Bild Lilli

Na Bild Lilli „zachorowałam” ponad dwa lata temu, w momencie, gdy zaczęłam interesować się historią Barbie. Odkrycie, że wczesne lalki Mattel powstały na wzór i podobieństwo Lilli było z jednej strony wstrząsające (one są klonami!), a z drugiej – wywołało nieugaszoną chęć zdobycia Lilli na własność. Podczas wypadów na targowiska staroci starałam się przeglądać wszystkie poukrywane w kątach placów stoiska, wiedząc, że u sprzedawców handlujących „resztkami na ceratce” nierzadko można za grosze kupić prawdziwe skarby. Znam takie przypadki z autopsji. Kilka lat temu, podczas wypadu na nieistniejący już dziś bazar Różyckiego w Warszawie, kupiłam za bezcen książkę – białego kruka: „Alrauna”, autorstwa Hannsa Heinza Ewersa, przekład polski z 1917 roku, dziś dostępny wyłącznie w bibliotekach i prywatnych kolekcjach.

 

W zdobycie Lilli za pomocą tej metody nie bardzo wierzyłam, ale starań nie zaprzestałam. Bo nie ma nic gorszego niż zwiesić ręce i dać sobie spokój. Tak postępują przegrani w sytuacjach patowych, a jak głosi optymistyczne polskie przysłowie: „Póki życia, poty nadziei”. Tego się też trzymałam.

 

Oczywiście wizytacje targowisk nie były jedynym sposobem poszukiwań. O informacje w naszych czasach najłatwiej w internecie, tak więc grzebałam w sieci i … wyszukiwałam możliwości sprzedaży, które znacznie przekraczały moje możliwości finansowe. Bo Lilli w internecie można kupić bez problemu. Trzeba się tylko liczyć z wydatkiem rzędu 3 000,00 złotych. NETTO. Jest to więc opcja dla osób majętnych, które nie boją się dużych kosztów, bo ich po prostu nie odczuwają. Ja takiej kwoty na „duperel” przepuścić bym nie umiała. Choć ten duperel marzył mi się bardzo długo.

 

Dzięki poszukiwaniom w sieci nawiązałam kontakty z kilkoma sympatycznymi kolekcjonerami spoza Polski. Jeden z nich dał mi cynk na osobę, która sprzedawała „pewniaka”, to jest oryginalną Lilli, w cenie, która mogła wykrwawić mi kieszeń, ale była do przełknięcia. Na wieść o otwierającej się możliwości dostałam głupawki – wpłaciłam zaliczkę, a kiedy na konto wpłynęła pensja, to równie szybko z niego wypłynęła. Po 12 dniach lalka była u mnie. Pochwaliłam się nią na „Dolls forum”, siusiałam ze szczęścia po nogach, a później – okazało się, że to Lilli z Hong Kongu, produkowana co prawda na niemieckiej licencji, ale wcale nie ta, o którą mi chodziło. Zaczął się płacz i zgrzytanie zębów. Na szczęście sprzedawca okazał się uczciwą osobą. Zwrócił mi część kosztów i PRZEPROSIŁ za swoją pomyłkę w identyfikacji lalki. Jego gest wywołał u mnie opad szczęki i powrót wiary w ludzką uczciwość. Lilli z Hong Kongu została u mnie jako substytut „tej właściwej”. Oto jej zdjęcie, przed restauracją. Niedługo zaprezentuję  ślicznotkę, po skręceniu jej do kupki:

 

01

 

Lalka została kupiona, a apetyt na oryginał się nie zmniejszył. I tu w sprawę włączyła się opatrzność. Wypad do znajomego antykwariatu zaowocował odnalezieniem Lilli, używanej w charakterze … podstawki do kwiatka. Właścicielka sklepu, zdziwiona moim zainteresowaniem laleczką, dała mi ją za darmo. Do tej pory nie wierzyłam w „interwencję z góry”, ale to się w tamtym momencie zmieniło. Można powiedzieć, że nastąpiło „nawrócenie”. emotemotemot

 

I oto jest! Moje lalkowe zwieńczenie 2012 roku i jednocześnie – rozpoczęcie 2013. Najbardziej wyjątkowa podstawka do kwiatka jaką mam w domu. Zniszczona przez czas, wyblakła, prosząca o zakrycie nagości, ale – moja i oryginalna!

 

Pierwszą rzeczą, którą sprawdziłam, była śrubka w głowie, mocująca „kopułkę” do części twarzowej i pozwalająca na bezbolesną wymianę włosów. Wszystko było na miejscu! Znaczy – Lilli jest prawdziwa 🙂

 

01

 

Włosy laleczki pozostawiają wiele do życzenia – zostały znacznie skrócone i strasznie się mechacą, ale za to nad czołem zachował się charakterystyczny, zawadiacki loczek.


02

 

Najbardziej ciekawił mnie pyszczek Lilli. W końcu to na nim Mattel wzorował swoje pierwsze kloniki lalki. Z chęcią postawiłabym obok siebie Lilkę i Barbie numer 1, aby prześledzić podobieństwa i różnice. Może kiedyś uda mi się poznać kolekcjonera, który pozwoliłby mi na sporządzenie sesji porównawczej?

 

01

 

Na twarzy mojej Lilli brakuje rumieńców. Musiałam je usunąć, ponieważ policzki lali były bardzo porysowane i farba skawaliła się w obrębie zadrapań. Twarz Lilli wykonana jest z twardego plastiku – stąd dość łatwo usunąć z niej makijaż i bardzo trudno ponownie go nanieść, szczególnie jeśli konieczne jest cieniowanie farby. W przyszłości lalka zostanie poddana odnowieniu i mam nadzieję, że urocze rumieńce wrócą na jej policzki. Na razie opanowuję technikę nakładania farby na klonikach.


01

 

W obrębie twarzy najciekawszym elementem są „rzęsy” lalki. Widok z góry pozwala zbadać ich nadnaturalną grubość. Lilli stylizowana była na kobietę-wampa, tak więc ciężki, podkreślający seksapil makijaż był koniecznością.

 

Dzisiejsze laleczki często mają w uszach eleganckie kolczyki. Lilli też je nosiła, tyle że były one namalowane. Kształt i kolor biżuterii pozostawał niezmienny – każda lalka miała w uszach czarne kwiatki.

 

01

 

Pierwsze Barbie odziedziczyły po Lilli kształty ciała, lecz z wyjątkami. Podczas gdy lalki Mattel mogły poruszać rękami tylko w tył i w przód ich poprzedniczka mogła rozkładać ramiona na boki, w geście Chrystusa ze Świebodzina. Nie przyczyniało się to do uzyskania jakiejś nadprzyrodzonej możliwości pozowania, ale cóż to był za fajny patent! owned

 

01

 

„Babcię” i „wnuczkę” różniły również pantofelki na stópkach tej pierwszej.

 

01

 

W odróżnieniu od Barbie Lilli nie była sygnowana. Stąd w przypadku lalek, które dotrwały do naszych czasów bez ubranek, bardzo trudno określić do jakiej serii należały. Moja ma oryginalny ciuszek – sukienkę tenisistki i, co ciekawe – majteczki! Ubranka są w praniu, mam nadzieję zaprezentować je w kolejnym wpisie. Niestety wymagają dużych napraw, co oznacza cerowanie, na którym się nie znam. Czegóż się jednak nie robi dla ulubienicy?

 

01

 

Poza wymienionymi różnicami, między Lilli i Barbie nie było wiele więcej  cech odmiennych. Obie panie były ponętne i miały fumy w nosie, o czym świadczyły ich wiecznie obrażone i nieco nadęte buziaki.

 

01

 

01 

Kończąc wpis pozwolę sobie podziękować za piękne świąteczne i noworoczne życzenia, które składaliście na blogach. Oby dla nas wszystkich Nowy Rok był szczęśliwy, lalkowy i pełen zdrowia!

Dodaj komentarz