Kiedy obserwuję bardzo popularną ostatnio wśród znajomych tendencję do zamykania blogów, to myślę sobie – ja też bym tak chciała! Żeby poczuć jak to jest, kiedy ogłasza się światu swoje zniknięcie, macha do wszystkich białą chusteczką na pożegnanie, a zewsząd dochodzą słodkie dla uszu pochlipywania i posmarkiwania wzruszonych tą tragedią ludzi.

Klamka na drzwiach zapadła. I przerdzewiała.
Dlatego obwieszczam, wszem i wobec, wijąc się w bólu pożegnania, że odchodzę (na pół godziny). Nie płaczcie za mną i nie załamujcie rąk! Ta trudna decyzja, nad którą długo myślałam, musiała zostać w końcu podjęta. Zmusiło mnie do niej okrutne życie, które stojąc nade mną w postaci koleżanki z biura, spytało: „Aga, idziesz na obiad do barku?” Chciałam się postawić, chciałam walczyć, więc spytałam z drżeniem w głosie: „A co dzisiaj dają?” Odpowiedź zniszczyła mnie moralnie i psychicznie oraz spowodowała, że nic już nigdy nie będzie takie samo. W powietrzu zabrzmiał diabelski chichot, zapachniało siarką i głos, idący chyba z samego dna piekła, obwieścił: „Makaron ze szpinakiem!”
Postawiona w beznadziejnej sytuacji i zmiażdżona jej powagą, zdecydowałam: Idę! Nie będę oglądać się za siebie, nie będę rozpamiętywać przeszłości. Żadna z lalek na świecie nie przekona mnie, by nie iść dziś na kluchy. Kluchy, których jeszcze dwadzieścia lat temu, gdy byłam słodkim i miłym dziecięciem, nawet kijem bym nie tknęła, wykręcając się od zaprawionych czosnkiem śmierdziuchów jak diabeł przed święconą wodą. Dziś wiem, że los nielitościwie zadrwił sobie ze mnie, bo lecę do tych mącznych, niezdrowych i tuczących zadek świństw jak ćma do ognia …
Zatem odchodzę … Na wielkie żarcie … Nie wiem kiedy się zobaczymy. Może za chwilę. Może nigdy. Tę tajemnicę rozwiąże czas. Albo Sherlock Holmes. Albo Herkules Poirot. Albo Adrian Monk (oł jes, aj czuz him kaz aj lajk him).
Nie płaczcie za mną. Nie warto. Tylu jest ciekawszych, piękniejszych i mądrzejszych kolekcjonerów lalek. Oni Was utulą i ukochają. Otworzą przed Wami podwoje swoich blogów. A ja – cóż. Niewiele Wam mogę dać, niewiele dać mogę Wam (pam, pam, więc nie dam).
Boże, co za pustka, co za gorycz?! (tfu, tak to jest jak się żarło ser z pieprzem i zębów nie umyło).
I jeszcze, na ostatek, w finalnym porywie duszy, aby nie zostawiać Was w smutku, zapytam. Gdybyście mieli możliwość wyboru jednego z prezentowanych niżej łbów, to który byście przygarnęli?:

Tak, ten pan to Tom H. który w mojej głowie nadal funkcjonuje jako Loki (om nom nom nom)

Cosmo od Dollzone

Leslie od Dollzone
W zasadzie to wszyscy trzej zaprezentowani wyżej panowie są brzydcy, smutni i do kosmitów podobni. I po co mi którykolwiek? Sama nie wiem. Właśnie dlatego chcę każdego z nich ;P