Miłość do seriali …

… jest uczuciem, które może doprowadzić człowieka do dziwnych stanów a nawet uzależnienia. Z przykrością muszę przyznać, że jestem serialową bestią, która nie umie żyć bez telewizyjnych tasiemców. Myślę, że miłość do długich serii wykluła się u mnie już w latach dziecinnych, kiedy na ekranach polskich telewizorów emitowano kultową telenowelę „Niewolnica Isaura”. Dla dziewczynki, spragnionej widoku pań w pięknych sukniach, eleganckich panów i kapiących złotem wnętrz bogatych domów nie miało znaczenia to, że  tytułowa bohaterka miała zeza, jej ukochany był podstarzałym lowelasem a główny szwarccharakter grał z nadekspresją godną Borisa Carloffa 🙂 Dziś niewiele pamiętam już z fabuły „Isaury”i nie żywię żadnej chęci, aby ją sobie odświeżyć. Biedna niewolnica przegrała starcie z tuzami rodzimej rozrywki telewizyjnej, czyli „Czterema pancernymi”!


Pancerni byli strasznie fajni – chodzili w mundurach, mieli czołg, strzelali do Niemców z broni palnej, bili się na potęgę (i nikt ich za to nie karał)! ale najważniejsze – mieli psa, Szarika, którego pożądał chyba każdy dzieciak urodzony w późnych latach siedemdziesiątych. Mieć psa, który przeczołga przez pole minowe, przeniesie przez linie wroga zaszyfrowaną wiadomość i dla swojego pana przepłynie rwąca rzekę, byłoby spełnieniem marzeń. Niestety, psina, mieszkająca ze mną w latach młodości nijak nie chciała przypominać bohaterskiego wilczura, tak więc pozostawała mi wyłącznie adoracja czworonogiego członka załogi na ekranie.


Z czasem ilość oglądanych seriali znacznie się zwiększyła – Telewizja Polska zaczęła rozpieszczać widzów takimi perłami jak „Siedemnaście mgnień wiosny”, „Stawka większa niż życie”, „Kobieta za ladą”, „Szpital na peryferiach'”, „Czterdziestolatek”, „Janosik”, „Doktor Ewa”, a także hitami sprowadzanymi zza zachodniej granicy, z których najsilniej w pamięci utkwiły mi cztery tytuły, wyświetlane, zdaje się, już po upadku muru berlińskiego. Były to: „M.A.S.H”, „Drużyna A”, „Mac Gyver” i „Star Trek”! Myślę, że nie zdziwi was wyznanie iż wszystkie coglądałam z wielką zachłannością 🙂


Późniejsze sympatie skierowały się w stronę serialowych przystojniaków, grających główne role w produkcjach o zabarwieniu fantastyczno – historycznym („Robin z Sherwood”), mistyczno-detektywistycznym („Miasteczko Twin Peaks”, „Z archiwum X”) i komediowym („Skrzydła”!). Co ciekawe, fascynacja nie wygasła do dziś i gdy pojawiła się szansa zakupu wspomnianych wyżej serii to leciałam do sklepu jak na skrzydłach!

 

Współczesne seriale  również wzbudzają moje żywe zainteresowanie.  Jest ich obecnie tak dużo, że trudno byłoby wymienić i choćby w części dokonać ich prezentacji, tak więc pozwolę sobie pominąć je milczeniem, za wyjątkiem serii „Mad Men”, związanej z lalkowym bohaterem dzisiejszego wpisu.

 

Akcja „Mad Men” rozgrywa się w latach 60-tych XX wieku w środowisku ludzi biznesu, prowadzących wielkie biura i robiących wielki przekręty. Główny bohater to Don Draper, facet diabelnie inteligentny, przystojny i ustawiony w życiu. Ma na swoje usługi najpiękniejsze kobiety, najszybsze samochody i luksusowe domy –  nie waha się sięgać po  nic co najdroższe lub najwyższej jakości Można byłoby zaryzykować stwierdzenie, że pod względem ambicji Don Draper to brat bliźniak Patricka Batemana („American Psycho”), choć pozbawiony jest jego „morderczej” pasji.


Wydawać by się mogło, że człowiek taki jak Draper powinien czuć się w życiu jak pączek w maśle, lecz jak to w serialach bywa, życiem głównego bohatera rządzi pewna tajemnica z przeszłości, która jest na tyle poważna, że jej ujawnienie mogłoby strącić Dona z wyżyn społecznych na samo dno piekła. Jaka to tajemnica oczywiście nie zdradzę, mając nadzieję, że osoby, które nie znają serialu „Mad Men” z zaciekawieniem po niego sięgną. A dla miłośników lalkowych doznań mam fotki przystojnego Dona w wersji „silkstone”:


01

 

02

 

Pudełko jak pudełko, ale chłopak fajny! 😉

 

03

 

Włoski co prawda wrootowane, ale na niedostatki Dona Drapera mogę przymknąć oczy.

 

04

 

Sympatyczne, zielone ślipia, miła mordka. Któż by pomyślał, że tak niewinna fizjonomia należy do krwiożerczego rekina ze świata biznesu.

 

05

 

W najbliższym czasie planuję uwolnienie przystojniaka z  „czterech ścianek”. Nie dam rady wysiedzieć spokojnie wiedząc, że kisi się w ciasnym pudle. Myślę, że Don pojawi się jeszcze w przyszłych notkach. Ładny z niego chłopak i jestem pewna, że ożywi nieco mój ponury babiniec!

Dodaj komentarz