Od pewnego czasu lalki Starego Zgreda żyły w przykrym stresie. Gdy spadł śnieg wokół domu zaczęły pojawiać się dziwne ślady. Przecinały one ogród wzdłuż i wszerz, lecz nigdy nie zaobserwowano kto je zostawia.

Zaniepokojone lalki doszły do wniosku, że w okolicy zagnieździł się Yeti. Barbioszki, przekonane o tym, że baśniowy potwór może być niebezpieczny, codziennie podnosiły przed wieczorem straszny pisk i chowały się po kątach, gdzie szczękały z bojaźni zębami. Trzeba było coś z tym zrobić i to szybko, gdyż trwoga w lalkowym babińcu zupełnie paraliżowała codzienne życie i czyniła je nieznośnym. Keny postanowiły wszcząć śledztwo i wybadać cóż to za dziwna istota skrywa się wśród śniegów. Pierwszą wartę miał pełnić Nikołaj, chłopak przyzwyczajony do siarczystych mrozów i śnieżystych równin rosyjskiej Syberii.
Nik z przyjemnością podjął się zadania. Od dawna już nie wychodził na dwór i siedząc w domu trochę zdrewniał i się rozleniwił. Żadnego wyimaginowanego potwora się nie bał.

Dzień był piękny, słoneczny i bardzo chłodny. W takie dni zamarza oddech. Nawet Nikołaj, ken zahartowany, silny i zdrowy jak rydz, czuł jak zimno szczypie go w policzki i wciska się bezlitośnie pod futrzaną czapę.

Mimo niesprzyjających warunków Niki brnął niestrudzenie przez zaspy w poszukiwaniu „potwora”. Gnała go ciekawość i po trosze – chęć zdobycia sławy jako „pogromca straszydła”.

Ślady Yeti najwyraźniej znaczyły się przy kępie zamarzniętej pietruszki, więc samozwańczy „detektyw” postanowił, że przeszuka najbliższą okolicę.

Trop „potwora” urywał się przy młodej jodle, obok której ze śniegu sterczało coś dziwnego, przypominającego w kształcie kobiecą stopę z platfusem.
Nik pociągnął za tę wystającą rzecz, aby wydobyć ją spod białego puchu i jego oczom ukazała się ledwo żywa laleczka. Od pierwszego spojrzenia było jasne, że nieznajoma nie była przyzwyczajona do zimna i śniegu. Jej śniada skóra wskazywała na to, że wychowała się w ciepłych krajach, gdzie zima jest równie ciepła co u nas późna wiosna, zaś śniegu nie ma nawet na Boże Narodzenie. W dodatku lalka była bardzo skąpo przyodziana. Króciutka sukienczyna na pewno nie dawała jej żadnego zabezpieczenia przed kąsającym mrozem.


Nikołaj nie namyślał się długo. Nieznajoma lalka balansowała na granicy śmierci z wyziębienia. Ken zarzucił ją na ramię i biegiem skierował się w stronę domu.Trzeba było natychmiast pomyśleć o ratunku i umieszczeniu nieszczęsnej dziewczyny w cieple!

Nikołaj nie pielęgnował nigdy chorych ani rannych, ale instynktownie wiedział, że zmarzniętą lalkę trzeba jak najszybciej zapakować do łóżka i przywrócić jej przytomność. Gdy tylko dobiegł do domu otulił lalkę najcieplejszym kocem jaki miał i wysłał Starego Zgreda do apteki po lekarstwa na zaziębienie. Sam natomiast siadł przy nieznajomej, wziął ją za rękę i nie wiedząc, co dalej robić, zaczął jej opowiadać, jak wszyscy w domu myśleli, że w ogrodzie zalągł się Yeti.
Przez jakiś czas lalka nie dawał znaku życia i Nik przestraszył się, że jest już dla niej za późno na ratunek. Nie bardzo rozumiał dlaczego tak mu żal tego śniadoskórego stworzenia, które najwyraźniej pochodziło z pospolitej serii „playline” i w hierarchii lalek Barbie stało zdecydowanie niżej niż on sam, dumny przedstawiciel kasty „silkstone”. Mimo to było mu bardzo przykro na myśl, że nieznajoma mogłaby się już nigdy nie obudzić.
Na szczęście świat plastikowych istot rządzi się swoimi prawami. Po jakimś czasie ciemnoskóra ślicznotka głęboko odetchnęła i rozejrzała się przytomnie dookoła. Gdy spostrzegła, że leży w obcym łóżku, a obok niej siedzi przystojny chłopak, trochę się stropiła, lecz wcale nie wyjęła łapki z jego dłoni. Co więcej, przysunęła się do bladolicego kena i spytała:
– „Gdzie ja jestem? Skąd ja się tu wzięłam?”
– „Przyniosłem cię z ogrodu” – odpowiedział Nik – „Co ty tam robiłaś kobieto? Mogłaś na kość zamarznąć! No i wtedy nigdy bym cię nie poznał … A właściwie kim ty jesteś i jak się nazywasz?”

– „Nie wiem” – odpowiedziała ciemnoskóra laleczka. „Nie mam pojęcia kim jestem. Nic nie pamiętam!” – krzyknęła i rozpłakała się żałośnie.
Nikołajowi zrobiło się jej żal. Opiekuńczym ruchem przytulił lalkę do siebie i starał się ją uspokoić.
– „Nie płacz, proszę. Na pewno sobie przypomnisz. Postaram się ci pomóc, jak tylko będę umiał. Tymczasem musisz odpocząć. Postaraj się zasnąć, a ja będę cię pilnować.”
– „A nie uciekniesz mi nigdzie? Boję się zostać sama.” – poskarżyła się laleczka, która w objęciach Rosjanina poczuła się bardzo dobrze, bo ciepło, i wygodnie.”
– „Nie ucieknę. Śpij spokojnie” – upewnił ją Nikołaj, który z przyjemnością przytulał się do ślicznej nieznajomej i myślał sobie : – „O rety, spodobała mi się lalka playline. Ja chyba zachorowałem. A jeśli zachorowałem, to wcale nie chcę wyzdrowieć.”

Nieznajoma szybko usnęła. Była bardzo zmęczona. Przed snem przeleciała jej przez głowę dziwna myśl, że skądś zna twarz swojego wybawcy. Tylko skąd?
Ciąg dalszy prawdopodobnie nastąpi albo nie nastąpi 😀