Coś dla ciała

Podejmowanie decyzji „na szybko” to działanie nierozsądne i przynoszące straty. Wiem to nie od dziś, ale i tak po raz kolejny zrobiłam bezrozumnie swoje, przez co stałam się właścicielką kompletnie niepotrzebnego mi zestawu barbiowych bucików. Naklikałam bez zastanowienia na Allegro, pomyliłam aukcje, w których chciałam licytować i stało się – trzeba było łyknąć tego omyłkowego kluska z godnością.


Wijąc się z boleści (łojezu, cóżem to ja narobiła!) i jojcząc, sprawiłam, że ulitowała się nade mną dobra, fejsbookowa dusza, gotowa przejąć niechciane buty. Problem spadł z cyca i rozbił się na sto kawałków, a moje smętne stękanie gładko przeszło w kozaczenie, jakich to ja nie robię genialnych interesów, które zawsze kończą się szczęśliwie (gucio prawda!), ale co zmarnowałam sobie i sprzedawcy czasu i nerwów (odbiór osobisty w zimny, grudniowy dzień, to nie jest dobry pomysł), tego się już nie odwyrtnie.  Chyba nadszedł najwyższy czas by wyhaftować sobie makatkę z hasłem „Zanim cokolwiek zrobisz – pomyśl!”, a dla większej pewności wystrugać mały młotek i prewencyjnie  pukać się nim w głowę, gdy tylko wpłyną do niej podejrzanie nierozsądne pomysły.


Zanim rzeczone buty trafią do potrzebujących, czyli na bose lalkowe kopytka, to przez chwilę będą u mnie gościć, co daje mi asumpt do rzewnych wspomnień, bo właśnie takie pantofelki pamiętam z dzieciństwa. Eleganckie Superstary, które uśmiechały się do mnie w reklamach przed „Dobranocką”, prawie zawsze nosiły szpileczki i właśnie ten rodzaj bucików najbardziej do dziś mi się podoba. Buty na obcasie pięknie wydłużają i wyszczuplają nogi i sama chętnie bym w takich biegała, gdybym tylko umiała to robić.



1

* * *

1

* * *

1

 


Eleganckie pantofle to moja zadawniona zmora. Jeśli nie muszę, to w nich nie chadzam. Nigdy nie opracowałam sposobu, który pozwoliłby mi swobodnie się w nich poruszać na dłuższych dystansach. Godzina chodzenia po mieście w szpilkach oznacza dwa kolejne tygodnie nalepiania na stopy plastrów i smarowania pięt i paluchów maściami przyśpieszającymi gojenie ranek. Oczywiście najładniejsze pantofelki ścierają stopy z największą maestrią i są w stanie przeobrazić mnie z kobiety w ładnym stroju w dyszącego z bólu i frustracji nosorożca, który bez mrugnięcia okiem zamordowałby każdego, kto sprzeciwiłby się jego chęci natychmiastowego zrzucenia z nóg krępujących je imadeł.


 

Oj, jak mnie nózie bolą!

Weźmy takiego Jacka Torranca z filmu (i książki) „Lśnienie”. Zastanawialiście się, czemu był tak zwariowany i krwiożerczy? Ja nie muszę, bo wiem! Buty go piły, to się wściekał 😛

 

 

Podobno kobiety szaleją na punkcie butów. Jeśli tak, to kiepska ze mnie przedstawicielka babstwa, bo zachwycają mnie tylko te w skali 1/6. Oczywiście, mam w szafie kilka par pełnowymiarowych, eleganckich kajaków „na wielkie okazje”, ale żeby się nimi podniecać? Nieee, na to są za nudne. Nie mam zamiłowania ani do pantofli, ani do sztybletów, ani do łapci wyplatanych z wiklinowych gałązek. Mówiąc brutalnie, buty to nie moja bajka. 


 

Fajny but to taki, który zdobi plastikową nóżkę i nieważne, z jakiego jest materiału, byleby dobrze wyglądał i dawał się gładko założyć na stopę. A o to, jak na złość, obecnie jest dość trudno. Namnożyło się nowych rodzajów lalek, które nie mogą wymieniać się między sobą obuwiem, ze względu na kompletnie różną wielkość i budowę nóżek. Nawet dość jednolity pod tym względem przez długie lata świat Barbie wyewoluował w końcu i wypluł z siebie stopy zupełnie płaskie i z wysokim podbiciem, stopy malutkie niczym u Japoneczki i plażowe platfusiska. I połap się tu, biedny kolekcjonerze, w tej niemożliwej do spamiętania i obucia różnorodności!



1

* * *

1

* * *

1 

* * *

1

* * *

1

 

 

Jako stara skleroza nawet nie próbuję robić rozeznania w bucianej materii, a jedynie, gdy trafi się okazja kupienia większego zestawu różnorodnych pantofelków, strzelam na oślep, bo może uda się upolować coś przystające do wiecznie rosnących potrzeb. W większości przypadków są to celne strzały, choć zdarza się, że wśród trepowej gromadki trafiają się zupełnie nieprzydatne pantofelki, wyprodukowane przez przedsiębiorczych Chińczyków dla lalek o stopie mniejszej od krasnoludka. To chyba jedyne buciki, których bez żalu się pozbywam. Są tak niepraktyczne, że szkoda dla nich miejsca w szufladzie.


1

Śmichy chichy z eBaya

UWAGA: Wpis dla osób dorosłych! Duża ilość lalkowej golizny!/WARNING: adult content! Dolly nakedness!

[more]

 

 

 

 

 

Niektóre pomysły lalkujących osób są tak śmieszne, że szkoda byłoby, gdyby przepadły w mrokach niepamięci. Dlatego poczuwając się do ich zachowania jak najdłużej, postanowiłam zbierać lalkowe i figurkowe perełki z sieci, które będę od czasu do czasu zamieszczać na blogu. Dziś – zestaw strojów dla „męskich” figurek, podpatrzony na eBayu.


 

Some ideas of doll collectors are so hilarious that it would be a shame if they were to be forgotten. I decided to collect them and show them to you, before their traces are gone from the Internet. I hope that you’ll enjoy it as much as I do. Today is the first time when I share such treasures with you. Hope that they’ll make you laugh 🙂

 

 

 

011

 

* * *

 

021

 

* * *

 

031

 

* * *

 

041

 

* * *

 

051

 

* * *

 

01a

 

* * *

 

01b

 

* * *

 

01c

 

* * *

 

01d

 

* * *

 

01e

 

* * *

 

01f

 

* * *

 

01g

 

* * *

 

aa

 

* * *

 

ab

 

* * *

 

ac

 

* * *

 

ad

 

* * *

 

ae

 

* * *

 

af

 

* * *

 

ag

 

* * *

 

001

 

* * *

 

002

 

* * *

 

003

 

* * *

 

004

 

* * *

 

005

 

* * *

 

006

 

 

Wszystkie fotografie pobrałam z konta eBay użytkownika o nicku red_star2013


All the above pictures were taken from the eBay account of red_star2013

Pudło hańby

Zbieractwo lalkowe prędzej czy później prowadzi do tego, że w którymś z zakamarków mieszkania (na szafie, pod łóżkiem lub w innym niezagospodarowanym kącie) pojawia się spore pudło, stopniowo zapełniające się się padliną, czyli lalkami, do których nie mamy serca, ale szkoda je wyrzucić, bo „może kiedyś się przydadzą”. Bidy, o których mowa, to w większości przypadków lalki z przeszłością, uratowane w second handach lub na bazarach, cierpiące na popularne, lalkowe choroby cywilizacyjne: pogryzione dłonie i stopy, kołtun we włosach, cerę zeszpeconą niezmywalnymi pisakami.

 

Collecting dolls sooner or later gives the same results to every person that shares the hobby. One day you tuck a big, empty box in one of the dark corners of your house. Its purpose is to store the dolls that you no longer like but you do not let them go, because there is a slight chance that they migh come in handy as body donors or material for OOAK. Some of them are new, some of them are toys with a past. Abused by the previous owners they often have their hair shortened, faces stained with ink and chewed up limbs.

 

Moje trupiszony mieszkają na szafie. Nie jest to wygodne siedlisko ani dla nich, ani dla mnie. Zdarza się, że gdy ściągam przepełniony kosz z wyszki, część towarzystwa wysypuje się na podłogę, albo, co gorsza, dokonuje przy tym desantu się na właścicielkę, a to bywa bolesne (kto dostał spadającą Barbiochą w ucho, ten się ze mną zgodzi). To chyba rodzaj lalkowej wendetty ze strony niechcianych plastików – ja je upycham do „pudła hańby i zapomnienia”, a one mszczą się na sposób przedmiotów martwych, czyli przy każdej, nadarzającej się sposobności, próbują narobić mi siniaków.

 

All of my unwanted dollies live in a box located on the top of the wardrobe. It’s not a comfortable place of dwelling for them or a convenient storage place for me. It often happens that some of the dolls fall down, especially at times when I try to get the overflowing box safely on the floor. Sometimes they fall in the form of an avalanche, hitting my hands and shoulders, which is quite painful. I think they do it on purpose. I see myself as a victim of a dolly vendetta being waged by the unwanted ones.

 

Mimo zagrożenia lalkową lawiną, co jakiś czas, gnana wyrzutami sumienia, zaglądam do nieboszczek z silnym postanowieniem, że powyciągam je w końcu z „kosza hańby”, poreperuję i odzieję, a potem postawię w glorii rozkwitłej urody na półce. W tym celu wywalam cały majdan na podłogę, siadam w środku niczym matkująca kura i biorę się za ogląd „bogactwa”.

 

In spite of the danger of being knocked down by a dolly avalanche I sometimes carry out the inspection of the box of shame. I still hope that one fine day I’ll bring the unwanted dolls back to life by giving them new outfits, hair and shoes. Operation „ugly swan” you may say. The very thought of the possibility of their transformation makes me giddy.

 

Na pierwszy ogień idą bidy potrzebujące rerootu, które trzymam ze względu na miłe buźki. Bardzo, ale to bardzo lubię wyobrażać sobie, że kiedyś, w przyszłości, wszyję im jakieś włosięta. Wszystko mi mówi, że stanie się to w wyjątkowym dniu, którego uroda na długo zapadnie mi w pamięć. Tego dnia obudzę się raniutko, wypoczęta i pełna energii oraz całkowicie gotowa do zmagań z igłą, kłakami z chińskich peruk i łysymi łbami. Po lekkim śniadaniu zasiądę wygodnie w fotelu i póki słoneczko nie zajdzie będę obszywać łyse czerepy, podśpiewując z ukontentowania i co jakiś czas podziwiając efekty swojej pracy. Jaka rozkoszna wizja! Rozkoszna i słodka jak w pysk strzelił. Bo przecież ja i reroot to dwa zjawiska, które nigdy nie zaistnieją w tym samym czasie i miejscu. Rerootowanie jest „fuj”, „bleh” i „ugh”, no i w dodatku można się w jego trakcie igłą pokłuć. Niech więc łysole leżą w pudle dalej! W końcu żadna krzywda im się nie dzieje. A że trochę włosków brak? No i co z tego. W dzisiejszych czasach łysina nikogo już nie razi.

 

The dolls which should be the easiest to restore are the bald ones. I keep a few hairless dollies because of their cute faces, hoping that one day I’ll find enough time to reroot them. In my imagination I can already see a blissfull scene: I sit in an armchair, equipped with a long needle, a bundle of hair and a dozen or so dolly heads and I rerot them one by one like a pro This vision shall never come true, as rerooting is something that I hate with all of my heart, but I might try one day when I’m drunk

 

Drugą grupę nieboszczek stanowią bezgłowe ciała. Pomimo dotychczasowych niepowodzeń nadal żywię nadzieję, że kiedyś znajdą się łby, które będą pasowały do nich odcieniem. Jak nie u mnie, to u kogoś innego. Grunt, żeby cielska znalazły w końcu swoje zagubione makówki. Życzę im tego bardzo gorąco, tym bardziej, że większość z nich jest mocno nieruchawa, co nie przyda im blasku w oczach żadnego lalkoluba.

 

The second group of the unwanted dolls consists of headless bodies. I’ve been trying to find suitable heads for them but failed, because of the differences of skin tones. If I shall be unlucky in the future I’ll eventually hand these bodies over to some other collector who might make a better use of them.

 

Trzecia grupa to łby, niekompatybilne z ciałami z grupy numer dwa. Smutne resztki po pełnowartościowych lalkach. One, właściwie, mają najgorzej, bo najczęściej idą na przemalowanie, a później – do śmieci, szczególnie kiedy się wkurzę, że efekt paprania pędzlem znowu nie wyszedł mi tak, jak chciałam. Jak powszechnie wiadomo, nieudany repaint nie jest nigdy winą repaintera, tylko materiału na którym pracuje, jako że łby pod przemalunek bywają wredne i oporne. Tak, tak, wszystkie nieudane próby, to ich wina, ja przecież jestem artystą przez duże „ą” na końcu i w’ogle to mówcie mi „Mistrzu” 😛

 

The third group consists of bodiless heads (with hair), that are incompatible with the bodies from group No 2. I find them perfect for various experiments such as repainting. I don’t have much mercy for these floating heads in my heart. I destroy them one by one, repainting them so many times that I often damage the rubber they are made of. If you want to be creative you have to destroy – that’s what people say and I completely agree with this notion.

 

W koszu chowają się jeszcze takie bidy, które w pewnym momencie mi się ponudziły i zostały pousuwane z witryny, żeby dać oczom od nich odpocząć. Właściwie nie wiadomo co z nimi zrobić. Z jednej strony – choć żar namiętności już uleciał to pamiętam, że kiedyś były bardzo chciejne. Z drugiej – nie umiem oddać ich innym zbieraczom, bo a nóż znowu mi się odezwie w sercu tkliwa melodia miłości (to mało prawdopodobne, ale jakiś tam cień szansy jednak istnieje).

 

The rest of the dolls that hide in the box of shame are the pitiful ones that I once liked but lost interest in them. Frankly speaking I don’t know what to do with them. Keeping them doesn’t give me any joy but I’m still not ready to let them go. It seems that I act like a typical dog in the manger as I prevent others from having something that I myself have no use for. I cherish a hope that one day I shall fall in love with them again. It’s highly unlikely to happen, but who knows for sure.

 

Zabawa z trupkami kończy się zawsze w ten sam sposób – one do pudła, pudło na szafę, a ja – do przyjemniejszych zajęć

 

The inspection of my dolly goods always ends in the same manner – the dollies go back to the box, the box flies back to the top of the wardrobe and I forget about if for at least half a year.

 

A żeby wpisior nie był suchy jak dowcip Strasburgera z „Familiady”, to okraszę go zdjęciami kilku trupków, którym się udało na nowo zaistnieć, po przemalowaniu 🙂

 

Haha, once you’ve curageously managed to read this blognote to the end, please, be rewarded with a few pictures of the dollies who were lucky to survive their stay in the box of shame. They all received new faces and are on their way to the new owners 🙂

 

 

27448502070_65f4dc4372

 

* * *

27307161194_e9bb3b8b05

 

* * *

27952178746_b6df5edd49

 

Werblista, sardele, rebelia

Słowa w tytule dzisiejszej notki powstały na chybił-trafił z liter tworzących wyrazy „Liebster award”. Zaproszenie do tej popularnej zabawy przyleciało do mnie od dwóch babeczek – Zurineczki (http://zurineczka.blogspot.com/) oraz Hamtaro Wędrowniczka (http://hamtarobwielki.blogspot.com/). Dzięki za wyróżnienie kobitki! Poniżej znajdziecie moje odpowiedzi na pytania Zurineczki. Odpowiedzi na pytania Hamtaro – w następnym rzucie.


Two lovely ladies – Zurineczka (http://zurineczka.blogspot.com/) and Hamtaro Wędrowniczek (http://hamtarobwielki.blogspot.com/) invited me to take part in a popular blog game known as „Liebster award”. Thank you for the invitation, girls! Today I’ll answer Zurineczka’s questions. I will publish the next batch of answers in the following blog note.

 

1. Jak eksponujesz swoją kolekcję?

Kolekcja kurzy się w witrynie, w samym sercu domu. Miejsce dla mebla wybrałam nieprzypadkowo – stoi on vis-a-vis fotela, gdzie najczęściej siaduję z książką lub laptopem. Gdy zmęczy mnie czytanie lub klikanie w klawisze kieruję wzrok na lalki. Lalkowa szafa pełni więc funkcję punktu widokowego.

 

1. How do you display your collection?

I store it in the cabinet standing in my living room. Dolls occupy each free square centimeter of the shelves, so the display is rather messy.  The cabinet stands vis-a-vis my favourite armchair. When I read a book or use my computer and I get tired, I run my eyes over the cabinet and let them roam among the dolls for a while.

 

2. Jak na Twoje hobby zapatrują się bliscy?

Zgrzytają na nie zębami i rwą włosy z głowy, ale gdy trzeba zawsze pomogą. Nigdy też nie komentują negatywnie tego, co robię.


2. What’s the attitude of your family toward your hobby?

The members of my closest family have come to terms with the hobby. They always support me when I need help and never comment it in a negative way.

 

01

 

3. Czy masz jakieś lalki ze swojego dzieciństwa?

Nie mam. Zostały mi one tylko na zdjęciach i we wspomnieniach.


3. Do you still have any of your childhood dolls?

I’m afraid that I don’t, but I managed to keep a few photos of my childhood toys.

 

 

01

 

02

 

03

 

 

4. Czy lalki to Twoje jedyne hobby?

A w życiu! Zanudziłabym się przy nim na śmierć.


4. Is doll collecting your only hobby?

It’s too monotonous to be the only one 🙂


5. Czy pamiętasz swoją pierwsza „dorosłą” lalkę tzn. kupioną, dostaną…. jako kolekcjoner?

Pamiętam, a jakże! Była to kupiona na lotnisku w Brukseli matellowska księżniczka Korei. Po przyjeździe do domu schowałam ją głęboko na dno szafy, bo wstydziłam się, że ktoś ją odkryje i będę musiała tłumaczyć się z niecodziennego zakupu.

 

5. Do you remember the first doll you bought as a collector?

Of course I do! The very first doll that I bought intentionally was the princess of Korea by Mattel. I bought her at the airport in Brussels. At that time I had no courage to show her to my family so after I had arrived back home I hid her under my clothes in a closet, ashamed that such a big girl still wanted to have a Barbie doll.  

 

6. Jakie lalki lubisz najbardziej i dlaczego?

7. Czy płeć lalki ma znaczenie i dlaczego ?

Pozwolę sobie udzielić na te pytania pojedynczej odpowiedzi, bo najbardziej lubię lalki-chłopców. Panowie są fajni wizualnie a przy tym mniej popularni od lalek-dziewcząt. To wszystko sprawia, że są dla mnie atrakcyjniejsi. Na moich sztandarach nie od dziś powiewa hasło „Chłopy forever”

 

6. What kind of dolls you like the most?

7. Does the gender of a doll hold any significance for you?

I will join both these questions into one answer – because my favourite dolls are he-dolls. Male dolls are less popular than girl dolls and that makes them much more appealing to me. My slogan from time immemorial has been „Sexy guys forever”.

 

01

 

8. Czy są lalki, których nie lubisz i dlaczego?

Ohoho, opowiadać by a opowiadać! Jest ich wiele. Nie przepadam za plastikowymi Lalaloopsami, nie podobają mi się lalki-podrostki, lalki-dzieci i lalki-niemowlęta. Wzruszeniem ramion zbywam większość lalek od firmy Tonner. Powodem nie jest ich wygląd, bo muszę przyznać, że można znaleźć wśród nich przepiękne egzemplarze, ale źle czuję się w ich towarzystwie.

Dawno, dawno temu mieszkała u mnie rudowłosa Tonnerka „Trujący Bluszcz”. Choć była piękna jak malowanie, to nie mogłam zdzierżyć jej obecności. Wyjęłam ją z pudełka tylko raz – żeby narobić jej fotek na potrzeby aukcji. Do momentu sprzedaży leżała w swojej trumnie, nie niepokojona moją obecnością.

 

8. Are there any dolls that you don’t like?

There is a plenty of them. I’ve never acquired a taste for Lalaloopsy dolls (too much plastic), I never buy dolls depicting newborns, children or teenagers and I have a very special corner of my disliking heart devoted to Tonner dolls. I admit that there are many incredibly beautifull dolls among all the groups that I just named but I simply can’t stand them around.

I once invited a Tonner doll (green skinned and red haired Poison Ivy) to my plastic gang and kicked her out almost immediatelly. I released her from her box only once – in order to take a few pictures for an auction. She was a stunning doll but for some reason I couldn’t get used to her.  

 

9. Jak często „bawisz” się lalkami ?

Cały czas. Przestawiam je na półkach, fotografuję, przebieram, zmieniam im makijaże, fryzury, plotkuję o nich i obmawiam. Życia sobie bez nich nie wyobrażam. Taka prawda.


9. How often do you play with dolls?

As often as I  can. I regroup them on the shelves, I take their photograps, I redress and restyle them and I apply new make ups on their faces. Can’ live without them.

 

 

01

 

02

 

03

 

10. Jakie jest Twoje najbardziej nierealne lalkowe marzenie?

Żyć z tworzenia lalek. Byłoby super! Nie mam jednak wątpliwości, że to kompletnie nierealne.


11. What’s your most unlikely to happen dolly dream?

Oh, I would love to be a dolly artist who is able to pay the living costs thanks to the dollies I create. Shall never happen but it’s such a marvellous dream!

 

01

 

11. Jakie jest Twoje najbardziej mrożące krew w żyłach zdarzenie związane z lalką?

Samobójczy skok ulubionego BJDka ze stołu na podłogę. Brrr, do dziś mam ciary na myśl co mogłoby się stać, gdybym go nie złapała wpół lotu.


11. What is your most scary experience connected with dolls?

I still have chills when I reminisce a suicidal jump of one of my BJD dolls from the shelf to the floor. Luckily I was there to catch him.

 

01

Wolność

Niezbadane są wyroki losu. Można się wypierać sympatii do pewnego rodzaju lalek, ale gdy trafi się wśród nich wyjątkowa, to człowiek się ugina i pozwala sobie na odstępstwo od własnej reguły.


You never know what the future brings. You might dislike the particular type of dolls but when you cross paths with the one, that is, for some reason, exceptional, you easily change your mind.


Moje odstępstwo wygląda toczka w toczkę jak wychowany w solarium Kopciuszek, któremu zachciało się iść na bal. A ponieważ od dawna nie wierzył już w dobre wróżki i znał gorzką prawdę, że o szczęście trzeba walczyć samodzielnie, więc nie czekając na interwencję z góry wybrał się na wyprzedaż sylwestrowych kiecek, kupił najbardziej błyszczącą, po czym już w domu zrobił się na bóstwo i pomknął na bal taksówką. No i to tyle. Nie mam pomysłu na pisanie o tej lalce, dlatego zamiast rozwodzić się nad nią, opowiem o czymś zupełnie niezwiązanym z lalkami, dobrze?


My exception totaly looks like a relative of the infamous Katie Price with a taste for sparkling dresses. When I started writing this note (a week ago) I had a thousand thoughts about this doll, that I wanted to share with you, but since that time I’ve changed my decision. The doll will speak for herself through the pictures, while I’ll tell you about something that has nothing to do with toys. I hope that I’ll get away with it.



01

 

02

 

03

 

04


Podczas ostatnich wakacji przez jakiś czas mieszkałam na wsi. Świeże powietrze, grzybne lasy, towarzystwo zwierząt. Można by rzec – sielanka. Tyle, że w sąsiedztwie tej sielanki czaiło się coś, od czego jeżył się włos na głowie.


During my summer vacation I spent some time on a farm. It was a perfect way to tranquil myself, a fantastic breath of fresh air, something very different from everyday hassles, except from the fact, that there was something really horrifying in the nearest neighbourhood.


To coś, a właściwie ktoś, miał na imię Piotr, blisko 80 lat na karku i wielkie gospodarstwo, obejmujące piękny sad oraz pola pastewne. Oprócz tego Pan Piotr miał jeszcze dom i wielkie umiłowanie wolności w duszy. Na pozór nic w tym strasznego, prawda? „Straszne” rozpoczyna się, gdy zrozumie się na czym polega jego idea wolności.


The horryfying thing was about 80 years old, his name was Peter and he was the owner of a big farm with a beautiful orchad and grazing fields around it. He was also a worshipper of freedeom. You might say that there is nothing strange about that, but believe me, we’re drowning in quicksands.


Gdybyśmy patrzyli na pojęcie wolności od strony słownika, to można byłoby uznać, że jest to możliwość podejmowania decyzji zgodnie z własną wolą. Pan Piotr w pełni zgadza się z tą definicją, ale znacznie przesuwa jej granice. Jego filozofia życiowa zakłada, że nie warto robić nic, na co nie ma się ochoty. Pan Piotr kieruje się zasadą, że do życia człowiekowi potrzebny jest tylko chleb i woda, zaś wszystko inne jest zbędne. Z tego powodu całkowicie zarzucił on czynności, dla większości z nas zupełnie oczywiste. Gdy po śmierci rodziców został sam, przestał całkowicie przejmować się stanem domu rodzinnego i gospodarstwa. Był w tym bardzo konsekwentny. Jego sąsiedzi mówią, że kiedyś jego gospodarstwo było jednym z pierwszych w okolicy, ale gdy pan Piotr został jego jedynym właścicielem, to pozwolił, aby wszystko zniszczało. Jego królestwo już dawno już przegrało z czasem, postępującą ruiną i brudem.

 

According to the dictionary, freedom is the power or liberty to order one’s own actions. Peter fully agrees with this definition, however, he broadens it a little. He believes that freedom is the absence of any laws or responsibilities that he doesn’t accept. That is why, after his parent’s death, he decided not to take care or to repair the house he lived in. He simply doesn’t care about things. He says that the only thing that’s worth effort is another human. Inanimate things are unimportant as they are destined to decay and rot while the human soul lives forever.


Do wnętrza jego domu zajrzałam tylko na chwilę. Musiałam szybko stamtąd wyjść, bo przytłoczyło mnie to, co w nim zobaczyłam. Dom pana Piotra wygląda jak wielki śmietnik, na który zwożono brudy od wielu, wielu lat. Na podłodze kłębią się połamane sprzęty, resztki jedzenia, porwane książki i gazety. Przez okna nie da się wyjrzeć, bo pokrywa je gęsty kożuch brudu. Nigdy nie naprawiany sufit, przez który pada deszcz, grozi zawaleniem. I w takich warunkach mieszka starszy człowiek. Zapytany o to, czy nie potrzebuje pomocy, kręci przecząco głową. Nie chce żadnego wsparcia. Wsparcie oznaczałoby zmiany, a on lubi swój dom. Jest królem śmietnika i nikt nie będzie mu mówić, jak żyć.

 

He doesn’t care about his own property and he let it fall to ruin, because keeping it in good shape doesn’t interest him at all. I was shocked when I saw the inside of his house – the dirt and decay make it look more like a cave rather than a place of dwelling of a humen being. The floor of the house was covered by parts of litter, shattered books, newspapers, broken pieces of furniture and rotten food. The roof was full of holes, letting the rain inside the house. No man should live in such a place. I asked Peter if he’d accepted help but he denied with strenght. He doesn’t want any changes. He feels happy the way he is. He understands why other people clean and repair their houses, but he doesn’t feel like following suit. Dirt and negligence seem to be his friends since forever.


Pan Piotr lubi mówić o sobie „Jestem współczesnym pustelnikiem, bo w pełni wyrzekłem się związania przez dobra doczesne”. A jednak ja nie byłam w stanie dostrzec w nim pustelnika. To, co zobaczyłam u niego na podwórku i we wnętrzu mieszkania, spowodowało u mnie chęć ucieczki i płaczu. Nigdy w życiu nie spotkałam się z człowiekiem, który dobrowolnie skazałby sam siebie na wegetację w takiej nędzy i przede wszystkim brudzie. A to tylko dlatego, żeby mieć poczucie wolności absolutnej, nie znającej żadnych ograniczeń. 

 

After visiting this strange man I was on the verge of crying. I felt powerless and overwhelmed. I would have never imagined that I might meet someone like him, someone who condemned himself to unimaginable vegetation on behalf of some deformed understanding of freedom.

01

 

02

03

04

05

06

07

Wszystkie powyższe zdjęcia za zgodą właściciela gospodarstwa

Czerwony jak krew, biały jak śnieg. No, z tą bielą to przesada.

Jeśli się wzrasta wśród komiksów, to wcześniej czy później trafi się na cykl Mika Mignoli o Hellboyu, piekielnym przybusiu z zaświatów, który walecznie rozprawia się z innymi piekielnymi przybusiami z zaświatów. Dziwnym trafem nie znam nikogo, kto by tej bestyi nie kochał, choć jest wielka, czerwoniutka i dziamgata. No i lubi kotecki. Jako wielbiciel miauczącego pchlarstwa czuję z nim jedność i wielbię go, choć to paskudnik.

Gdyby ktoś nie znał lub nie czytał, to komiksowy Hellboy wygląda tak:

 

Those, who grew up reading tons of comic books must love Mike Mignola’s Hellboy. That character is legendary. For those, who don’t know him yet – a brief introduction: Hellboy is a demon from hell, who came to the Earth as a child, was taken care of by humans and fights against the dark forces that threaten the world. He’s a good-hearted cutie who looks like this:

 

 

Hellbojek, słodzina kochana

Źródło/strumyczek/rzeczka/source: http://trevor-verges.deviantart.com/art/Mignola-s-Hellboy-Colors-181216618

 

Czerwoniutkie śliczności nawiedziło też dwa pełnometrażowe filmy kinowe („Hellboy” i „Hellboy, złota armia”), czym już do końca mnie zawojowało, bo główną rolę dostał w nich Ron Perlman, który po nałożeniu charakteryzacji zrobił się jeszcze brzydszy niż w rzeczywistości (a przez to bardziej kochany). Z tegoż powodu oczywiście nie mogło zabraknąć mnie w kinie, choć z perspektywy czasu wydaje mi się, że na pierwszą część nie musiałam wcale chodzić trzy razy. Jak to człowiek czasami da się opętać piekielnej bestii, której zdarza się latać po ekranie bez koszulki (a pierś ma szeroką i cyc bardzo zacny, przytulić by się tak do niego od czasu do czasu).

 

The red cutie pie has also appeared in two cinema movies, that I totally loved, because the actor starring as Hellboy was Ron Perlman. There was a time (long, long time ago, when my hair was still long, I weighted less and still believed in Santa Claus) when I really wanted him to become my husband, because he was so damn lovable though ugly as hell.

You might laugh at me but I went to cinema 3 times to see the first part of the film and I don’t consider it exagerration. The movie was fun, Hellboy was adorable and whoever claims otherwise, it means that they don’t deserve to dance with any sexy devil under the pale moonlight.

 

Dwa kiciusie

Hellboy z kolegą. Tużem ich znalazła (Hellboy and Abe Sapien. I love both, but Red I love a bit more): http://www.fanpop.com/clubs/hellboy-ii-the-golden-army/images/3963065/title/hellboy-ii-screencap

 

Po obejrzeniu drugiej części kinowego hitu stało się, co nieuniknione, czyli zachciało mi się mieć czerwonego na wyłączność. Sposobności po temu były, a jakże, bo przecież najobrzydliwsza z obrzydliwych firm zmajstrowała go w skali 1/6. Tyle że nigdzie go w sprzedaży nie było. To znaczy był, ale daleko, za siedmioma górami i siedmioma morzami, skąd do Polski wcale nie chciał jechać. Ja do niego wołałam: „Chono tu!”, a on „Nie chce mi się.” I tak w koło Macieju. Cztery lata to trwało. Ile ja przez ten czas czekolady zeżarłam!

 

After seeing „Hellboy the golden army” it became clear to me, that I wanted Red to join my team of toy boys. Of course he was available, of course he was costly, and of course none of the fellow collectors wanted to get rid of him. There were a few Japanese sellers from eBay eager to make a deal with me, but their prices exceeded my financial abilities. It took me 4 years to pick up a bargain. You can’t even imagine how much chocolate I’ve downloaded into my gastrointestinal system during that time.

 

Ale cierpliwość popłaca. Znalazł się anioł z niebios, natchniony dodatkowo Duchem Świętym, który zapragnął sprzedać Hellbojka. Wszystko po bożemu, przez eBay, znaczy bezpiecznie. Zawzięłam się w sobie, skrzyknęłam wszystkich świętych na pomoc i dawaj licytować. Pozostali uczestnicy aukcji nie byli chyba tak zdesperowani, więc w pewnym momencie sobie odpuścili, a ja, cała w skowronkach, otrąbiłam zwycięstwo. Potem szybkie przekierowanie kasy przez PayPala i oczekiwanie w drżączce na numer trackingowy przesyłki.

 

Everything comes to those, who wait and evilBay  eBay finally offered me a chance to get Red. I asked all Saints to help me and started to bid. The heavens must have been touched by my preyers as they poured down their blessing upon my head and I won the auction. With shaking hands I clicked on the „pay now” button and went to bed, full of hope, that during the next few days I’ll be rewarded with a tracking number. 

 

Poczekałam tak ze dwa dni, a po ich upływie –  przykra niespodzianka. Sprzedawca zwrócił mi wpłatę i wysłał email, w którym napisał, że Hellboy się uszkodził był, więc odwołuje transakcję. Ja w płacz i migusiem smaruję do niego wiadomość, żeby się zlitował, bo ja nawet uszkodzonego czerwonego wezmę. Na to on – „Pani kochana, nie ma mowy.” No więc spróbowałam sposobem. Sprzedawca był z Rosji, więc napisałam do niego po rosyjsku, krwawymi łzami skrapiając każdą literkę. I co? I chłop się ugiął! Pogadali my przy okazji o zbieractwie, co przekonało go chyba, że Hellboy pójdzie w dobre ręce i zgodził się go wypuścić. Achhhh, szczęsny to był moment i godzien uwiecznienia w lalkowych annałach, gdy nieznajomy chłop z Rosji powiedział mi „tak”. Ma się tę moc stękania na smutno 🙂

 

Two days later I received my money back and additionally an email from the seller, explaining that the toy got damaged and the transaction should be cancelled. My jaw dropped to the floor. I wanted to strangle the guy with his own entrails. Was it the end to my dream about having Red? No way! I told myself: „I won’t agree to that! I will convince the man to change his mind and sell the toy to me!” What I’ve promised myself I’ve fulfilled. I wrote a sad, sad email to him (in Russian, his mother tongue) and made him understand, how desperate I was. It must have moved his conscience, because he decided to say good bye to Hellboy and accept the money. What a victorious moment it was when he asked me the long awaited question: „Stary Zgred, will you take Red to be your toy, your favourite action figure and your one true love? Will you keep him on your shelf and adore him today, tomorrow and forever? Will you keep him away from dust and take photographs of him? Will you promise not to sell him and be faithful to him through good times and bad, in sickness and in health as long as you both shall exist?”. I answered „I will!” and that was it. I became Red’s rightful owner!

 

Potem wszystko już szło w miarę szybko – on nadał przesyłkę, ja w stanie rozpalenia sercowego odebrałam ją od listonosza i w rekordowym tempie rozbebeszyłam, żeby dobrać się do nadzienia. Nie biły mi dzwony, nie pachniał bez, ale co z tego, jeśli Hellboy dojechał cały i zdrowy. A że jest piękny nad podziw i w moich oczach gasi urodą wszystkie inne czerwonoskóre diabelskie pomioty, to teraz zapraszam na lot fotograficznym spamolotem. Enyoy the ride 🙂 

 

A few sleepless nights later the seller shipped a package at his local post office and I started to count the days until its arrival. The moment of happiness happened 2 days ago, on Friday, when the postman knocked on my door (just once, but if he wanted to do it twice, I wouldn’t have any objections). My Red was finally with me. He arrived safe and sound and even more beautiful than I imagined (of course his „beauty” is a huge overstatement, but you need to turn a blind eye to me, because you know, I’m in love again). Maybe I’ll manage to convince you somehow that he’s the cutest monster ever? I’ll try, because, why not. Hope you’ll like him like I do 🙂

 

21654665403_0424585104_z

 

22250110356_958f866804_z

 

22088064970_8d7055493d_z

 

22286587151_cf2486b7ca_z

 

 22276019515_a1126070d1_z

 

22250034246_547d469895_z

 

22250010236_861e7b6199_z

 

22275994255_9848e1ccc5_z

 

22286465701_ba535365f4_z

 

21652991534_93713e5412_z

 

22087896690_e11544d851_z

 

 21653156534_aa946d1f2f_z

 

22263010262_3e3d96cf13_z

 

22275755255_d6f536d28b_z

 

22249785086_bffc3cb64c_z

 

22286285201_783c1ebe6b_z

Sisterhood of the World Bloggers Award

Jakiś czas temu (przemilczmy litościwie jak dawno to było), zostałam zaproszona do międzyblogowej zabawy przez Night Owl – autorkę bloga http://www.darkroomdolls.blogspot.com/ Zabawa polegała na strzeleniu seriami lalkowych pytań do znajomych, o których chcielibyśmy wiedzieć więcej. Jako leń patentowany, którego dodatkowo przystopowały jesienne nastroje, odpowiadam dopiero teraz. Proszę Night Owl o wybaczenie. Jesień zawsze przynosi u mnie ogromne spowolnienie działań okołohobbystycznych, które ożywają dopiero na zimę. Kończąc blablanie, zapraszam do pytań i odpowiedzi:

 

 

Some time ago (let’s draw a veil over the actual lenght of this period) I was invited by Linda, the author of http://www.darkroomdolls.blogspot.com/ to take part in a game known as the „Sisterhood of the World Bloggers Award”. It took me some time to reply to Linda’s questions, but finally I managed to do it!. Autumn always makes me so lazy and uneager to do anything at all! Sometimes I think that I should hire someone to activate me. Some sophisticated torturer would do best („I’ll cut off your little finger if you won’t start writing your blog again” – such an encouragement would surely make me write 4 notes a month, if not more). And now, to the questions and answers: 

 

 

1. Czy kolekcjonujesz coś oprócz lalek?

O tak, sroka ze mnie straszna. Lubię mieć obok siebie rzeczy, które darzę uczuciem. Na przykład wszystkie dotychczasowe wydania książek Stephena Kinga. Jeszcze do niedawna moje książkowe półki uginały się pod ciężarem jego powieści i zbiorków z opowiadaniami. Pozbyłam się tego papierowego bogactwa dopiero po kupieniu czytnika do ebooków. Nadal więc kolekcjonuję jego książki, tyle że w formie zabierającej nieco mniej miejsca.

 

1. Do you collect anything other than dolls?

I’m afraid that I’m addicted to collecting things. Call me a magpie! I feel good when I have the things that I love within arm’s reach. For example – books by Stephen King, as I’m his devoted fan. My shelves used to bend under the weight of his novels and I think that I had each of his books that’d ever been published. Fortunately I made friends with an ebook reader and got rid of my collection, which earned me some space. Now this space is ocuppied by dolls 😛

 

 20715680228_6ea38a81eb_z

 

 

2. Dlaczego rozpoczęłaś pisanie lalkowego bloga?

Chciałam mieć swoje miejsce w sieci, które pozwoliłoby mi dotrzeć do innych kolekcjonerów i jednocześnie przyciągałoby ich do mnie. Traktuję „Dolland” jako kanał komunikacyjny o znaczeniu praktycznym, a czasami jako platformę totalnej głupawki. Pomimo tego, że blog jest tworem całkowicie wirtualnym, to pozwolił mi zbudować całkowicie realne znajomości. Gdybym miała założyć go raz jeszcze, to zrobiłabym to bez wahania.

 

2. Why did you start a doll blog?

I wanted to have my own haven on the net that would allow me to send a message into the outer space: „Here I am! Please, find me! Please, tell me that collecting dolls is nothing to be ashamed of! And that I’m not a weirdo!” It’s my communication channel. It’s also a magical portal that helped me to meet wonderful people, whom I’ll love as long as I live. Kudos for me for starting „Dolland” 😀

 

 

21106185432_c75cfb3718_z

 

 

3. Czy masz w swojej kolekcji tę jedną, ulubioną lalkę?

Haha, mam, ale nie umiem podać jej nazwy. Bo jakoś tak się składa, że moją ulubioną lalką jest zawsze ta, na którą czekam. Jest najwspanialsza, bo nie mogąc jej dotknąć i zbadać, więc pozwalam swojej wyobraźni dodatkowo ją upiększyć, co czyni ją wyjątkową 🙂

 

3. Do you have one particular doll that is the favorite in your collection?

Oh, I do, but I can’t give you its name. You see, my favourite doll is always the one that I’m waiting for. That’s because when you don’t have something, that you crave for, your imagination makes it look even better that it does in reality. Once you put your hands on the doll the magic of waiting is gone.

 

 21198440648_9bdf9c8245_z

 

 

4. Jakie są twoje ulubione lalkowe akcesoria (przynależące lalkom American girl lub innym)

Nie wiem, czy buty można odnieść do akcesoriów, ale jeśli tak, to są zdecydowanie moimi faworytami. Lalkowe buciki naprawdę potrafią być piękne i modne. Szkoda tylko, że jak to dodatki, pożerają tyle środków. I trzeba się naszukać, żeby znaleźć te właściwe 🙂

 

4. Your favorite doll accessory (American Girl or other)?

I’m not sure if shoes can be classified as accessories, but if they can, than I will vote for them. Shoes are the best! They come in so many shapes and colors. Sometimes I envy my dolls that they have so fashionable shoes and wear them with style.

 

 

20979445390_f86fb2dcc5_z

 

 

5. Czy wiesz ile dokładnie masz lalek w kolekcji (nie musisz podawać ilości)?

Chciałabym móc odpowiedzieć, że za mało, ale to nieprawda. Mam ich za dużo i muszę przyznać, że to mnie trochę męczy. Zbyt wysoka ilość lalek po prostu przytłacza. Lubię, kiedy moje lalki mieszczą się w jednej witrynie i każda z nich ma tyle miejsca, by móc eksponować swoją urodę. Nie ma dla mnie nic gorszego niż lalki wysypujące się z każdego kąta i upchane w ścisku na półkach. Myślę, że przygniotłaby mnie kolekcja przekraczająca 100 egzemplarzy, dlatego moja nigdy do takiej liczby nie dojdzie. Gdy poczuję, że lalek jest za dużo, przerzucę się na lalkowe mebelki i zacznę urządzać moim paskudom domki 🙂 Poniżej wkleiłam zdjęcie z Internetu, które obrazuje jak wygląda lalkowy pokój, który by mnie przeraził.

 

5. Do you know exactly how many dolls you have in your collection (you don’t have to tell the number of course 🙂 )?

I wish I could answer – „too few”, but the truth is that I have far too many. Most of the unwanted ones are hidden in boxes, awaiting to be sold. I have to confess that I don’t like big quantities. I wouldn’t stand a croud on my shelves. Each doll in my collection needs to have some „personal space”, to show their assets. Too many + too crowded = me going out of my mind

I found a picture on the net that would show you what is a scary collection for me. It’s beautiful but I wouldn’t be able to live in such a room. I would suffocate, because of the number of the dolls peeking at me from each corner. My limit is around 50, I guess 🙂

 

 barbie-doll-collection2

 link: http://www.odditycentral.com/news/barbie-man-spends-30000-a-year-collecting-barbie-dolls-and-memorabillia.html

 

6. Czy grasz na jakimś instrumencie a jeśli tak, to na jakim?

Hyhy, gram na harmonijce, ale niemożebnie fałszuję, więc nikt nigdy tego nie uświadczy 😀

 

6. Do you play any instruments and if so, what?

Hehe, I do. Mouth organ. The way I play, well, let it better remain unknown for you 🙂

 

 

21283363718_4e99ec1806_z

 

7. Jakie jest twoje ulubione miejsce które odwiedziłaś?

Z uwagi na wykonywany zawód sporo podróżowałam po Europie i Azji. Miałam okazję zwiedzić kilkanaście pięknych miast i miasteczek, ale muszę przyznać się do tego, że moim ulubionym miejscem jest mój własny dom. Nie mam duszy włóczykija. Lubię odkrywać piękne miejsca serfując po sieci, ale nie mam potrzeby ich odwiedzania. Taki już ze mnie nudny domator 🙂

 

7. Where is your most favorite place you’ve ever been?

I used to travel a lot around Europe and Asia in my younger years. There are many places that I enjoyed visiting, but I need to confess that my very favourite place is my own home. I don’t have the soul of a wanderer, on the contrary, I’m a boring home bird.

 

 

21698983159_e2e19ff128_z

 

8. Co w sobie lubisz najbardziej?

Ludzie mówią, że w towarzystwie siedzę zbyt cicho, ale to jest właśnie cecha, którą w sobie lubię. Umiem słuchać. Cenię tę umiejętność, bo pozwala zdobyć sporo informacji, a lubię wiedzieć co się w świecie i wśród znajomych dzieje.

 

8. What is your most favorite thing about yourself?

People say that I don’t talk eagerly, which is true, because I prefer to listen. Listening gives you information, and when you’re well informed you’re one step ahead of the others 😛

 

 20133720128_de4e3f7834_z

 

 

9. Ulubiona książka lub film?

Uwielbiam baśnie. Z dzieciństwa został u mnie zaczytany i pożółknięty zbiór bajek Andersena. Cyklicznie do niego wracam, bo muszę. Kocham tę książkę i nigdy jej nikomu nie oddam.

 

9. Favorite book or movie?

I love fairy tales. Especially by Andersen. What a wonderful imagination this man had! I still have a collection of his fairy tales among my other books. It’s damaged and not in a great shape, but I wouldn’t give it away for any money. It contains my childhood and it’s still my favourite book.

 

 

16255252432_340e17d656_z

 

10. Gdybyś mogła zaprojektować swoją własną lalkę to jak by wyglądała?

Haha, zrobiła to już za mnie firma Hot Toys 🙂 Uwielbiam realistyczne lalki przypominające żywe postacie i gdyby nikt ich nie wymyślił, to ja bym to zrobiła 🙂

 

10. If you could design your own doll, how would it look like?

Hehe, there is a company that has done it for me – my beloved Hot Toys 🙂 I’m head over heels in love with hyper-realistic dolls, that portray famous characters from movies. If I were a toy designer I would follow the path of my favourite company, no slightest doubt about that.

 

 

20003352306_7b542f45ec_z

 

Wszystkie zdjęcia wyżej oczywiście moje, oprócz różowego pokoiku/All the above pictures are mine except the picture of the pink room.

Kraków, 14.06.2015

Jako że obraz mówi więcej niż 1000 słów, dziś z dziką rozkoszą pospamuję zdjęciami z krakowskiego meetu, nie kłapiąc, jak to mam w zwyczaju, dziobem.

Some say that a single picture means more than 1000 words. Today I’ll test this statement by publishing photos from yesterday’s doll meet in Krakow, without adding my usual babbling. 

01

2

3

4

5

6

7

8

9

a

nbnb

y

b

m

v

n

j

u

9

o

j

j

i

y

y

1

1

1

1

1

1

1

1

1

1

1

Trzy mało subtelne odcienie złości

Mam w pracy pewien rytuał. Otóż około godziny 14:00 robię sobie dwudziestominutową przerwę, podczas której wciągam coś tam do przewodu pokarmowego i przy okazji serfuję po sieci, ze szczególnym uwzględnieniem blogów lalkowych. Choć apogeum blogowego pisarstwa kumuluje się w okolicy weekendu, to w tygodniu też można wyłowić kilka wpisów. Lubię te nietypowe, ze środka tygodnia. Byleby nie zawierały takiej treści jak dzisiejsza notka NightOwl – „Goodbye post”, po przeczytaniu której mam ochotę ciepnąć kubkiem z herbatą w najbliższą ścianę, a potem schować się do kąta i pogniewać na cały świat, bo MÓJ człowiek z sieci, który prowadził internetowy dziennik, będący MOIM lalkowym azylem, właśnie zniknął z horyzontu.


Ja wiem, że to, jak mocno przywiązujemy się do internetowych znajomych, jest mocno żałosne, ale nie zmienia to faktu, że ich nagłe rozpłynięcie się w niebycie powoduje łzy bezsilnej złości. Bo mieli być zawsze. Obok. A przynajmniej jak najdłużej. I nie mają prawa tak mi z życia uciekać. Nie, nie, nie! Nie zgadzam się na to! Jakby to miało jakiekolwiek znaczenie 😦


Jeszcze gorzej jest kiedy „katastrofa” zdaje się wisieć w powietrzu, tylko jeszcze nie miała okazji się ziścić. Tykająca bomba, znaczy. Znacie Medithanerę? Tego obrzydliwca, który co najmniej od pół roku (ale tak naprawdę od znacznie dłuższego czasu) katuje mnie lalkowym dziennikiem zapowiedzianej śmierci zapowiedzią czegoś paskudnego, co rozpoczyna się sprzedażą całej kolekcji, a skończy się nie wiadomo jak, ale przy swoim podejściu do życia podejrzewam wszystko co najgorsze. I czekam, aż to coś się wydarzy, mając nadzieję, że stanie się to za sto lat, kiedy mnie już tu nie będzie.


Boję się zaglądać do miejsc, które przypominają mi wygasłe kratery, choć mam nadzieję, że kiedyś jeszcze popłynie z nich lawa. W nosie mam to, czy lalkowa czy nie. Bo tak się składa, że od dawna już lalki to tylko pretekst, żeby poznać stojącego za nimi człowieka. 


Zdaję sobie sprawę, że to cholernie egoistyczne podejście, ale kiedy mam, do licha, tym ludziom powiedzieć, że ich nie chcę tracić z pola widzenia? Jak mi już umkną? No to mówię teraz. To i tak jest bez sensu, bo na nic nie wpływa, ale pozwala rozładować trochę frustracji. Chociaż właściwie lepiej byłoby teraz iść teraz na siłownię i stłuc na miazgę jakiś worek treningowy, wyobrażając sobie, że w środku tego worka siedzi delikwent lub delikwentka którym zachciało się ucieczki. 


Nienawidzę tych wszystkich dziadów i babów, którzy najpierw mi w serce wrośli, a potem po angielsku sobie drapnęli w nieznajome rejony. Chcę ich z powrotem! Chcę „Oldschool Dolls„! I „Lalki barbie i lego„! I „Lalki Mattel oraz Disney”! No i żeby mi MOI ludzie na zawsze nie znikali, bo „na zawsze” to za długo i przez ten czas strasznie się można stęsknić 😦


A w ogóle to nie zwracajcie uwagi na tę notkę. Taki dzień okropny dziś, skumulowało mi się. 

 

There is this ritual of mine – when at work I usually take a 20-minute break around 14:00 pm to have my lunch and additionally a peak at the new entries on the toy blogs that I follow. Although most of them are posted on weekends there are a few bloggers that share new stuff with their readers in the middle of the week. Such entries are usually twice as pleasant, because of their irregularity. They are like little surprises, that you love, except for those, that are entitled „Goodbye post” and are published by someone that you like (Night Owl). Once you get acquainted with their content you instantly feel like smashing your tea mug against the wall and then hiding in the darkest corner of the room to mourn, because YOUR man has just vanished and YOUR dolly harbor ceased to exist.

 

I know, I know – it’s pathetic and childish to feel this way, but it doesn’t change the fact that it hurts a lot, cause we tend to think that people that we like are always supposed to be near us and they have no right to disappear. No! No! No! I didn’t give them my permission to vanish! As if they needed it. I told you it was pathetic.

 

It’s even worse when there’s an air of an incoming tragedy around someone. You can feel it but you can’t describe it precisely. A bomb is ticking and the only thing that you can do is to wait for it to explode. Do you happen to know Medithanera, that horrible, horrible girl that’s been tormenting me for half a year with a forecast of something nasty, that will possibly begin with selling out her whole collection and god knows how it ends? I have a bad feeling about it and I don’t want to witness it, no matter what it is.

 

I hate coming back to the dolly blogs that died just like extinct volcanos and there’s no chance for them to erupt again. I’ll be honest with you – I don’t actually care for dolls, it’s the people behind them that I miss and that’s why I pour my anger on you today. Sorry for that.

 

I realise that I’m being super egoistic, but honestly – when shall I tell those lovable, vanishing morons that I do care for them and that I miss them? Once they’re gone? So I say it now, the only way I can, spiced up with wrath and a feeling of loss. It doesn’t make much sense because it changes nothing at all, but somehow it helps me to combat the inner frustration. Maybe it would have been better to go to the gym and let my fists taste some innocent  punchbag, imagining that those who dared to run away hide inside it.

 

I hate all those lads and lassies who had grown into my heart and then flew the coop. I want them back! I want „Oldschool Dolls” and „Lalki barbie i lego” and „Lalki Mattel oraz Disney” to come back! And I can’t stand to watch MY gang disappear bit by bit, cause there’s no way to fill in the empty space they are leaving behind 😦

 

By the way – don’t pay any attention to my grumbling. It’s been a long and hard day, that’s all. 

 

https://www.google.pl/url?sa=i&rct=j&q=&esrc=s&source=images&cd=&cad=rja&uact=8&ved=0CAcQjRw&url=http%3A%2F%2Fwww.imagehost.ru%2Fshowphoto.php%2Fphoto%2F62916%2F&ei=v9_PVJLEGMn_UOD6geAL&bvm=bv.85076809,d.d24&psig=AFQjCNHzmb4TkNnKupV-m6bhzlhdGgrdIA&ust=1422995757571657

Chłop jak dąb. Baba jak chłop. Baba jak dąb.

Tralalalala, jak mi dobrze, jak radośnie, bo zgłupiałam już do szczętu. Ta notka to dowód mojego totalnego upadku i przejścia na ciemną stronę mocy. Bo, ponieważ, gdyż. Lalkę kupiłam. Babę znaczy! BA-BĘ! Tfu!


Trololololo, I’m so happy, cause today I’ve lost my mind completely. I’ve crossed the line. This blog entrance is the proof of my downfall. Because I’ve bought a doll. A fem-doll. A female. FE-MA-LE! Blarghhhhhh!


 

Cała odpowiedzialność za mój bezbożny czyn spada na Eibhlin, anioła, który dał mi cynk, że lalka się sprzedaje. Kobieto, niech Ci niebo w dzieciach wynagrodzi! Niech Tobie i Twoim bliskim zawsze słońce świeci, nawet w nocy pod kołdrą, boś wielką mi radość uczyniła. Kocham Cię, wielbię i na śmierć zacałuję, jeśli kiedyś spotkam (dżołk taki, nie bój żaby!)


The person who is to be blamed for my sin is Eibhlin, the angel who contacted me with the seller of this doll. Girl, be blessed for your help. Let the sun always shine on you and your family, even at night. I love you, I adore you, I want to kiss you sensless the day I finally meet you (just kidding).


 

01

 

 

Chciałam no i mam! Ona jest śliczna, jedyna w swoim rodzaju, z twarzy zupełnie podobna do zawziętego faceta i dlatego tak mi się podoba. Od dawna marzyła mi się jakaś bojowa baba, będąca kompletnym zaprzeczeniem filigranowej i urodziwej Barbie. Lalka, której oczy mówią: Nie zadzieraj ze mną, bo zasadzę ci kopa w ogonek!


Oh, how much I wanted to have her! To me she’s perfect and exceptional and cute, even though her face reminds me of a badass guy. That’s exactly the reason why I’m totally in love with her. I’ve always wanted to find a doll that would be suitable for a warrior, whose eyes have the ability to seduce and threaten at the same time.


 

02

 

 

O delikatność nie można jej posądzać. Już na pierwszy rzut oka widać, że to nie salonowa dama, a baba stworzona do bitki. Taki cycaty czołg „w spódnicy”. W pewnych miejscach jest jej trochę za dużo (biust, biodra), w innych – zdecydowanie za mało (włosy na głowie). No i w spódnicach i sukienkach to ona wygląda wyjątkowo pokracznie. Jest zbyt krępa. Nie ma w sobie nic a nic z modelki. Gdy paraduje w portkach, z gnatem w ręku, to jest idealnie, ale jeśli wcisnąć ją w coś eleganckiego, to robi się groteskowo i nienaturalnie. Nie da się ukryć, że nie została stworzona dla wytwornych toalet. Nie da się też na nią za bardzo patrzeć, gdy jest naga, bo ma brzydkie ciało. Niewymiarowe, przerysowane, seksapilu w nim tyle, co kot napłakał. Mimo to, nie zamierzam go wymieniać, bo zgina się jak marzenie.


She’s definitely not a fragile woman. It’s obvious that she was not made to play the role of a gentle lady but to wreak havoc wherever she goes. She’s like a tankgirl, but a little bit heavier and … bustier 😛 Her body is a great asset and a disadvantage at the same time. It bends with ease but it’s rather ugly. She really doesn’t look good without clothes, because she’s too stocky. She looks fine while wearing casual clothes, consisting of military pants and sweatshirts, but when she puts on an elegant evening gown she becomes grotesque. I’m afraid that pretty dresses are not her cup of tea. Nonetheless I don’t plan to get rid of her body or exchange it for a more feminine one. I like her the way she is.


 

03

 

 

Nie mogę się na nią napatrzeć. Fascynuje mnie jej twarz – widzę w niej i starego Indianina i koński pysk i śliczną buźkę Natalie Portman i głowę jastrzębia na dodatek. Przy tym wszystkim odbieram ją jako niezwykle pociągającą, prawie idealną. Mam tylko nadzieję, że się nie zakocham 🙂 (za późno, już się zabujałam)


I’m mezmerized and fascinated by her face. It combines the features of an old Indian warrior, a horse’s head, and cute Natalie Portman’s face. The worst thing is that I find it incredibly attractive and irresistible. I sincerely hope that I won’t fall in love with her 🙂 (grrr, that’s not fair, I’ve already fallen)



05

05

 

Nawet nie wiecie jak dziwnie się czuję ze świadomością, że spodobała mi się lalka-dziewczyna. No ale i tak z tym nic nie zrobię – pomimo tego, że zbieram chłopaków ona jest mi niezbędna do szczęścia. Takie buty!


You don’t even know how strange I feel now, having bought a fem-doll. Even though I’m totally in love with male-dolls I would never, ever sell her away. She took my heart like a hurricane!

 

06

07

08