To se ne vrati?

Dzięki snajperskiemu oku kolegi udało mi się namierzyć na eBayu Barbie, która wydawała mi się idealną kopią mojej pierwszej lalki od Mattel z dzieciństwa (swoją drogą, pierwszej i jedynej, którą miałam jako dzieciak, a w dodatku jako współwłaściciel, bo połowa rzeczonej lalki należała do młodszej siostry :P).


Decyzja była szybka – kupuję! Chcę poczuć jeszcze raz zachwyt, który towarzyszył mi przy odpakowywaniu tego lalkowego cudu z pudła!


 

Lalka dotarła szybko. Wpatrywałam się w nią jak w tęczę i już, już miałam wyciągnąć ją z trumienki … – gdy nagle w sercu zrobiło się zimno. Dlaczego na sukni lalki nie ma naszytego centralnie brylancika? Dlaczego z tyłu tekturki, do której przymocowana jest Barbie nie widać charakterystycznego, podobnego do różowego parasola, stojaka? Nie ma! Kupiłam nie tę lalkę, o którą mi chodziło! O rety …

 

Z rozgoryczenia nie wyciągnęłam nawet lalki z pudła. Bidula pozostała NRFB. Choć jest ona na pewno „Super style” Barbie z 1988 roku, to niestety nie jest identyczna z moim wspomnieniem sprzed lat. I dlatego – szukam dalej, a duszę mam zwichniętą i zalaną czernią.

 

Śliczna skądinąd Basia siedzi nadal w swoim pudle, nierozpakowana i czeka na lepsze czasy. Ja zaś głowię się nad nierozwiązywalnym pytaniem: puścić ją dalej w świat, czy zostawić? Bo może już więcej nie trafi mi się okazja zdobycia takiej lalki? Ale znowóż w głowie zaczyna dźwięczeć dzwonek alarmu, który krwawymi zgłoskami krzyczy: TE RÓŻNICE SĄ NIE  DO PRZYJĘCIA! Drobne różnice, ale jednak – znaczące. Rzutujące na odbiór lalki. Wywołujące mętlik w głowie. Bo Baśka w zasadzie jest ta sama, ALE …

 

A Wy co byście poradzili?

 

01

 

02


No i co ja mam z tobą zrobić, paskudo?

Dodaj komentarz