Muminki

Nigdy nie lubiłam Muminków. Tych z książek. Wszystkie postacie drugoplanowe wydawały mi się świetne, ale samej rodziny jakoś nie trawiłam. Muminek był zbyt dziecinny, Mamusia za słodka, Tatuś nijaki. Pewnie dlatego najbardziej podobał mi się tomik o przygodach Muminków, w której nie wystąpił żaden z członków hipopotamopodobnej rodziny – „Dolina Muminków w listopadzie”.


Lubiłam za to, i do dzisiaj lubię, całą armię innych trolli, które kryły się w zakamarkach muminkowej (muminiej?) Doliny – Mimblę i Małą Mi, Paszczaka, Filifionkę, Ryjka, Hattifnatów no i Włóczykija, który to pojawiał się, to znikał i nikt nie wiedział gdzie podziewał się w czasie, gdy Dolina Muminków spała pod śniegiem.


Taaaak, Włóczykij był zdecydowanie moim ulubieńcem. Właściwie to kładł wszystkie inne postacie na łopatki już w przedbiegach (nawet Małą Mi i Bukę, które w rankingu ukochanych bohaterów zajmują honorowe drugie i trzecie miejsce) i nigdy nie znalazł się dla niego żaden godny przeciwnik. Mógłby nim być jakiś Paszczak, ale znowóż Paszczaki występowały tak rzadko, że nawet zebrane do kupy nie stworzyłyby odpowiedniej przeciwwagi.


„Od zawsze” wydawało mi się, że Włóczykija w książeczkach o Muminkach jest  zdecydowanie za mało. Brakowało mi tomu o jego przygodach poza doliną, więc w myślach układałam sobie historie jego nieznanych wędrówek. Gdzież on w nich nie zaszedł – zwiedził królestwo syren w morzu, żeglował w latającym statku po niebie i zapuścił się nawet do wnętrza kwiatu, gdzie przeżywał dziwne przygody w towarzystwie roślinnych duszków, podejrzanie podobnych do postaci z serialu „Było sobie życie”. Sprawiało mi przyjemność wymyślanie coraz to nowych miejsc, które mógłby odwiedzić, bo jak wiadomo, w każdym nowym miejscu czeka nieznane, które aż prosi się, żeby je odkryć i oswoić.


W końcu ułożyła mi się w głowie historia, w której Włóczykij zawędrował tak daleko, że przekroczył niepostrzeżenie granicę między światami i zgubił drogę do Doliny Muminków. Trochę jak w serialu „Zagubiony w czasie” i z równie przykrym (acz otwartym na możliwość zmiany) zakończeniem.


Nie mając możliwości powrotu „Pan W.” został w świecie, który go uwięził i nauczył się w nim żyć. Tu się postarzał i pewnego dnia doszedł do wniosku, że czas pogrzebać przeszłość, bo gdyby nawet wrócił do Doliny Muminków, to już by się w niej dobrze nie czuł i by do niej po prostu nie pasował. Wyrósł z niej jak wąż z wylinki. Nie zagubił jednak w sobie miłości do wędrówek i postanowił znaleźć nowe miejsce, do którego mógłby wracać na wiosnę i uciekać z niego zimą. I wyszło jakoś tak, że zadomowił się na Śląsku, zapuścił na gębie zarost, złożył na łeb kask i poszedł fedrować węgiel do kopalni, a po pracy chlibać wodziankę i zagryzać krupniokiem. Don’t ask me why. Tak wyszło 😛

 

A teraz wyjaśnienie po co ten dziwaczny wstęp. Otóż nie mogłam się powstrzymać, aby nie nazwać jednego ze swoich chłopaków Włóczykij. Nie mam pojęcia, skąd mi się przyplątało to imię, bo lalek nijak do Włóczykija „właściwego” nie jest podobny. Można by pomyśleć, że nadało się samo, albo przyczepiło jak rzep do psiego ogona. No cóż, niech będzie Włóczykij 🙂

 

01

 Makijaż od Kamarzy.

02

 

03

 

Włóczykij zaprezentował się w formie głowy, bo nie ma jeszcze reszty ciała. Ciało dziwnym trafem siedzi sobie w Chinach. Mam nadzieję, że za jakiś czas trafi do Polski, bo jeśli nie trafi, to przyszłość Włóczykija będzie smutna. Bez nóg trudno się przemieszczać 😛

 

Pomysł z połączeniem blogów jest głupi, wracam na stare śmieci!


I jeszcze na koniec przeprosiny. W ostatnich tygodniach byłam wredna i nieprzyjemna w kontaktach mailowych. Trochę mi się kłopotów nad głową zebrało i wyrosły mi kolce. A teraz się wstydzę. I przepraszam. Dla niewinnych ofiar złego humoru – kwiatek na przebłaganie:


04

 

I jeszcze mały dodatek. Myślę, że przyjemny. Dla „staruchów” do powspominania, a dla „młodych” – jako przyjemne zakończenie wieczoru:



 

Kolejne części nietrudno znaleźć 🙂 A słucha się tego starego, starego słuchowiska z płyty winylowej (o chwała ci, jutubie!) jak melodii z dzieciństwa.

Dodaj komentarz