Nie wysyłam do Polski

Znacie serwis eBay? Wiem, że znacie! I na pewno zetknęliście się z sytuacją, kiedy na jakiejś aukcji udało się wam namierzyć lalkę, która od długiego czasu wręcz się napraszała, by ją kupić, ale kiedy dochodziło do kontaktu ze sprzedawcą, to sen o zdobyciu „tej wymarzonej” pryskał niczym mydlana baniuszka, bowiem eBay’owicz „NIE WYSYŁA DO POLSKI” (ani w żadne inne miejsce, poza swoim krajem).


 

Z moich obserwacji wynika, że w numerach tego typu przodują Amerykanie. Dajmy na to, że na eBayu pojawia się aukcja, którą nie interesuje się pies z kulawą nogą, oprócz mnie. Pytam więc sprzedawcę, czy wyraziłby zgodę na wysyłkę do Polski, oczywiście, za odpowiednią dopłatą. Odpowiedź zazwyczaj brzmi: „Nie ma takiej opcji!”. Jak nie ma, to nie ma. Trudno. Zapominam o aukcji na jakiś miesiąc i po tym czasie próbuję sprawdzić, czy przedmiot się sprzedał. I co odkrywam? Że aukcja nadal sobie wisi w sieci i że nadal się nią nikt nie interesuje. Podejmuję zatem drugą próbę kontaktu. Powołuję się na poprzedni mail i pytam, czy w związku z tym, że przedmiot nadal jest dostępny, sprzedawca łaskawie rozważyłby możliwość zmiany ustawień wysyłkowych. Wystawca lalki zazwyczaj zgadza się przemyśleć sprawę, kiwa dobrotliwie głową, ale na tym jego działanie się kończy, zaś kontakt – urywa. Aż chciałoby się niecenzuralnie rzec: WTF? Skoro nie zależy ci człowieku na sprzedaży, to po co robisz mi nadzieję? Dla jaj? Dla pognębienia „polaczka”? Nie ogarniam tego swoim małym móżdżkiem, tym bardziej, że po kolejnym miesiącu okazuje się, że lali znów nikt nie kupił.

 

 

No piknie. Sprawa wydaje się przegrana. Można iść i zakopać głowę w piasek, albo wyżalić się komuś znajomemu. I, jak się okazuje, ta ostatnia opcja jest bardzo mądra, bo drugi człowiek i rozwiązanie poda i jeszcze zaoferuje pomoc w ściągnięciu laluchy do miejsca zamieszkania osoby jej pożądającej. Stąd wniosek, że wśród całej masy spotworniałych potworów istnieją tzw. „dobrzy ludzie” i dzięki za nich Bogu, bo bez nich świat kręciłby się wolniej. A tak w ogóle, to ja to wszystko piszę, bo bez pomocnej dłoni pewnej pięknej i uroczej niewiasty ukrywającej się pod nickiem „Marshalka” o przedstawieniu Wam bohatera dzisiejszego wpisu, mogłabym sobie tylko pomarzyć.

 

 

Lalek pojawiał się już u mnie w odsłonie „matellowskiej”, ale że nie wystarczała mi ona do szczęścia, więc tajemniczy „on”, który już za chwilę odsłoni lica, doznał rozdwojenia i tym razem zaprezentuje się jako „czarny kuń” ze stajni Hot Toys. Wiem, że moje uwielbienie dla tej firmy zaczyna już powoli przekształcać się w fiksum dyrdum, ale liczę na Wasz łagodny osąd – wszak wszyscy jesteśmy nieco szurnięci.

 


A teraz, jak na dobrego gospodarza przystało, pozwolę sobie przedstawić Szanownym Czytelnikom Jacka nad Jackami, czyli monsieura Sparrowa. Jacuś, ukłoń się Państwu!

 

01

Jack: – No jak mam się ukłonić, skoro trzymam ster? Jak go puszczę to zaraz mi statek wpadnie na skały albo cuś! Kobity to mają głupie pomysły …

 

 

Recenzja „produktu” pojawi się, oczywiście, w którymś z kolejnych wpisów, a na razie, jako leń patentowany, rzucę Wam na żer kilka artystycznych fotografii (artystycznych, czyli: niedoświetlonych, nieostrych, z jakimś badziewiem w tle itp., itd. – w sumie to się tym nie bardzo przejmuję, bo nie mam ani dobrego oka, ani rozwiniętego zmysłu smaku, więc cudów się po swojej działalności fotograficznej nie spodziewam).

 

02

 

03

 

 04

 

W związku z tym, że Jack został przesłany do biura gdzie pracuję, jego odpakowanie wzbudziło pewne zainteresowanie wśród kolegów. Piracik został gruntownie obmacany i – konstatuję to z przyjemnością – spodobał się towarzystwu. W domu zresztą też, choć bliscy ubolewają trochę nad moim szaleństwem zakupowym. „Buty byś sobie, dziecko, jakieś eleganckie kupiła, a nie te lalki wiecznie do domu ściągasz!”. Buty butami, a ja i tak wolę lalki. Zresztą, większość eleganckich człapaków jest na obcasie, a ja ni hu hu w takich chodzić nie umiem, więc nie czuję żadnych pokus. Na widok butów nigdy mi gula do gardła nie podeszła, a na widok lalki – owszem, tak więc priorytety są dość jasne 🙂

 

Przyjazd Jacka do domu spowodował pewną konsternację wśród starszych mieszkańców, a szczególnie u jednego rodzynka, który uważa się za mistera wszechświata. Przez chwilę bałam się, że zrobi krzywdę nowemu nabytkowi, bo jest skory do bitki, ale o dziwo, zachowywał się spokojnie, choć ukradł Jackowi piracki kapelusz.

 

05

Ja: – Loki, jesteś piękny, ale w tym kapeluszu ci kompletnie nie do twarzy!

Loki: – A mnie się podoba! Od dziś jestem piratem!

 

Ponieważ opracowanie dzisiejszego wpisu wyczerpało moje siły fizyczne i duchowe, pozwolę sobie na jakiś czas się oddalić. Wrócę niebawem, z obszerniejszą recenzją Jacka!

Dodaj komentarz