„Decapitated” to jedna z moich ulubionych kapel, ale dziś będzie nie o niej, a o laleczce, która przybyła do mnie w formie dość okrojonej, czyli mówiąc prosto – jako bezcielesny łeb:

Główka należy do Steffi DDR, którą zapewne zdekapitowano za jakieś poważne przewinienie. Ponieważ łepetyna zachowała się w świetnym stanie musiałam, po prostu musiałam, zdobyć dla niej ciało zastępcze. W związku z tym, że kompletnie nie miałam pojęcia skąd wziąć oryginalny korpus, lalka została obdarzona korpusem, pobranym od artykułowanej Barbie.

W rezultacie powstał OOAK, który dość wdzięcznie pozuje. Jeśli zdarzy mi się okazja kupienia oryginalnego ciała, z chęcią z niej skorzystam, a do tego czasu Stefa będzie musiała zadowolić się substytutem od Mattela …

… który, pozwalając na dość śmiałe ustawienie lalki, dał „loli” szansę na odbycie wiosennej sesji zdjęciowej.
Aby lalka nie czuła się samotna, dobrałam dla niej towarzysza. Los padł na Kena z serii „Harley Davidson”, który bardzo ładnie wygina się na wszystkie strony i dość korzystnie wygląda w obiektywie.

Ponieważ Stefa nie mogła się nacieszyć nowo otrzymanym, zginalnym ciałem, wiła się wokół modela niczym pnący bluszcz.

Otrzymanie daru artykułowalności pozwala wspinać się na wysokie szczyty 🙂

Z których niestety można spaść i boleśnie potłuc sobie cztery litery …

Na szczęście Ken-gentleman nie pozwolił Stefci się rozpłakać. Jak każdy porządny chłop, postawiony w sytuacji, gdy jakaś nieszczęsna białogłowa leje ślozy, ugłaskał bidulę i utulił, tak, że lala szybko się uspokoiła i – zaczęła kleić do grzecznego chłopięcia.
Wszystkie moje Keny są łase na kobiece wdzięki (nawet para Alfa-Fashionistas!), tak wiec harleyowiec przyjął flirt ze strony Stefki z uśmiechem na gębie. Wcale się nie wzbraniał przed jej ciekawskimi łapkami, które jakoś tak dziwnie zawędrowały mu pod koszulkę 🙂

Józiu! Poka kaloryfer!
W ogóle Kenio okazał się bardzo śmiałym modelem, chętnym by eksponować swoje wdzięki. Widząc zainteresowanie Stefki „sześciopakiem” bez wstydu pozbył się górnej części odzienia i błysnął gołą klatą.

Chciał także zdjąć spodnie, ale to już by było zbyt śmiałe posuniecie. W końcu sesja odbywała się przed godziną 22-gą!

Stefci do szczęścia wystarczyła sama klata i tatuaże na rękach.

Lalka zaproponowała przystojniakowi wspólne oglądanie dziar w ciszy i ciemności jego pudełka, po czym parka zwinęła się z planu zdjęciowego w celu dokonania bliższej inspekcji tatuaży. Mam nadzieję, że się nie rozmnożą. Nie cierpię barbiowych dzieci!