Ukryty brzydal, przyczajony wstręciuch

O rety, rety, ależ mi się brzydko rok rozpoczyna! Doprawdy, paskudnie. Ohydniej już chyba nie można. Chyba. Jeśli można, to wolę o tym nie wiedzieć. Brak informacji jest taki błogi

 

Ale do rzeczy – dawno, dawno temu, szukając w serwisie Flickr zdjęć programowo brzydkich lalek natknęłam się na niejakie „Chicz girls”. Były tak paskudne, że aż mi się lewe oko załzawiło z wrażenia i natychmiast wzięłam się za przegrzebywanie netu, żeby zaczerpnąć o nich trochę wiedzy. Rezultat przegrzebek był lichy – garstka zdjęć promocyjnych i tyci, tyciuteńki zestaw fotek ownerskich.

 

A teraz łobrazecki z sieci, coby udowodnić powyższe:

 

My, oh my! The first days of the New Year will be marked by something very ugly. It’s a real eyesore and I highly doubt if it would be easy to find something equally repugnant. If you don’t believe me, please give me a few minutes, so that I can tell you about Chicz girls – probably the most creepy fashion dolls that you have ever seen.

 

I came across their pictures while browsing through the resources of Flickr and instantly got captivated by their unusual appearance. I thought that I would dig into tons of information about them on the net, but nope, I only managed to find a handful of pictures provided by their producer and a few shots taken by their owners. No proper description or a decent review of these dolls whatsoever. Hmm, that was strange. Such ugly dolls deserve at least some attention, don’t they?

 

A bunch of pictures found on the net in order to picture the above:

 

7978057772_58560e5339_z

* * *

81CXG9q5s%2BL._SL1500_

* * *

7748-chicz-girl-lalka-28cm-l161

* * *

_vyrn_1038129181899227UP31023

* * *

_vyrn_1037129181909327UP31025

* * *

51zIOJbqRdL

* * *
3141517172_1_10_r39g4lwm

* * *

3141517172_1_2_HwH9OnAx

 

Co prawda laleczki nie są jakoś zupełnie nieznane, bo co jakiś czas na blogach i na lalkowych forach wypływają o nich wzmianki, ale jak do tej pory nikt ich chyba porządnie nie opisał ani nie obfotografował. Jakoś mnie to nie dziwi, bo mam wrażenie, że zbyt długie przebywanie w ich towarzystwie, pisanie o nich lub patrzenie w ich przeraźliwe ślepiszcza może istotnie nadwyrężyć zdrowie psychiczne

 

Z tego powodu przemknę przez dzisiejszą notkę jak Halny przez portki górala – szybko i mam nadzieję, zwinnie. A teraz zbierzcie się na odwagę, nadciągają moje potwory!

 

Although Chicz girls are not completely unknown among doll collectors it seems that they have never earned the right to a decent review or a photo session. Somehow it doesn’t surprize me. If you look at them for too long you start to shiver internally, because they give you the creeps. It’s as if someone was walking over your grave. In other words – you feel a little eerie just being near them.

 

Because of that feature of theirs I’ll try to keep this blog’s entry as short as possible. I don’t want to expose any of my readers to unnecessary danger 🙂

 

And now brace yourselves – you’re gonna see my creepsters in a moment:

 

23772504350_ff311de4c2_z

* * *

23439944154_efea2ff6df_z

 

I oto one – w całej obrzydliwości swojego zezowatego jestestwa (że już o zdzirowatym makijażu nie wspomnę). Ludzie twierdzą, że tym lalkom należy się honorowe miejsce w top ten najbrzydszych lalek świata i w pełni popieram to zdanie. Z bliska widać, że to chodzące nieszczęścia – nie dość że zezowate, to jeszcze mają wodogłowie. Horror, prawdziwy horror!

 

Please meet my infamous Chicz girls in all their wonky-eyed glory (not to mention the makeup disaster). People say that they deserve to be in the top ten of the most ugly fashion dolls ever and I fully support that notion. These dolls are like a total train wreck – at the first sight of them you literally gasp with horror. 

 

Paskudztwa nadciągnęły ku mnie z serwisu OLX, który jest kopalnią wszelkiego rodzaju dziwactw i cudactw. Obie Chicze wegetowały tam dłuższy czas, niczym biedne sierotki, czekające na nową mamusię, która je pokocha. Co prawda słowo „mamusia” i „ukochać” nie za bardzo mi do nich pasuje, bo ile bym się nie zmuszała, to i tak nie daję rady, ale uznajmy, że czuję w stosunku do nich coś będącego cieniem sympatii. Myślę, że ta żałosna namiastka uczucia wynika z tego, że wszędzie, gdzie bym się nie obróciła, widziałam niepochlebne opinie na ich temat, więc trochę mi ich żal, co przekłada się na podejście: „A niech tam, skoro już je do siebie ściągnęłam, to niech zostaną!”

 

Both nasties came to me from OLX (polish online sales service), which is a shrine of second hand items: clothes, books, toys and furniture. Most of the things for sale are really strage, but sometimes you’re able to find a real treasure among the rubbish.

The blonde and the dark-haired one have been put up for auction for quite a long time, and they patiently waited for someone to come to their rescue. Such clever and prescient girls they prooved to be! Indeed there was a fine specimen of the crouching mooncalf, hidden birdbrain, who wanted to take a closer look at them, and I happen to know that person very well. I see her in the mirror on a regular basis.

 

23465475463_6659e214ec_z

* * *

23984155672_94f81798b0_z

 * * *

23796568270_3771b289a3_z

* * *

24009700381_60bf0ca3b5_z

 

Spoglądając na Chicze, widzę przede wszystkim zmarnowany potencjał. Lalki są wykonane po taniości a do tego nijako i niechlujnie. W dodatku nie wiadomo do kogo miały być skierowane. Do dzieci? Nie, bo za brzydkie. Do miłośników filmów o obcych z kosmosu? Nie, co obcy nie nosili „balowych” sukienek. Czyżby więc … do śmietnika?

 

Średniej jakości plastik, puszące się włosy i siepiące się sukienki – czyli combo wszystkiego, co składa się na zjawisko o nazwie „ależ to paskudztwo, komu się chciało toto produkować?”. A jednak to furda w porównaniu z wyglądem głów – nie dość, że przypominają garnki nasadzone na żerdzie w płocie, to jeszcze są to garnki o twarzach jak z sennego koszmaru. Sposób, w jaki Chiczuchony patrzą na świat przyprawia mnie o ciarki na grzbiecie. Co one też knują w tych wielgaśnych łbach? Bez wątpienia jest to coś, co przyśpieszy Ragnarok.

 

Brzydkie są, bez dwóch zdań. No paskudne. Mamma mia, na co mi były takie ohydogenne paskudztwa?

 

When I look at my Chicz girls I can see a wasted potential. There are so many cute big-headed dolls, that it’s a shame that such ugly ducklings exist. I wonder who was their target. Children? Impossible – the dolls are too ugly and scary for the small ones. Grown up collectors? Unlikely. There are not so many hoarders who hunt for cheap knock-offs. The trash bin? (Wait, I think we have a winner).

 

These girls are a combo of the worst available features – their bodies are made of poor quality plastic, their dresses hardly resemble any decent clothes, but the worst thing of all is that the tiny trunks have been crowned with ridiculously unattractive heads. The way they look makes you want to bash your head against the nearest flat surface. Because of their wonky eyes the dolls can’t look straight and it gives the impression that they’re secretly planning something devised to accomplish an evil or treacherous act. 

 

They are ugly and sinister. I don’t have the faintest idea why would I want to have them. I must have gone through a total eclipse of the common sence while taking the decision of geting the Chiczes. There’s no other explanation, is there? 😉

 

24092282425_2d514e343e_z

* * *

23703938409_5337ff5b5f_z

* * *

23703962859_555cf5a120_z

* * *

23703890759_fae93ea1ca_z

* * *

24009642761_8e983a23af_z

* * *

24045651886_6b8fe1c009_z

Kapelusznik

Źle się dzieje w państwie duńskim! Zaprawdę źle, bo zaczęłam oglądać w sieci zdjęcia Pullipów, co do których wykazywałam dotychczas zupełną obojętność. Ale im bardziej w las tym więcej lalek, a biedny Czerwony Kapturek, alias Stary Zgred, jest wyjątkowo nieodporny na pokusy. Nie to, żeby pożądał jakiegoś Pullipa, ale jednak czuje w kościach, że kiedyś chcica wzniesie w górę swój paskudny łeb i zawyje w głos: „Kcem! Daj mi! Kcem!”. To jak przeczucie zbliżającej się burzy – niby wszystko jest w porządku, ale na wszelki wypadek człowiek chowa się pod dach, żeby nie oberwać piorunem.

 

 

Dear all, I’m afraid that I’m going crazy again. Some time ago I browsed throught the pictures of Pullip dolls on the Internet and to my horror – I liked quite many of them. The times, they are a changin, as Bob Dylan sings! Is it the beginning of the Pullip era for me? I don’t know. I just don’t know and it confuses me a lot! Over the years I’ve learned that I’m not immune to the charm of big-headed dolls, which means that Pullips might soon become the dwellers of my house. If only it was possible to get vaccinated and stop liking them. Unfortunatelly the future is quite clear and I can already picture myself losing a battle with Pullips – one day my hunger will rear its ugly head and roar: „You! Buy! Now!” and I’m not sure if I’ll be able to ignore this calling.

 

 

Na razie staram się mocno trwać na antypullipowej barykadzie. Robię to w pozycji nieeleganckiej, okrakiem, bo przecież dałam sobie wleźć na łeb Taśkom, czyli przedstawicielom tej samej lalkowej rodziny. Wierzę, że póki jestem im wierna, to zakażenie jun-planningową zarazą nie posunie się dalej. Na wszelki wypadek spluwam od czasu do czasu przez lewe ramię: „Tfu, tfu, tfu!” (No i czemu ja się dziwię, że ściana z lewej strony taka zafafluniona?).

As for now I try to be strong and stay on the right track, even though I let the temptation cloud my head from time to time. As you might remember, I let myself to be swallowed by a passion for Taeyang dolls, which belong to the Pullip family, so you might say that I’ve already started to flirt with Pullips somehow. My only explanation is that Taes are boys, and that at the beginning of my downfall I was naive enough to think the following way: „Give it a month or two, girl, and you’ll be singing a different tune. You’ll forget about these dolls completely”. My wishful thinking had no effect though.

 

 

Taśkowie, początkowo w liczbie „jeden”, jakimś niepojętym sposobem wypączkowali w grupę, przekraczającą liczebę łap mojego psa po dodaniu do niej odnóży kota sąsiadów. To sporo jak na moje warunki przestrzenne. W przypadku, jeśli na włości zjedzie jeszcze jeden Taeyang, to będę musiała pozbyć się jakiejś mniej lubianej lalki, bo witryna z zabawkami pęka już w szwach. Z tą witryną to w ogóle zabawna sprawa. Na początku myślałam, że zmieści się do niej naprawdę dużo tatałajstwa, ale widzę wyraźnie, że były to jeno pobożne życzenia. I tak mam szczęście, że udało mi się do niej wtłoczyć Kapelusznika.

Taeyang Seiran, that was supposed to be the only big-headed doll in my collection, soon brought in his kinfolk and suddenly, instead of just one Tae I had a flock of nine. Together they occupy most of the space on one of the shelves of my dolly display cabinet and if I shall buy another Tae, there won’t be any room left for the other dolls who currently reside there. I don’t know how could I have chosen such a small cabinet for so many dollies Just a few months ago I was sure that it was perfect in size and cubage, but now I can see clearly that the storage space it offers is far too small for the actual needs. I wish I could blow it up just like a balloon to make it bigger! Luckily it’s still big enough to invite one more Tae over. I would have been sad if he had to stay away from the rest of the boys.

 

 

21138500129_42a18b1f4f_z

 

 

Kapelusznik to mój najbardziej kolorowy Taś. Imię, jak się już pewnie wszyscy domyślili, nosi nieprzypadkowe, bo należy do lalkowej serii nawiązującej do książki Lewisa Carrolla – „Alicja w krainie czarów”.

The name of the blue haired guy is „Mad Hatter”. No wonder – he was made as an incarnation of a fictional character from the book by Lewis Carroll – „Alice in Wonderland”.

 

 

20763545334_a91fb9bd45_z

 

 

* * *

 

 

* * *

 

20765181403_3f68b3b973_z

 

 

Chwała twórcom mojego Taśka, że nie uczynili go na obraz i podobieństwo rysunkowego oryginału, powołanego do życia przez John’a Tenniela. Rysunkowy Kapelusznik był dla mnie zawsze trochę straszny, a ten zabawkowy jest śmiszny i przypomina mi wtłoczoną w zielony surdut kajzerkę. Pstrokacizna jego stroju aż bije po oczach, ale to właśnie dlatego tak głośno piszczałam z podniecenia, kiedy dojechał do domu i mogłam go zmacać. Nawet nie śmiem myśleć o tym, by go rozebrać z oryginalnych szmatek, gdzieżby tam! W stadzie przyda się taki kolorowy kogucik 🙂

I’m so glad that my Tae doesn’t bear much resemblance to the Hatter known from the illustrations by Sir John Tenniel, as I’ve always considered him a little scary. The toy-Hatter looks like a cheeky, lovable brat or a yummy kaiser roll dressed in green 🙂 When I saw him for the first time I squealed from joy. Is it very wrong for me to lust after such a colorful, roguish doll?

 

 

21198459178_7eb3286579_z

 

 

* * *

 

21199307599_6a7d06b9ff_z

 

 

* * *

 

 

20765258603_081714a4dd_z 

 

Wśród moich znajomych Tasiowie nieodmiennie kojarzą się z dziewuszkami. Dlatego pytanie: „Dlaczego ta laleczka jest przebrana za chłopca?” uznaję za tekst kanoniczny. Tak się do niego przyzwyczaiłam, że już nawet nie zaprzeczam. Jeśli ktoś będzie szczęśliwszy, bo ma okazję powydziwiać nad dziewuszką przebraną w męskie szmatki, to proszę bardzo. Dla zmyłki przebrałam nawet jednego swojego Tasiołka za babę – dostał spódnicę i „szkolną” bluzeczkę. Stoi sobie na półce, udając dziewczyninę i gdyby nie zbyt muskularne nogi, to mógłby za taką uchodzić.

My friends claim that this particular Tae must be a girl, because no boy would agree to wear the clothes he does. I don’t object, because in my opinion Hatter really looks super girlish. Besides, I got used to such remarks. Moreover, in order to feed the hunger of my friends for girl-dolls, I redressed on of my Taes in a girly school uniform and it suits him just fine. I hope to show this transformation to you in one of the upcoming blog notes. 

 

 

 

 

 

Przy okazji pisania dzisiejszej notki zauważyłam, że nie mam w domu żadnego kapelusza. W szufladach szaf zalega cała masa czapek zimowych, czapek jesiennych i czapeczek z daszkiem, a kapelusza z rondem nie uświadczysz! A jeszcze dwa pokolenia wstecz, nasze babcie, wychodząc z domu, nie ośmielały się pokazać ludziom z odkrytą głową, bo było to uznawane za nieobyczajne. Babcie babciami, a ja jednak wolę dzisiejsze, bardziej praktyczne czasy. Choć fajnie byłoby od czasu do czasu zobaczyć na ulicach rój pań w wymyślnych nakryciach głowy.

While creating today’s entry I noticed that I don’t have any hats at home! I collect beanies, caps and berets, but I’m not used to wearing brimmed headwear. And to think that a hundred years ago our grandmothers wouldn’t dare to leave the house bareheaded and had at least one elegant hat to cover their hair with. Is it a pity that today we choose more informal style of clothing? I don’t think so. Given a choice I’ll always opt for a stylish cap rather than a hat, even if it’s a lovely fantasy hat, that looks like the one owned by Mad Hatter.  

 

 

21138479339_e76b2fa8db_z

 

 

Lubię brzydkie

Zaczniemy od pytania.

Która z zaprezentowanych niżej postaci podoba Wam się bardziej i chcielibyście ją mieć w formie lalkowej?


Ok, we’re gonna start with a question.

Which of the persons/characters presented below you would like to have as a doll?


1. Scarlett Johansson

01

2. Freddie Kruger

2

 

Poza niezaprzeczalną fotogenicznością tej dwójki nic nie łączy, bo w jednym filmie jeszcze nie udało im się spotkać. Scarlett jest słodka i śliczna, Freddie – powabny inaczej. I – bum, cyk, cyk, dziś będzie właśnie o tym.

O ładności, a konkretniej o jej braku.


They don’t have much in common apart from being quite photogenic. Scarlett is a sex bomb while Freddie couldn’t be further from being cute than he is now. So what’s the point in comparing these two? Ha – but there is a reason, believe me! Today we’re gonna talk about cuteness, or to be more precise – about its lack.

 

Ile nie piałabym nad urodą Scarlett, to i tak, mając do wyboru lalkę wzorowaną na niej i na Freddiem, wybrałabym tę drugą, ponieważ poprzestawiało mi się ostatnimi czasy w łepetynce i zaczęłam grawitować ku szeroko rozumianemu brzydactwu. To chyba naturalny odruch, gdy na co dzień obcuje się z tym, co urodziwe. Ładna lalka tu, ładna lalka tam. Naturalnie kocham je bezgranicznie za śliczne pysiałki i całą resztę, ale tak na dobrą sprawę, to nawet kawałek kiełbasy może być piękny, przy odpowiednim oświetleniu. A fascynujący brzydal, niezależnie od tego jak bardzo wyeksploatowane jest to powiedzenie, to fascynujący brzydal. O!


Scarlett is a beauty. No doubt about that. Strangely it doesn’t affect me at all. If I was given her as a doll I would probably give it away or sell it. Had enough of pretty dolls, I guess. It’s the ugly ones that attract me more and more these days (and the tendency is growing). I suspect that it’s natural, maybe some strange way of collecting evolution. I mean – when you have so many cute dolls to look at, you start to appreciate different ones. Fascinating ugliness, no matter how shallow this sounds, seems to be more … fascinating. Hehe, do you get the meaning?

 

Od dawna tu mnie bolało. Że chciałabym większej różnorodności. Łaknęłam odmiany. Krwi, parujących flaków i krzywych pysków. No i stąd wziął się wyżej wymieniony Freddie 🙂


It’s been a while since I hungered for something more versatile (hehe, versatile sounds much better than weird). To be honest, I wanted something bloody, ugly and dirty. That’s why I had to post Freddie’s picture above.


Z tegoż pożądania wykluł się też bohater dzisiejszego wpisu – łepetek brzydki, odpychający i w pewien sposób obleśny, dzięki któremu pobiłam swój własny rekord w kupowaniu na czas. Po raz pierwszy zobaczyliśmy się na eBayu i to była miłość od pierwszego wejrzenia. Ja wiem, że to zabrzmi nieprawdopodobnie, ale on rzucał mi tak powłóczyste spojrzenia, że nie miałam siły się oprzeć. Było zupełnie jak w harlequinie, gdy on i ona widzą się po raz pierwszy. Jej pierś unosi się w szybkim oddechu, pocą jej się dłonie, miękną kolanka i bum! – jest trafiona-zatopiona. Potem, po serii głupich dialogów, a czasami nawet przygód, para schodzi się i zaczyna się część niecenzuralna książki, gdzie dominują westchnienia: Och! Ach! Szybciej! Mocniej! Głębiej! (tak szczerze mówiąc, to nie wiem, czy rzeczywiście jęczy się „głębiej”, na ale niech sobie będzie).


The hero of today’s entry helped me satisfy my hunger for novelty. He’s ugly and, as some say, off-putting, but as he was my love at first sight (it always is love at the first sight, which worries me a bit, cause how many times one can fall in love …) and I will claim that he’s breathtakingly beautiful until death makes us part. I know that what I write might sound ridiculous, but it was he, who tempted me into pushing the „buy now” button. His smoldering glance enthralled me and made me lose my head! I swear it’s true. I didn’t want to buy him, not in the slightest. It was all his fault!

 

Ze mną i łepetkiem było prawie tak samo – gdy tylko do mnie dotarł dokonałam gwałtu na jego pudełku, by jak najszybciej dobrać się do wnętrza. A kiedy już wszystkie dzielące nas owijki, tekturki i taśmy zostały usunięte, mogłam oddać się kontemplacji jego pokrętnej doskonałości.


I almost raped his box in order to get inside. Grrr, does box opening always have to be such frustrating? The poor owner must go through a lot of pain and plastic wraps to finally hold the object of desire in their hands!


Ja wiem, że „ón” jest brzydki i na salony go z taką gębą nie puszczą, ale moja miłość jest ślepa, głucha, garbata i jeszcze chroma na jedną nóżkę.


I know that he’s ugly and there are not many people who would like to have him, but my love is blind, deaf, hump-backed and it also limps 😛


Moja rodzina jednogłośnie stwierdziła, że tym razem przesadziłam, bo takiego brzydactwa nikt jeszcze u mnie nie widział. Padło nawet pytanie czy mam zamiar jeszcze kiedyś coś takiego do domu ściągnąć. Gdy pytający otrzymali odpowiedź twierdzącą zareagowali na nią chwilą milczenia. To był chyba pogrzeb pogrzeb mojego dobrego smaku. 😛


My family decided that this time I’ve outdone myself. They asked me if I plan to buy any others of his kind. I confirmed. Their reaction was priceless – a minute’s silence. They were weeping over my bad taste. 😛

 

Czy mieli rację? Być może. Lalkowe wariactwo jest nie do ogarnięcia dla osób, które nie są w nim zanurzone. Myślę jednak że bliscy szybko przejdą nad moim szaleństwem do porządku dziennego, a może nawet polubią „potwora”. Oczywiście czeka mnie jeszcze sprowadzenie dla niego ciała, co trochę potrwa, ale jakaż to będzie radość, kiedy wszystkie części zbiorą się do kupki!


Maybe they were right. I proudly announce that I’ve become a dolly weirdo and I like it. Nonetheless, I hope that they will take a liking to the pale „monster”. They promised me to help collecting financial means for the body, and I guess that I should read their promise as: „Crazy or not, we will support you” 🙂


00

000

 

Nie sądź lalka po pudełku. Pudełko ładne, a wkład …


Don’t judge the doll by its box and cute logo 🙂


01

02

03

04

 

Wraz z głową brzydala do domu wprowadziło się bliże niezidentyfikowane „coś”, będące gratisem do właściwego zakupu. Nie wiem jakie jest jego faktyczne przeznaczenie. Przypuszczam, że „coś” należy traktować jako puste płótno dla własnych wyczynów malarskich 🙂


Together with the doll I received an unindentified something. I’m not sure what that is. I suppose that I should treat it as black canvas for training painting skills.

 

05

06

 

No co?! No co?! A kto mówił, że cosiek ma być ładny 😛


Hehe, nobody told that painting it would be easy 😛

Larwa raz jeszcze

O rety, o rety! Od czego tu zacząć? Chyba od tego, że bohatera dzisiejszego wpisu już znacie. Nie wiecie jednak, że pomiędzy pierwszym spotkaniem a dniem dzisiejszym zaszła w nim wielka zmiana. Tak konkretnie, to zdążyłam go zepsuć, zwątpić w to, że da się go uratować i cudem naprawić. A było to tak:

 

My oh my, where should I start my story? Maybe the best way to do it will be to recall the summer of 2014 when I bought the hero of today’s entry. You know him well and some of you have already touched him and played with him. What you don’t know is that between the day of his arrival and today I managed to ruin his face and miraculously fix it.


19829574756_788f15ca5d_z

 

Kiedy Larwa pojawił się u mnie w domu, mój stan umysłu kazał mi go stale mieć przy sobie. Początkowa faza zachłyśnięcia się nowością, potrzeba macania, spoglądania w jego kierunku i te sprawy. No wiecie jak to jest 🙂 To tyczyło się też wyjazdów na lalkowe spotkania. A że akurat zdarzyła się okazja wybrać na spotkanie w Poznaniu, więc spakowałam Larwę w torbę i hajda w świat! I tak zaczęła się tragedia.

 

When Larva appeared in my life I was totally obsessed with him. He was my first BJD doll and I couldn’t get enough of his presence. Back then I was taking him to every local doll meeting in order to share my pride and joy with fellow collectors. You know how incredible it feels to finally get something that you wanted to have, especially for a long time, and to share your excitement with your friends.

 

As one of the meetings took part outside my city I packed Larva into a bag and decided to take a long journey to my friends, who lived in Poznan city. And that was the beginning of Larva’s „tragedy”.

 

 

19855820595_c042b84a4c_z

 

 

Lalek przyjechał na spotkanie cały i zdrowy, szczęśliwie przeżył wszystkie odbywające się podczas meetu ekscesy, po czym dał się grzecznie zapakować w torbę i ruszył z powrotem do domu. W formie niezabezpieczonej. Bo głupi właścieciel jakoś tak przez przypadek zapomniał, żeby go porządnie opatulić w miękkie owijki.

 

We safely arrived at the meeting, had the time of our lives, and one day later, we headed back home. I packed Larva into the bag again, this time forgetting to secure his face. How could I have been so stupid and careless! I should have known that my negligence will have disastrous effects.

 

 

19848331852_7afcbba75c_z

 

W domu, po rozpakowaniu Larwulca z opakowania, prawie się rozpłakałam. Chłopakowi zrobiły się odpryski makijażu na brodzie i pod okiem. Głębokie. Ani tego zamaskować, ani zamalować. No po prostu tragedia. Pozostawało zdjąć cały makijaż i nałożyć go jeszcze raz na nowo. Ale do tego potrzeba było mistrza. Który, (dzięki niebiosom!) sam się napatoczył.

 

At home, I almost had a heart attack. A part of Larva’s make up has chipped off during the journey. I was devastated. The damage was too serious to be fixed by me. He also sported a few deep scratches on his face. I felt powerless and miserable. I’ve devastated my favourite doll! The only solution was to remove the damaged makeup and try to recreate it from scratch.  I knew that I wasn’t able to do it and that there was only one person who could repair the doll for me. I doubted if that person would agree to help such a loser as myself, but you know what? I was wrong!  

 

 19667487580_e6cfeb7f72_z

 

Mam wśród rosyjskich lalkowych znajomą, która w ichnim środowisku BJD ma opinię cudotwórcy. Znamy się z sieci, dzięki wieczornym pogaduchom i uczestnictwu w rosyjskim forum BJD. Masza to świetna babka, sęk w tym, że nie bierze zleceń na przemalowanie lalek. Sama zgłasza się z propozycją pomalowania, jeśli czyjaś lalka jej się podoba. A robi to rzadko. Bardzo rzadko.

 

There’s a lady, Masha, who lives in Russia and who’s my Internet friend. She’s an incredible artist, renown among the Russian doll collectors. The point is that she doesn’t take commissions. She only repaints the dolls that she really likes and there’s no sense in asking her to paint a toy that she doesn’t fancy.  

 

A jednak głupole mają szczęście! W zeszłym roku Masza była przelotem w Warszawie i zaproponowała spotkanie. Naturalnie polazłam, z nadzieją, że jeśli padnę przed nią na kolana i zacznę jęczeć, to może się zlituje. A tu niespodzianka – nie musiałam wcale wyć. Zgodziła się od razu, choć strasznie zrzędziła na to, że zrobiłam taką krzywdę takiemu sympatycznemu lalkowi!

 

Fortune favours the brave. Last year Masha was visiting Poland for a few days and invited me for coffee. I decided to beg her for help in my misery, though I didn’t believe that she’d agree. And (haha!) I was wrong again! I didn’t have to plea at all, she said „yes!” right away, although I have to confess with shame, that she rebuked me quite harshly for my mindlessness. 

  

19667680508_2699eb5915_z

 

Masza zabrała Larwę ze sobą do Moskwy. Napracowałą się nad nim potężnie! Musiała usunąć zniszczone fragmenty makijażu i zastapić je nowymi. Jak to zrobiła, do dzisiaj nie wiem, choć w trakcie pracy przysyłała mi zdjęcia dokumentujące postępy. Po półtora miesiąca Larwa odzyskał utraconą urodę i ruszył przesyłką kurierską do Polski. Jak ja gryzłam palce ze strachu, żeby paczka nigdzie się nie zawieruszyła i żeby dotarła co rychlej.

 

 

Masha took Larva with her to Moscow. She’s been working on him for 6 weeks. She removed the damaged parts of his makeup and replaced them with „patches”. Although I followed the progression of her work via Internet I still claim, that what she’d done should be treated as a miracle. Thanks to her efforts my Larva managed to regain his cuteness. I couldn’t wait for him to arrive back to me! Never before had I craved for the courier with such anticipation.

 

19860549671_a919227cee_z

 

Kiedy miałam ją już w rękach, tak mi ręce latały z emocji, że upuściłam ją na podłogę. I jeszcze raz stał się cud – zdążyłam ją złapać tuż przed stuknięciem w kuchenne płytki. Larwa po raz kolejny ocalił głowę, choć katastrofa była tuż tuż! Chyba się był chłopak w czepku urodził 🙂

 

 

When Larva was at home I almost damaged him for the second time. I dropped the parcel, containing his head while unwrapping it. Fortunately, my hands were faster than my brain – I managed to catch it before it hit the hard kitchen tiles. Once again the disaster’s been averted!

 

19860709671_cc7a03c9c2_z

 

Od tej pory chucham na Larwę i dmucham. Niby taki z niego twardy chłop, a delikatny jak jakaś panienka.

 

Since that time, I’ve never let myself forget how fragile Larva is. He might seem to be a tough guy, but I know that’s not true. He needs attention, just like a porcelain doll.

 

 

W życiu Larwy zmieniło się także to, że nie jest już sam. W witrynie stoją obok niego koledzy. I nie lata już goło. Kochani Chińczycy uszyli mu ubrania. Chciałam to zrobić sama, ale odpuściałm sobie po drugiej próbie zaprzyjaźnienia się z maszyną. Szycie jest stanowczo nie dla mnie!

 

I’m glad to let you know that Larva’s life has changed for the better. First of all, he’s no more alone. He’s got four friends who share the shelf with him and … some decent clothes (finally!). I didn’t mind him being naked, but since he’s anatomically correct it feels better to have him covered (especially when my family decides to pay me a visit). 😛

Wróg!

Mam wroga. Walczymy z sobą od ponad miesiąca. Raz zwyciężam ja, raz on, ale jego zwycięstwa są większego kalibru. Ja mam dwie ręce, dwie nogi i parę oczu, on – tylko jedno ślepie i na tym jego cielesność się kończy. Poza tym jest czarny, brzydki, ciężki i złośliwy jak cholera. Poznaliśmy się dość dawno temu, ale ja, ten tego,  byłam w stosunku do niego nieśmiała i długo bałam się go dotknąć. W sumie nic to dziwnego, bom nigdy wcześniej nie korzystała z aparatu-lustrzanki.

 

I have an enemy. We’ve been fighting against each other for the past month. I win once in a while, but this enemy of mine wins more often. I have two hands, two legs, and two eyes, while my opponent is one-eyed, just like a cyclops. To cap it all off, he’s black, ugly, heavy and mean. Although we’ve met some time ago I’ve only recently started to get to know him. You see, I’m a meek one and he’s quite a complicated being, so I was afraid to even touch him ….  grrr grrr …. to touch it, as I’m speaking of a reflex camera.

 

Czarna bestyja nie jest moja. Została mi ona uprzejmie wypożyczona przez kolegę – pasjonata fotografii, który ma w domu lepsze sprzęciory i ulitował się nad moim jęczeniem. Bo widzicie, dobrzy ludzie, bolało mnie (o ja durnowata!), że brzydkie zdjęcia robię. A inni robią ładne, ostre i w ogóle takie, że chce się je oglądać. Zazdrość mnie, proszę Państwa, żarła. Niska i paskudna zazdrość. No więc Marek (niech jego imię będzie chwalone przez cherubów), zebrał się w sobie i rzekł: „Tu masz aparat, a tu instrukcję. Weź je ze sobą do domu i korzystaj. Jeno mi dupy nie truj prośbami o wytłumaczenie podstaw, bo do takich rzeczy nie mam cierpliwości.”

 

The black beast is not mine. It belongs to my good friend, who courteously decided to lend it to me so that I can learn how to use such a device. I think that he might have been bored with my whining, that each person that I know takes beautiful photos while those taken by me are awful, blurry and their quality is below any acceptable standards. So my beloved Mike said: „Aga, here you have the camera and the manual. Take them home and use them. And please, stop babbling about how hopeless you are at taking photos. Stop moaning and start learning!”

 

Wzięłam, podziękowałam i poleciałam próbować, jak się toto użytkuje. I mówię Wam – najzupełniej okropnie! 

 

I grabbed the camera and decided to try it right away. And guess what – the first photo session was a complete trainwreck!

 

Jeśli człowiek przez 3/4 życia korzystał z prymitywnej cyfrówki (a ja mam w domu prościucha nad prościuchami), to przyzwyczaił się do tego, że aparat wszystko za niego zrobi, co oznacza tyle, że przy robieniu zdjęć można wcale nie myśleć – coś tam zawsze wyjdzie. Lepiej czy gorzej, ale wyjdzie. Z lustrzanką tak się nie da – tu potrzebne jest choć trochę zdrowego rozsądku i umiejętności. O ile najprostszą wiedzę można poznać z manualu, to już przełożenie jej na język zdjęcia wcale nie jest proste. Ile ja się najęczałam, zanim udało mi się zrobić pierwsze ostre zdjęcie! Nie żadne tam dobre, ale zwyczajnie ostre, na którym można rozpoznać fotografowany obiekt 🙂

 

For most of my life, I’ve been using a simple digital camera, which significantly affected the way I thought of taking photos. I was not used to co-operating with the equipment. I treated it as something that would do all the work while I would not have to think at all, just to click the button. I didn’t need to learn how to use it because all functions were intuitive. I didn’t have to put any effort into my activity. I didn’t have any stunning results either, but the lazy ones have to deal with that.

Now that I have a new toy I’ve decided to change my approach to photographing. I won’t become a famous artist, that’s obvious, but I like to think that one day all my dolls will have decent sessions. As for now I’m really happy that I’ve mastered the art of taking (relatively) sharp pictures 🙂 

 

01

Oto ono! Pierwsze w miarę ostre zdjęcie! Puchnę z dumy. Zdjęcie takie ostre i Jack taki hoży! Tyle dobra w jednym 🙂

That’s the one! The „first sharp photo” that’s making history! I was so proud to be the one who have produced it 🙂

 

 

Po uwiecznieniu Jacka dla potomności wzięłam na tapetę innego modela, tym razem płci żeńskiej. O zgrozo, była to lalka z moldem Diva!

 

After I immortalized Jack in the picture I’ve decided to try with something bigger. For example – with a Diva doll. Wait! What? A Diva doll!? 

 

Tak ze dwa lata temu skomponowałam listę lalek, które w mojej opinii można zaliczyć do najbrzydszych wytworów Mattel. W pierwszej piątce uplasowały się w niej lalki z facemoldem Diva. Nawtykałam im wtedy, że wyglądają zupełnie jak modliszki, że wyraz pyszczków mają wredny i odpychający i w ogóle są paskudne. Taka byłam dla nich wredna!

 

Two years ago I created the list of the ugliest dolls by Mattel. Dolls with Diva face mold were in my top 5. Back then I was convinced that each Diva looks exactly like a praying mantis, sporting an insincere smile and malicious eyes. My tongue was ready to criticize them anytime. 

 

W oparciu o powyższe ciut dziwnie przyznać się, że mam u siebie jedną Divę. Tak, tak! Zajadły tępiciel tych lalek ugiął się i sprowadził sobie taką modliszkę (dobrowolnie!) do domu. Czyżby się nawrócił i zakochał w lalce, której szczerze wcześnie nie cierpiał? O co to, to nie! Nadal uważa, że to brzydactwo. Brzydactwo, paskudztwo, okropieństwo i marność nad marnościami. Ale z wyjątkowo ładną kolorystyką makijażu – błękit zmieszany z brązem 🙂 Bardzo lubię takie połączenia, a moja Diva ma właśnie takie ślepia. Dlatego przymknęłam oczy na braki w jej urodzie i zadecydowałam, że chcę ją u siebie. Trochę się sobie samej dziwię, ale jak uczy historia, niejeden już poległ dla pięknych oczu, więc żaden ze mnie wyjątek.

 

Considering the above it’s hard to understand why I decided to invite Diva to my flock. Have I converted to Diva-ism? Absolutely not. I still find this doll repulsive. Except for her eyes. Just look at them. The brown irises submerged in blue eyeshadows – that’s what conquered my heart. What a dreamy combination! History knows many kings and leaders who have fallen because of a pair of beautiful eyes, so I don’t consider myself an exception 😛 


 

02

 

02

 

03

 

Aparat chyba ją lubi 🙂 Oczywiście nie widać tego jeszcze na moich zdjęciach, ale do licha, to musi się zmienić! Nie po to zmogłam pół manualu, żeby sobie odpuszczać. Poza tym, marzy mi się, że kiedyś będę robić dobre zdjęcia moim chłopakom. Na razie nieśmiało próbuję z nimi flirtować i bardzo zżymam się, że nie umiem ułowić ich urody, ale chcę wierzyć, że to tylko kwestia czasu. Bo strasznie, przestraszliwie chcę kiedyś robić mojemu chłopstwu piękne portrety! Takie, żeby oczy rwało i żeby ludzie pytali: A z jakiej firmy oni? I żeby chcieli mieć takich samych u siebie 🙂

 

The camera lens really likes her. It actually likes her much more than me, but I need to admit that she’s a good model. Maybe one day my eyes will open and I’ll discover her charm, who knows?

Currently, I’m in the middle of reading the manual and I’m trying my best to remember as many tips as possible. I hope that I’ll be able to use them soon, because I dream of a set of decent portraits for all my male dolls. Please, wish me luck in pursuing this goal 🙂

 

05

 

06

 

07

Bo ładne były

Lubię ładnych plastikowych chłopców. To zainteresowanie nie zmienia się już od dłuższego czasu i mam podejrzenie, że gdziekolwiek nie zawiedzie mnie przeznaczenie, to smak na chłopów zostanie ze mną na stałe.

 

I love cute plastic boys. I’ve been in love with them for the last few years and it seems that I will continue to adore them as long as I live.

 

A jednak dziwne wyroki losu sprawiają, że ostatnimi czasy znacząco zwiększyła się moja populacja lalek-dziewczyn. Ich liczba nie jest na tyle wysoka, aby zagrozić męskiej dominacji w stadzie, ale i niemała. W dodatku widać już bardzo wyraźną tendencję w doborze dziewuch, wśród których bardzo ale to bardzo brakuje lalek jasnowłosych oraz rudych, za to ciemnowłose i ciemnoskóre plenią się jak chwasty.

 

And yet, a mysterious twist of fate caused that I recently bought a few she-dolls. To my surprise, the number of plastic girls is steadily rising on the shelves while the number of boys stays the same. What a scandal! It seems that I’ve developed a dangerous taste for fem-dolls. I don’t recognize myself anymore! I hope that there is a cure for my illness, because it seems that I can’t get enough of AA girl-dollies.

 

Jak zwykle nie mam pojęcia skąd mi się wzięło umiłowanie do tego konkretnego typu lalek i nie próbuję zgłębić powodów. Lalkozbieractwo nauczyło mnie ważnej rzeczy – nigdy nie wiadomo, kiedy zbieraczowi się odmieni i zacznie kochać to, co jeszcze przed chwilą nienawidził. Tak więc przyjmuję swoje nagłe zainteresowanie ciemnoskórymi babami jako coś naturalnego i tyle. O!

 

I don’t have the foggiest idea why I’ve actually started to fancy AA dolls. Moreover, I don’t even try to find it out. One thing collecting dolls has taught me – you can never be sure of your own tastes and preferences. They can change in a blink of an eye and you can’t do much about that, so why worry? It’s natural, I guess.

 

Jako pierwsza zaprezentuje się Trichelle z serii S.I.S, lalka o twarzy, która od razu skojarzyła mi się z damskim chuliganem. Niby ubrana jest w ładną sukienusię i ma dość elegancką fryzurę, ale nikt mi nie wmówi że tak wygląda grzeczna dziewczynka. Szczerze mówiąc ja widziałabym ją raczej z wygoloną połową głowy i w ubraniach podkreślających jej zadziorny charakter, ale podoba mi się i w zachowawczej wersji. W końcu to Trichelle – czyli jedyna lalka z serii S.I.S. która do mnie przemawia. Cała reszta jest prześliczna i przeurocza i dlatego kompletnie mnie nie rusza.

 

The first one to show her pretty face to the camera is Trichelle (Mattel, „So in Style”/”S.I.S” line). She might be pretending to be a polite and well-behaved girl, but take a look into her eyes and tell me what do you see inside them. I believe that there must be a naughty little pixie hiding behind her eyelids, or maybe Trichelle is somehow related to the Nordic god – Loki. Who knows it for sure?

If I only could I would change her dress and hairstyle, but I know myself too well – I suck at restyling dolls. I will keep my hands off her. I don’t want to destroy the way she looks.

 

01

02

03

04

 

Wraz z Trichelle wprowadziła się do mnie Dynamitka – Reese, nieco łagodniejsza z wyglądu od czarnej siostry, ale nie pozbawiona kurwików w oczach i rzęsista. To jedyna urzęsiona lalka-dziewucha w moim stadzie i więcej takich pewnie nie będzie, ale na wszelki wypadek nie mówię „hop”, bo z lalkami jest jak z pierdolcem – nie wiadomo kiedy człowiek go dostanie.

 

The second doll to move into my house was Reese (Integrity Toys, Dynamite Girls line). She’s not as fierce as Trich, but I can’t deny that there’s an air of mischief about her too. Could that be that she’s a prankster?

Reese is the first and only doll with eyelashes in my fem-dolls harem. It seems that lashes are not my piece of cake. 

 

Wygłosiwszy te cenną myśl przechodzę do prezentacji delikwentki. To nic, że zdjęcia marne i że lalka pokudłana! Nie mogąc zachwycić Was jakością fotek zaszaleję z ich ilością. A co sobie będę żałować! Aparat ścierpi wszystko 😛

 

Having written the above, I believe that it’s the highest time I showed Reese to you. The photos are blurry and the doll’s hair is tangled, but I don’t care! Ha! I’ve never been a patient (or a talented) photographer after all.

 

01

01

01

01

 

Tu pytanie: czy nie wydaje się Wam, że te dwie do siebie pasują? Niby każda pochodzi z innej firmy (w dodatku konkurencyjnej), różnią się artykulacją (Dynamitka ma ją świetną, Trichelka jak kij od miotły) i wzrostem, a jakoś tak podejrzanie dobrze wyglądają razem. Może to ich przeznaczenie, a może tylko wytwór mojego zboczonego umysłu – ale ta dwójka wydaje się idealnie do siebie pasować, tak więc uczynię z niej zakochaną parę i pozwolę stać obok siebie na lalkowej półce.

 

During the photo shoot, I noticed a funny thing – these two get on like a house on fire. Maybe the fate is giving them a sign? Maybe they are destined to be together? My inner pervert tells me that they like each other a lot and that their affection is far from pure, sisterly love.  What do you think about that?


couple

 

A na koniec radosna (głównie dla mnie) wiadomość – w następnych wpisach pojawią się chłopcy, a konkretnie Larwa i jego ocielony (w końcu!) brat. I ubranka dla chłopów w rozmiarze 70 cm. Achhh, i od raz wiosna zrobiła się piękniejsza 🙂

 

One more information – the next blog entry will (finally) be devoted to a boy-doll. The lucky one will be Larva, who finally has his younger brother – Mort – by his side (and a bunch of clothes he can put on his until now bare back). Prepare yourselves for tons of brotherly love and other (not a bit serious) stuff.


01

L jak …

Jak to się człowiekowi czasami dziwnie w życiu plecie! Poluje sobie ktoś na wymarzoną lalkę Fashion Royalty, a tu znienacka w ręce wpada mu osiem innych lalek. W dodatku jedna w drugą szpetnych jak grzech śmiertelny i ubranych w kreacje jako żywo przypominające ścierki do podłogi.


Life will never cease to amaze me! I was recently hunting for a lovely Fashion Royalty doll and out of the blue I bought eight completely different dolls. Each of them is as ugly as a foggy winter day, dressed in an outfit that reminds me of a floor rag, and I can’t say a single word of praise for any of them. I should throw them into the trash bin right away, but I can’t. Because they’re exceptional.


Jeszcze nie bardzo wierzę, w to co tu zaraz napiszę i nie bardzo ufam swoim oczom, ale nie mogę zaprzeczyć, że widzę przed sobą stado absolutnie ohydnych, wielkogłowych i rzadkowłosych lalek, które pomimo swojej brzydoty wywołują na mojej gębie wielkiego i głupkowatego banana. Bo, proszę szanownych kolegów i koleżanek, lalki, których nazwy jeszcze Wam nie zdradziłam, to Lizy! Te same Lizy, które od lat utrzymują się w czołówce najbrzydszych polskich lalek wszechczasów.


I still can’t believe my eyes and I ask myself if what I see before me is true, but all signs on the earth and sky tell me, that I’ve really bought a flock of Liza dolls. They have monstrous heads, thin hair, hideous makeups, the quality of their bodies is below any acceptable level and yet, every time I peek at them I smile like a lunatic. That’s because Liza dolls are rare, even super rare, and I only know a few collectors that own them.


Ufff, cóż za emocje mną targają! – sztorm na morzu to przy nich uroczy pikuś. Moje podniecenie ma trzy wielkie powody, co ja mówię! –  trzy ogromne, monstrualne i spaśne jak ciężarna słonica powody, o których nie omieszkam napisać niżej. Znacie mnie dobrze i wiecie, że kiedy się z czegoś cieszę to pieję jak stara kura. No więc kukuryku:


Oh, I feel that I need to pour my emotions out – it’s been really a long time since I was so excited with a doll for the last time (Ok, ok, two weeks to be precise, but it still counts!). It doesn’t matter that my Liza dolls are truly awful (let’s be honest – they are crappy) because it’s not the way they look that matters. They were the toys that I wanted to have as a child, but I’ve never had, so I guess that I’m compensating their lack somehow after I’ve grown up. Does that make any sense?


Pierwsza przyczyna do świętowania jest taka, że lalki mają swoje oryginalne pudełka. Aby podkreślić doniosłość tej informacji, napiszę ją jeszcze raz i to jeszcze z podkreśleniem: lalki mają swoje oryginalne opakowania. Wiem, że to głupie i niegodne lalkowego zbieracza, ale aż gotuje się we mnie z radości, że nikt z „naszych” nie pokazał jeszcze zapudełkowanej Lizy. Jestem pierwsza! Hell yeah!

 

My first reason to smile is that all my Lizas came in their original boxes. In order to stress the importance of this information I’ll write it once again: they all have their boxes! I know that it’s mean and childish to boast about it, but none of the fellow collectors have ever seen or written or taken pictures of a Liza’s box. I might be the very first one. Hell yeah! 


00

00

00

00

00

00

00

00

00

00

00

00

00

 

 

Drugą przyczyną radosnego pierdolca jest to, że na pudełku widnieje nazwa i adres producenta, tak więc Liza nie jest już dla mnie bezdomnym klonikiem. Mogę w końcu przypisać jej konkretne pochodzenie! To równie wspaniałe uczucie jak odnalezienie odległego przodka z początku drzewa genealogicznego.


The second reason to be happy is that I’ve finally learned the name and address of the manufacturer of these dolls. I believe that owing to the fact I might be able to reconstruct the history of Liza dolls somehow. Call me a dreamer but I really believe that one day I’ll find out everything about them!


 

00

 

 

Trzeci powód jest taki, że wśród lalek, które do mnie trafiły, są dziewczęta o włosach we wszystkich dostępnych kolorach. Jest więc blondynka, szatynka, ruda i popielatowłosa. Nie wiedziałam wcześniej, że istniały Lizy o innym kolorze włosów niż lodowy blond. A teraz już wiem! Czuję się jak Kolumb, który przed chwilą odkrył Amerykę.

 

The third reason of joy is that my Lizas represent different hair colours. A blonde one, a redhead, an auburn-haired one as well as a dark blonde and a brown haired one – I have them all! Untill this day, I was unaware of the fact that there was such a wide variety of hair colours among these dolls and I literally feel like Christopher Columbus who’s just set his foot in America 😀 


00

00

00

00

00

00

00

00

00

00

00

00

00

00

 

To, że wszystkie te lalki są po prostu paskudne, zupełnie mnie nie rusza. Niech sobie takie będą! Co mi tam! I tak się nimi cieszę jak ostatni głupek. Bo ważne jest to, że mogłam własną ręką dotknąć lalkowej legendy.


I know that they are ugly, but I simply don’t care about it. Let them be the ugliest dolls in the world, and I would still love them. I’ve sold hundreds of beautiful dolls to other collectors, but Lizas I will keep. They are legendary, and I love myths, so our ways are unlikely to part  🙂

 

Link do oferty sprzedawcy: 

olx.pl/oferta/barbie-lalki-nowe-CID88-ID9N7ST.html#1bd2c7b07e 


00

00

00

00

 

00

Niebieska potwora

Kiedy lalki Monster high pojawiły się na sklepowych półkach, przeżyłam uniesienie i zachwyt. Były inne niż Barbie, kolorowe, wesołe, miały wielkie łby i chudziutkie dupki, dawały się zginać wte i wewte. Stanowiły idealny materiał do zakochania się, pomimo, że wyroiły się w nieprzyzwoitych ilościach sugerujących szybki przesyt.

 

When Monster high dolls made their first appearance in the shops, I instantly fall head over heals in love with them. They were so different from boring Barbie dolls. Big heads, combined with fragile, colourful bodies and make-ups, tiny hands with long claws, good moveability of the limbs – all of that was simply overwhelming. Something new and exciting has finally hit the market, and it didn’t really matter that Monster high dolls soon started to grow in numbers, and you could find them everywhere. 

 

Do tej pory nie przyznałam się nikomu do tego, że miałam u siebie Ghoulię Yelps z pierwszej serii. Nie wzięłam jej na żadne spotkanie i nie obfotografowałam, bo zrobiło to za mnie przynajmniej stu innych bloggerów. Właściwie to po wyjęciu z pudełka niewiele ją dotykałam – takie toto było chudziutkie i kruchutkie, że biorąc ją do ręki miałam wrażenie, że odgrywam scenę z filmu o King Kongu. Ona była piękną i filigranową heroiną, a ja, khem, khem, niezgrabnym, zwalistym i włochatym małpiszonem o wielkich łapach, które z łatwością mogły ją zgnieść.

 

Until this day, I haven’t confessed to anyone, that I bought Ghoulia Yelps from the first wave. I didn’t take her with me to any dolly meeting, and I haven’t taken any photographs of her, but I don’t regret it. Many bloggers have focused their camera lenses on her, and I believe that she didn’t another photo session by someone as unskillful as me. 

Ghoulia used to be my little treasure. Literally! After I had removed her from her box I didn’t touch her or play with her much, because I was afraid that I might damage her. She was so unbelievably fragile! Every time I carried her I had an impression that I’m in the middle of some film about King Kong. Ghoulia was just like the lovely and romantic heroine, which gets kidnapped by the monstrous gorilla, whose paws could easily crush her, while I was … well, I was just like King – big, heavy and scary :P


1

Wypisz-wymaluj Stary Zgred. Tylko ten ostatni zęby ma ciut bielsze 😛

Totally looks like Stary Zgred. Well, maybe except for the fangs :P

 

Strach przed zmacaniem stanowił skuteczną barierę przed pokochaniem Ghoulii na dłużej. Stała sobie zatem na półce, nietknięta niczym więcej prócz kurzu, a przez to odległa i wyidealizowana, jak Beatrycze Dantego. Niebieszczyła się na tle ściany dnie, tygodnie i miesiące, a mnie w tym czasie zmieniała się ulubiona gama kolorystyczna i stało się w końcu to, co najgorsze – stwierdziłam, że nic mi po niej i pozwoliłam Ghoulii zasiedlić Pudło Wiecznego Zapomnienia – czyli smutne lalkowe więzienie, gdzie lądują plastiki, których mamusia już nie kocha, ale szkoda jej jest zużyć je jako dawców organów. Taki lalkowy sierociniec, w czasach swojej młodości znany jako pudło po lampie.

 

My fear of touching Ghoulia made me drift away from her. I left her on the shelf, alone She stood there, sad and alone, untouched and unwanted. Her only companion was the dust. After some time I couldn’t stand the way she was glancing at me with her big, strange eyes, so I condemned her to the dolly prison – the box of unwanted dolls, who are destined to leave the house.    

 

Błękitnowłosa nie mieszkała w nim długo. Trwał boom na Monsterki, dzieci kochały Ghoulię, więc bulimiczna laleczka stosunkowo sprawnie zmieniła właściciela, a ja odetchnęłam z ulgą. Bez Ghoulii było mi lepiej, tym bardziej, że tymczasem wprowadziła się do mnie Operetta. Kochałam ją za wysokie kości policzkowe, seksapil w spojrzeniu i bliznę na policzku. 

 

The blue haired doll was lucky to leave it quite soon. To my relief, my niece decided to adopt her, and I was happy to let Ghoulia go. I didn’t miss her because I already had a new Monster to admire, which was Operetta. I loved her for her sharp cheekbones, scars on her face and playfulness in her eyes.


Jak długo wytrzymałam tym razem? Noooo, tak z miesiąc. Minęło całe trzydzieści dni zanim nie rzuciłam Operetty na stół i uzbrojona w zmywacz do paznokci nie usunęłam jej całkowicie makijażu, by z zapałem godnym Michała Anioła stworzyć ją na nowo. Pozwoliłam ponieść się szałowi repaintowania – byłam wtedy na etapie, kiedy jeszcze człowiek wierzy, że już za niewielką chwilkę, dosłownie za sekundę wyjdzie spod jego ręki arcydzieło, które wprawi świat w podziw i drżenie. Zrozumienie, że na takie cuda potrzeba znacznie więcej czasu przychodziło powoli, wraz ze wciąż zmieniającym się zestawem Monsterek. Była u mnie i Robecca Steam i Draculaura i żmijka składaczkowa i nawet jeden monsterkowy pan, który niestety wyszedł na tym najgorzej, bo się trochę nadłamał po upuszczeniu na podłogę.

 

How long have I liked her? A month – more or less. After 30 days I had enough. I robbed her of her clothes and decided to remove her makeup completely. At that time, I was very enthusiastic about repainting dolls, and I decided that a big-headed one would be the best to experiment on. I repainted Operetta at least ten times. She suffered in silence, poor little girl. Finally, I was glad about the result of my work and let her stay that way. I had an impression that I gave her a completely different personality, and I was very proud of myself. Even though the result was not stunning, I knew that I was on the good way. I only needed more material for practising 🙂 

 

Obecnie także rezyduje u mnie jedna chudokoścista potwora, Abbey Bominable. Cel pobytu – kuracja odmładzająca za pomocą kredek akwarelowych i suchych pasteli 🙂

My current victim is an Abbey doll. I wondered if it was possible to soften her facial features with less fierce makeup, but it seems that this particular doll is too specific to be transformed into a sweet and delicate one (not to mention, that my repainting skills have not improved enough yet, so please, don’t expect wonders).

 

1

 

Nie lubię Monsterek. Nie lubię sparklącej niczym bohaterowie „Zmierzchu” Abbey o gębie zaciętej niczym pysk buldoga, który broni ukradzionego z jatek gnata. Nie mogę jednak zaprzeczyć, że to absolutnie najlepszy materiał dla ćwiczenia ręki przy przemalunku, jaki kiedykolwiek miałam. Te wielkie głowy są po prostu bardzo wygodne – łatwo je ułożyć w dłoni, dobrze przyjmują farby i lakier, są w miarę symetrycznie odlane. Nie mam wątpliwości, że będę je nadal męczyć pod pędzlem. Ja i one to idealne połączenie. Ja robię im krzywdę, a one to wszystko znoszą ze stoickim spokojem 🙂

 

I’m not a big fan of Abbeys, as their faces remind me the muzzles of pet Boxers, especially when in profile. I’ll even go further. I don’t like Monster high dolls anymore. Having written that I need to admit that they make the best repainting material ever! That’s why I plan to destroy some more of them. We’re like a match made in heaven – I love to torment them, and they love to be tormented :P

 

1,2

 

2

2  

Dodatkowo Abbey jest przedmiotem eksperymentu. Otóż wrzuciłam ją na Allegro, żeby sprawdzić, czy ktoś się zainteresuje – i (łojejajeja), stal się cud, bo jakiś człowiek dobrego serca ją zalicytował. To bardzo miłe, tym bardziej, że jej dni u mnie były policzone. Nie podobała mi się przed repaintem, nie podoba po. Nie pasuje mi do innych lalek, które mam na półce. No i jest niebieska, a ten kolor lubię chyba tylko na Smerfetce 😉

Jack – Jack

01

Fotografia ze strony: http://www.barbiecollector.com/shop/doll/captain-jack-sparrow-doll-t7654

 

Pamiętam do dziś jak mocno piknęło mi z zachwytu serce, kiedy na stronie Mattela zobaczyłam lalkę oddającą postać Jacka Sparrowa. „Jack Sparrow?” – pomyślałam. „TEN Jack Sparrow? Jest strasznie brzydki, ale i tak muszę go mieć!”

Rach, ciach! – i Jack zaraz był u mnie. (No, tak naprawdę to po dwóch tygodniach, ale czymże jest 14 dni w obliczu wieczności?)


I can still remember how my heart ached when I saw a Jack Sparrow doll by Mattel for the first time. “Is that Jack Sparrow?” – I thought – “THAT FAMOUS Jack Sparrow? He’s rather ugly, but it doesn’t matter – there’s absolutely no way I’m not gonna have him!”

Clack, clack, clack! – I knocked the heels of my silver shoes together three times and Jack arrived at my house soon after that (Argh, that’s so untrue. I had to wait for 2 weeks but what’s 14 days in comparison with the whole eternity?)


02

 

Jack był najjaśniejszą gwiazdą mojego lalkozbioru. Do czasu kiedy nie dowiedziałam się o firmie Hot Toys oraz o tym, że ona także wydała na świat pięknego Jacka. Naturalną koleją rzeczy zaczęłam porównywać pirata, który u mnie mieszkał z tym, który zerkał na mnie z ekranu komputera, coraz to znajdując u swojego kolejne niedoskonałości. Mój Jack był co prawda fajny, ale ten od Hot toys był stokroć fajniejszy. Był taaaaaaaki śliczny i dopracowany i podobny do oryginału i miał całą kupę akcesoriów i bajerankie pudełko i oczy można mu było ustawiać w różnych pozycjach i był bardzo, ale to bardzo zginalny i jeszcze do kompletu pięknie wyglądał w obiektywie. Zupełnie zgłupiałam od nadmiaru emocji, związanych z jego odkryciem i po raz kolejny podjęłam szybką decyzję – pozbywam się tego pierwszego, żeby odłożyć trochę środków na tego drugiego.


For some time Jack has been the brightest star among my dolls. That was until I learned about the company operating under the name of Hot Toys which also had a Jack Sparrow doll among their merchandise. Another Sparrow doll and a truly magnificent one! It was quite natural for me to start comparing those two against each other and weighting up their strong and weak points. My Jack was quite cool, no doubts about that, but the Jack by Hot Toys was one hundred times cooler. He was sooooooooooo cute and life-like and sophisticated and he had so many accessories with him and … oh, he was simply perfect. My oh my! – I’ve almost lost my mind because of all his possibilities and I took another super quick decision: I don’t want the Mattel’s Jack anymore and he needs to go, so that I can save some money to buy the one by Hot Toys.

 

Decyzja okazała się chybiona – zrozumiałam to w momencie gdy przestępowałam próg poczty by nadać matellowskiego Jacka do nowej właścicielki. Jeszcze nie wypuściłam go z rąk, a już za nim tęskniłam. Mogłam mieć tylko nadzieję, że nowy Jack wymaże pamięć o tym starym.


My decision was wrong – it dawned on me the moment I stepped into the local post office in order to ship out the Mattel’s Jack to his new owner. I hadn’t let him out of my hands yet but I already missed him dearly, and the only thing that I could hope for was that that the new pirate would erase the memories of the old one.


03

 

Nie wymazał. Zajął swoje miejsce w sercu, ale, jak się okazuje, ludzkie serce to pojemny worek, w którym można zmieścić afekt do nieskończonej liczby piratów (czyli dwójka jak najbardziej się załapywała!), ergo „stary” Jack MUSIAŁ wrócić, bo mi miłość do niego wcale nie wywietrzała.

 

He wouldn’t. He took a piece of my heart instantly, but as it turned out, a man’s heart is just like a bottomless pit – it easily makes room for as many pirates as it’s needed. Ergo – the first Jack HAD to come back, because I still loved him and just one pirate was not enough for me to be happy.


05

Dlaczego mnie sprzedałaś? Czy nie byłem dla ciebie wystarczająco dobry? Czy źle wyglądałem w futrze?

Why did you sell me? Wasn’t I good enough for you? Did I look bad in furs?

 

I tu zaczęły się schody. Matellowski Sparrow był jak najbardziej dostępny w sprzedaży, ale w cenach dwukrotnie przekraczających jego wartość wyjściową (wietrzę światowy spisek matellowskiego lobby). Pozostawało przyczaić się i czekać na okazję. Która nadeszła. Ale ją przespałam.


That was the moment when complications started. The Mattel’s Jack Saprrow was still available on the market, but his prices were insanely high and I was out of money at that time (Isn’t it strange that we’re always out of money when we need them the most? It must be some kind of an international conspiracy, don’t you think?). I decided to be patient and wait with my eyes wide open for the opportunity to get him back. The opportunity came … unnoticed and I missed my chance.


Ale, jak to przysłowie mówi, co ma wisieć nie utonie. Jack wypłynął po raz kolejny, a ja tym razem skutecznie zarzuciłam haczyk i wyłowiłam drania z odmętów internetowego sklepu, który chyba nie wiedział co sprzedaje, bo policzył sobie za Sparrowa jak za Fashionistkę. Zadziałałam bez zastanowienia i zgarnęłam mojego ulubieńca na powrót!


But, as the old, wise saying goes: „Every Zgred must have her Jack”. One day the object of my desire appeared on the internet store for a decent price (which means that he was sold for less than an average Fashionistas Barbie, can you believe that?) and that time I was ready. Like a predator I struck and the pirate was mine again!


Oczekując na przesyłkę żarłam z niecierpliwości pazury i drżałam ze strachu. Metafizycznego strachu, bowiem zawisła nade mną wizja bożej kary za bezmyślne wypuszczenie w świat ulubionego lalka. Pokrzywdziłam go przecież niesłusznie wydaleniem z domu. W głowie pojawiały mi się straszliwe wizje: Przyjdzie połamany na kawałki!, Będzie miał zeza! Albo jedno oko nadrukowane wyżej! Albo będzie capił jak mój pies, kiedy się wytarza w jakimś rozkładającym się truchle … (albo nie tak znów twardych dowodach przemiany materii, do czego stara się przekonać pewna reklama).


I was waiting for the arrival of my Jack in great anticipation, but also with a kind of methaphysical fear. I felt that I might undergo some kind of divine retribution or something like that for letting him go so easily. My imagination was killing me: „He might have been damaged during the journey!”, „He might have a squint!” or „He might smell badly, just like my dog when it decides to put on her favourite Chanel No5 perfume” (which basically means rolling in some smelly, rather disgusting and often dead things)


Jack okazał się idealny (oczywiście jak na standardy matellowskie) i tylko jego pudełko zostało srodze poturbowane przez magazynowe sztormy i burze. Co mi tam jednak pudełko! Kilka kawałków tektury, która i tak pójdzie do śmietnika. W końcu najbardziej powinno liczyć się wnętrze (czyli lalek!), prawda?


Jack turned out to be perfect (of course we’re considering the Mattel’s standards here), though his box must have gone through some tough squalls or storms during the journey. Luckily I didn’t care for its condition. It landed into the dust bin right away, because it was the inside that counted (that was Jack, Jack, Jack!), and not the box. 🙂


04

 

Jack nie chował do mnie urazy. Po wyjściu z pudełka przeciągnął się słodko, powiódł wokół krytycznym okiem, pokiwał głową nad zmianami, które zaszły pod jego nieobecność w trakcie remontu, po czym wskoczył w wygodniejsze ciuchy i ruszył na obchód włości. No i napatoczył się na Jacka numer 2 …


Jack didn’t blame me for my past sins and decisions. After I had released him from the box he yawned sweetly, took a look around in order to get accustomed with the changes in the hose (I finally managed to redecorate it, yay!), jumped into his favourite casual outfit and took a grand tour of the room. Too bad the first doll he met was Jack Sparrow No2 …

 

05

06

Numer 2. Piękny. Wąsaty 🙂

My beautiful No 2 🙂

 

Jack numer 1: „Zgred, powiedz mi kto to jest? Jest do mnie trochę podobny, choć zdecydowanie brzydszy… I ciuchy ma obciachowe. W takich rozdeptanych butach to mój pradziadek chadzał … To chyba przykre być takim niewzględnym łosiem. No ale to pirat. Swojaka poznam i z kilometra. Żal mi go trochę. Może trzeba mu podać pomocną rękę? Myślisz że powinienem go spytać?”


Jack No 1: „Zgred, tell me who’s that guy? He looks a little bit like me but he’s so ugly … And the rags he’s sporting – they’re awful! My grand dad used to wear such horrible, shapeless boots … It must hurt to look like that. But … he’s a pirate, I’m sure about it, and I feel sorry for him. Maybe he needs a helping hand? Do you think that I should ask him about it?”


Ja: „Jack, ile w tobie empatii! Jestem z ciebie dumna!”


Me: „Jack, you’re such an empathetic sweetheart! I’m so proud of you!”


Jack nr 1: „Hej, panie menelu! Jak mi pan buty wypastuje to dam panu zjeść trochę resztek po moim obiedzie!”


Jack No1: „Hey, you bum! I’ll let you eat the leftovers from my dinner if you polish my shoes!”



Ja: „Jack, cofam wszystko, co o tobie powiedziałam!”


Me: „Jack, I take back every word of praise I said about you!”


Jack nr 1: „Akurat tyle mnie to obchodzi co zeszłoroczny śnieg! Się znalazła ostoja kultury i delikatności. A kto mnie zdradził i w niewolę sprzedał? Zdrajczyni!”


Jack No1: „I don’t care about it at all! Besides, who do you think you are? A model of human virtues maybe? You, the one who sold me into slavery? You traitor!”


Ja: (opad szczęki)


Me: (jaw dropping)

 

A morał z tego wszystkiego jest taki, że przyjaciół się nie sprzedaje. Nigdy. I za żadną cenę.


The moral of this story is that you don’t sell your friends. Ever. You simply don’t.

Zmasowany atak ciemnej siły umysłowej

Asha. Typ barbiowej twarzy, który ani mnie nie rozpłomienia, ani nie rozpala. A to niedobrze, bo mamy zimę i jakiś mały, ciepły ogieniek byłby jak znalazł. No nic to, jak się znam, to znajdę sobie jakieś inne źródło ciepła, a laleczki, o których będę dziś pisać, potraktuję z zimnym dystansem. Nie ma to jak bycie wrednym ownerem.


The „Asha” face mold  is the kind of Barbie face that doesn’t make me burn with desire or feel the heat, which is a pity, cause there’s winter all around here and a source of warmth would be highly desirable. Unfortunately the dolls I’m gonna write about all share this particular face mold which makes me feel nothing more than cold indefference towards them. I’m a nasty owner, I know.


01

02

03

 

Tu krótki apel do was, drodzy czytacze. Nie łamcie rąk z tego powodu, że się z Ashami nie lubimy. Pozwólcie rozweselić się wiadomością, że od dobrego tygodnia nie jestem już ich właścicielką, a lalki występują na blogu gościnnie. Udało mi się wymienić je na dwóch lalkowych przystojniaków i wprost doczekać się nie mogę, kiedy śliczne (podobno) plastikowe dziewczyny, wyniosą się ode mnie z domu i ustąpią miejsca kolegom.


Dear readers, please don’t consider me a monster because of this confession. I have some good news for you. You see – I’m not the owner of these dolls anymore. They found a better place to live in, where they’ll be loved and appreciated. Last week I exchanged them for two handsome doll-guys and I can’t wait for the moment when the cute female trio will leave me and be replaced with the anticipated new boys.

 

01

 

Tymczasem jednak, dopóki jeszcze są ze mną, pokażę je światu. Niech się babiny nacieszą minutą sławy na blogu.


In the meantime, however, I’ll show them to the world. I believe that they deserve a minute of fame.

 

Tu mogłoby paść pytanie: „Skoro ich nie lubisz, to po co je kupiłaś?” No więc, moi złoci, aż do dziś zielonego pojęcia nie miałam. Tak jakoś samo się zdarzyło. Ale, o cudzie, już wiem! Olśniło mnie! Otóż przybyły do mnie po to, bym mogła opowiedzieć Wam bardzo głupią bajkę, bo po cóż by innego?


You could ask me the following question here: What did you buy them for if you don’t even like them? I’ll be onest with you. I don’t have the slightest idea. It must have been an impulse purchase. But (tadaaaa!) I came up with a purpose for them! I will use them as the main characters of the little story that I want to tell you today.

 

03

 

Tu ostrzeżenie. Poniższa opowieść karmi moje zboczone fascynacje i w dodatku zawiera język daleki od literackiego. Zaklinam, niech nie czyta jej ten, kto nie lubi świntuszenia. A jak lubicie, to nie ma się czego bać. Proszę wsiadać, drzwi zamykać 🙂


Before you start reading – please be warned that the story is full of my perverted thoughts and contains dirty language. If you can’t accept it – please, cease further reading. If you’re open to new experiences, don’t hesitate and dive headfirst into the story. Here we go:

 

02


Dawno, dawno temu żył sobie w kraju za siedmioma górami i siedmioma lasami książę Parys. Leniuch to był i łajza straszna, ale dla biegu niniejszej historii nie ma to nic do rzeczy.

 

Once upon a time, in a faraway land there lived a prince called Paris. He was a lazybones and a bum, but this has nothing to do with the course of this story.


Pewnego dnia, wybrał się książę na przechadzkę po zielonych łąkach, na których pasły się cycaste, pełne mleka krowy (A mówiłam, że perwersja będzie? No to jest! Dla zoofilów. A teraz, drodzy zoofile, powtarzajcie za mną: krowie cycki, krowie cycki, krowie cycki! Czujecie jak myśli w głowie zaczynają kosmacieć? O to właśnie chodziło!).

Chodził sobie Parys bezmyślnie, pomiędzy krowami i chodziłby tak do samego wieczora, gdyby z jasnego nieba, wprost na jego głowę, nie spadło w pewnym momencie złote jabłko.

 

One fine day prince Paris went out for a walk. He wandered around in the fields where hundreds of cows were digesting the grass and producing milk in the large pendulous organs, located on their bellies, consisting of two or more mammary glands enclosed in a common envelope and each provided with a single nipple (in case you didn’t notice – you’ve just read a desription of cows’ udders. What a perversion! Ugh! But … haven’t I warned you?)

The prince walked around for some time and he would have walked twice as long had it not been for a gold apple that miraculously fell from the sky and hit him on the head. 

 

04

 

„A co to za ch.joza pozłocista z nieba spadła! O mój boże, cóż to się dzieje!” zakrzyknął wielkim głosem książę, gdyż jabłko pizgło go w głowę nadzwyczaj mocno i boleśnie.

 

„What kind of f…ckery is this! Oh my god, what’s going on!” exclaimed Paris when the apple landed on his head with a loud „thud!”

 

„Zamilknij śmiertelniku, gdyż doznałeś dotyku bogów!” – przemówił jakiś głos z tyłu i gdy książę obrócił się w kierunku, który jeszcze przed chwilą wyznaczały jego pośladki, niecodzienny ujrzał widok. Otóż stanęły przed nim trzy nieziemskie piękności.

 

„Silence, mortal! You’ve just beein touched by the power of gods” – said someone from behind and when the prince turned around he saw three unearthly beauties.


„No więc śmiertelniku …” – zaczęła przemowę jedna ze ślicznotek, ale Parys, przebrzydły cham i prostak, przerwał jej w pół słowa:

 

„So, we’re here, because … …” – tried to continue the goddess but Paris, never gentelman to be, interrupted her rudely in mid-sentence. 

 

„A wy łajdaczki jedne, na Olimpie chowane! Coście wy mi za cholerstwo na łeb zrzuciły! Zabić mnie chciałyście?! Mnie, księcia trojańskiego! A niedoczekanie wasze! Spadam stąd!” – i rzeczywiście, obrócił się na pięcie i spadł.


„Shut up you wench! – exclaimed Paris „I know why you’re here for. You wanted to kill me. Me, the prince of Troy! But know this – you won’t catch me in a million years. I get out of here!” – and ideed he got out of there. 

 

„Ale kto teraz rozsądzi która z nas jest najpiękniejsza?” – zmartwiła się Afrodyta

 

„But who’s gonna judge our beauty now?” – Aphrodite was truly concerned.


„Ja tam nie wiem!” – odpowiedział z zamyśleniem Kuba Rozpruwacz, który niepostrzeżenie wychynął zza pobliskiego krzaka jagód i równie niepostrzeżenie za nim zniknął.


„I wish I knew…” – answered with a meditative air Jack the Ripper, who appeared, unnoticed, behind the nearby blueberry bush and two heartbeats later dissapeared into thin air, as if he hadn’t been there at all.


„Dziewczęta, tu się dzieją dziwne rzeczy!”, podsumowała sytuację Atena, zaś Hera wymruczała coś zupełnie nierozpoznawalnego, zajęta znikaniem wraz z Kubą.

 

„Girls, strange things are happening here!” noticed Athena, and Hera mumbled something in an inarticulate manner as she was busy vanishing with Jack the Ripper.

 

A morał z tej bajki taki, że jak się nie ma pomysłu na notkę, to się głupoty wypisuje 😛


The moral of this story is that you shouldn’t try to create a blog entry if you don’t have the slightest idea what you want to write about 😛


facepalm

 

 

Proszę, nie zabijajcie mnie za bzdurność tego wpisu. Obiecuję, że Wam to wynagrodzę!

 

Please, don’t kill me for the stupidity of this blog note. I’ll make it up to you, I promise!