A niepodobny!

Kiedy moi koledzy z pracy zobaczyli mojego najnowszego Taeyanga, to nie mogli się nadziwić, że podoba mi się tak brzydka lalka. Stwierdzili, że na moim miejscu woleliby jakąś śliczną księżniczkę w lśniącej sukni, by móc ją ustawić w roli pięknej ozdoby na półce. Upewnili się też, że Taeyang jest na pewno dla mnie, a nie dla jakiegoś dziecka, bo dziecko na sto procent przestraszyłoby się takiego prezentu. Nie zmieniło to faktu, że wszyscy chcieli go dokładnie obejrzeć i proponowali mi, żeby zostawić paskuda w biurze jako maskotkę. Miłe to było! 🙂


When my fellow workers saw my newest Taeyang they were amazed to learn that I fancy such ugly dolls. They said, that if they were me, they would rather buy a pretty princess in a sparkling outfit and use her as a fancy home decoration. They made sure that the Taeyang will stay with me and will not be given to any child as a Christmas gift, because the doll is too scary for little kids. To my surprise they also suggested that I should leave Tae in the office as our mascot. It was really nice of them! 🙂 


 

1

 

 

Lalek jest odwzorowaniem przesłodkiego bohatera z filmu Burtona – Edwarda Nożycorękiego. Uwielbiam film i reżysera, zaś Edwarda uważam za jednego z najmilszych androidów, jaki kiedykolwiek pojawił się na ekranie kinowym. 


The doll depictures Edward Scissorhands, the hero of Tim Burton’s movie. I greatly adore the film, its director, and the main character, whom I find one of the sweetest androids that ever appeared on the silver screen.


 

02

 

 

Podobieństwo lalka do filmowej postaci nie jest porażające i ogonka nie urywa, ale w jego przypadku niespecjalnie mi to przeszkadza. Kiedy patrzę na jego rozczochraną łepetynę i zacięcia na bladych polikach to przed oczami staje mi ten właściwy Edward, grany przez Johnny’ego Deppa i gęba sama zaczyna mi się uśmiechać z rozczulenia, a musicie wiedzieć, że strasznie głupio to wygląda 😛

 

The similarity of this doll to the film character doesn’t make me breath faster or my jaw drop to the floor, but in this case I don’t mind it very much. Taeyang Edward is very likable and when I look at his tousled hair and little scars all over his face I can feel that he’s indeed the reincarnation of the real Edward Scissorhands. I grin like a lunatic whenever I look at him and I’m glad that no one has seen me smiling lovingly at him, because I have a feeling that it looks extremely stupid.  😛


 

04


 

Nie da się ukryć, że jak na lalkę jest to dziwadełko, ale definitywnie z tych przytulaśnych i milusińskich dziwadełek. Nie wiem co moi koledzy zobaczyli w nim strasznego, bo, dalibóg, w Eddiem nie ma się czego bać. Przecież to nie Chucky.


Eddie is undoubtedly a weird doll, but even as a weirdo he’s quite lovable. I still don’t know why my colleagues found him scary, because there’s nothing in him to be afraid of. He’s definitely not related to the infamous Chucky doll.


 

03

 

 

Jak wszystkie zabawki od Jun Planning Edward jest kruchy i podatny na urazy. Wystarczy mocniejsze szarpnięcie by wyłamać mu dłoń lub stopę albo spowodować uszkodzenie rąk i nóg. Dlatego obchodzę się z nim bardzo ostrożnie, żeby paskuda nie zepsuć, co jednak nie znaczy, że trzymam go za szybką i na wszelki wypadek nie dotykam. Jest zupełnie na odwrót – dotykam go chętnie i często i tylko staram się wystrzegać jakichś gwałtowniejszych ruchów, gdy trzymam go w ręku. 


Like all dolls produced by Jun Planning Edward is very fragile and susceptible to damages. One strong tug is enough to split his hand or foot from his body or dislocate his arm. That’s why I try to be gentle while playing with him.  I avoid sharp moves when I hold him and hopefuly I’ll manage to keep him safe and sound as long as possible. 


 

05


Choć wiem, że wielu kolekcjonerów, którzy mają tę lalkę u siebie, całkowicie zmieniało jej wygląd, to myślę, że sama zostanę przy wizerunku, który zaproponował producent. Czasami, kiedy trafia do mnie jakaś lalka, to aż zacieram ręce z uciechy na myśl, że pozmieniam w niej wszystko co się da, bo w firmowych ciuchach, fryzurze i makijażu wygląda jak kupa nieszczęścia, ale jeśli chodzi o Edwarda, to jak brzydki by nie był i tak tego nie zauważam. Miłość jest ślepa. Powtarzałam to powiedzenie już z dziesięć razy, powtórzę i jedenasty 😉


I know that many doll collectors, who own this particular TaeYang, decided to drastically change the way he looked, and the results were stunning, but I think that I will keep his original style. I often buy dolls that literally beg me for a restyle but Eddie is not one of them. He might be ugly, scary and unfashionable but I simply don’t give a thing about it. Love is blind, as they say 😉

 

05

 

Edward: Przepraszam … czy nie jesteś może moim tatusiem?

Nożyczki: Kochanie, to ja, twoja dawno zagubiona ciocia Lusia!

 

Edward: Can that be, that you’re my … papa?

Scissors: Honey, I’m your long lost aunt Lucy!


06

07

 

Gdybym jednak kiedykolwiek zmieniła zdanie, to z customizacją Edwarda nie powinno być najmniejszego problemu. Choć ubranko wydaje się być na nim zaszyte, to jest to zwykła podpucha. Wszystko można elegancko i bez problemów ściągnąć.  


If I ever change my mind there should be no problems with restyling Edward, as each part of his outfit can be easily removed. When I took him out of the box I thought that the clothes have been sawn on him, but fortunately I was wrong.

 

 

08

 

A na koniec wpisu wrzucę jeszcze tonę świątecznych uścisków i ucałowań. Wesołych świąt, wariaty Wy moje lalkowe!


At the end of the note I will let myself to send a thousand kisses and hugs to you all, my beloved doll maniacs. Merry Christmas to you all!

Klonowy detektyw – część 1

Jak zawsze przed świętami Bożego Narodzenia w sklepach pojawia się cała masa lalek-kloników, które z utęsknieniem czekają na to, że ktoś je kupi jako prezent pod choinkę. Stoją sobie te biedaczyny smutne, na najniższych półkach i mało kto zwraca na nie uwagę, bo większość z nich to zabawki kiepskie jakościowo i tak brzydkie, że aż przykro patrzeć. Jako wielbiciel kloników nie mogłam sobie oczywiście odpuścić przyjemności sprawdzenia co zalega na sklepowych półkach w mieście, gdzie mieszkam. Wyniki „badania” zobaczycie poniżej 🙂


Christmas is near and shopping malls and toy stores have already started to attack their customers with dolls, that usually do not attract anyone’s attention. The shelves bend under the weight of hundreds of sad, ugly and cheap clones that dream of being bought and given to children. Some of them will be lucky to find their owners, some will not. Today, during shopping, I invited a few of such clones to my cart in order to take a closer peek at them. Let’s see if any of them stands a chance of being bought. 🙂 


1. Bida z nędzą. Zrobiona z cieniutkiego plastiku, zupełnie niezginalna, w brzydkiej sukience o dziwnych kolorach. Co do stanu fryzury, to przypuszczam, że dałabym radę policzyć jej włosy w ciągu jednego wieczoru. Uśmiecha się promiennie i ma na ustach szminkę w eleganckim kolorze, ale czy to wystarczy by kogoś skusić? Mnie na pewno nie! Widziałam już wiele bardzo podobnych lalek, sprzedawanych w sklepach „za złotówkę”. Były równie paskudne co ona i kupowali je chyba tylko desperaci. Te laleczki są w środku puste jak wydmuszki, albo baloniki. Kupując je nabywa się powietrze zamknięte w brzydkim plastiku. Ja tam zdecydowanie wolę baloniki. 


1. We will start with something truly horrible. The doll that you will see in a moment can be crowned as one of the ugliest clones ever produced. She is made of thin plastic, empty inside, unbendable and dressed in something that could easily be described as rags. She tries to cover all her flaws with a lovely smile, but is it really enough to tempt any customers? I strongly doubt it. I’ve seen many similar dolls sold by the shops that offer low quality goods „just for a penny”, but as far as I remember they’ve never been very popular among children. I totally understand it – nobody wants to buy toys that look like very distant and very poor cousins of Barbie. 

 

0

1

2


2. Laleczka numer dwa to klonik z wyższej półki cenowej, wykonana znacznie staranniej niż poprzedniczka, ze zginalnymi nóżkami i mogąca podobać się dzieciom. Nosi kolorowe, wesołe ubranko i ma na twarzy miły, niewymuszony uśmiech. Sęk w tym, że producent „upiększył” jej buziak niespotykanej wielkości nosiskiem. Czyżby ta lalka byłą jakąś daleką krewną Cyrano de Bergerac?  Przy TAKIM nochalu mały zezik to nic nie znaczący szczegół 😛

 

2. The doll number 2 was a little bit more expensive and made of better materials. Her legs bend, her face is quite nice and I have to admit that I really like her sincere smile and colourful clothes. She would have been pretty if it hadn’t been for her nose. It’s big. Not monstrous, but big enough to remind me of Cyrano de Bergerac. Maybe this doll is some distant cousin of the chivalrous knight? 

 

1 

2

 

3. Choć lalki Winx wyszły już chyba na dobre z mody, to w sklepach nietrudno znaleźć ich zastępczynie. Duża głowa osadzona na chudym ciałku wcale nie musi oznaczać lalek Monster High. Lubię to!

Muszę przyznać, że byłam już o włos od kupienia tej laleczki, bo spodobały mi się jej przerysowane kształty, ale już przy kasie dokonałam bohaterskiej decyzji i wyjęłam ją z koszyka. A kilka godzin później, wieczorową porą, zmieniłam zdanie. Następnego dnia wróciłam do sklepu, wzięłam lalkę do ręki i … stwierdziłam, że kompletnie mi się nie podoba 😀

 

3. Even though Winx dolls are not very popular nowadays it’s easy to find their decent knock-offs in stores. It’s nice to know that big heads combined with lean bodies do not have to mean Monster High dolls. I like it!

I need to admit that I almost bought the doll No 3. Almost, because I made a heroic decision at the checkout. I took her out of my cart, told her „Good bye, sweet heart! We’re not destined to be together!” and put her back on the shelf. Some hours later I was kicking myself mentally in the arse for not taking her home. On the next day I returned to the shop where I found her, took a look at her again and … decided that yesterday’s magic was gone. I was completely free from lust for her 🙂

 

4

 

4,1

4,2

 

Ciąg dalszy nastąpi (bo w sklepach było dużo więcej kloników) 🙂

To be continued (because shops offer a lot more clones these days) 🙂

Blade loki

Kiedy na forum „Dollplanet” koledzy chwalili się lalkami z serii „Disney animator’s collection”, to pomyślałam sobie, że z chęcią obmacałabym choć jedną taką lalkę w realu. Mieć takiej nie chciałam, ale obejrzeć – i owszem. Obejrzeć, dotknąć i sprawdzić czy jest równie miła jak na zdjęciach w sieci. No i wczoraj – „stało się” 🙂


When my colleagues from the russian „Dollplanet” forum started to show photographs of their dolls from „Disney animator’s collection” series I realized, that I would gladly see one of such dolls in „real life”. I’ve never wanted to own one, but I was sure that it would be lovely to be able to take a closer look and investigate them. Yesterday my dreams came true 🙂

 

Seria „Disney animator’s edition” została wydana przez Disney Store i koncentruje się na młodocianych wersjach disnejowskich księżniczek.


„Disney animator’s collection” presents Disney princesses as toddlers. The series was manufactured by Disney store.



01

 

Powyższy obrazek pobrałam ze strony: http://www.disneystore.com/

The above picture was taken from: http://www.disneystore.com/

 

Po drodze do domu dość przypadkowo zajrzałam do nowo powstałego sklepu z używaną odzieżą. Pierwsze kroki  skierowałam oczywiście do półki z zabawkami, gdzie znalazłam Kopciuszka. Złapałam ją jak jakiś skarb i – patataj do kasy!


On my way home I entered a new thrift store to see what they were selling. I directed my steps to the toy section and I almost immediately noticed the Cinderella doll on one of the shelves. I grabbed it without hesitation and started to the counter. Within mere minutes the doll was mine.

 

Lalka była w całkiem niezłym stanie, za wyjątkiem włosów, które były okrutnie splątane. Miałam poważne obawy co do tego, czy uda mi się je doprowadzić do porządku. Włosy Kopciuszka wykonane są z kiepskiej jakości tworzywa, które kompletnie nie nadaje się do czesania, szczególnie dla małych dzieci. A co to za lalka, której nie można czesać, bo zaraz jej się kołtun robi? 

 

The doll was in quite good condition, except for her hair that was very, very tangled. I was afraid that I won’t be able to make it look good again. Cinerella’s hair is made of some kind of stiff material that’s totally unsuited for combing. That’s a really weak point of this doll and I can imagine frustration of little girls and boys who try to play with her hair. 

 

Jak dobrze, że istnieje coś takiego jak odżywka do włosów! Lalce bardzo pomógł płynny jedwab i szampon. Włosy dość szybko odzyskały blask i sprężystość. 


I’m so happy that shampoo and hair conditioner really work on most dolls. Cinderella was lucky – I managed to restore her hair quite easily.


 

01

 

Muszę przyznać, że miło mi się na nią patrzy. Nadal nie czuję potrzeby jej zatrzymania, ale kiedy tak stoi sobie skromniutko w kącie pokoju, w tej swojej błękitnej sukienusi, z noskiem jak kartofel i polikami chomika, to myślę sobie, że dobrze zrobiłam, zabierając ją do domu. Zaspokoiłam już swoją ciekawość i wiem, że wśród znajomych jest ktoś, kto ją chce adoptować.

 

I need to admit that looking at this doll is really pleasing. I don’t feel like keeping it, but as long as Cinderella stays with me she will lighten the room with her cute face. I’m glad that I took this doll home. I’ve satisfied my own curiosity and I was lucky to find a fellow collector who likes this little princess and is willing to adopt her.

 

 

2

 

3

 

4

 

Czasami wyprawy do ciuchaków dają naprawdę fajne rezultaty 🙂

Sometimes visits to thrift stores really pay off 🙂

Leniwie do przodu

Podobno najfajniejszą sprawą, związaną z lalkami BJD, jest to, że nie są one z góry związane z konkretnym obrazem i charakterem, co pozwala kształtować je pod swoje gusta i preferencje. To oznacza kupowanie lub szycie dla nich ubranek, nakładanie makijażu, dobieranie butów i peruk, zdobywanie akcesoriów oraz inne czynności, o których jeszcze nie mam pojęcia, ale pewnie z czasem trochę się o nich dowiem. 

People claim that the most fascinating thing about BJD dolls is that they are like blank canvas – you can paint and shape them to your tastes and preferences. That in turn means buying them clothes or sewing for them, getting them shoes, wigs and fashionable accessories. There probably are many more things that can be done for them, that I don’t know about yet, but I bet that I shall learn about them with time.

 

Sęk w tym, że ja jestem leń. Kiedy pomyślę o tym, że mogłabym coś uszyć dla lalki, to czuję skręt kiszek i niepohamowaną chęć by wyrzucić maszynę do szycia przez okno. Oczywiście w wyobraźni widzę tysiące kreacji, które teoretycznie mogłabym stworzyć, ale na wyobraźni się kończy. Szycie to nie moja bajka. 

The point is that I’m a lazy bones. It gives me creeps to think that I could saw something for my dolls. I would rather throw the sewing machine out of the window, really. Of course in my imagination I’ve created thousands of truly incredible outfits, but the imagination is the limit. Sewing is definitely not my cup of tea.  

 

Jedyną rzeczą, którą mogę „wyrabiać” są peruki z futerka, które robi się prosto i bezboleśnie. Szyje się je tak szybko, że są gotowe, zanim zdążę się znudzić. Nie trzeba do tego żadnych artystycznych umiejętności, skomplikowanych wykrojów ani wyobraźni przestrzennej. Dlatego da je radę udziubać nawet taki leniuch jak ja 🙂

The only thing that I’m good at is sewing furwigs – that’s because it’s simple and doesn’t take a lot of time. The wig is usually finished before I get bored and that’s another positive aspect of it. Furwigs do not require complicated patterns, specific knowledge or artistic imagination. That is why even an idler like me can create them. 

 

No więc dziś będzie wpis o świeżo uszytej peruce, która ozdobiła głowę znanego już wam lalka – Włóczykija. Z przyjemnością mogę napisać, że doczekał się on w końcu ciała i może wkrótce będę w stanie przedstawić go w całej nagiej wspaniałości (bo bidul ubranek jeszcze ni ma – tu wstawcie facepalm). Na razie nie udało mi się go ująć porządnie na zdjęciu – do fotografowania też mam dwie lewe ręce 🙂

So today we’re gonna talk about a newly sewn wig, that jumped onto the head of the doll that you already know, which is Snuffkin. I’m pleased to write that he finally received his body and hopefully I’ll be able to show him in all his (naked) glory soon (because he has no clothes yet! – what a shame!). I didn’t manage to take any proper photographs of him yet – my photoshooting skills are even worse than my sewing abilities (I’m facepalming sooooo hard, yahooooo!).


Chciałam jednak pokazać, że Włóczykij nie leży odłogiem i że coś się z nim dzieje. Wolno bo wolno, ale jednak wszystko idzie do przodu. 

I just wanted to let you know that I haven’t forgotten about him. The things are going in the right direction, they just go … slowly, but slow is good. Haste makes waste, right?


1

 

Włóczykij nie jest śliczną księżniczką, ale perukę ma zajebistą 😛

Snuffkin is not a lovely princess, but he surely wears an awesome wig 😛

 

2

 

Koszulka oczywiście nie była szyta przeze mnie. 

The t-shirt he’s wearing wasn’t made by me.


3

 

To nie jest zbyt przyjazna z wyglądu lalka, ale co mi tam. Lubię takie ryje!

He’s not a very friendly-looking doll but I don’t care. I like such faces.


4

 

Kości policzkowe i nosisko. Chyba dzięki nim tak mi się podoba.

High cheekbones combined with a big nose. I guess these are the reasons I fancy him a lot. And by saying „a lot” I mean A LOT.

 

5

 

6

 

7

 

A na koniec zagadka. Dlaczego zdjęcia są w smutnej, czarnej kolorystyce? Możecie wybierać spośród podpowiedzi poniżej:

a) bo wilk Fenrir pożarł słońce

b) bo czarny kolor jest elegancki

c) bo urlop mi się jutro kończy i w poniedziałek będę musiała iść znów do pracy

Niestety to ostatnie. I znów poranne wstawanie. Koniec lenistwa. Jakże mi smutno 😦 


A short riddle at the end. Why all my photographs are so dark and sad? You can choose from the multiply answers below:

a) because Fenrir the wolf has swallowed the Sun

b) because the colour black is fashionable

c) because my vacation ends tomorrow and I will have to go back to the office on Monday morning

Sadly the last one is correct. No more long sleeping. Lazy days are over 😦

Wrrrr!

Kiedy, dzięki uprzejmości Mangusty, kupiłam Taeyanga Seirana, byłam święcie przekonana, że będzie on jedynym przedstawicielem wielkogłowych lalek w moim domu. Jednak Seiran, obecnie zwany Wenus lub Pan W., tak mocno wgryzł mi się w serce, że widząc, jak stoi smutny na półce, wśród lalek o znacznie mniejszych główkach, nie namyślałam się długo i zaczęłam szukać mu towarzysza. Dalibóg, nie mogłam znieść boleściwego spojrzenia tych jego fioletowych ślepków i taka będzie moja linia obrony, Wysoki Sądzie.


When, through the courtesy of Mangusta, I bought my first Taeyang doll, I was absolutely sure that Seiran (currently known as Venus or Mr. V.) would be the only one representative of big-headed dolls in my house. I didn’t suspect how strongly this korean doll will seize my heart. Seeing him standing sadly among my other dolls (all of which have much smaller heads) I realized that he desperately craved for company and that I was vividly interested in buying another Taeyang.


Cała procedura zakupowa (od momentu opłaty do chwili odebrania lalki na poczcie) zajęła mi dwa tygodnie i cieszę się, że Tae dotarł do mnie właśnie dziś – od poniedziałku jestem na urlopie i nie mogę się wprost nacieszyć długim wysypianiem, możliwością zajęcia totalnymi głupotami i lalkowaniem.


The whole purchasing procedure (from the moment of payment till the moment of receiving the parcel) took only 2 weeks and I can’t even express how happy I am to have received the doll today. You see – I’m on vacation (since Monday) and I can’t get enough of long sleeping, engaging in pleasant pastimes and playing with my dolls.


Nowy lokator lalkowych półek jest przeciwieństwem Wenus. Pan W. jest słodki, melancholijny i delikatny, „nowy” to zabijaka, rzezimieszek i hultaj, ale o czułym sercu, toteż lgnie do rudowłosego jak peruka do łysiny.


The new dweller of my house is Mr. V’s complete antithesis: mr V. is sweet, melancholic and subtle, the new one is a tough guy who likes to fight. Fortunately he has a tender heart, so these two get on like a house on fire.


Po tym króciutkim wstępie przejdę od razu do meritum i pokażę Wam paskuda, o którym już trochę wiecie. Panie i Panowie – przed Wami Taeyang Valko.


Having written all the above I believe it’s the highest time I showed you the mysterious Taeyang who arrived to me today. Ladies and gentleman – please allow me to introduce to you Taeyang Valko.

 

01

Ja: „Valko, powiedz coś o sobie!”

Valko: „Wrrrrr!”

 

Me: „Valko, tell us something about yourself!”

Valko: „Rawrrrrrr!”

 

No cóż, Valko nie jest zbyt rozmownym lalkiem. Być może wpływa na to fakt, iż podobno posiada wilkołacze korzenie. Jeśli tak jest, to podczas pełni będę musiała mieć się na baczności. Jeśli tylko zauważę, że zaczyna intensywnie porastać sierścią i że wyrastają mu kły i pazury, to od razu biorę nogi za pas!


Well, oh well, Valko is not a very articulate doll. Maybe it might have something to do with the fact, that he was born as a warewolf. I believe that I should pay a lot of attention to him when the Moon is full. The moment I notice that his hair, fangs and claws start to grow – I take to my heels!


02

03

 

W porównaniu ze zniewieściałym i wydelikaconym (mój kolega rzekłby: „delikutaśnym”) Panem W., wilczek wydaje się być chłopem na schwał, choć obu lalków różni właściwie tylko odcień skóry i makijaż. Tu nie ma wątpliwości kto będzie samcem Alfa w dwuosobowym stadzie wielkogłówek – Wenus nijak nie nadaje się na przywódcę. Zresztą, zdaje się że nic sobie z tego nie robi, bo zdecydowanie woli być rozpieszczany i hołubiony.


Though the only significant difference between both dolls boils down to their make-up and the colour of their complexion, it’s obvious that they belong to different worlds. Valko comes from Mars while Venus comes from … Venus 😛 There’s no doubt as for who’s gonna be the leader in this two-doll pack – Venus has no predispositions to take up the duties of the male alpha. He doesn’t care much about it, tho, cause he’d rather be pampered and taken care of.

 

04

 

Wenus: „Jaki śliczny wilczek! Czy mogę go zatrzymać? Będę się nim opiekować: karmić go i wyprowadzać. Nauczę go fajnych sztuczek. Proszę! Proszę! Proszę!”

Ja: „Jasne!”

Valko: „Wrrrrrr, wrrrrr, wrrrrrrr! (tłumaczy się jako: Ależ z ciebie słodzina, rudzielcze, chcę mieć z tobą szczeniaki!)”


Venus: „Awww, he’s such a nice wolf! Can I keep him? I’ll take care of him! I will feed him and walk him in the morning, and I will teach him to behave nicely. Please! Please! Please!”

Me: „Yeah, sure!”

Valko: „Rawrrrr, rawrrrr, rawrrrr (translates as: „Awww, you’re quite cute, sweet redhead. I want to have cubs with you!)”

 

05

 

Ja: Valko, powiedz coś jeszcze, przecież umiesz! 

Valko: „Wrrrrrr, hau, hau, hau, auuuuu.” (tłumaczy się jako: „Bycie dobrym wilkiem jest strasznie męczące. Oto moje ultimatum – albo mnie Wenus za uszkiem podrapie, albo będę niegrzeczny.”)

Ja: Chłopaku, nie o to mi chodziło …


Me: Valko, say something more. I know, that you can!

Valko: „Rawwwwwwwr, ra, ra, ra, auuuuu” (translates as: „Being a good boy is very tiring. So here’s my ultimatum: Either Venus will scratch me behind my left ear, or I’ll be naughty.”)

Me: Grrr, I wanted to hear something else …

 

06

 

Znowu będę zupełnie nieobiektywna, ale w wilczku wszystko mi się podoba, za wyjątkiem ohydnego outfitu, który wygląda jak sen szalonego projektanta. 

I’m afraid that it’s impossible for me to be objective about „the wolf”, because I like everything about him, except for his outfit, which looks exactly like a fulfilled dream of a crazy designer.

Wenus aka Afrodyta

Mówię o sobie „miłośnik lalek”, ale gdyby przyjrzeć się uważniej, to wyłazi ze mnie obrzydliwy hejter. 3 lata w tym biznesie zrobiły ze mnie babę, która na wszystko strasznie kręci nosem. To mi się nie podoba, tamto jest niegodne uwagi – dziwnym trafem łatwiej mi teraz przez usta przechodzi złośliwa krytyka niż szczere pochwały. Być może za dużo lalek poznałam organoleptycznie, żeby zachwycać się każdą jedną. 

 

I call myself a doll lover but to be honest I’m more of a doll hater. 3 years of doll collecting made me a really mean person. It’s not that I don’t fancy dolls anymore (cause I do), but it’s easier for me to criticize them then to praise them. Maybe it has something to do with too many toys that I’ve seen, touched, smelled or even licked in order to learn more about them.

 

Gdyby mnie ktoś zapytał jakiej lalki na pewno nie chcę nigdy u siebie zobaczyć, to bez wahania odpowiedziałabym – „pullipowatej”. Wielkogłowe są nie dla mnie nie do przyjęcia. Nic mi się w nich nie podoba, od twarzy począwszy, na ubraniach skończywszy. No brzydkie są jak smarkający, totalnie zagilany bachor sąsiadki. Blah.

Aha, czy ja wspomniałam, że właśnie takie paskudztwo sobie kupiłam?

 

If someone asked me: „What kind of doll you would never ever buy in your life?” I would answear without any hesitation „I shall never be the owner of a big head – i.e. – a doll that belongs to the Pullip family” Big heads are no go for me. I hate absolutely everything about them. They put me off. They scare me.  They can be described with one word: „Blah”. Pullip – blah, Dal – double blah, Byul – blah again, Taeyang – blah, blah, blah.

Oh, did I mention that I’ve just bought one of those „blah” things?

 

Czasami się człeku coś na mózg rzuci. Można na to powiedzieć ładnie – totalne zaćmienie, można i brzydko – że się pierdolca dostało. Jak zwał, tak zwał, mnie też ta przypadłość dopadła.


Sometimes we all go batshit crazy – and there’s nothing to be ashamed of. What would our life be without a spark of unpredictability, right?

 

No więc mam nowego lalka, który wygląda zupełnie jak baba, choć podobno jest facetem. Akurat! To nie jest żaden facet, tylko gender! Ohydny do granic możliwości – ta wielka makówka, ten beznamiętny wyraz twarzy, którego mogłoby na dobrą sprawę nie być, ta ogólna nijakość! Ale zakochałam się w nim jak głupia od siódmego spojrzenia (napisałabym, że od pierwszego, ale to przecież łeż okrutna).


So there he is – the doll that I’ve never meant to have, but I have him anyway. He combines all the features that I abhor in dolls – the big head, feminine features and the neutral face expression. What a waste of plastic! What a boring character. And yet I’ve fallen for him from the seventh sight (I’d love to write that I did it from the first sight, but that would be so untrue!).


1


Po rozbebeszeniu paczki pierwszą rzeczą, którą zrobiłam, było pozbawienie biedaka firmowej odzieży i wbicie go w za małe szmatki, podkreślające chudość ciała i ogólną lichowatość wyglądu. I wtedy doszło do mnie, że od dawna mam na niego pomysł, bowiem lalek wygląda jak nieco pokraczna i uwspółcześniona wersja Wenus z obrazu Boticellego, tyle, że w wersji chłopskiej. To przesądziło sprawę – lalek od dziś nazywa się Wenus, w skrócie – pan W.


After opening the box I immediatelly deprived the doll of its original clothes and wig. You see – I had a vision of it at the back of my mind, or, to be more precise, I had a bunch of Ken clothes waiting to be used. I wanted the doll to look like a modern, male version of the redhead Venus from the painting by Sandro Boticelli. Venus in black, to be precise. You won’t be surprised to learn that I named him Venus as well. Venus, or Mr.V in short.

 

2

 

To dziwne, rude coś, co Pan W. nosi na głowie to peruka własnego wyrobu. Ironią losu jest to, że chronicznie nie cierpię rudych lalek, a peruk w tym kolorze naprodukowałam pięć. Ot kolejna tajemnica wszechświata!


The orange something that sits on Mr.T’s head is a handmade wig. The proud artist who saw it is me. I hate readhead dolls and yet I produced 5 such wigs. I must be going nuts! I don’t understand what I’m doing anymore.

 

3

4

Im bardziej mu się przyglądam, tym brzydszy się robi. I bliższy sercu (Ooooooch!).

The more I look at him the uglier he becomes. And more lovable (sigh).

 

Ale żeby nie było, że taka ze mnie jęczydupa, której nic się nie podoba, to teraz opiszę tę cechę Wenus, która od razu mnie zawojowała. Otóż Pan W. przepięknie skrzypi, kiedy mu się zgina ręce i nogi. Robi to z taką maestrią, że aż mam ochotę napisać jakąś sonatę. Sonatę na dwa fortepiany i skrzypiące kolano 😛


You might have the impression that I don’t like most of his features, as I can’t stop criticizing him, but there is one thing that I absolutely adore about him. You see – his joints squeak while someone bends them. I totally love that sound! It’s so appealing that one day I might write a sonata for two pianos and a squaking knee 😛

 

4

 

5

Ciao bella bambina! I’m winking to you!

 

Pojęcia nie mam jak mogło mi się spodobać takie coś. Niezbadane są wyroki losu! Ale obiecuję uroczyście, że nigdy nie sprowadzę do domu żadnego Pullipa. Tak mi dopomóż Bóg! A jeśli jednak złamię obietnicę, to wiedzcie, że ześwirowałam już do końca i odwieźli mnie w kaftanie bezpieczeństwa do wariatkowa.


I still don’t know why I love him so much. That might remain a mystery until the end of my days. But given this possibility I promise you, here and now, that I shall never ever buy a Pullip doll. If I shall break this vow you might consider me certifiably nuts and ready to be taken to the mental hospital.

Bo się przeleżała

Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane. Ja chciałam, naprawdę chciałam zaprezentować ją wcześniej, tylko że, jak to się mawia na biblijną nutę: „duch wprawdzie ochoczy ale ciało mdłe”. No ale cóż to jest półtora roku opóźnienia – wszak lalki się nie starzeją, jeść nie wołają i w ogóle charakteryzują się nieprzeciętną cierpliwością, a niektóre, dodatkowo, nadzwyczajną urodą. Ta, o której piszę, może się nią poszczycić. Ba, ona ma ją nawet udokumentowaną na piśmie:


The road to hell is paved with good intentions. I swear that I wanted, really, really wanted to show her to you earlier, but, as the holy book says: „The spirit is willing, but the flesh is weak”. Well oh well, I’m only 18 months late with this blog entry, and I hope that you’ll forgive me. The doll we’re talking about doesn’t mind the delay at all – she’s a girl who never gets angry, who’s extremely patient and, additionally, she can be proud of her incredible beauty. You wouldn’t believe, but she actually has it properly documented in writing:

 


01

 

A nie mówiłam?

Told ya!




A więc ona. Kłamliwa podszywaczka. Z wyglądu zupełnie podobna do Barbie, ale to przecież klon, o czym świadczy i opakowanie i jakość wykonania i ubranko bez firmowej metki i brak jakichkolwiek oznaczeń na ciele. Że już nie wspomnę o nietypowej gamie kolorystycznej makijażu (zauważcie, że właśnie wspominam).


There she is – the deceitful little thing. Judging by appearances she is a Barbie doll, but don’t let her pull your leg, in reality she’s a clone. All the gathered proofs testify against her – her own quality, the way her box looks like, the clothes she’s wearing and the lack of any markings on her body. Not to mention the unusual make up (please notice, that I have just mentioned it – I’m such a mischievious person ehehehehe :P)




2

Z przodu – Barbie …

En face portrait suggests that she is a typical superstar Barbie …


2

Od tyłu – jedna z wielu nierozpoznawalnych, lalkowych blondynek.

… while the photograph taken from the back reveals the truth – she’s one of those many unrecognizable, blond dolls that there are so many around. Unknown identity. She could be a killer in disguise …




Lubię zieleń. Głównie roślinną, ale w innych odmianach też mi pasuje. Na przykład w tęczówce oka. A już w połączeniu z fioletem to już zupełnie czad (piszę tak, bo reklama jest dźwignią handlu i kiedy ja ją pochwalę, to i Wy będziecie chwalić, a poza tym, to biedula nie ma za dużo cech, które by ją czyniły wyjątkową, więc uczepiłam się tej zieleni jak rzep psiego ogona).


I like green colour. Psychologists say that it’s the colour of balance and harmony, and that’s so damn true. Everyone who appreciates communing with nature will confirm that.

The colour green can be tempting too. For example when it happens to be the colour of a human (or a doll’s) iris. Green eyes are sexy, but believe me, they are even cooler when green is combined with deep purple (OK, we will stop here for a a word of explanation – I really need to stress the fact that this doll has unusual eyes, because it’s her only distinctive feature. There are no other assets that make her special, so, in order to make her more attractive to you and to myself I will stick to the opinion that green and purple eyes are exceptional and uber cool! Howgh!)



3

 

 

Nie wyróżnia jej najzupełniej pospolity kolor włosów, ani fryzura, ani rysunek oka, ani odcień karnacji, a już najmniej nieskomplikowany i zbyt skąpy na tę porę roku strój pływacki. Ona biedna butów nawet nie ma i nie wygląda, żeby się ich kiedyś dorobiła, bo niby skąd? U mnie po pudełkach walają się same chłopskie człapaki, a jeśli się nawet i trafi jakiś damski pantofelek, to nie od pary. No i jak tu żyć, panie premierze, biednej lalce, jak tu żyć?


In fact, she’s really a miserable doll. She has no decent clothes, her hair colour is not original, her haircut is outdated. Nothing special, nothing at all! She doesn’t even have shoes – would you believe it?! Poor, poor thing! I’m afraid (knowing my own mean character) that she will remain barefooted until the rest of her life. I don’t collect female dolls anymore, so, as a result, I don’t have any female shoes that would be appriopriate for her. And I don’t plan buying any either. Sorry sweetheart! Your owner is a horrible person, and you’ll have to deal with it somehow!




4

 

 

Największy ambaras mam z jej włosami, bo nie trzymają się głowy nazbyt mocno, a wręcz przejawiają umiłowanie do dalekich wędrówek, z których większość kończy się podróżą do śmietnika na szufelce. Z tego powodu czesanie zupełnie nie wchodzi w grę. Nie żebym za tym szalała. Jeśli chodzi o sprawy związane z odrestaurowywaniem fryzur, to najprzyjemniejszą i dającą mi największą satysfakcję czynnością jest wyskubywanie włosów z lalkowych głów, po uprzednim opitoleniu tychże na jeżyka. Żeby nie wyjść na bezmyślnego niszczyciela napomknę, że w większości przypadków ogołacanie lalek z owłosienia ma na celu przygotowanie ich do rerootu, tyle że zazwyczaj kończy się na dobrych chęciach. Skubanie kłaków jest fajne i uspokajające, a ich wszywanie już nie, no więc koncentracja i zapał wystarczają mi tylko na czynności wstępne. 


My biggest concern is her hair, because the way it’s rooted cries out for vengance. In short – her hair has a tendency to pop out and travel (sometimes it goes with the wind, at other time I help it to dive straight into the trash bin). Because of that troublesome „travelling” tendency I don’t dare to brush her at all. I don’t mind that too much – you see, I don’t really fancy brushing dolls. Combing out the tangles always makes me feel like a cattle boiling with anger. The only thing that I actually like about dolls’ hair, is that you can cut it short and pluck it out with tweezers, which is soooooooo relaxing. And I assure you that it has nothing to do with the unnecessary cruelty, because, in most cases, it’s just a prelude to rerooting. Let’s not mention the fact that I usually don’t finish what I’ve started.



5

Siekiera jak siekiera. Stara, nieostra i skorodowana. Ale wyjątkowo przydatna – teraz dziesiątki osób będą zachodzić w głowę o co chodzi na powyższym zdjęciu.

And now let me introduce you to the hatchet. It might be old, blunt and coroded but it adds so much depth to the picture above. (Yeah, I’m just kidding :P)




W zielonościach jej zdecydowanie najlepiej, więc w poszukiwaniu najlepszych ujęć właziłyśmy kolejno: w maliny, w gęstwę tuj, w kępę bukszpanu i w skupisko języków teściowej.


I’ve noticed that this doll really looks good against the green background, so in order to make her happy we dived into a raspberry shrub, a ring of thuja trees, a clump of yucca and a cluster of buxus.



6

7

8

9


 

Kiedy ona i ja pławiłyśmy się w ogródkowych zielonościach, pozostawione same sobie lalczyne pudełko lało rzęsiste łzy, że nikt się nim nie interesuje. A warto, bo to dziwadełko. Podróbkowo wielkie się kłania, ale z przymrużeniem oka, bo jakość opakowania i jego podobieństwo do oryginalnych pudełek barbiowych to jedna wielka ściema.


While both of us were fighting our way through the garden jungle, the doll box, left all alone, took a couple of selfies, using my mobile phone (that’s why the photographs are so blurry).

I need to confess that I like this box more than a doll it contains, and I swear I’m not kidding. I tell you guys, this box is trully a piece of art (wink).




9

 

 

Z przodu to jeszcze luzik. Ale jakie fajne jest z tyłu – łojezusicku! Z tyłu są opisy! I zdjęcia dostępnych w sprzedaży strojów! Miód na moje serce!


The front is not so bad. The real adventure starts when you take a peak at the back! Please, prepare yourself mentally to see something breathtaking, abominable and terryfying at the same time. Ladies and gentlemen – let this box entertain you!



10

Fashionistki by się obśmiały. Taka zginalność to jest nic!

I know a couple of dolls with better bendability, but let’s all remember that my dolls comes from ancient times the eighties, so let’s turn a blind eye to it.



10

10

Moda trochę niedzisiejsza, ale nie jest źle. Źle będzie za chwilę:

Clothes. Hmmm, the best description of the clothes presented above would be „old fashioned”. Please note that „old fashioned” doesn’t mean „tragic”. But trust me, „tragic” will happen in a moment.




10

10

10

Wypisz-wymaluj ubranka na czajnik! Kto na taką zgrabną lalkę takie tułuby nakłada?

Told ya! What do you see when you look at 3 dresses presented above? Tragedy!


 

10

„She can be dressed up with kinks of beautiful clothes, decoration (not included)” – tia …. Dziękuję Bogu, że „not included”. Paskudztwo, okropieństwo.

„She can be dressed up with kinks of beautiful clothes, decoration (not included)” – oh really? No clothes included? That’s actually good! I really appreciate the fact that the producer didn’t add any of those „beautiful clothes” to the box. They’re appaling.



Pudełko nie ujawnia zbyt wiele, jeśli chodzi o tożsamość producenta lalki, ale podaje choć nazwę dystrybutora, który sprowadził to cudo na polski rynek:

The box doesn’t reveal any information about the producer of the doll, but at least it gives us the name of the company that imported the toy to Poland:




10

 

 

Firma API zapisała się w Internecie niechlubnymi zgłoskami. Oto chwytające za serce wyznanie matki, która miała z nią do czynienia: „Kupiłam dzisiaj mojej córce gumowego kotka-piszczka. Umyłam go, polałam wrzącą wodą i dałam jej do zabawy. Wzięła go do buzi i za chwile zauważyłam, że ją trochę otrzepało. Zabrałam jej tego kotka i polizałam, okazało się, że guma jest gorzka!!! Strasznie się zdenerwowałam i kotek wylądował w koszu na śmieci. Nie chodzi mi o pieniądze lecz o to dlaczego sprzedają coś takiego dla dzieci? Zabawka made in china sprowadzana przez polską firme API. Zastanawiam się czy ktoś robi jakiś atest sprowadzanym zabawkom? Czy firmy patrzą tylko na zarobek? A co ze zdrowiem naszych polskich dzieci? Czy są jeszcze jakieś polskie zabawki?” 


 

The company, operating under the name of API, seems to be one of those business enterprises that leave a bitter taste in the mouths of their clients. Literally. Below you’ll find a traumatic confession of a mother, who bought a toy imported by API:

Today I bought a rubber squeaking cat for my daugter. I washed it, poured boiling water over it and gave it to the child. She put it into her mouth and in a moment I noticed that she winced. I took the cat from her hands and licked it – the rubber was bitter.(…)”




źródło: http://forum.gazeta.pl/forum/w,572,52175367,52175367,Uwaga_na_zabawki_.html

source: http://forum.gazeta.pl/forum/w,572,52175367,52175367,Uwaga_na_zabawki_.html

 

 

Śmichy śmichami, ale gdybym była na miejscu tej kobiety, to przedstawicielowi importera nogi bym z … powyrywała.


We might laugh at that, but if I were were this woman I would probably tear those bastards to shreds.


Na wszelki wypadek nie próbowałam lizać swojej lalki. A nuż okazałaby się gorzka?


I didn’t even try to lick my doll. I don’t like bitter taste at all.



 10

Jakaż znów gorzka? Toż słodka jest!

Oh, come on! She’s not bitter! She’s pure sweetness 🙂



 

Dzisiejszemu wpisowi matkuje Medith Anera (http://meddiedolls.blogspot.com/ – bo popełniła wpis o Barbiach, który mnie obudził) i ojcuje Dollbby (http://lalkahalka.blogspot.com/ – bo od niego ją mam). Senk ju gajs!

A teraz: Nara czytające tę notkę człowieki! Do nastepnego razu!


We’re heading towards the end of this entry, so, I believe, I should deliver a short speach, as I want to say „thank you” to two people who inspired me to to write it. These folks are: Medith Anera (http://meddiedolls.blogspot.com/ and Dollbby (http://lalkahalka.blogspot.com/

And now, the speech:

(The beginning of the speech) Thank you guys! (The end of the speech)

 

See you all next time

——————————————————————————————————-

Ah, one more thing! I’ve decided to translate my blog into English and I’m currently searching for a Beta reader who could help me to get rid of my mistakes. Anybody out there? 

Kusy i jego sługi

Dzisiejsze dzieciaki i nastolatki, wychowane na krwawych horrorach i brutalnych grach komputerowych, boją się chyba niewielu rzeczy. W końcu prawie wszystko widziały już na ekranie telewizora czy komputera. Ludzie z mojego pokolenia mają w tej dziedzinie skromniejsze doświadczenie – w czasach naszej młodości niegrzeczne dzieci straszono jeszcze diabłem i czarownicą, tudzież tym, że „przyjdzie czarny lud z długimi, ostrymi zębami i cię do worka zabierze”. Rolę straszaka na niesfornych pełniła też przez jakiś czas czarna Wołga, ale że nie należy ona do zjawisk świata nadprzyrodzonego, dziś pominiemy ją milczeniem.


Najobfitszym źródłem przerażających historii była w mojej rodzinie babcia, która znała całą masę ścinających krew w żyłach bajek i nie miała żadnych oporów, żeby je opowiadać swoim ukochanym wnuczkom. Największą furorę wśród tych bajań robiła zawsze (ale to zawsze!) historia niegrzecznego dziecka, które nie dość, że nie chciało słuchać swojej matki, to jeszcze zdarzało mu się podnosić na nią rękę, za co zostało ukarane po śmierci. Otóż w trzy dni po pochówku na grobie dziecka zaobserwowano ciekawy fenomen – z mogiły zaczęła wystawać mała rączka. Próby jej zasypania przez grabarzy nic nie dawały, nieletni nieboszczyk nie pozwalał się pogrzebać. Dopiero rada świątobliwego człowieka pozwoliła rozwiązać problem. Aby zmarłe dziecko zaznało spokoju, należało przez trzy dni biczować wystającą z grobu rączynę cierniową miotełką. Do krwi. Bić miał zaś nie byle kto, bo matka niebożęcia. Rozwiązanie rodem z horroru!*


Na drugim miejscu plasowała się historia o diable. Który, jak utwierdzała babcia, czaił się zawsze w pobliżu stołu, przy którym rodzina zasiadała wspólnie do posiłku. Piekielny gość czatował na dzieci, które nie umiały odpowiednio się zachować – jeśli majtały pod stołem nogami, to wskakiwał im na stopy i bujał się na nich jak na najwspanialszej huśtawce, jeśli zrzucały z blatu sztućce, to polerował je swoim brudnym ogonem, a gdy, nie daj Boże zdarzyło się im rozbryzgać zupę lub rozsypać ziemniaczki, to wskakiwał na stół i oblizywał wszystko co wypadło z talerzy. Przy obiedzie zawsze z ciekawością rozglądaliśmy się wkoło w poszukiwaniu piekielnika, ale nigdy się przed nami nie odkrył, ani nie potwierdził swojej bytności. Może bał się zasiadającej przy stole babci?


Na miejscu trzecim, ale wcale nie najmniej ważnym, lądowała historia o czarownicy spod łóżka. Wiedźma była zupełnie niegroźna w dzień, ale w nocy – ho! ho! – w nocy stawała się straszna. Po zapadnięciu zmroku Baba Jaga wypełzała z ukrycia i w napięciu czatowała, czy spod kołdry nie wysunie się przypadkiem dziecięca nóżka lub rączka. Jeśli się wysuwała, to czarownica miała prawo ją ukąsić lub pocałować. Oczywiście wszyscy panicznie baliśmy się tej bajkowej jędzy i jeśli ktokolwiek po przebudzeniu znalazł na swoim ciele jakaś rankę (najczęściej bywał to ślad od ukąszenia komara), to mówiło się, że we śnie został ucałowany przez Babę Jagę.


Lęk przed Babą Jagą i diabłem już dawno wywietrzał mi z głowy, ale pewna melancholijna sympatia dla tych potwornych postaci pozostała. Pewnie dlatego, gdy nadarzyła się okazja, przygarnęłam do domu potworne trio (pieszczotliwie zwane „małym sabatem”), składające się z niewymownie czarującego dżentelmena w czerwonym płaszczu oraz dwóch olśniewających dam o nieco przydługich nosach.

 

1

2

3

4

 

Zarówno „on” jak i „one” były kiedyś „zmechanizowane” – po naciśnięciu schowanego w rękawie guziczka, świeciły im się na czerwono oczy, z brzucha wydobywał się zgrzytliwy śmiech zaś tułów kołysał się spazmatycznie na boki. Te niewinne właściwości piekielnego towarzystwa napędziły mi kiedyś niezłego stracha. Otóż baterie, umieszczone wewnątrz zabawek, reagowały podczas burzy i pewnego razu zdarzyło się, że po uderzeniu pioruna diabelska trójca samoczynnie się uruchomiła, po czym po krótkim wybuchu szalonego śmiech rymnęła zespołowo na ziemię. Dla osoby, która boi się burzy i szczęka ze strachu zębami po każdym uderzeniu pioruna, takie dodatkowe atrakcje są ponad siły. Kusy i jego towarzyszki wystraszyli mnie tak bardzo, że wyskoczyłam po ciemku z łóżka i poleciałam wyjąc z przerażenia w poszukiwaniu pomocy do pokoju młodszej siostry**. Do dziś pamiętam jak mocno waliło mi wtedy serce.


5

6

7

 

Skok z półki na ziemię pozostawił na dwóch piekielnikach wyraźne ślady – diabeł ułamał sobie palec u lewej nogi, zaś większa czarownica straciła zdolność świecenia oczami i kiwania się na boki. Kilka dni później zepsuła się też jej młodsza siostra. Diabeł trzymał się stosunkowo długo, ale w końcu i on doznał trwałego uszczerbku (pewnie rozlała mu się w środku bateria). Dziś żadne z trojga nie ożywa już pod wpływem pioruna i siedzi grzecznie na półce, zbierając kurz.


8

Rawwwwwwwr, ależ jestem straszliwy! Prawdziwy książę ciemności!

 

*Po latach okazało się, że historia opowiadana przez babcię miała swój literacki pierwowzór – w opowieściach braci Grimm, ale kiedy byłam mała, nie mogłam o tym wiedzieć.

** Zamiast działać po głupiemu i uciekać z łóżka trzeba było użyć sprawdzonego sposobu i postawić w oknie zapaloną gromnicę, która, jak twierdziła z całym przekonaniem babcia, chroni dom przed uderzeniem pioruna i równie skutecznie odstrasza siły nieczyste.

Tony „kiepski dzień miałem” Stark

Uwielbiam komiksy i odkąd pamiętam miałam ich w domu wielkie ilości. Z najdawniejszych czasów zachowały się odcinki serii „Kajko i Kokosz” (i wcześniejszej – „Kajtek i Koko”), „Tytus, Romek i a’Tomek”, „Thorgal”, „Hugo”, „Doman”, dwujęzyczne komiksy o historii Polski, „Przygody Kleksa”, genialne albumy  Tadeusza Baranowskiego … Z nowszych – „Hellboy” i cała masa różnych, bardziej lub mniej udanych mang oraz wydawnictw jednoodcinkowych. Czego to ja w dawnych czasach nie czytałam! Właściwie połykałam wszystko, co wpadło mi w ręce i co trafiało na nasz rynek. Magia obrazkowych historyjek była niezwykle silna!


Komiksy podczytuję z ogromną przyjemnością do dziś. Nie śledzę już tylko dokładnie wszystkiego, co dzieje się na rynku. Trudno by mi było to robić, przy ogromnej dostępności wszelkiego rysunkowego dobra. Ostatnią serią, którą jako-tako dobrze kojarzę, jest wielotomowa historia o „Sandmanie” Neila Gaimana. Później – długo, długo nic. No, może oprócz serii o Iron Manie. Którego (o smutku nieszczęśliwej duszy!), poznałam dzięki filmom kinowym.

 

Wiem, że Iron Man pojawił się po raz pierwszy dawno, dawno temu, ale dla mnie zaistniał tak naprawdę dopiero w 2008 roku, kiedy na ekrany kin wyszedł film z Robertem Downey’em Juniorem. Którego uwielbiam. Za całokształt. I mogę się w niego wgapiać. Bardzo długo. Kompletnie zapominając o tym, że ten pan to idealny przykład kokainowego Jasia. Cóż począć, wszyscy mamy jakieś wady.

 

1

 

 

Tony Stark, aka Iron Man, ma dla mnie twarz Roberta i ciało Roberta (ach, ucisz się nienasycony zboczeńcu!) i to się już chyba nie zmieni. A jeśli wspomnieć to, że lubię przekładać żywe oryginały na język plastiku, to stanie się jasne, że musiałam (no naprawdę MUSIAŁAM) włączyć go kiedyś do mojego męskiego, pełnego testosteronu (plastikeronu?) haremu (zarządzanego przez jedna taką Kotkę, która robi w chłopiarni za żandarma).

 

 

No więc Tony Stark. Przesympatyczny babiarz o niewyparzonym jęzorze, wielkich ambicjach i jeszcze większym ego. Baaardzo popularny wśród młodzieży płci obojga (i genderów też!). Uwieczniony nie raz i nie dwa w masie plastycznej przez „firmę, której nazwy nie ośmielę się wymówić, bo robię to zbyt często”:


01

Och, piękny Tony … I te światełka – jak wabik na nerdów! Me gusta!


02

Ten też niebrzydki. I uśmiechnięty. A uśmiechnięty chłop to dwakroć tyle seksapilu w centymetrze sześciennym.


3

Wstyd się przyznać, ale i ten mi się podoba. Skutkiem tego w głowie uruchamia się hasło „Collect them all”. Tiaaa – „them all” – akurat dam radę

 

Jak znam życie, to w związku z niesłabnącą popularnością Iron Mana, w przeciągu kolejnych lat w sprzedaży na pewno pojawi się jeszcze wiele przyjemnych dla oka figurek (kiedy to piszę „Firma, której nazwy nie ośmielę się wymówić” pracuje nad kolejnym prototypem), ale że jest już dostępna ta jedna, jedyna, która spowodowała u mnie zakochanie od pierwszego wejrzenia, więc nie czekam na następne – i cieszę się wersją, znaną wśród fanów  jako „Tony w opałach” (z racji swojej malowniczo pokiereszowanej gęby, czy też, ślicznej twarzyczki, jak zwykły mawiać psychofanki).

 

Tony, jak i cała reszta mojego „dziadostwa”, nadszedł w pokaźnym pudle. W zasadzie to mogłabym się tu pozachwycać jakie to pudło ładne, jak starannie wykonane, z jakiej wspaniałej tektury i tak dalej i tak dalej, ale mi się nie chce, bo opakowanie, jak na standardy „światowe” jest przeciętne. Gdyby Tony był moją pierwsza figurką ever, to pewnie łkałabym z zachwytu nad każda gumką recepturką i kawałkiem plastiku, w który go owinięto dla zabezpieczenia, ale że nie jest … to na wycie rozkoszy trzeba będzie jeszcze chwilę poczekać (rozlegnie się ono, gdy  dojdziemy do zawartości trumny – czyli za jakieś dziesięć zdań od teraz). Na razie: pozbawiona emocjonalności dokumentacja fotograficzna „upakowki”:

 

1

 

1

 

Słodki rodzyneczek, do którego moja dusza rwała się już od połowy zeszłego roku, jak na miliardera przystało, przyjechał w otoczeniu różnistych dodatków. Oto i one – świeżo wyjęte z opakowania, jeszcze pachnące nowością! (ale już niedługo stracą tę dziewiczą  niewinność, bo zamierzam ich aktywnie używać :P)

 

Tym razem, co trochę mnie zdziwiło, figurka dostała nieco mniej wymiennych dłoni, niż to zazwyczaj bywa :

 

1

Tony, czy mama cię nie uczyła, że nieładnie pokazywać paluchem?

 

Za to w zestawie znalazło się coś, za co mogłabym wycałować całą ekipę HT – wymienna, „uzbrojona” łapka ze zginalnymi palcami. Normalnie „BJD hand”! Jejku jej!

 

1

Łapka w stanie spoczynku.

1

Łapka w stanie „pobudzenia” 😛

 

Tony wniósł mi w wianie sporo innych akcesoriów. Na przykład broń, która przyda się, gdyby nasz kraj znów mieli chęć napaść Niemcy:


1


1

Nie bój się, mała! Ja cię przed każdym niebezpieczeństwem obronię!

 

I insze cuda na kiju:


1

1


Nawet wymienna nóżka się znalazła 🙂


1

Gdyby wszystkie te elementy dostał w swoje ręce MacGyver, to pewnie zbudowałaby z nich prom kosmiczny 🙂

 

Ale najfajniejszy artefakt Tony nosi w swoim ciele. No bo co to był za Stark, jeśli nie miałby w piersi reaktora?

 

1

W roli gościnnej – łapka mojego taty 🙂 Reaktor się świeci, czego nie udało nam się ująć na zdjęciu, ale nadrobimy to w przyszłości.

 

No dobrze, akcesoria akcesoriami, ale ja tam najbardziej czekam przecież na NIEGO. Nie napiszę, że jest idealny, bo jest w nim kilka szczegółów, które mi przeszkadzają (między innymi niedoróbka firmowa – lewa łapka mojego kwiatuszka nie zgina się w łokciu, buuuuu!), ale wierzę, że da się przejść nad nimi do porządku dziennego. W każdym razie nie skreślam go dlatego, że jest trochę poszkodowany przez życie. A może to tylko efekt „battle damage”? W końcu Tony to chłopak, który non stop pakuje się w bójki.

 

oaoaoa

When you wear glasses, wear them like a boss!

 

ghghhg

Zamiłowanie do kłopotów jest bardzo wyraźnie wypisane na jego twarzy. Można by nawet rzec: „wypisane krwawymi zgłoskami”!

 

Jucha, jak to jucha, leje się obficie. Wiem, że niektórych może zniesmaczyć taka uszkodzona gęba (kiedy moja mama po raz pierwszy zobaczyła Tony’ego, zakrzyknęła wielkim głosem: „Zabierz to paskudztwo sprzed moich oczu!”), ale mnie bardzo, ale to bardzo się podoba. Taka ładna krew!

 

1

Każdy wampir z chęcią wylizałby Tony’emu twarz (o rety, o czym ja myślę? 1)

 

Nie mam żadnego wampira na podorędziu, ale wśród moich zboczeńców chłopców znajdzie się ktoś, posiadający magiczne moce, kto z chęcią zajmie się opatrywaniem ran kolegi. Zobaczymy z jakim skutkiem. Może nawet Tony’emu łapkę zreperuje? Ozłociłabym go za to! Tożsamość tajemniczego uzdrowiciela chyba nie będzie dla Was tajemnicą 🙂


1

 

 

Romanse kwitną, wiosna w pełni, a przed nami święta. Z tego powodu, pozwolę sobie życzyć Wam, lalkowi (i wcale nielalkowi) wariaci, radosnych dni w rodzinnym gronie, smakołyków na wielkanocnym stole i wesołego dyngusa!


1

Ułaskawienie Gaputka

Odkąd zainfekował mnie obrzydliwy wirus pod nazwą „BJD” (w rozwinięciu: Bardzo Jadowite Draństwo) męczą mnie myśli, skąd zdobyć dla swoich chłopaków tanie i fajne akcesoria: peruki, oczy, ubranka i wszelkie inne duperele w odpowiedniej skali. Jak wiadomo zdesperowany człowiek jest w stanie dużo wymyślić i zdarza się, że te wymysły skręcają w stronę dość sadystycznych rozwiązań.

 

Jakiś czas temu przyznałam się na forum, że łypię pożądliwym okiem w stronę porcelanowych lalek, widywanych od czasu do czasu w ciucholandach. Moje zainteresowanie nimi wynika z bardzo niskich pobudek. Porcelanki nigdy mi się nie podobały, za to ich ubranka i dodatki – jak najbardziej! Gdybym trafiła w przybytku z używaną odzieżą na lalkę, której mogłabym ukraść część wyposażenia, to nie wahałabym się ani chwili. Na szczęście dla porcelanek taka sytuacja nigdy się dotąd nie wydarzyła.

 

Jeśli istnieją jakieś lalki, które darzę mniejszą sympatią od porcelanek, to są to lalki-bobasy. Nie podobały mi się, gdy byłam małym szkrabem, nie podobają i teraz. Z jednym, małym wyjątkiem. Jeśli przyjrzycie się jakiejkolwiek (nawet najpaskudniejszej) lalce, przedstawiającej nowo narodzone dziecko, to zauważycie, że ma ona ładne oczy (prawie zawsze!). Biorąc pod uwagę fakt, iż oczy to dość istotna część lalek BJD, to stosowny wniosek nasuwa się sam – w moim przypadku zdobycie uroczego lalkowego malucha, o ślepkach w odpowiedniej skali, skończyłoby się wydłubaniem tychże, w szczytnym celu przeszczepienia ich komuś innemu. Byłoby to psucie lalki „w imię wyższego celu”.

 

I tu skręcamy w kierunku Gaputka.

 

Gaputka spotkałam dziś podczas zakupów w Kauflandzie i szczęściem (bądź nieszczęściem) jego oczka … wpadły mi w oko. Właściwie nasze spotkanie nie powinno się w ogóle odbyć, bo w Kauflandzie dział zabawkowy (cztery półki na krzyż z lalkami o wątpliwej urodzie) omijam zazwyczaj szerokim łukiem. Ale właśnie dziś coś podkusiło mnie, żeby spojrzeć, czy nie ma jakiejś promocji, no i promocja była. Konkretnie – na lalki bobasy, które nie zeszły z półek od ostatnich świat świąt i znacznie je przeceniono. Znacznie – czyli na 2,19. 2,19 PLNów za nową, oryginalnie zapakowaną lalkę. O ładnych oczach. Które można wydłubać. W celach sadystycznej zabawy. Albo „w imię wyższego celu”. A ja przecież mam ten wyższy cel … No tak. I wszystko jasne.

 

A więc wzięłam Gaputka do koszyka ze wstrętnym zamiarem pozbawienia go narządu wzroku. Tylko, że po dojechaniu do domu jakoś mi się odmieniło. Chciałabym napisać, że popatrzyłam na Gaputka uważniej, drgnęło mi serce, zalałam się łzami, uderzyłam w piersi i uznałam, że mój paskudny plan nie jest godzien prawdziwego kolekcjonera lalek. Naprawdę chciałabym. No bo czy pokajanie się grzesznika nie brzmi cudnie? 

 

01

Małe, słodkie, niewinne, plastikowe dzieciątko. Bleh! Paskudztwo!

 

Tu jednak na korzyść Gaputka zadziałał przypadek. Zmierzyłam rozmiar jego ślepek linijką i okazało się, że nie pasują one dla żadnego z moich chłopaków, bo są za duże. Nie będą pasować ani teraz, ani za rok, ani za sto lat. Gaputek najnormalniej w świecie okazał się farciarzem. Jego egzekucja została odroczona, bo po co go psuć, skoro na nic się to nie zda. 

 

02

 

Zastanawiam się, czy nie powinnam się trochę wstydzić, że miałam tak niecne zamiary w stosunku do lalki, która pewnie ucieszyłaby jakieś dziecko (a może nawet i kolekcjonera). No i wyszło mi, że może trochę. W końcu nie jestem jakimś tam zdeklarowanym psujem-mordercą, który z siekierą rzuca się na ucieleśnioną, lalkową niewinność. A i Gaputek jest na swój sposób miły. Co prawda nic mi po nim, ale liczę na to, że ktoś go jednak zechce ukochać. Pożyjemy, zobaczymy. Mam nadzieję, że trochę pomoże mi w znalezieniu dla niego domu wujek „Alledrogo” 😛

 

Kończąc tę smutną, skropioną krwawymi łzami, niegodną prawdziwego kolekcjonera notkę, wrzucę jeszcze na koniec kilka zdjęć Gaputka. Należy mu się chwila uwagi w rekompensacie za przeżyte chwile grozy. Wybacz mi Gaputku. Po prostu spotkaliśmy się w nieodpowiednim miejscu i czasie. Myślę, że masz jeszcze szansę na szczęśliwe życie pod czyimś innym dachem.

 

03

 

04

 

05

 

06

 

07

 

08

 

09

A takie mogłam mieć ładne oczy dla innej lalki. Pech, proszę Państwa, paskudny pech!

 

PS. Jeśli sądzić po różowościach, w które ubrano Gaputka, to jest on chyba dziewczynką. No ale skoro ja mogę mieć męskoosobowy nick to i ona może nazywać się po chłopięcemu 🙂