Rumpelstiltskin

Tytuł jest dla zmyły, bo dzisiaj będzie o lalce przechodzonej oraz problemach czytelniczych. Ale najpierw o problemach.


 

Sprawa ma się tak: w sieci co i rusz pojawia się jakiś nowy lalkowy blog. Od ilości ciekawych miejsc może pomieszać się w głowie. Praktycznie co dzień publikowane są w nich godne przeczytania wpisy. I jeśli ktoś chce śledzić i komentować wszystko na bieżąco, to dostaje kociokwiku. Po prostu za dużo jest wszystkiego do ogarnięcia! Czytanie kolejnych notek zajmuje sporo czasu i po takim maratonie można zapomnieć co kto napisał. A kiedy dochodzi do komentowania to – o rety! – czasami robi się boleśnie. Bo wiadomo, że gdy się czyjś blog lubi, to chciałoby się napisać coś przyjemnego, niebanalnego, z jajem i na temat. Ale kiedy jednego dnia przychodzi zamieścić dwadzieścia komentarzy u różnych osób, to mózg odmawia współpracy. I wtedy albo się u ludzi na blogach zaczyna wypisywać straszliwe bzdury (oczywiście pod przykrywką niezmiernie mądrych słów), albo nie komentuje się wcale.


 

Najgorzej jest w weekendy albo dłuższe przerwy świąteczne – bo wiadomo że w wolne dni nasza działalność zdjęciowo-pisarska sięga apogeum. Kilka swobodnych godzin aż prosi się o to, by wykorzystać je dla rozwoju ukochanego hobby lub podzielenia się z całym światem nowinami, co też się u nas dzieje. Ufff, ależ się wtedy trzeba nagimnastykować, żeby choć okiem rzucić na wszystkie ciekawostki, które się u blogowiczów pojawiają! Zajęcie, które w założeniu ma cieszyć, staje się dodatkową PRACĄ. Czasami nużącą. Normalnie nienormalne!


 

Zaczynam w końcu rozumieć osoby, które wolą nie zostawić komentarza niż korzystać z uniwersalnego lecz nudnego tekstu: „Ależ śliczną lalkę kupiłaś/kupiłeś”. Bo ileż można klepać to samo? I czy takie komentarze w ogóle jeszcze kogoś cieszą?


 

No, może trochę przesadzam. Przyjemnie jest wiedzieć, że znajomym podobają się nowe nabytki, co widać po entuzjastycznych opiniach pod notkami. A kiedy ktoś da się skusić na kupno takiego samego egzemplarza, bo zakochał się w tym z naszej notki, to można dumnie wypiąć pierś do przodu, zadrzeć nos do góry i udawać wielkiego, światowego trendsettera.


 

trendsetter

Według wujka Gugla światowy trendsetter wygląda jak ten nieco zarośnięty na licu pan, schowany za ciemnymi szkłami.


 

Reasumując – jeśli będziecie mieli ochotę zostawić komentarz pod dzisiejszą notką, to będzie mi miło. Hehehe! – no i wyszło szydło z worka – ten wstęp był tylko po to, by nabić sobie komcie

gdak gdak

 

 

A teraz do boju – znaczy – do Lalki Przechodzonej!


 

Lalka przechodzona rozpoczęła swój żywot jako zwykła Monsterzyca, czyli patykowate, wielkogłowe i zginaczkowate stworzenie, znane szerszym masom jako Ghoulia. Los przeznaczył jej życie pełne traumatycznych przeżyć i bolesnych upadków – Ghoulia straciła w strasznym wypadku twarz, odzienie i pudełko. Niewiele osób podniosłoby się po takiej tragedii – ale nie ona! Obdarzona wyjątkowym hartem ducha monsterzyca wskoczyła w kopertę i ruszyła w Polskę po prośbie. U tego wyprosiła nową fryzurę, u tamtego – elegancką kieckę. No czegóż to ona nie otrzymała! Rozum nie ogarnia! Ale najbardziej, tak naprawdę najbardziej to zależało dziewczynie na nowej twarzy. I wiecie co – trafiła w końcu do znanej w lalkowym świecie pani chirurg – Mobe, która podarowała jej nowe liczko:


 

01

Mam twarz! O Boże! Nareszcie!


2

Maluśki, zgrabny noseczek, zielone ślepiszcza i całuśne usta! Ha! Piękna jestem! Proszę chwalić i podziwiać!


3

 

 

No a na koniec smutna informacja – teraz za przeróbki biorę się ja. Nawet już zaczęłam działalność. Od pozbawienia biedaczki dłoni. Co będzie dalej, pokażą najbliższe dni. Na Waszym miejscu byłabym pełna obaw.


 

A na koniec notki zrobię to, na co zawsze miałam ochotę, ale jakoś się nie decydowałam, bo podobny patent widziałam u Was i myślałam sobie – eeeee, nie będę kopiować. Ale jednak będę i zakończę wpis piosenką! Nie byle jaką, bo smutną i dołującą. Żeby wprowadzić czytaczy w smętny, listopadowy nastrój. Jak depresja, to depresja pełną gębą!

 

 


Dodaj komentarz