Kiedy byłam jeszcze małą dziewczynką, to strasznie fascynowały mnie horrory. Filmy grozy były tym bardziej pociągające, że zakazane przez rodziców. W domu oglądać ich nie mogłam, bo dostęp do telewizora był w godzinach wieczornych bardzo ograniczony (szklane okienko okupował tata), a że nie mieliśmy magnetowidu, więc odpadało oglądanie „strasznych kaset” z wypożyczalni wideo. Seanse mogłam nadrabiać wyłącznie na wieczorkach u koleżanek i kolegów, którzy (o szczęśliwcy!) mieli bardziej wyrozumiałych rodziców i odpowiedni sprzęt 🙂

Tak wyglądał wypasiony sprzęcior z czasów mojej młodości (zdjęcie z sieci)
Do dziś pamiętam potężne wrażenie, jakie zrobiły na mnie filmy „Egzorcysta” i „Omen”. Oba wprowadzały tematykę opętania diabelskiego, które tak silnie zawładnęło moją wyobraźnią, że blisko przez miesiąc po obejrzeniu tych produkcji miałam problemy z zasypianiem. Bałam się, że w nocy zaatakuje mnie demon i przejmie kontrolę nad moim ciałem. Rodzice zaobserwowali w tym czasie dość dziwne u mnie zainteresowanie sprawami religii i wzrost pobożności. Nie wiedzieli, biedni, że ich strachliwa córka każdego wieczora drży przed wizytą okropnego pana z rogami i ogonem, który został powołany na świat po to, by szerzyć na nim zło.
Na szczęście trauma po obejrzeniu „diabelskich” filmów minęła w miarę bezboleśnie. Niestety, przykre doświadczenie nie odstraszyło mnie od oglądania kolejnych arcydzieł grozy, w których aż roiło się od krwiożerczych potworów i straszydeł. Przewinęli się wśród nich Freddy Kruger, okropny klaun z filmu „To”, Candyman i Leatherface.
Wszystkie te potwory, wyjątkowo paskudne z wyglądu i charakteru, już od dawna czekają, bym wyciągnęła z szafy stare kasety wideo i odpaliła je na jakimś prehistorycznym odtwarzaczu, a ja – zamiast się nimi zająć, cieszę się z obecności zupełnie niefilmowego monstrum, które należy do świata Mattel.
Potwór, oglądany na golasa, wygląda tak:

Choć jego kształty są po kobiecemu opływowe, to bez dwóch zdań, brzydactwo do zwyczajnych plastikowych ślicznotek nie należy. „Buziak”, odhumanizowany i pozbawiony oczu wydaje się przejawiać krwiożercze skłonności 😀


Paskudztwo, prawda? Na szczęście to okropieństwo można zakryć naciąganą „skórką”, której nie powstydziłby się sam Hannibal Lecter:

Choć przedstawione wyżej zdjęcia nie wyglądają szczególnie zachęcająco, to po złożeniu korpusu i „skórki” do kupki powstaje całkiem ciekawe dziewczątko – czyli Kissing Barbie.

Na moje oko buziak wygląda jak połączenie superstara z laleczką typu „Steffi”
Dziś jeszcze nie pokażę jej Wam w całej okazałości, bo panienka wymaga intensywnej regeneracji i napraw. Myślę jednak, że za jakiś czas, gdy uda mi się odmalować trochę jej pyszczek i zdobyć nowe ciało, to powróci ona na bloga, by pochwalić się odzyskaną uroda. Na razie pozwolę sobie zaprezentować jedynie zdjęcie zastępcze. Tak „Kissing Barbie” powinna wyglądać po naprawach:

Trzymajcie, proszę, kciuki za powodzenie operacji 🙂