Małe, rude, wredne

Niedawny wypad do „Taniego Armaniego” w celu nabycia  niedrogich książek zakończył się wyniesieniem z tego przybytku barbiowego trupka. Co prawda jakiś czas temu przyrzekałam sobie, że z nieboszczkami koniec, ale, jak sądzę – przyrzeczenie to wielkiej mocy nie miało. W rezultacie mój portfel zmniejszył swoją zawartość o 2 złote, zaś lalkowy świat Zgreda wzbogacił się o kolejną laleczkę. Jak zaraz zobaczycie na zdjęciu nowo przybyła to nie Barbara, choć z całą pewnością należy do wielkiej rodziny lalek Mattel.

 

1

 

Skipper starszego typu, którą udało mi się wypatrzeć w koszu z zabawkami, początkowo miała tam zostać. Niespecjalnie lubię lalki-dzieci więc i ta pannica nie wzbudziła we mnie jakiejś szczególnej chęci posiadania. Z drugiej strony – jej zabójczo niska cena zachęcała do zakupu no i stało się – zabrałam ją do siebie. Do domu niosłam ją z pewnym obrzydzeniem, szczelnie zawiniętą w plastikową torebkę – bo zabawka aż lepiła się z brudu.  Gdybym nie zabrała ze sobą do ciuchaka pary plastikowych rękawiczek, to prawdopodobnie nigdy bym tak upapranej lali nie wzięła do ręki.

 

2

 

Buzia lalki nie grzeszy nadzwyczajną urodą, ale ma w sobie pewien optymistyczny rys, który przydaje jej sympatycznego wyrazu. Cieszy mnie to, że makijaż zachował się w dobrej kondycji – brak odprysków farby, zadrapań, plam od długopisu. Włosy także dotrwały do naszych czasów w porządnym stanie – nikt ich nie skracał ani nie wyrywał.

 

3

 

Nie jestem przekonana, czy strój lalki jest oryginalny, ponieważ nie został opatrzony metką z logo „Barbie”. Z drugiej strony – jest dopasowany do rozmiarów Skipper, więc jest szansa, że należał do niej od nowości.

 

4

 

Po dokładnemu przyjrzeniu się kolorytowi ciała można zauważyć, że głowa jest co najmniej o  jeden ton ciemniejsza od korpusu. Myślę, że plastik łebka wszedł w jakąś reakcję chemiczną ze składnikami powietrza i to go przyciemniło. Prawdopodobnie nie da się tego procesu cofnąć. Wygląda na to, że czas nałożył na zabawkę swoją pieczęć 🙂

 

5

 

Po dokładnym obejrzeniu zabawki stwierdzam, że najbardziej podobają mi się w niej włosy  – bo są rude i z grzywką. Fryzura lali kojarzy mi się z dzieciństwem. Na starych zdjęciach mam bardzo podobne uczesanie.

 

6

 

Skipper należała prawdopodobnie do serii plażowej na co wskazuje kształt stóp o płaskim podbiciu. Lala na pewno więc nie chadzała w pantofelkach na wysokim obcasie.

Nogi rudaski nie zginają się w kolanach i są wykonane z twardego plastiku, w pasie – brak wcięcia pozwalającego obracać się Skipce na boki. Możliwości artykulacyjne są minimalne, ale za to główka osadzona jest na wygodnym bolcu, który pozwala bez problemu „zdekapitować” lalkę. Szkoda, że dzisiejsze barbioszki wyposażone są w mniej poręczne mocowania głowy.

 

7

 

Skipper nie ma żadnych oznaczeń wewnątrz główki. Jedyna podpowiedź do jakiej serii nalezy to znak firmowy Mattel odciśnięty na prawym pośladku.

 

8

 

Po obejrzeniu szczegółów anatomicznych zabrałam lalkę na krótką sesję zdjęciową do ogródka. Nie siedziałyśmy tam długo, ze względu na zimny wiatr, ale mimo  niesprzyjających warunków pogodowych udało się „ustrzelić” kilka fotografii.

 

9

 

10

 

11

 

12

 

Po powrocie do domu trochę się zastanawiałam gdzie ustawić lalkę. Ponieważ Skipper jest niepełnoletnia i wymaga opieki osoby dorosłej dostała się pod kuratelę srogiego wojskowego – czyli oficera Nikołaja. Mała pasuje do niego pod względem koloru ubranka 🙂

Ufam, że pod jego czujnym okiem rudaska będzie czuła się bezpieczna.

 

13

EDIT: Prezentowana lalka odnalazła swoją tożsamość – 1963 Barbie Skipper Titian Red Swimsuit. Dzięki zdjęciom w sieci widać, że strój kąpielowy lalki jest oryginalny. To miła niespodzianka 🙂 Lalę można łatwo kupić na eBayu

http://www.ebay.com/itm/Vintage-1963-Barbie-Skipper-Titian-Red-Swimsuit-w-Box-/130564517471

Sprawa dla Sherlocka Holmesa

Był rok 1984 lub 85. A może nawet 86. Nie jest to pewne, bo jedyny świadek wydarzeń ma zaawansowaną sklerozę. Wiadomo tylko tyle, że była mroźna zima, a w kioskach ruchu pojawiły się znienacka dziwne, malutkie laleczki wielkości palca wskazującego o ciężkich główkach i drobnych, rachitycznych ciałkach. Kosztowały niedużo, bo materiały z których je wykonano nie należały do najdroższych. Nie miały wykwintnych opakowań, pożałowano dla nich nawet kawałeczka folii. Laleczki kisiły się po sto, dwieście, a może i więcej sztuk w koszach, kartonowych pudłach bądź innych opakowaniach. Nie były trwałe ani specjalnie urodziwe. Ale pewnemu dzieciakowi, który urodził się w 79 roku zapadły w pamięć. Tenże dzieciak, będący dziś starą, brzydką i niespecjalnie lotną umysłowo babą szuka wśród starych zabawek swojego wspomnienia z dzieciństwa. Sęk w tym, że laleczek, za którymi wypatruje oczy, nikt chyba już nie pamięta ani też nie posiada w zbiorach. A może jednak? Portret pamięciowy poszukiwanych wygląda – o tak:

poszukiwany - poszukiwana

Ktokolwiek widział? Ktokolwiek wie?

Lalki? Figurki?

Zaczęło się, bez wątpienia, od dość prostych figurek. Figurek, które w krótkim czasie zyskały takie cechy jak doskonała artykulacja, porażające wprost podobieństwo do „żywych” oryginałów i status zabawek kultowych. Takich, za które bez mrugnięcia okiem płaci się bardzo wysoką cenę.

 

Miłośnikom figurek firmy „Hot toys” przedstawiać nie trzeba – bo to gigant na rynku  artykułów dla kolekcjonerów, wydający co chwila kolejne, luksusowe i bardzo, ale to bardzo limitowane serie (średnio po 500 sztuk). 

 

W zasadzie figurki tej firmy wydają się ciekawsze od lalek –  są bardziej realistyczne, ubrane w lepszej jakości ciuchy i z pewnością znacznie lepiej pozują (przynajmniej te najdroższe), bo obdarzone są większą ilością punktów zgięcia ciała, niż znane mi lalki (32 punkty zgjęcia to nie w kij dmuchał!)

 

W dodatku, są nadzwyczaj urodziwe, o czym, mam nadzieję, przekonacie się, oglądając zamieszczone niżej zdjęcia.

 

Dastan

Dastan

 

Przystojniak Dastan z filmu „Prince of Persia” mógłby uwodzić Barbietki reprezentujące krainy dalekiego wschodu

 

Hellboy

 Hellboy

 

Uroczy Hellboy przydałby się różowym lachonkom w charakterze ochroniarza a kotu – jako niestrudzony głaskacz grzbietu i czochracz okolic zausznych.

 

Wolverine

Wolverine

Wolverine

 

Wolverine pilnowałby kwiatów na oknie. Swoim spojrzeniem wystraszyłby z nich wszystkie mszyce. A po skończonej pracy mógłby wyskakiwać z Kenem-Harleyowcem na piwo 😉

 

Batman 

Batman

 

Batman nauczyłby moje plastikowe piękności sztuk walki.

 

pani - brunetka

pani-brunetka

pani-blondynka

pani-blondynka

 

Żebyście nie myśleli, że tylko na „męskie” lalki  zwracam uwagę, wklejam fotki dwóch uroczych dam.

 

Jeśli będę miała kiedyś kilka zbędnych groszy, dajmy na to – jakieś drobne osiem tysięcy złotych, to na pewno sobie którąś z tych figurek kupię 😉

 

Wszystkie zamieszczone w notce zdjęcia pobrałam z Internetu, ze wskazaniem na Flickr.

Lipcowe podsumowanie blogowe

Nie jest tajemnicą, że pasjonaci lalek podczytują wzajemnie swoje blogi. Ja też nie jestem wyjątkiem i zaglądam gdzie się da. Kilka blogów znam już całkiem dobrze, całej masy kompletnie nie kojarzę, więc dziś będzie tylko o tych, które do tej pory udało mi się nawiedzić. Ponieważ niektóre wpisy zapadają mi na dłużej w pamięć, postanowiłam co miesiąc wybierać kilka notek, które najbardziej mi się spodobały i zapłodniły umysł. Pomysł podwędziłam z jednego ze swoich ulubionych blogów o filmowym horrorze. Myślę, że dobrze jest  szerzyć w świecie wiedzę na temat tego, co ciekawe – tak więc, wcielam ideę w czyn i zapraszam do lektury.

 

Zaczynamy – od fanfar na cześć blogowiczów:

 

A teraz jadymy już pełnym gazem – oto top seven z lipca. UWAGA: kolejność jsiedmiu wspaniałych” jest przypadkowa. Każda z prezentowanych niżej notek czymś mnie uwiodła. Zresztą, zaraz przeczytacie, co, jak, gdzie i kiedy.

 

 

1. „Pod wpływem okoliczności” – http://lalkahalka.blogspot.com/2011/07/pod-wpywem-okolicznosci.html

Podoba mi się znakomita stylizacja Barbie na świętej pamięci Amy Winehouse. Przemalować twarz lalki jest bardzo trudno – łepetynki Basiek są małe i trzeba sporo cierpliwości i precyzji, żeby osiągnąć ciekawe rezultaty. Ale sama twarz to nie wszystko. Aby złudzenie było pełne, potrzebna jest jeszcze charakterystyczna garderoba i fryzura. Dopiero, gdy te trzy czynniki zostaną harmonijnie zgrane można mówić o sukcesie. W przypadku OOAK’a Dollby’ego wszystko zagrało i nawet zaśpiewało.

 

2. „Jak kapturek z pudełka” – http://zapieczlotych.blogspot.com/2011/07/jak-kapturek-z-pudeka.html

Słowa uznania za doskonały opis piekielnych mąk, które przeżywa każdy lalkarz, wyjmując swój nowo zakupiony skarb z pudełka. Dzięki tej blogonotce mogę śmiało łączyć się z wami wszystkimi w bólu podczas otwierania  trumienki i wyciągania cennej zawartości na światło dzienne  – bo ktoś świetnie opisał cały upiorny proces rozrywania kartonu, wyswobadzania włosów lalki z diabelskiego plastikowego zabezpieczenia i  drżenie łap przy pierwszym dotknięciu (czynność nieomal erotyczna!)

 

3. „Kolekcja historyczna” – http://galeria-barbie.blogspot.com/2011/07/kolekcja-historyczna.html

Po przeczytaniu tej notki zaczęłam przebierać nogami z podniecenia, we łbie zapaliła mi się czerwona lampka i w nocy przyśniło mi się, że jestem mistrzem igły. Co zresztą zostało zweryfikowane kolejnego dnia, kiedy w napięciu próbowałam uściubić dla jednej z Basiek coś na kształt spódniczki. Efekt przypomina nieco stara ścierkę, lecz nie zmienia faktu, że gdy patrze na ubiory zaprezentowane we wspomnianej notce, to robi mi się błogo na duszy a wyobraźnia podsuwa cudowne wizje przyszłości, w której  nauczę się szyć takie stylowe ciuszki.

 

4. „Brandon, Brenda i Dylan z Beverly Hills 90210 – 1991” – http://marsbarbie.blogspot.com/2011/07/brandon-brenda-i-dylan-z-beverly-hills.html

Oto internetowy zapis spełnionego marzenia. Fajnie byłoby życzyć, żeby wszystkim maniakom lalkozbieractwa udało się kiedyś zdobyć swoje „wyśnione, wymarzone”. Takie notki powinny być otagowane uśmiechem od ucha do ucha.

 

5. „Dwa kloniki z bazaru.” – http://dollsecondhand.wordpress.com/2011/07/10/dwa-kloniki-z-bazaru/

Widzieliście jakie na bazarze można znaleźć przecudne brunetki, a? Jeśli nie, to lećcie pędem pod wskazany adres – zaręczam, że  zakochacie się w tych finezyjnie pomalowanych mordkach i błękitnych ślepiach. Dodatkowo, nabierzecie chęci na lalki nie będące Baśkami. Bo jak głosi nasz wieszcz narodowy: nie samą Baśką żyje człowiek 🙂

 

6. http://depheainwonderland.blogspot.com/ – wpis z 21 lipca b.r. (brak tytułu)

Napalony lachon i jurny blond samiec. Tu od podtekstów aż wibruje w powietrzu. I takie powinny być wpisy na blogach, gdzie opowiada się jakąś historię – z solą, pieprzem i ostrą papryczką, a nie grzeczne, bezpłciowe i nudne jak flak od kaszanki.

 

7. „Twist ‚N Turn’ P.J. (1970)” – http://barbiecollection.blox.pl/html – wpis z 20.07.2011 r.

Lalka przedstawiona w tej notce, to paskuda. Naprawdę. Ale jest opisana tak, jakby była najpiękniejszą księżniczką. I dlatego, po przeczytaniu wpisu, nie da się patrzeć na nią jak na brzydulę z karykaturalnymi rysami twarzy, tylko jak na wspaniałą, godną podziwu i pożądaną w zbiorach damę. Chylę czoło przed autorem bloga. Nie każdy umie swoją fascynację tak ciekawie ubrać w słowa, żeby zarażać nią czytelników. Must-read i niekwestionowany zwycięzca mojego lipcowego podsumowania blogowego.

 

Po tak wyczerpującej czynności, jaką było sporządzanie dzisiejszego wpisu, ośmielam się życzyć szanownym dobrej nocy i małej ilości tnących wściekle komarów. 

Uzależnienie. Miłe złego początki.

Alkoholicy nie umieją powstrzymać się od picia, narkomani marzą o działce, a poczatkujący zbieracze lalek – często wpadają w pułapkę o nazwie „chcę mieć na własność wszystkie lalki, które mi wpadły w oko”.

 

Takie chciejstwo to paskudna sprawa – nie mając sprecyzowanych poglądów na to, co tak naprawdę pragnie się mieć w kolekcji, zgarnia się do niej wszystko, co wpadnie pod rękę. Starszy rodzaj Barbie – świetnie, do koszyka! Dwie identyczne My scene – biorę!  Bratz, która mi się wcale nie podoba – muszę ją mieć!  Księżniczka Disney’a –  o rety, rety, rety – ja kcem ksienżniczkem! Litania ptaka-nakręcacza wydłuża się w nieskończoność bo każdy powód jest dobry, żeby dołaczyć kolejną lalkę do zbiorów.

 

Niby to wszystko fajne i miłe, ale po pewnym czasie okazuje się, że wszystkie te zakupione cuda leżą sobie, zapomniane, w jakiejś plastikowej torbie, a instynkt pcha  dalej  w szaleństwo – po NOWE zdobycze. Kolekcja puchcie w szwach, ale co z tego, skoro treścią kolekcjonowania jest kupować, bez opamiętania i planu, tylko po to, żeby co jakiś czas móc zaprezentować znajowym swieży nabytek. 

 

Wypadałoby przerwać ten zakupowy maraton, ale jakiś diabeł szepcze do ucha: kup jeszcze kilka barbioszek, twój zbiór się powiększy, a ty poczujesz się jak po zjedzeniu kawałka czekolady – do krwi wydzielą się endorfiny i osiągniesz pełnię szczęśliwości …

 

Takie kuszenie można przetrwać, pod warunkiem, że człowiek na czas puknie się młotkiem w łeb i dojdzie do wniosku, że nigdy nie kupi wszystkich lalek świata. W dodatku – w kolekcjonowaniu wcale nie chodzi o to, żeby się móc pochwalić przed innymi zbieraczami i nadstawić im łeb do głaskania, oczekując na pochwały i peany. Kokietowanie znajomych jest oczywiście przyjemne, ale pasji się na tym zbudować nie da.

 

Dlatego właśnie, obiecuję solennie, że na blogu prezentować będę wyłącznie te lalki, które faktycznie zawróciły w głowie, na których  naprawdęmi zależało. W związku z czym – muszę skierować trudne pytanie do czytelników: czy ktoś chciałby zaopiekować się Michaelem? Im bardziej na niego patrzę, tym mniej go lubię. Z przyjemnością wymienię go na inną lalkę.

 

Na zakończenie wpisu: link do notki, w której opisałam Michaela:

 

http://dolland.blox.pl/2011/05/It.html

 

UWAGA, UWAGA! – w sprawie Michaela wpłynęły do mnie dwa zgłoszenia. Lalek został zaklepany i propozycja wymiany nie jest już aktualna.