Z mieszanymi uczuciami

To, że kocham „męskie” plastiki wiadomo nie od dziś. Szczególnym uczuciem pałam do wytworów jednej takiej podrzędnej firmy, której nazwy nie chcę tu wymieniać, bo mam wrażenie, iż robię to zbyt często, zbyt chętnie i zbyt namolnie. Rzeczona firma specjalizuje się w zabawkowych facetach, ale czasem, od wielkiego dzwonu wypuszcza też na rynek „damskie” plastiki. W większości – bardzo atrakcyjne wizualnie.

 


Rok temu straszliwie sparło mnie, aby dołączyć do swojej małej, figurkowej gromadki jeszcze jednego członka, tym razem z damskiej obsady. Wybierałam, przebierałam i jakoś nie mogłam się zdecydować. Akurat w tym czasie „firma której nazwy nie śmiem po raz kolejny wymówić” wydała bohaterkę „Batmana” – Selinę Kyle, więc w ostatecznym rozrachunku wybrałam właśnie ją. Selina miała bardzo ważną cechę, która dystansowała ją od innych rywalek – była tańsza!



Na odbiór figurki czekałam baaaardzo długo, właściwie tak długo, że zapomniałam o zamówieniu. A tu – kilka dni temu na maila przychodzi przypominajka od dystrybutora: „Chciałaś kobito lalkę, to potwierdź finalnie kupno (znaczy – wyskakuj z kasy), a my ci ją nadamy pocztą”. Co było robić? – jeśli się powiedziało „A” to trzeba było wydukać i „B”.


 

No więc Selina jest już u mnie. Wyjęłam ją z pudła, obejrzałam od góry do dołu, pobawiłam się w pozowanie i zaczęłam zastanawiać – cieszę się, czy nie cieszę z jej obecności? Po raz pierwszy mam problem z oceną własnych uczuć w stosunku do wyczekiwanej figurki. Jeśli chodzi o chłopaków to takich wątpliwości nie miałam – radował mnie i zachwycał z miejsca każdy nowo przybyły. Zakochiwałam się w nich od pierwszego wejrzenia. Z Seliną będzie trudniej i trochę na przełaj. Raz – bo to baba, dwa, bo mam w stosunku do niej kilka zastrzeżeń. Zasugerowałam się bardzo silnie fotografiami promocyjnymi i wyobrażałam ją sobie trochę inaczej. Moje oczekiwania się nie sprawdziły. Składa się na to wiele czynników. Większość z nich to drobnostki, ale jak wiadomo, nawet nieistotne szczegóły są w stanie skutecznie ostudzić zapał i zgasić zachwyt.


 

Dziś jednak nie zamierzam rozwodzić się nad tym, co mi się w Selinie nie podoba. Pozwolę sobie zepchnąć negatywne odczucia na bok i spróbować cieszyć się, że dziewczyna w końcu zawitała do mnie. Choć strzała Amora nie uderzyła mnie w serce zaraz po wyjęciu kobiety – kot z pudełka, to i tak daję jej szansę. Najgłębsze zakochania zawsze przeżywałam powoli, bez fajerwerków na wstępie, więc może początkowy brak szalonego bicia serca to dobry znak?


 

Bardzo przyjemnie jest po raz pierwszy dotknąć dziewczyny, wyprodukowanej przez moją ulubioną zabawkową firmę, postawić ją obok chłopaków i obserwować ich reakcje. Bo w plastikowe chłopstwo jakby piorun strzelił – każdy poczuł w sobie Don Juana i próbuje zwrócić uwagę atrakcyjnej koteczki. Czy warto zaprzątać nią sobie głowę? – tę ocenę pozostawiam Wam. Być może poniższe zdjęcia pomogą odpowiedzieć na to pytanie.


 

01

Dopiero wyszła z pudełka, a już rozrabia! Odłóż tę pukawkę dziewczyno, jeszcze kogoś postrzelisz!


 

02

Moje sugestie nie na wiele się zdały. Nie pozwoliła sobie wydrzeć „gnata” z dłoni. Podobno bez broni czuje się nieswojo.


 

3

Anne Hathaway? Hmmm, nie jestem pewna. Bo trochę podobna i do Liv Tyler …


4

Jej włosy są bardzo niesforne. Beż żelu się nie obędzie!


05

Zgred? Chcesz mi nałożyć żel na włosy? Chyba żartujesz! Czy ja wyglądam jak Barbie?!


06

No dobrze, zgodzę się na ten żel, jeśli umieścisz mnie na półce obok NIEGO. (Tajemniczy on stoi poza kadrem. Całą reszta chłopaków zgrzyta zębami z zazdrości)

 

 

W kolejnej notce, już tradycyjnie, nieco bardziej szczegółowy opis pudła, akcesoriów i samej kocilli, to jest Seliny.

Dodaj komentarz