Niedawny wypad do „Taniego Armaniego” w celu nabycia niedrogich książek zakończył się wyniesieniem z tego przybytku barbiowego trupka. Co prawda jakiś czas temu przyrzekałam sobie, że z nieboszczkami koniec, ale, jak sądzę – przyrzeczenie to wielkiej mocy nie miało. W rezultacie mój portfel zmniejszył swoją zawartość o 2 złote, zaś lalkowy świat Zgreda wzbogacił się o kolejną laleczkę. Jak zaraz zobaczycie na zdjęciu nowo przybyła to nie Barbara, choć z całą pewnością należy do wielkiej rodziny lalek Mattel.

Skipper starszego typu, którą udało mi się wypatrzeć w koszu z zabawkami, początkowo miała tam zostać. Niespecjalnie lubię lalki-dzieci więc i ta pannica nie wzbudziła we mnie jakiejś szczególnej chęci posiadania. Z drugiej strony – jej zabójczo niska cena zachęcała do zakupu no i stało się – zabrałam ją do siebie. Do domu niosłam ją z pewnym obrzydzeniem, szczelnie zawiniętą w plastikową torebkę – bo zabawka aż lepiła się z brudu. Gdybym nie zabrała ze sobą do ciuchaka pary plastikowych rękawiczek, to prawdopodobnie nigdy bym tak upapranej lali nie wzięła do ręki.

Buzia lalki nie grzeszy nadzwyczajną urodą, ale ma w sobie pewien optymistyczny rys, który przydaje jej sympatycznego wyrazu. Cieszy mnie to, że makijaż zachował się w dobrej kondycji – brak odprysków farby, zadrapań, plam od długopisu. Włosy także dotrwały do naszych czasów w porządnym stanie – nikt ich nie skracał ani nie wyrywał.

Nie jestem przekonana, czy strój lalki jest oryginalny, ponieważ nie został opatrzony metką z logo „Barbie”. Z drugiej strony – jest dopasowany do rozmiarów Skipper, więc jest szansa, że należał do niej od nowości.

Po dokładnemu przyjrzeniu się kolorytowi ciała można zauważyć, że głowa jest co najmniej o jeden ton ciemniejsza od korpusu. Myślę, że plastik łebka wszedł w jakąś reakcję chemiczną ze składnikami powietrza i to go przyciemniło. Prawdopodobnie nie da się tego procesu cofnąć. Wygląda na to, że czas nałożył na zabawkę swoją pieczęć 🙂

Po dokładnym obejrzeniu zabawki stwierdzam, że najbardziej podobają mi się w niej włosy – bo są rude i z grzywką. Fryzura lali kojarzy mi się z dzieciństwem. Na starych zdjęciach mam bardzo podobne uczesanie.

Skipper należała prawdopodobnie do serii plażowej na co wskazuje kształt stóp o płaskim podbiciu. Lala na pewno więc nie chadzała w pantofelkach na wysokim obcasie.
Nogi rudaski nie zginają się w kolanach i są wykonane z twardego plastiku, w pasie – brak wcięcia pozwalającego obracać się Skipce na boki. Możliwości artykulacyjne są minimalne, ale za to główka osadzona jest na wygodnym bolcu, który pozwala bez problemu „zdekapitować” lalkę. Szkoda, że dzisiejsze barbioszki wyposażone są w mniej poręczne mocowania głowy.

Skipper nie ma żadnych oznaczeń wewnątrz główki. Jedyna podpowiedź do jakiej serii nalezy to znak firmowy Mattel odciśnięty na prawym pośladku.

Po obejrzeniu szczegółów anatomicznych zabrałam lalkę na krótką sesję zdjęciową do ogródka. Nie siedziałyśmy tam długo, ze względu na zimny wiatr, ale mimo niesprzyjających warunków pogodowych udało się „ustrzelić” kilka fotografii.




Po powrocie do domu trochę się zastanawiałam gdzie ustawić lalkę. Ponieważ Skipper jest niepełnoletnia i wymaga opieki osoby dorosłej dostała się pod kuratelę srogiego wojskowego – czyli oficera Nikołaja. Mała pasuje do niego pod względem koloru ubranka 🙂
Ufam, że pod jego czujnym okiem rudaska będzie czuła się bezpieczna.

EDIT: Prezentowana lalka odnalazła swoją tożsamość – 1963 Barbie Skipper Titian Red Swimsuit. Dzięki zdjęciom w sieci widać, że strój kąpielowy lalki jest oryginalny. To miła niespodzianka 🙂 Lalę można łatwo kupić na eBayu
http://www.ebay.com/itm/Vintage-1963-Barbie-Skipper-Titian-Red-Swimsuit-w-Box-/130564517471