Skuszona pochlebnymi opiniami posiadaczy lalek Fashion Royalty postanowiłam, że gdy zdarzy się okazja zakupu, to z niej skorzystam. Dlatego przez pewien czas szczegółowo przyglądałam się ofertom na Allegro. Ofert były, a jakże, tyle że ja nie miałam wystarczających środków 🙂
Braki pieniężne uczą cierpliwości i oszczędzania. Skoro nie da się kupić pożądanej lali od razu, to trzeba pogodzić się z koniecznością dłuższego na nią oczekiwania. To z kolei pozwala porządnie przemyśleć sprawę i niejednokrotnie – zrezygnować z zakupu. Bywa przecież, że piękna lalka, którą długo podziwialiśmy na zdjęciach kolegów, okazuje się przedmiotem krótkotrwałego i ulotnego pożądania. Z drugiej strony, niemożność uzyskania lalki od ręki, wzmaga „apetyt” na nią i radość po jej otrzymaniu.
Muszę z przyjemnością stwierdzić, że doświadczyłam tego drugiego stanu. Pomimo, że od dnia, w którym trafiła do mnie pierwsza FR’ka minęły JUŻ dwie doby, to do dziś nie wierzę jeszcze, że faktycznie jest już moja. Musi minąć jeszcze trochę czasu nim poczuję się jak jej prawdziwa właścicielka. Prawdopodobnie muszę się trochę „oswoić” i przestać się bać, że przez niedelikatny dotyk mogłabym coś w niej zepsuć (mam cały czas bardzo silne wrażenie, że gdy tylko zacisnę ją w dłoni, to ją połamię!)
Laleczka jest niezwykle chudziutka i wydaje się krucha. Wyjątkiem jest wielki, naprawdę wielki i zgodny ze szczegółami anatomicznymi żywych kobiet biust (o rety, ona ma sutki!). Ma ciekawą, zimną urodę, która przywodzi mi na myśl płatną zabójczynię. Chciałabym kiedyś sprawić jej jakiś miniaturowy pistolecik i kaburę, w której mogłaby go nosić. Jestem przekonana, że z takim rekwizytem byłoby jej do twarzy 😉

„Fabryczne” imię lalki brzmi „Natalia Fatale” i jak sądzę, dość dobrze oddaje jej zimny i wyniosły charakter. Popatrzcie proszę na twarz lalki – czy nie wyraża ona zniechęcenia i pogardy dla świata?

Kiedyś myślałam, że lalki Jasona Wu są równego wzrostu z Barbie. A jednak „arystokratyczne” dziewczyny są trochę wyższe od laleczek Mattel’a i nie nadają się za dobrze na partnerki dla keników. Odstają od nich starannością wykonania i „wiotkością”, co widać na poniższej fotografii.

Dzięki licznym punktom zgięcia, laleczka ma możliwość naturalnego pozowania. Ja na razie nie umiem jeszcze w pełni wykorzystywać jej giętkości, lecz mam nadzieję, że z czasem nauczę się ustawiać ją do zdjęć. Zamierzam dużo ćwiczyć 😉

Jedynym słabym punktem, którego się dopatrzyłam u lalki, są klejone rzęsy. Gdyby były wszywane, to prawdopodobnie byłyby nie do ruszenia. Rzęsy klejone mają tendencję do wypadania, czego już zdążyłam doświadczyć. Na szczęście odrobina kleju i pinceta pozwoliły zapobiec katastrofie. Muszę jednak przyznać, że podczas „operacji” trochę trzęsły mi się ze zdenerwowania ręce. Wolę nie myśleć co by się stało, gdyby klej zaplamił oko.

„Traumatyczna” przygoda z odpadająca rzęsą spowodowała, że jeszcze bardziej cenię Natalię. Łatwo ją zniszczyć, więc będę starała się przechowywać ją w jak najlepszych warunkach, wykluczających kolejne katastrofy. W przyszłości będę próbowała zmodyfikować delikatnie jej fryzurę, ale mam nadzieję, że moje zabiegi fryzjerskie nie zrobią jej krzywdy.