Gdy nadchodzi lato, na damskich forach zaczyna się roić od tematów typu „Jakich mężczyzn wolicie: owłosionych misiów czy wydepilowane koguciki?” Głosy „za” i „przeciw” rozkładają się mniej więcej po równo i tak naprawdę, to żadna z dyskutujących kobiecych frakcji nie wygrywa, ale co się człowiek w takich dyskusjach naczyta, to się naczyta. A to, że naturalni, nie usuwający owłosienia panowie wyglądają jak „zarośnięte małpy”, że urwali się z epoki kamienia łupanego i że „busz” dawno wyszedł już z mody, albo znowóż, że ci wydepilowani to kompletna degrengolada, na pewno są gejami, zmanierowanymi metroseksualistami którzy zatracili w sobie pierwiastek męskości. Kiedy sobie czytam takie życiowe dyskusje, to aż się za głowę łapię. W końcu chłop – to chłop. Czy będzie obrośnięty, czy wygolony, czy też zachowa złoty środek, który pozwoli mu podobać się zarówno entuzjastkom „kłaków na klacie” jak i wielbicielkom „gładkich połaci” – to już przecież wszystko jedno.
Dzisiejszy wpis będzie, co prawda, skierowany w stronę tych bardziej owłosionych panów, ale nie wynika to z jakiejś mojej szczególnej ku nim admiracji, a wyłącznie z tego, że swojego opisu doczekał się Wolverine, który, jak wskazuje jego przezwisko, nosi na sobie trochę futra.
Wilczysko nieco różni się od innych mieszkających u mnie figurek. Był wyprodukowany znacznie wcześniej niż cała reszta, co przekłada się na niższą jakość opakowania, inny typ ciała (Wolvie jest wyższy od pozostałych kolegów i stojąc u boku Barbie nie musi się wstydzić wzrostu) i – niestety – mniejszą ilość akcesoriów w zestawie.
Aby usystematyzować informacje o nim, pozwolę sobie, po raz kolejny, przedstawić notkę w kształcie punktowanego konspektu. Trochę to zalatuje szkolną poprawnością, ale pozwala o niczym istotnym nie zapomnieć (a przy mojej sklerozie jest to rzecz wielkiej wagi) 🙂
1. Pudło.
W dawnych czasach (czyli w 2009 roku, kiedy Wolvie trafił na rynek, a ja nie miałam jeszcze pojęcia, że na starość będę bawić się lalkami), firma Hot Toys robiła pudła w wersji „wypas to nie jest, oj nie!”. Mówiąc po ludzku – producent leciał po kosztach i pakował figurki w możliwie najtańsze trumienki. Wierzchnia warstwa opakowania bardzo łatwo się rysuje, a wewnętrzna wygląda na moje oko dość siermiężnie. Nie przekłada się to na zabezpieczenie figurki (tu HT nigdy nie dało plamy), ale wrażenia estetyczne są średnie. Pewnie kręcę nosem jak jakaś zblazowana primadonna, ale HT przyzwyczaiło mnie już do tego, że obecnie wszystko robi na tip-top. No cóż, wysoką jakość wypracowuje się latami i kiedyś po prostu mogło być skromniej niż obecnie.
Napisy na pudle i grafiki – jakieś takie rozmyte, mało wyraźne. A wewnątrz – ciemna masa (plastikowa) …
Nie przepadam za czarnymi wkładkami w lalczanych pudełkach. Jakoś mi się tak ponuro kojarzą.
2. Podobieństwo do prawdziwej postaci.
Kiedy patrzę na chmurny ryjek Wolverina, to od razu widzę przed sobą ucharakteryzowanego Hugha Jackmana, który za chwilę wskoczy mi do łóżka pojawi się na planie filmowym. Chylę czoło przed artystą, który tak dobrze uchwycił charakterystyczne rysy aktora i przeniósł je na plastik. Jego imię i nazwisko podam na końcu notki.

Wolverine dzieli z innymi figurkami od HT dość wyraźnie zarysowaną cechę – otóż jego twarz jest neutralna w wyrazie. Ja czytam w niej smutek i skupienie, ale osoba, której wilczek się nie podoba może spokojnie powiedzieć, że jest ona ciut … bezrefleksyjna. Bardzo chciałabym móc się nie zgodzić z takim stwierdzeniem, ale jest ono, co konstatuję z przykrością, wyjątkowo trafne. Na podobną przypadłość cierpią też pozostali koledzy Wolverine’a – ich twarze wyglądają bardzo dobrze, gdy patrzy się na nie pod odpowiednim kątem, en face – już nieco gorzej. To chyba kwestia ustawienia oczu (podobny problem można zaobserwować u Barbie) – figurki patrzą na wprost i nieco do góry, co u żywych osób jest dość rzadkie (u ludzi oczy mają tendencję do żywego rozglądania się wokół, a gdy zafiksują się na jednym punkcie, wyglądają nienaturalnie). No cóż, plastikowa figurka nie uzyska nigdy doskonałości żywego człowieka, ale można dodać jej nieco dynamizmu, wprowadzając system ruchomych oczu (jak choćby u Jacka Sparrowa!). Może HT odświeżą kiedyś postać Wolverine’a i zaserwują produkt z przesuwnymi ślepkami?
3. Ciało.
Zdecydowanie muskularne. Tors pokryty „skóropodobnym” plastikiem, z wyraźnie zaznaczonymi KŁAKAMI! Odwróćcie oczy, miłośnicy i miłośniczki gładkiej skóry!
Dla potrzeb naukowych Wolvie został rozebrany. Ale w związku z tym, że wśród czytających mogą być nieletni – nie do rosołu!
Pararam, pararam, kłaki mam tu i tam. Lecz modelem mógłbym być, gdyż mam bardzo zgrabną rzyć!
Kłaki są wszechobecne – są na klacie, są na przedramionach i nawet na zewnętrznej części dłoni, ale, co ciekawe – no nogach ich nie ma! W miejscu „strategicznym” też ich nie zaobserwowałam. Producent nie pomyślał o owłosieniu innych partii figurki ze względów praktycznych. Mało który właściciel Wolverine’a byłby zainteresowany prezentacją jego oddolnej golizny. Jeśli już, to ograniczyłby się do wyeksponowania gołego torsu (goły tors jest podobno męski). A że ze mnie taki kolekcjoner jak z koziej dupy trąba, to pokazałam całość 😛
Ciało, jak u wszystkich hot-tojsów jest składaczkowe, co oznacza, że można je swobodnie rozłożyć na części pierwsze. I tak – głowa trzyma się na kulce:
A ręce i nogi – na łatwo demontowalnych zawiasach:
Łatwość, z jaką można usunąć każdy element ciała trochę mnie przeraża. A co będzie, jeśli jakiś kawałek mi się zgubi? Płacz i zgrzytanie zębów!
4. Akcesoria.
Hmmm, no cóż, nie ma za bardzo się czym pochwalić. W zestawie kryje się:
– sześć wymiennych łapek (a to ci niespodzianka! – zazwyczaj figurki dostają nieparzystą liczbę rączek),
– stojak,
– łańcuszek z nieśmiertelnikami.
No i to by było na tyle. Jak mawiał mój guru, świniak Porky z kreskówek Looney tunes: „That’s all, folks!”.
Poza tym Wolverine ma jeszcze oczywiście ubranie, które nosi na grzbiecie. Wniosek z tego taki – że w porównaniu z innymi figurkami jest bidny jak mysz kościelna.
Mimo to, chłopak nie narzeka na brak dobrego humoru. W wolnych chwilach z przyjemnością się opala.
Wolvie: – „Słuchaj Aga! Nie uszyłabyś mi jakichś kąpielówek? Te spodenki a’la cyklista nie bardzo nadają się do siedzenia na słońcu. Stopy mógłbym pożyczyć od Jake’a, bo ma wymienną parę, no ale gatki to już raczej wolałbym mieć własne, bo wiesz, ja brzydliwy jestem i pożyczanie takich części garderoby nie wchodzi w grę.”
A na koniec – nazwiska osób, dzięki pomocy których powstał Wolvie. Zdolne z nich bestie!