Marudzenie w tytule to oczywiście podpucha. Pomimo tego, że większą sympatię kieruję w stronę ciemnowłosych laleczek, blondynki także są u mnie w łaskach. Szczególnie jeśli mają „szklane” oczy, które przypominają ślepki lalek z mojej młodości.
Pannicę z dzisiejszego wpisu na pewno znacie, gdyż pojawiła się w zimowej, eleganckiej i szykownej odsłonie u Świstaka. Do mnie przybyła w wersji trochę „okrojonej”, co oznacza łeb bez reszty ciała. Z tego powodu laleczka pożyczyła na czas sesji kadłubek od Steffi. Samotna główka bardzo szybko poczuła się na nowym ciele wyśmienicie i zapałała chęcią jego zagarnięcia. Jak widać na poniższym zdjęciu „cera” lalki skomponowała się dobrze z kolorystyką „zdobycznego” ciała.

Najciekawszą częścią fizjonomii „potwora Frankensteina” (czyli lali-składaka) są bez wątpienia jej oczy. Zatonąć w nich się nie da, bo trudno doszukiwać się głębi spojrzenia i romantyzmu w sztucznym tworzywie, ale jak na „lalkowe” warunki to patrzałki blondasa są całkiem fajne 😉

Głowę ozdabia burza bardzo jasnych i bardzo gęsto wszytych włosów. Spróbowałam je przeczesać, żeby sprawdzić jakość tworzywa z którego je wykonano. Okazało się, że ze strasznie kiepskiego, twardego i mającego tendencję do tworzenia kołtunów.
Gdyby lalka trafiła w przeszłości do rąk dziecka to na jej głowie od razu wykwitłby wielki dread. Myślę, że białowłosa miała sporo szczęścia zachowując swoją fryzurę w nienaruszonym stanie. Oto widok czupryny z lotu ptaka:

Buzia lalki coś mi przypominała. Po dłuższym zastanowieniu doszłam do wniosku, że chodzi o pucołowate i głupiutkie z wejrzenia twarzyczki amorków, zdobiących ołtarze w barokowych kościołach (ewentualnie pyszczek chomika, który napchał w poliki pełno ziarna).

Niepokojącym elementem twarzy jest uśmieszek. Nie uśmiech, a właśnie uśmieszek. Na szczery to on mi raczej nie wygląda. Białowłoska coś knuje w swoim małym móżdżku. Może myśli o przejęciu władzy nad światem …

… albo o tym, że jest już późno i spóźni się na randkę z przystojnym kenem, którego po skończeniu spotkania zaciągnie w krzaki, zgwałci, a później pokroi na kawałki i zje?

Tylko czy można iść na krwawą randkę kiedy ma się pożyczone ciało? To byłoby dość ryzykowne, nieprawdaż? W końcu kadłubek trzeba oddać prawowitej właścicielce, która z pewnością czeka na niego z utęsknieniem.
– – –
Zaprezentowana dziś laleczka należy do serii „Holiday Joy from Candy Candy Lane”