Dzięki opublikowaniu poprzedniej notki udało mi się ułożyć w głowie to, co chciałam napisać o Jacku Sparrowie. I oto jest – krótki, bo krótki, ale jednak choć trochę przemyślany opis figurki pirata. Mam nadzieję, że dotrwacie do końca.
– – –
Firma Hot Toys przyzwyczaiła mnie do tego, że jej produkty pakowane są w duże, ciężkie pudła, zaś figurki pieczołowicie zabezpieczane plastikowymi warstwami ochronnymi. Aż tu – listonosz przyniósł Jacka i okazało się, że pudła mogą być jeszcze większe i cięższe, a zabezpieczenia – dużo lepsze. Wszystko to ma wpływ na nieporęczność „trumienki” – ani się jej nie da do szafy upchnąć, ani swobodnie na półkę wcisnąć. Pudliszcze jest niewymiarowe i naprawdę straszy swoją objętością. Wyrzucać go jednak nie zamierzam. Raz – że mi się najzwyczajniej w świecie podoba, dwa – gdyby Jack chciał sobie trochę odpocząć, to w oryginalnym opakowaniu będzie mu najwygodniej.

Z frontowej ściany pudła śmieje się do nas trupia czacha. Aż chce się cichutko wybąkać pod nosem: „Memento mori”

Wewnątrz opakowania znajdziemy pochwalny pean na cześć Jacka i niebrzydką grafikę.

Wnętrze wysłane jest gąbką. To idealny sposób na zabezpieczenie figurki – nic nie ma prawa się obtłuc czy połamać. Z drugiej strony taka ilość gąbki znacząco wpływa na wagę całego zestawu.
Jack został szczodrze wyekwipowany w różniste akcesoria. Najfajniejszym z nich jest chyba ster, który wygląda jak prawdziwy, choć wykonany jest z plastiku.

Producenci zaszaleli z ilością dodatków i napchali ich do pudła naprawdę dużo. Just watch this:

Trupia łapka na szczęście, albo do podrapania się po plecach.

Szabla wraz z pochwą. Jak to mówi stare przysłowie – kto mieczem wojuje ten od pochwy ginie 😛

Pif, paf, bez pistoletów ani rusz!

Droga na Tortugę wiedzie przez wiele mórz i oceanów. Dobrze mieć ze sobą kompas, aby nie pobłądzić.

By słońce nie spaliło główki – jest coś do zakrycia makówki 😀

Bez flagi też się żaden porządny pirat nie obejdzie. Na maszcie musi powiewać wizerunek Wesołego Rogera.

Butelczyna z rumem – dla skrzepienia nadwątlonych sił witalnych.

Z braku prawdziwej Czarnej Perły – jej namiastka w butelce. Strasznie mnie ten malutki stateczek ucieszył. To zdecydowanie mój faworyt wśród akcesoriów.

Jako akcesoria potraktowano również wymienne dłonie. Nie wiem dlaczego ich liczba nigdy nie jest parzysta. To jakaś hot-tojsowa, pilnie strzeżona tajemnica.
Najważniejszy w zestawie jest oczywiście Jack. Oto i on, w całej swej chwale i blasku „urody”:


Jak pisałam w poprzedniej notce, Jack jest dość nietypową figurką – bo dostał od producenta dwie wymienne twarze – jedną poważną i druga – szelmowską.

Człowiek o dwóch twarzach był bohaterem filmu o Batmanie. Jack, czy ja czegoś o tobie nie wiem?
Mnie bardziej podoba się uśmiechnięta facjata, ale większość osób zbierających figurki uważa, że pirat lepiej wygląda w wersji „smutas”.
Z tyłu każdej główki jest umiejscowiona wajcha, za pomocą której można regulować ustawienie oczu. Podobne ustrojstwo mają Pullipy i inne dyniogłówki.

A to już efekt zabawy wajchą:

Jack patrzy ze zgrozą dookoła – O rety! gdzie ja jestem?
Z główki wyrasta kuleczka, którą zakotwicza się w części szyjnej figurki. Całą operacja zdejmowania i nasadzania łebka jest o wiele prostsza niż usuwanie i nakładanie główki u Barbie.


A kiedy głowa trafia na swoje miejsce, można zacząć myśleć o czymś przyjemnym. Na przykład o sesji zdjęciowej z krewniakiem, dzielącym ten sam „facemold”.

Niby i jeden – to Depp i drugi – też Depp. Ale ni hu-hu do siebie niepodobni!

Jak się na nich popatrzy z bliska to od razu widać, że pochodzą z różnych światów.

Panowie się nie polubili i od razu doszło między nimi do zwady. Chcieli się nawet bić, ale Sweeney chyba nie miał dużych szans. Jakby to powiedzieć: rozmiar u chłopa MA ZNACZENIE!
Pomimo utarczki ze Sweeney’em Jack okazał się całkiem towarzyski Od razu znalazł sobie kompana do obalenia flaszki.

Kumplem do kielicha okazał się Loki (który jako bad-boy programowo uwielbia popijawy, a przynajmniej zgrywa kogucika)

Loki: – Słuchaj, trunek już jest, ale przydałoby się coś na ząb. Mamy jakieś ogóreczki?
Jack: – Ogórków nie ma, ale znalazłem słone paluszki!

Loki: – Kapitanie! Kurs na Tortugę!
Biedny Loki, ma niestety słabą głowę. Po obaleniu trzech flaszek padł jak nieżywy, Jak musiał zatroszczyć się o jakieś inne towarzystwo. Nie wypatrywał go długo.

Jack: – Hej, śliczna panienko, podwieźć cię na Tortugę? Lepszego stopa w tej okolicy nie złapiesz. Jeśli tylko będziesz chciała, to pozwolę ci dotknąć mojego steru 😛
Dziewczę było chętne do momentu, w którym nie zobaczyło ozdoby wiszącej u pasa Jacka.

Ususzona główka. Fuj, paskudztwo!
No i Jack został sam! Nie popsuło mu to wszakże humoru. Bo takich damulek jest na świecie dużo, a zmumifikowanych, maleńkich główek, znacznie mniej, tak więc jeśli wybierać – to chyba lepiej coś rzadszego.

Ahoj marynarze! Do następnego spotkania w internetowym oceanie!