obecnie na rynku, że jej produkcja rozpoczęła się w końcu lat 90-tych i że w sprzedaży można najczęściej dostać blondynki. Susy za towarzysza życia ma niejakiego Mike’a, który (szczerze mówiąc) niespecjalnie mi się spodobał, a to ze względu na specyficzną, dość toporną urodę i brak inteligencji w spojrzeniu:

 

01

Zdjęcie Mike’a podkradłam z sieci

 

Susy, w przeciwieństwie do Mike’a, ujęła mnie swoją delikatnością i gdy przybyła do mnie w gości, przez jakiś czas nie mogłam nacieszyć się jej obecnością. Myślę, że to ze względu na bajkowy klimat, który roztacza wokół siebie lala – odziana niczym wybierający się na bal Kopciuszek.

 

02

Do łezki łezka i będę niebieska

02a

Pozdrafiam pielgszymuf s Polski.

02b

 

Nie przepadam za wszechobecnym wśród lalek różem, więc strój w odcieniach niebieskości przypadł mi do gustu. Nie przeszkadzają mi nawet  jego bardzo błyszczące elementy – korona i naszyjnik – bo wyraźnie widać, że laleczka adresowana jest do najmłodszego odbiorcy, który takimi detalami z pewnością się zachwyca. Myślę, że starszym osobom, zbierającym lalki też one nie wadzą. W końcu większość lal, wyprodukowanych dla dzieci (a nie dorosłego odbiorcy-kolekcjonera), niesie w sobie pewną „baśniowość” i kiczowatość.

 

Po uważnym zlustrowaniu buziaka Susy doszłam do wniosku, że lalka bardzo przypomina mi Paris Hilton. Charakterystyczny kształt ust i nosa oraz owal twarzy przywodzi na myśl kapryśną dziedziczkę z rodu hotelowych miliarderów. Nawet kolor włosów jest podobny 😉

03

 

Susy nie jest klasyczną pięknością, ale do brzydul także nie należy. W porównaniu z szeregową barbioszką nie wypada wcale gorzej, choć z pewnością bardziej dziecięco.

 

04

 

Wrażenie niewinności Susy mija dość szybko …

 

05

 

06

… po przyjrzeniu się fotografiom z „członkiem Rasputina”.

 

„Hola, hola!” zakrzykniecie, „A co ty nam tu znowu za członki pokazujesz, świntuchu paskudny!”

 

Już spieszę uspokoić – w roli legendarnego organu wystąpił niewinny i nieskażony zbereźnymi myślami korzeń chrzanu. Natura ukształtowała go dość niefortunnie, a pokaźne rozmiary przywiodły na myśl rozpustnego  rosyjskiego mnicha 😉

 

Lalka – księżniczka powinna mieć jakiegoś księcia. Mike’a w zasobach nie posiadam, więc chwilowo „los padł” na rosyjskiego kena – Nikołaja. Susy zagarnęła go dla siebie podstępem, wykorzystując patent znany z „Krzyżaków” Sienkiewicza. Narzuciła, niczego nie podejrzewającemu kawalerowi białą chustę na głowę, wrzasnęła „Mój ci on!” – i chłopak został błyskawicznie zagarnięty pod pantofelek jasnowłosej hetery. Nie pomogły mu nawet tłumaczenia, że musi opiekować się przybraną córką – Skipper. Susy stwierdziła, że z przyjemnością adoptuje nastolatkę i Nikołka musiał się poddać.

 

07


Na znak „objęcia władzy” Zuźka silnie złapała młodego oficera pod ramię i do dziś go nie wypuściła z objęć. Jest strasznie czuła na kwestie „własności prywatnej”. Nikołaj na razie trzyma się dość dobrze, choć zezuje z nadzieją na lewo, wypatrując kogoś, kto zbawi go od zaborczej błękitnej księżniczki.

 

08


Niestety o ratunku trudno myśleć, gdy dookoła rozsiadły się same gruchające czule parki 😉

 

09

 

Być może los przyniesie Nikołajowi wolność, ale do tego czasu musi pomęczyć się trochę u boku jasnowłosej Susy.

Dodaj komentarz