Trzy mało subtelne odcienie złości

Mam w pracy pewien rytuał. Otóż około godziny 14:00 robię sobie dwudziestominutową przerwę, podczas której wciągam coś tam do przewodu pokarmowego i przy okazji serfuję po sieci, ze szczególnym uwzględnieniem blogów lalkowych. Choć apogeum blogowego pisarstwa kumuluje się w okolicy weekendu, to w tygodniu też można wyłowić kilka wpisów. Lubię te nietypowe, ze środka tygodnia. Byleby nie zawierały takiej treści jak dzisiejsza notka NightOwl – „Goodbye post”, po przeczytaniu której mam ochotę ciepnąć kubkiem z herbatą w najbliższą ścianę, a potem schować się do kąta i pogniewać na cały świat, bo MÓJ człowiek z sieci, który prowadził internetowy dziennik, będący MOIM lalkowym azylem, właśnie zniknął z horyzontu.


Ja wiem, że to, jak mocno przywiązujemy się do internetowych znajomych, jest mocno żałosne, ale nie zmienia to faktu, że ich nagłe rozpłynięcie się w niebycie powoduje łzy bezsilnej złości. Bo mieli być zawsze. Obok. A przynajmniej jak najdłużej. I nie mają prawa tak mi z życia uciekać. Nie, nie, nie! Nie zgadzam się na to! Jakby to miało jakiekolwiek znaczenie 😦


Jeszcze gorzej jest kiedy „katastrofa” zdaje się wisieć w powietrzu, tylko jeszcze nie miała okazji się ziścić. Tykająca bomba, znaczy. Znacie Medithanerę? Tego obrzydliwca, który co najmniej od pół roku (ale tak naprawdę od znacznie dłuższego czasu) katuje mnie lalkowym dziennikiem zapowiedzianej śmierci zapowiedzią czegoś paskudnego, co rozpoczyna się sprzedażą całej kolekcji, a skończy się nie wiadomo jak, ale przy swoim podejściu do życia podejrzewam wszystko co najgorsze. I czekam, aż to coś się wydarzy, mając nadzieję, że stanie się to za sto lat, kiedy mnie już tu nie będzie.


Boję się zaglądać do miejsc, które przypominają mi wygasłe kratery, choć mam nadzieję, że kiedyś jeszcze popłynie z nich lawa. W nosie mam to, czy lalkowa czy nie. Bo tak się składa, że od dawna już lalki to tylko pretekst, żeby poznać stojącego za nimi człowieka. 


Zdaję sobie sprawę, że to cholernie egoistyczne podejście, ale kiedy mam, do licha, tym ludziom powiedzieć, że ich nie chcę tracić z pola widzenia? Jak mi już umkną? No to mówię teraz. To i tak jest bez sensu, bo na nic nie wpływa, ale pozwala rozładować trochę frustracji. Chociaż właściwie lepiej byłoby teraz iść teraz na siłownię i stłuc na miazgę jakiś worek treningowy, wyobrażając sobie, że w środku tego worka siedzi delikwent lub delikwentka którym zachciało się ucieczki. 


Nienawidzę tych wszystkich dziadów i babów, którzy najpierw mi w serce wrośli, a potem po angielsku sobie drapnęli w nieznajome rejony. Chcę ich z powrotem! Chcę „Oldschool Dolls„! I „Lalki barbie i lego„! I „Lalki Mattel oraz Disney”! No i żeby mi MOI ludzie na zawsze nie znikali, bo „na zawsze” to za długo i przez ten czas strasznie się można stęsknić 😦


A w ogóle to nie zwracajcie uwagi na tę notkę. Taki dzień okropny dziś, skumulowało mi się. 

 

There is this ritual of mine – when at work I usually take a 20-minute break around 14:00 pm to have my lunch and additionally a peak at the new entries on the toy blogs that I follow. Although most of them are posted on weekends there are a few bloggers that share new stuff with their readers in the middle of the week. Such entries are usually twice as pleasant, because of their irregularity. They are like little surprises, that you love, except for those, that are entitled „Goodbye post” and are published by someone that you like (Night Owl). Once you get acquainted with their content you instantly feel like smashing your tea mug against the wall and then hiding in the darkest corner of the room to mourn, because YOUR man has just vanished and YOUR dolly harbor ceased to exist.

 

I know, I know – it’s pathetic and childish to feel this way, but it doesn’t change the fact that it hurts a lot, cause we tend to think that people that we like are always supposed to be near us and they have no right to disappear. No! No! No! I didn’t give them my permission to vanish! As if they needed it. I told you it was pathetic.

 

It’s even worse when there’s an air of an incoming tragedy around someone. You can feel it but you can’t describe it precisely. A bomb is ticking and the only thing that you can do is to wait for it to explode. Do you happen to know Medithanera, that horrible, horrible girl that’s been tormenting me for half a year with a forecast of something nasty, that will possibly begin with selling out her whole collection and god knows how it ends? I have a bad feeling about it and I don’t want to witness it, no matter what it is.

 

I hate coming back to the dolly blogs that died just like extinct volcanos and there’s no chance for them to erupt again. I’ll be honest with you – I don’t actually care for dolls, it’s the people behind them that I miss and that’s why I pour my anger on you today. Sorry for that.

 

I realise that I’m being super egoistic, but honestly – when shall I tell those lovable, vanishing morons that I do care for them and that I miss them? Once they’re gone? So I say it now, the only way I can, spiced up with wrath and a feeling of loss. It doesn’t make much sense because it changes nothing at all, but somehow it helps me to combat the inner frustration. Maybe it would have been better to go to the gym and let my fists taste some innocent  punchbag, imagining that those who dared to run away hide inside it.

 

I hate all those lads and lassies who had grown into my heart and then flew the coop. I want them back! I want „Oldschool Dolls” and „Lalki barbie i lego” and „Lalki Mattel oraz Disney” to come back! And I can’t stand to watch MY gang disappear bit by bit, cause there’s no way to fill in the empty space they are leaving behind 😦

 

By the way – don’t pay any attention to my grumbling. It’s been a long and hard day, that’s all. 

 

https://www.google.pl/url?sa=i&rct=j&q=&esrc=s&source=images&cd=&cad=rja&uact=8&ved=0CAcQjRw&url=http%3A%2F%2Fwww.imagehost.ru%2Fshowphoto.php%2Fphoto%2F62916%2F&ei=v9_PVJLEGMn_UOD6geAL&bvm=bv.85076809,d.d24&psig=AFQjCNHzmb4TkNnKupV-m6bhzlhdGgrdIA&ust=1422995757571657

Dodaj komentarz