Kenny. Handsome boys.

Zaczęło się od telefonu. W słuchawce – głos przyjaciela:


– „Zgredzina, kupić ci po okazyjnej cenie chińską podróbkę Kena?”


– „A jaka jest ta okazyjna cena?”


-„7 złotych.”


-„Bierz w ciemno! Przyda mi się klonik na OOAK”. (od pewnego czasu marzy mi się Ken-Data – bohater serii Star-Trek)


Tym sposobem mój męski harem wzbogacił się o  plastikowego przystojniaka, który według napisu na pudełku nosi wdzięczne imię „Kenny” i należy do grupy męskich lalek-playboyów, spędzających większość czasu na plaży, w towarzystwie ładnych dziewcząt i drinków „z palemką”.

 

01

 

02

 

Na tylnej ściance pudełka widnieje podobizna atrakcyjnego Kenny’ego w towarzystwie zapatrzonych w niego koleżanek.

 

03

 

Jeśli wierzyć zdjęciu, w  pudełku miał się chować sympatyczny, ciemnowłosy przystojniak o bladej, arystokratycznej cerze. Tymczasem w środku zagnieździł się jakiś dziwoląg, ani trochę nie przypominający podobizny na opakowaniu. Czary jakieś czy co?

 

04

 

Po oswobodzeniu blondasa z tekturki niespodziewany gość stanął w kącie i nadal nie chciał wyglądać jak „oryginalny” Kenny. Nie dość, że włosy nie w tym kolorze co trzeba, to jeszcze bestia opalona i nieszczerze uśmiechnięta, a do tego – w bardzo widoczny sposób należąca do starszego pokolenia lalek. Taka to perfidna kreatura!


05

 

Nie byłabym sobą, gdybym w pierwszym odruchu nie zajrzała chłopakowi w gatki, w celu ustalenia jego tożsamości (no bo przecież nie po to, aby świntuszyć – rozumie się samo przez się!). Kenik nie bardzo się buntował – widocznie lubi być macany przez baby. Pozwolił się obfotografować i choć zdjęcia do czasopisma „Playgirl” raczej nie trafią to i tak z chęcią wypinał dolną część pleców w kierunku obiektywu. Mam niejakie podejrzenia, że lalek kryje w sobie duszę bezwstydnej nimfomanki.

 

06

 

Oznaczenie na głowie wskazuje na rok 1968. Wniosek z tego jest taki, że nadal nie wiem kto do mnie trafił. Serii zabawek z  identycznym znakowaniem jest kilka i trudno  zdecydować, do której z nich należy tajemniczy jegomość. Sądząc po kolorze skóry musi to być jakaś plażowa poczwara. Mam nadzieję, że w identyfikacji pomoże serwis „Keeping ken” – prawdziwa kopalnia wiedzy o chłopakach ze „stajni” Mattel’a  😉


08

 

Ryjek w moim odczuciu – całkiem sympatyczny, choć muszę przyznać, że trochę razi mnie różowiutka „szminka” na wargach. Myślę, że chłopak  wyglądał by znacznie bardziej męsko bez takiej ozdoby, choć z drugiej strony – może należy do osób którym bardzo wysychają wargi i musi się ratować używając nawilżającej pomadki?


07

 

Kenik niejedno w życiu przeszedł i prawdopodobnie ma za sobą ciekawą przeszłość, o czym świadczy jego „sfatygowanie” i widoczne na pierwszy rzut oka ubytki w „owłosieniu”. Mam niecny plan, związany z użyciem farb akrylowych, dzięki którym, być może, uda mi się przywrócić lalce jej pierwotną formę. I choć  męczy mnie mały moralniak, bo będę ingerować w oryginalny wygląd zabawki, to ciekawość wyniku jest silniejsza.

 

09

 

Pojawienie się blondyna zelektryzowało stado „starych” mieszkańców lalkowych półek. Keny wysłały do „plażowego” delegację powitalną. Przy okazji zrobiły sobie z nowym kolegą grupowe zdjęcie, ujawniające niesamowitą i fascynującą różnorodność typów twarzy, fryzur i odcieni skóry w świecie lalek-mężczyzn.

 

EDIT: Dzięki pomocy Joachima wiem już, że mój Ken to „The Sun Set Malibu Ken”. W oryginalnym opakowaniu wyglądał następująco:

oryginał

DZIĘKUJĘ ZA POMOC JOACHIMIE!

Dodaj komentarz