Klasyka klasyki

Są takie lalki, które każdy zna i rozpoznaje, bo wyprodukowano je w tak dużej ilości egzemplarzy, że praktycznie wszyscy mieli kiedyś z nimi styczność lub były na tyle uniwersalne z wyglądu, że zachwycały dzieci z różnych krajów i środowisk. Dla ludzi z mojej epoki są to Barbie superstar, dla osób młodszych wiekiem – chudziutkie laleczki Monster High, stanowiące charakterystyczny, zabawkowy symbol ich dzieciństwa. W świecie lalek BJD miano lalki klasycznej, dzierży od wielu lat i chyba zawsze już będzie dzierżył Saint od firmy Dollshe craft.

 

Zanim poważyłam się napisać ostatni człon poprzedniego zdania, z uwagą przejrzałam wpisy na trzech niezależnych forach poświęconych BJD, żeby upewnić się, że faktycznie mogę wysnuć taki wniosek. Analiza okazała się trafna – użytkownicy portali niejednokrotnie wskazywali na tę właśnie lalkę, jako na zabawkę, od której zaczęła się ich przygoda z „żywicami”. Co ciekawe, takie właśnie zdanie wyraziła nasza blogowa koleżanka – Luci Fair pod moim zdjeciem na Flickr! Pozwolę je sobie tutaj zacytować i myślę, że Luci się nie obrazi, bo przekazała w tej króciutkiej wypowiedzi opinię wielu osób: „Saint był tą lalką, która obudziła we mnie zainteresowanie bjd”.

 

01

Powyżej – wzorcowe, promocyjne zdjęcie Sainta pobrane ze strony firmy Dollshe craft: http://dollshecraft.com/shop/step1.php?number=688

 

Biorąc powyższe pod uwagę, mogę chyba śmiało nazwać Sainta „klasyką klasyki” 🙂 „Klasyką”, która bardzo, ale to bardzo podobała mi się w każdej odsłonie, w której spotykałam ją na zdjęciach w sieci. Ta fascynacja nie przekładała się na chęć kupna, bo Saint nie pasował za bardzo do kierunku, w których mam zamiar podążać (czyli  do tworzenia dream-teamu składającego się z lalek przedstawiających dorosłych mężczyzn), ale życie (jak to ono potrafi) podsunęło mi okazję nie do pogardzenia. Otóż producent lalki, firma Dollshe craft, zorganizowała w grudniu 2013 r. konkurs na recenzję jej produktu, w którym zwycięzca mógł wygrać dowolną lalkę z jej oferty, a osoby, które zajęłyby drugie miejsce (były przewidziane dwa drugie miejsca) – bardzo dużą, bo aż 50% zniżkę na zakupy. Nie zastanawiałam się ani chwili – moja recenzja powędrowała do firmy Dollshe już trzeciego dnia po ogłoszeniu konkursu 🙂

 

Nie jestem nadmiernym optymistą, ale wierzę w swoje szczęście i w swoja pisaninę. I takie podejście chyba się opłaca, bo moja recenzja zajęła jedno z drugich miejsc. Tym samym powędrował do mnie 50% kupon zniżkowy, a co było dalej nie trudno się domyślić. Splot okoliczności spowodował, że się złamałam i postanowiłam zamówić lalkę, choć muszę przyznać, że nielicho wahałam się przed podjęciem decyzji. Po co mi lalek-niedorostek, pytałam sama siebie i właściwie nie znajdowałam na to pytanie odpowiedzi. Saint był za „młody”, za wysoki (70 cm wzrostu, wyższy od Larwy, który czuje się z tego powodu ciut niepewnie) i naprawdę odstawał od moich wyobrażeń o przyszłych mieszkańcach lalkowych półek. Co nie zmieniało faktu, że możliwość jego zdobycia bardzo rozgrzewała mi serce. W końcu machnęłam ręką, przeżegnałam się i zrobiłam nurka na głęboką wodę, czyli podjęłam jedyną słuszna decyzję, to jest – zamówiłam gałgana!

 

Dziś Saint jest już u mnie i czuję się z tego powodu świetnie, ba, nawet wspaniale i aż nadziwić się nie mogę, że nie umiałam zdecydować się „na tak”. Wiem, że bez makijażu, oczu, ubrań i peruki nie widać jeszcze w pełni jego potencjału, ale to wszystko przyjdzie z czasem. Nigdy nie przypuszczałam, że kiedyś nie będę mogła doczekać się na weekend, by dorwać się do kredek akwarelowych i maszyny do szycia, ale ludzie się zmieniają – obecnie perspektywa zajęcia się taką dłubaniną powoduje u mnie podniesienie się ilości endorfin we krwi 🙂

 

Zdjęć „świeżynka” prawie wcale nie mam, bo co jedno, to wychodziło gorsze, a więc na razie nie zasypię Was „spamem”, ale na pewno zrobię to, gdy tylko pojawi się taka możliwość. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie. Niepomierna chęć pokazywania całemu światu lalek, w których się kocham jest silniejsza ode mnie 😛

 

01

02

03

 

Zastanawiam się jakie oblicze mu nadać. Boję się wpadnięcia w schemat. A schemat „charakterologiczny” dla lalki BJD płci męskiej wygląda zazwyczaj tak:


– indywidualista,


– antyspołecznik,

 

– złośliwiec,


– romantyk,


– osobnik sensualny,


– wiecznie sfochany,


– wewnątrz wrażliwy i czuły, na zewnątrz – zimny głaz,


– a jeśli już kocha, to jest to „miłość-nienawiść”, straszliwie skomplikowana i poplątana jak gumka od majtek,


– koniecznie z nutką tajemnicy, mroku i Bóg wie czego jeszcze (ale koniecznie w ciemnej tonacji, bo pastelowe kolory są „passe”).


Aż chciałoby się rzec – bohater byroniczny!

 

Ciekawe, czy uda mi się wyrwać z objęć tej lalkowej tradycji? Nie wróżę sobie wielkich sukcesów, ale przyznaję, że fajnie byłoby wykreować z Sainta wesołego luzaka w hawajskiej koszuli (ach, podle kłamię, bo akurat taka wizja w głowie mi nie postała, ale już punk byłby fajny 🙂

——————————————–

Edit z ostatniej chwili (to jest z 16.03.2014 r. godz. 18:33) – Nie mogłam się powstrzymać i naniosłam mu trochę koloru na twarz a także uszyłam naprędce perukę. No i z marzeń o lalce-punku nici – Saintowi bliżej do britpopowego muzyka. Ale to w sumie dobrze – do dziś lubię Blur 🙂

 

new look

Zdjęcie nader kiepskie, ale bądźmy szczerzy – kiedy ja dobrze robiłam zdjęcia? (nigdy!)

– – – –

Edit z kolejnej „ostatniej chwili” (to się nigdy nie skończy!):

04

05

A może byś już tak przestała się nade mną znęcać?

Dodaj komentarz