Prawie Skipper

W porywie szaleństwa, związanego z odrodzeniem się miłości do kloników, ściągnęłam do domu trzy nieznane mi laleczki, co do których byłam przekonana, że to typowe zabawki „no name”. Jedną z nich pochwaliłam się na lalkowej grupie na Facebooku i dzięki błyskawicznej podpowiedzi Lunarh dowiedziałam się, że goszczę u siebie młodszą siostrę Sandy. A byłam święcie przekonana, że to jakiś nieznany klonik, wzorowany na matellowskiej Skipper!


1

 

Na moje oko dziewuszka nie za bardzo pasuje stylistycznie do rodziny Sandy. Poza żywym kolorem ust i bielutkimi włosami nie znajduję więcej punktów łącznych.  A jednak to lalki z jednej taśmy produkcyjnej. Firma „Sum Sum Fashions & Toys Co Ltd”, twórca tych kloników, najwyraźniej podłapywał wzory, gdzie tylko mógł. Nie ukrywam, że jestem mu wdzięczna za tę szczurzą robotę – „zwykłej” Skipper nigdy nie pożądałam, ale już jej kopia w sam raz trafia w moje gusta.

 

1

 

 * * *


1

 

Skoro już mowa o krewniaczce Sandy, to pokażę i ją samą, tym razem w trzech odsłonach, bo od czasu ostatniej notki znów po cichu dokonało się rozmnożenie tych lalek i w tej chwili mieszkają już ze mną trzy panny S.

 

Pierwszą z nich już widzieliście, bo poświęciłam jej oddzielną notkę. Myślę, że zapoczątkowała ona moją dobrą passę w zdobywaniu następnych Sandy. To jedyna moja Sandy, która zachowała swój oryginalny strój i nienaruszone ciało, choć ze względu na potworny kołtun musiałam skrócić jej włosy.

 

1

 

 * * *



1

 

Druga dziewuszka, to inwalidka, która doznała cudownego uzdrowienia dzięki Zurineczce, od której dostałam bezgłowego klonika, którego rączki świetnie zastąpiły smutne sandzine ogryzki. Z nowymi łapkami Sandy nie jest już kaleką i dostąpiła przyjemności dołączenia na półkę do grona sióstr.

 

1

 

 * * *



1

 

Trzecia i ostatnia już Sandy jest wynikiem lalkowej wymiany z Zurineczką. To lalka budżetowa, wykonana z leciutkiego plastiku, tak zwana „wydmuszka”. Z twarzy niczym nie różni się od innych Sandy. Właściwie można powiedzieć, że zachomikowałam trojaczki, z których jednej trochę mniej poszczęściło się w życiu, bo stała daleko w kolejce, kiedy producent rozdawał innym szczęściarom zginalne ciała. W ramach rekompensaty dostałą ode mnie oryginalny, matellowski strój, dzięki któremu może poczuć się jak autentyczna różowa landrynka.

 

1

 

 * * *



1

 

Jeśli kiedyś uśmiechnie się do mnie szczęście, to dołączę do tej malutkiej grupki Sandy z mojego dzieciństwa. Choć należała ona do najtańszych wypustów tej lalki, to w moich oczach nadal jest najpiękniejsza. Udało mi się odszukać w Internecie zdjęcie zapudełkowanej wersji, którą natychmiast pobrałam na dysk i dzięki temu, mogę ją dziś Wam pokazać.

 

1

Zdjęcie jest własnością użytkowniczki forum Dollplanet.ru – Dagmarez (link do oryginału) Mam nadzieję, że nie obrazi się, że użyłam go jako materiału referencyjnego.

 

Tymczasem żegnam się z Wami w towarzystwie małej, srebrnowłosej gromadki i mam nadzieję, że niedługo znów się zobaczymy!

 

1

Dodaj komentarz