Gdyby na „Joannę” od polskiej firmy „Krawal” patrzeć obiektywnie, to trzeba byłoby uznać ją za jedną z najmniej urodziwych fashion dolls. Po pierwsze – laleczkę obdarzono dziecięcą twarzą, kontrastującą z dorosłym ciałem (coś dla zboczuchów!), a po drugie, jakość makijażu, rozmieszczonego na jej buziaku woła o pomstę do nieba. Podobno lalki Krawalu malowane były ręcznie, co w jakichś sposób może tłumaczyć sprawę, o ile nakładaniem farby zajmowali się niewidomi. Możliwe, że Krawal postanowił na przykładzie lalki przybliżyć swoim klientom jakieś znane polski powiedzenie. Szkoda, że wybrał frazę: „Jedno oko na Maroko a drugie na Kaukaz”!

Nawet jeśli założymy, że „spec od makijażu” naprawdę się starał, to jego wysiłki i tak poszły na marne. To dość smutne, zważywszy na to, że tak łagodny i delikatny mold zasługuje na trochę dopieszczenia.
Ponieważ przyglądanie się buziakowi wywołuje u mnie morderczy nastój i chęć skopania komuś czterech liter, przejdźmy do reszty cielesnej powłoki Joanny. Fragmenty nie ruszone farbą (znaczy korpus) nie są takie złe. Przede wszystkim wykonano je z dość dobrej jakości tworzywa: nogi i ręce są z gumy, która do dziś dzień się „nie siepie”, a korpus z twardego plastiku.
Zarówno górne jak i dolne kończyny są zginalne. Nogi chodzą „na dwa kliknięcia” jak u Barbie:

Za to ręce to już zupełnie inna bajka! Krawal podpatrzył chyba patent stosowany u producenta lalek Fleur i zaopatrzył Joannę w rączki, które można dowolnie układać, bo w środku umieszczono silne druty. Joanna może więc zginać łapki w łokciach, wziąć się pod boki, podrapać po głowie, a nawet zawinąć ramiona jak precelki, co widać na poniższej fotografii. Po co jej ta umiejętność – nie mam pojęcia, ale muszę przyznać że lala po przyjęciu tak awangardowej pozy wygląda dość malowniczo i przerażająco zarazem.

Po rozprostowaniu rączek ciało wraca do „normalności” i lala wcale wdzięcznie pozuje.

Czy zwróciliście uwagę na długość włosów Joanny? – bo ja tak! Rozpuszczone sięgają jej aż do kostek, tak więc można przypuszczać, że laleczka to jakaś polska Roszpunka 🙂
Włosy są całkiem niezłej jakości – po umyciu i rozczesaniu zaczęły się równo układać i ładnie błyszczeć. Byłyby wprost idealne, gdyby wszywano je nieco gęściej, tak, aby między poszczególnymi kępkami nie ziały bardzo widoczne odstępy.

Charakterystyczną cechą laleczki jest markowanie. Na ciele znajduje się tylko jedno logo, wskazujące na jej pochodzenie. Jest to „twarz wesołego przedszkolaka” wybita na plecach:

Dziwna dziewczyna z tej Joanny. Choć ma zadatki na ładną kobitkę, to z nich nie korzysta. Ale i tak miło jest mieć świadomość, że istnieje jedna, jedyna polska „fashion doll”. I nawet jeśli nie należy do najpiękniejszych, to jej wartość jest wysoka – bo sentymentalna.