Zjadła kawior i popiła szampanem

Paniusia. Antypatyczna paniusia z fumami w nosie i wiecznie pogardliwym skrzywieniem ust, która potrafi zwarzyć atmosferę w każdym miejscu, w którym usadzi swoją chudą dupkę. Zimna, odpychająca i nadęta. Buka lalkowego świata. Poppy Parker. 

 

1

 

* * *

 

1

 

* * *

 

1

 

Uczucia mam w stosunku do niej ambiwalentne. Kiedy ktoś sypie pochwałami, że ładna z niej dziewucha, to przymykam prawe oko i rzeczywiście, wydaje się niebrzydka, ale kiedy zerknę badawczo lewym ślipiem, to wzrok zatrzymuje mi się na zabotoksowanych ustach i pancernym cycu, co wywołuje niekontrolowane drganie powieki. Cóż za tragiczny dualizm postrzegania rzeczywistości! I bądź tu człowieku mądry, skoro nawet nie wiesz co gościsz pod własnym dachem – biuściaste natchnienie poetów czy raczej potwora z bagien.

 

Potwór z bagien wkroczył swego czasu z hukiem do show biznesu 🙂

 

Decydując się na Poppy liczyłam na to, że porazi mnie nadspodziewaną jakością wykonania, zmasakruje urodą i na koniec przywali jeszcze po łbie pudełkiem, bo tak zacny produkt powinien być opakowany co najmniej w pozłacaną tekturę. Nastawiłam się na ósmy cud świata, ale zapał zdążył zwiędnąć zanim zadziałała niebieska tabletka. Nijak nie pojmuje, czemu wszyscy posiadacze tej modliszki tak się nią zachwycają. Z chęcią podniosłabym jej zalety, ale o czym do licha mam pisać, skoro lalka nie wyróżnia się żadnymi ponadprzeciętnymi właściwościami. Ba, nawet nadprzyrodzonymi nie może się pochwalić – nie świeci w nocy, nie zanosi się wieczorami obłąkanym śmiechem i nawet naczyń w zlewie sama nie pozmywa. Ma co prawda szminkę w kolorze majtek, ale to żaden wyczyn, bo ja mam w szufladzie co najmniej dwie pary majtek w kolorze szminki i jakoś nie czuję, żeby był to powód do zadzierania nosa.

 

6172d9c70ea2963a789ef9930fa4e89c

Nadprzyrodzone właściwości? Czy ktoś tu wspominał o nadprzyrodzonych właściwościach?

 

Zarzut numer jeden – Poppy jest wykonana z mizernej jakości plastiku, który robi wrażenie pustego w środku. Może i jestem na tym punkcie przeczulona, ale lubię, jak mi lalka porządnie leży w ręku, a nie tylko dystyngowanie dynda. Gdyby przyszło mi kiedyś bronić się przed nacierającym mordercą, a pod ręką miałabym same lalki, to po Poppy sięgnęłabym w ostateczności. Takim chuchrem niewiele można byłoby zdziałać. Co innego  figurki od Hot Toys! Nimi można bez problemu wybić napastnikowi oko, a już na pewno ukruszyć kilka zębów. Zapewne lepiej dałoby się je też zaczopować w różnych ciasnych miejscach, ale że to temat na rozmowę w trybie sprośnym, więc zezwólcie zboczyć na właściwe tory.

 

Drugą naganę dostanie Poppy za bardzo wyraźne i niechlujne linie odlewowe na nogach i ramionach. Dla lalki, obnoszącej się z medalem ekskluzywności, wydawanej w limitowanej liczbie egzemplarzy i powodującej samoistne ściśnięcie się portfela po zakupie, jest to niemały wstyd i ujma na honorze.

 

1

 

* * *

 

1

 

Trzecie bolesne westchnienie kieruję ku jej włosom. Tu nie trzeba specjalisty, by stwierdzić, że są wykonane z podłego surowca. Gdzież to podziała się wmawiana przez producenta elitarność tej lalki? Pewnie zwiała w te same rejony, co mój nos, po zetknięciu z serkiem ołomunieckim. Zwłaszcza, że historia serka jako żywo przypomina mi historię Poppy. A było to tak:

 

W wakacje młodsza siostra buszowała po Czechach. Jak to bywa podczas wyjazdów zagranicznych, nakupiła różnych cudów w charakterze suwenirów dla rodziny, a że przed podróżą łaskawie zaakceptowała moją prośbę o  przywiezienie jakiegoś czeskiego specjału kulinarnego, to w bagażu znalazł się kącik dla kilku butelek wina, piwa oraz sera, uważanego za wielki rarytas, chlubę regionu ołomunieckiego i dobro eksportowe najpierwszego sortu.

 

Przysmaki to rzeczy, którymi jedni ludzie lubią się dzielić się z innymi ludźmi. Piwem podzieliłam się w domu z rodziną, ale już ser zaniosłam do wspólnej konsumpcji do pracy. Zachęciłam do wspólnego śniadania najbardziej lubiane koleżanki, o wyznaczonej godzinie zebrałyśmy się przy wspólnym stole i dokonałyśmy uroczystego otwarcia zagranicznego smakołyku. Do podziału gomółki już nie doszło, bo rzekomy rarytas wypuścił z siebie tak intensywny odór, że wszystkim nagle odechciało się jeść, pić i nawet oddychać. Serek tchnął aromatem świeżego i ciepłego jeszcze obornika, który uderzał do głowy oraz wyzwalał potok niecenzuralnych wyrazów, oscylujących wokół czternastej litery polskiego alfabetu.

 

Smakołyk przyszło natychmiast usunąć z pola widzenia (i wąchania). Ser z Ołomuńca owinięty w trzy warstwy plastikowych torebek udał się honorowo w ostatnią podróż na dno śmietnika, gdzie spoczął, niczym król, wśród innych odpadków. Nigdy więcej nie wspomniałam jego nazwy w towarzystwie. Nigdy!

Z Poppy aż tak źle nie jest, bo nie śmierdzi, ale sami widzicie, że rozczarowanie w obu przypadkach ma podobny kaliber. Miał być hit, a jest kit. Najprawdziwszy z prawdziwych, kiczasty kit.

 

1

 

Ach! Byłabym zapomniała. Gdyby ktoś chciał osobiście przekonać się o sile aromatu czeskiego serka, niech śpieszy do Biedronki, gdzie bez problemu dostanie produkt bardzo podobny do tego, który wylądował na moim stole. Woń jest nieco mniej intensywny, ale dam głowę, że nuty bukietu zapachowego są prawie identyczne (może po prostu biedronkowy ser stroi kwintowo?). Na wszelki wypadek uprzedzam, że lepiej nie otwierać tatałajstwa w pomieszczeniach bez okien.

Ja lalkę tobie, ty lalkę mnie

Ciekawość to wredna małpa. Kiedy zaczyna bzyczeć nad głową jak komar, to nie ma na nią innego sposobu, jak utłuc. Bo kiedy ukąsi, to żadne drapanie nie pomoże – będzie się człowiek gryzł myślą o nowej lalce póki jej porządnie nie zmaca.


Gdyby nie ciekawość, to nie szalałabym tak z wymianą lalek w zbiorze. Rzecz jasna część dobytku jest nietykalna (mam dość konkretną potrzebę posiadania stałej ilości ładnych przedmiotów o humanoidalnych kształtach), ale większość to plewy na wietrze – gdy zmieniają się lalkowe mody, to bez pardonu wykopuję niekochane laluchony za drzwi.


Przez ciekawość wiele razy ściągnęłam do domu lalki piękne inaczej, których wcale nie chciałam mieć na własność. To, czego nie znamy, często wydaje się bardziej kuszące, niż w istocie jest. Zachcianki są jak jętki jednodniówki – latają wysoko i zdychają stadami. Moje były właśnie takie – szybko przyszły to i szybko poszły. Tylko jak już poszły, to nie bardzo było wiadomo zrobić z nadmiarowymi lalkami. Znaczy, wiedzieć, to wiedziałam, tylko jakoś nikt nie chciał takiego badziewia odkupić 😛


Kiedy zaczęłam chodzić na lalkowe spotkania, to w kwestii poznawania nowości zrobiło się dużo łatwiej. Ludzie, którzy uczestniczyli w takich fajnych spędach, przynosili ze sobą całe góry lalek, do których ręce same się rwały. Z możliwościami zbadania okazów, które czymś zaciekawiły, bywało różnie. W przypadku lalek z rodziny Barbie, Pullip czy Fashion Royalty mogłam miętosić do woli prawie wszystko co chciałam, ale jeśli chodzi o lalki BJD, to królowało raczej podejście typu „nie dotykaj” lub „dotykaj z wielką ostrożnością, w białych rękawiczkach”. Choć w pełni rozumiem obawy właścicieli (bo lalka może się połamać, bo lalka może się pobrudzić, bo lalka była droga), to jednak trudno mi stosować się do takich zaleceń. Bez kontaktu fizycznego nie ma dla mnie zabawy. Pewnie dlatego ręce czasami nie chcą słuchać rozkazów mózgu i rwą się do dotykania tego, czego akurat nie wolno.


Najczęstszym uczuciem, które pojawiało się po takich spotkaniach, był niedosyt. Niedosyt rozmów z przyjaciółmi, wynikający z rozdwojenia uwagi pomiędzy nich a lalki i niedosyt macania lalek, spowodowany rozmowami z przyjaciółmi. Naturalną koleją rzeczy po powrocie do domu chciało mi się kontynuacji i jednego i drugiego.


Jeśli chodzi o kontakt z ludźmi, to sprawa jest prosta. Mam do dyspozycji telefon, maile, komunikator na Facebooku i umiem z nich korzystać. Co do lalek – no cóż, one nie podniosą słuchawki. Zresztą cała ich cenność w tym, że można się nimi bawić.


Tu wracam do problemu zakreślonego na początku notki – czyli „jeśli chcesz macać do woli, to kup sobie lalę”. Niby prawda, a jednak nieprawda. Bo jeśli nie chcesz napędzać koniunktury przemysłu zabawkarskiego, ale i nie chcesz zrezygnować z bliższego poznania jakiegoś „plastika” czy „żywiczniaka” to wystarczy ruszyć głową, rozejrzeć się wśród znajomych i zaproponować któremuś czasową wymianę.


Wymiana to genialnie w swej prostocie rozwiązanie, choć związane z ryzykiem. Nie wiem, czy zgodziłabym się pożyczyć swoja lalkę zupełnie nieznanej osobie. Przez nieznanego człowieka rozumiem kogoś, kogo kojarzę, ale z kim nigdy nie miałam bliższych kontaktów, czy to na żywo, czy to w Internecie. Zaufanie to cenna rzecz i trudno jest udzielać go zupełnie obcemu człowiekowi.


Myślę, że nie miałabym takich obaw w przypadku osób, których nie znam osobiście, ale spotykam się z nimi i rozmawiam w sieci. Miałam okazję przekonać się, że to działa. Czy pamiętacie mój wpis o lalce Dazi May? Przyjechała do mnie gości od Major Mistakes, która nigdy nie widziała mnie na żywo, nie słyszała mojego głosu, ba, nawet nie wie jak smakuje moja strucla makowa, a jednak wbrew zdrowemu rozsądkowi zaufała mi w kwestii powierzenia rudego skarbu  🙂


Do dziś pamiętam jak bałam się, kiedy nadobna własność Major Mistakes jechała do mnie przesyłką pocztową. Gdyby przewoźnik zgubił paczkę lub, nie daj boże, uszkodził, to byłby absolutny koniec świata. Nie zgubił i chwała mu za to, ale jak wiadomo, chytre przypadki chodzą po poczcie i czasami przywłaszczają sobie cudzą własność.


Znacznie łatwiej jest, gdy na wymianę zgodzą się kolekcjonerzy mieszkający w tym samym mieście. Tu już nie ma niebezpieczeństwa zagubienia lalki, a dodatkowo dochodzi przyjemność spotkania z bliską osobą.


Ja ten wstęp piszę, oczywiście, nie bez kozery, bo chcę pochwalić się lalkiem przebywającym u mnie na występach gościnnych. Chłopięcie nazywa się Tadzik i wygrało chyba wszystkie konkursy sfochanej śliczności, jakiej do tej pory organizowano, a nawet jeśli nie wygrało, to wróżę mu, że w roku 2017 połowa warszawskiej dzielnicy Grochów będzie mu jadła z ręki. Obecność Tadzia zawdzięczam nieobecności Taeyanga Taichi, który wybył z domu w calach romantycznych (czyli mówiąc wprost, pojechał do Balbinki z Dollsforum podrywać Pullipy).


29838569860_334780a384_z

 

Tadzio jest Isulem, więc już na wstępie został przejęty przez dziką bandę Taeyangów, która ma w planach rozpuścić go jak dziadowski bicz, nauczyć kilku soczystych przekleństw i przede wszystkim podtuczyć, bo Tadzio to chucherko.


30133775095_0eef33c0d5_z

 

To pierwszy raz, kiedy mam możliwość nacieszyć się Isulem dłużej niż kilka godzin (aaaaa, całe dwa tygodnie!) i muszę ze smutkiem wyznać, że w związku z tym moje niedawne ciągoty ku Dalom zupełnie wzięły w łeb. Przez te oczy brązowe, brązowe, zwariowaaaałam!


29505146293_f059bd085c_z

 

Tadzio jest tak słodki, że rozpływam się już na wstępie. Podoba mi się bez zastrzeżeń i rozczula, jak wszystkie stworzenia o wielkich ślepiach (a jak są jeszcze chuderlawe i zamorzone głodem, to już w ogóle).


 

12353995_1243322659017999_1017565147_n

Oto przykład typowego głodnego bidula z dużymi oczami. Jeśli ktoś czuje ukłucie dobroci w sercu, to niechaj go nakarmi i pocieszy, bo jak widać chłopeczek jest smutny i znękany, jak również zziębnięty, bo ktoś mu ostatnią koszulę świsnął, a kłaczki na klacie ma rzadziutkie. Także jest potencjał dla czynów samarytańskich.

 

Tadzio brzuszek ma wklęśnięty (sprawdziłam!), a ponadto patrzy swoimi ogromnymi ślepkami tak litościwie, że człowiek by się z chęcią żyletką pociął, aby mu jeno zrobić przyjemność. A to, że robi jednocześnie wrażenie małej i wiecznie skwaszonej zarazy, to dodatkowy czynnik napędzający silniki mojej miłości.


29505470634_52d95049db_z

Brum, brum, brum – to mruczą silniki miłości 😛

 

Mieć w domu takie rozkoszne małe gówienko to sama przyjemność, no może za wyjątkiem momentu, kiedy trzeba będzie je oddać prawowitemu właścicielowi. I nie ma, ani nie będzie miało znaczenia to, że do takiego pożyczonego bąbla się człowiek przywiąże. Chyba, żeby zawłaszczyć go przez zasiedzenie (lub zamacanie).


29505538944_f299b335a5_z

 

Mając pięknego Tadzia na wyciągnięcie ręki zastanawiam się, czy nie dałoby się do naszego środowiska wprowadzić tradycji lalkowej wymiany. Przekazanie komuś swojej lalki wcale nie jest takie straszne, jeśli uświadomi się temu człowiekowi, czego nie należy robić, żeby jej nie zepsuć. Można w tym celu zrobić listę zakazów, choćby taką:

1. Nie dawać do zabawy dzieciom, psu, kotu i mężowi,

2. Nie trzymać nad palnikiem podczas gotowania posiłku,

3. Nie używać do udrażniania rur,

4. Nie spożywać bez uprzedniego umycia pod bieżącą wodą

5. I tak dalej, i tak dalej.


Myślę, że mało jest wśród nas osób niefrasobliwych, które pomiatałyby pożyczonym przedmiotem. O pożyczone zazwyczaj dba się bardziej niż o własne, prawda? Nie można jednak wykluczyć zdarzeń losowych, które jak koty, chodzą własnymi drogami. Jeśli na lalkę ma spaść samolot z prezydentem to nawet nawet wróż Maciej może tego nie przewidzieć, zatem nie ma co się bać na zapas.


Na koniec pytanie, którego w kontekście powyższego wpisu nie mogę nie zadać. Jak zapatrujecie się na pomysł lalkowej wymiany? Czy miałaby szansę zaistnieć na szerszą skalę?


29311268336_9d4be10ee0_z

 

Aha – jeśli chodzi o tłumaczenie notki na angielski, to właśnie je utrupiłam, poprzez wywalenie pliku, na którym pracowałam, z dysku. Spróbuję odratować je na piątek, więc jeśli komuś na nim zależy, to niech zagląda przed sobotą.


29106407771_f1e3cb5cfe_z

 

Brudasy. Notka ekspresowa

Dzisiejsza notka będzie króciutka, żeby nie zanudzić Was jak to mam w zwyczaju.

Otóż była sobie śmiesznie tania aukcja na eBayu. Aukcja obejmowała pięć ciekawych lalek, którym podmieniono ciała. Trzy z nich były absolutnie zachwycające, a pozostałe – ładne. Sęk w tym, że trójka wspaniałych oraz jedna z tych mniej intrygujących były pomazane niezmywalnymi markerami. A jeśli coś jest niezmywalne, to sprawa może być beznadziejna.

 

Today’s entry is going to be very, very short, because I don’t want to bore you the way I usually do.

Once upon a time there was a cheap auction of 5 dolls on eBay. I took part in it, because I was vividly interested in getting three of them. I was the only bidder. Nobody wanted the dolls as four of them had been heavily stained and there was no certainty that the staining could be removed.

 

To już jedna dziesiąta historii, więc potwierdza się, że wcale nie skłamałam co do jej długości.

 

Haha, you’ve just read the tenth part of the entry, so, as you can see, I wasn’t lying when I wrote that it’s gonna be a shortie 😉

 

Skoro już naświetliłam problem, to pozwolę sobie jeszcze dosmaczyć go za pomocą zdjęć z aukcji (publikowanych za wiedzą i zgodą ich autora)

 

Once I managed to throw some light on the case, let me now show you the pictures from the auction (courtesy of the eBay seller)

 

sl1600

 

* * *

 

sl1601

 

* * *

 

sl1602

 

 

Oczywiście, jak ktoś jest porąbaniec i wariat (który dodatkowo wyhaczył w „malowniczej” grupie Kena Harley Davidson), to się zaweźmie i na coś niemożliwego. Czasami mu się uda, a czasami nie. Mnie wyszło pół na pół.

 

Call me overconfident, but I was absolutely sure that I’d be able to save at least a half of them. The one I wanted to rescue the most was Harley Davidson Ken. I know that sometimes instinct pulles your leg, but this time it pulled only the right one, so I’m still standing on the left one. In other words, I can announce a partial success!

 

W ratowaniu lalek pomagał:

– żel na trądzik „Benzacne” (potrzebny jest jakikolwiek krem/maść/żel zawierający składnik benzoyl peroxide)

– nasłoneczniony parapet

 

In order to help the dolls I used:

– anti-acne cream „Benzacne” (It’s a cream that contains benzoyl peroxide In fact any cream containing this ingridient would do)

– a sunny window sill

 

Zaaplikowałam brudasom ponad tygodniową kurację. Rano kremik na gęby i wio na słoneczko. Wieczorem szybkie zmycie skorupki i ponowne smarowanie. I tak dzień w dzień.

 

I applied the cream to the stains and placed the dolls on the sill. I repeated this scheme twice a day during the past twelve days.

 

28921149292_d7e9542ac0

 

 

W przypadku laleczki z moldem „Steffie” mogę już otrąbić pełny sukces. Pacjentka powróciła do zdrowia. Plamy całkowicie zeszły i jej buziak jest znów czyściutki.

 

One of the „patients” has already been healed. The doll with „Steffie” face mold looks as good as new. The taste of success is so sweet! Yaaay!

 

28950023291_febcfbd6e2

 

 

Kenik potrzebuje jeszcze kilku dni na całkowite pozbycie się smug, ale nawet na obecnym etapie wyraźnie widać, że i w jego przypadku Benzacne zdziałał cuda.


Ken still needs a few more days of therapy, but even now you can see that he’s on the right way to full recovery.


 

29026147435_18e82dfbd7

 

* * *


28405746574_d4ae2877d5

 

* * *


28408682153_ed2924a23e

 

* * *


28405675234_552b869c42

 

W przypadku Kopciuszka i ślicznej „Goddeski” jeszcze trochę się pomęczę. Flamastry, którym je upiększono, nie chcą się poddać. Jednak nie składam broni. Jeśli siła Benzacne zawiedzie, to ucieknę się do pomocy specyfiku o nazwie „Remove-zit”, który ponoć jest w stanie usunąć prawie każde zabrudzenie z lalki. Ufam jednak, że Benzacne się sprawi. W końcu to nasz krajowy „siłacz”, a nie jakiś tam zagraniczny chwalipięta 😉

 

Unfortunately neither Cinderella nor the „Goddess” responded positively to the treatment. Their stains don’t seem to cooperate with the cream. So far I can’t see any results. I plan to give them some more time (a week) and if nothing changes I’ll have to use a stronger product, probably „Remove-zit”. However, I strongly hope, that Benzacne will manage to bleach the stains. People of faith often get, what they pray for, don’t they? 😉

Rozbójnik i panna

Czytywaliście w młodości romanse? Ja – i owszem! Za moich szczeniackich czasów na topie był cykl Margit Sandemo „Saga o ludziach lodu”, składający się z 47 tomów. Przeczytałam je wszystkie, niektóre nawet po dwa razy! Jako chytre i przemyślne dziecko, pożyczałam kolejne części z biblioteki, twierdząc, że to „dla mamusi”. Rzecz jasna mama o niczym nie wiedziała i pewnego dnia doznała srogiego zadziwienia, kiedy pani bibliotekarka wcisnęła jej z porozumiewawczym uśmiechem kupkę romansowych powieści Jude Deveraux. A musicie wiedzieć, że były to twory literackie jeszcze bardziej pochłaniające niż „Saga o ludziach lodu”. O czym przekonałam się, podkradając je na noc i czytając, jak zawsze czyta się literaturę zakazaną, pod kołdrą przy świetle latarki.

 

Did you enjoy reading romance novels as kids? I surely did! When I was young the most popular romantic series among my friends was „The legend of the ice people” by Margit Sandemo, consisting of 47 parts. I was so captivated by the story that I read all of them in no time flat 🙂

I got them from the local library, but as I was a little ashamed to borrow them (they were labelled as „adult” books), I told the librarian that I was taking them for my mom, who loved romantic stories. The librarian swallowed the hook and one fine day, when my old lady was visiting the library herself, she was offered a pile of books by Jude Deveraux. She was a little puzzled by that, but took the books home anyway. My poor mom didn’t have the faintiest idea how I loved romance novels at that time 😛

Let me just add that I’ve managed to engulf the whole pile during the following week. I was reading secretly under my duvet at night time.

 

Książki Jude Deveraux pisane są na jedno kopyto: młoda kobieta w tarapatach poznaje przystojnego nieznajomego, którego na początku nie cierpi, lecz z upływem czasu szaleńczo się w nim zakochuje. Nieznajomy, który zaprząta jej myśli, jest bogaty, odważny, zbuntowany, rycerski, romantyczny, skrywa jakąś tajemnicę, bywa impertynencki i jest typem zdobywcy, który miał w życiu wiele kobiet, lecz nie zaznał smaku prawdziwej miłości, toteż odnajduje go dopiero w chwili poznania głównej bohaterki. Tak to z grubsza wygląda 😛

 

All books by Jude Deveraux follow the same pattern: a young damsel in distress meets a handsome stranger, whom she initially dislikes, but as times go by she falls in love with him. The said stranger is always young, wealthy, brave, rebellious, chivalrous and mysterious. He’s an imbecile and a knight in shining armor at the same time, and what’s most important, he doen’t known what love is until he meets the heroine. That’s exactly what you can expect from these novels and it doesn’t matter which one you choose.

 

Sięgając po dowolną powieść Jude Deveraux można być pewnym jednego – w którymś (nabrzmiałym chucią) momencie pomiędzy bohaterami dojdzie do romantycznego zbliżenia, podczas którego ona straci sukienkę, a on portki, przy czym utrata odzieży będzie związana z jej częściową dewastacją (najczęściej w okolicach klatki piersiowej, gdzie efektownie strzelają guziki). Jak wiadomo wichry namiętności są wrogami wszelkich tekstyliów 🙂

 

Ah, there is one more thing to mention. Jude Deveraux is famous for juicy moments, so be prepared to read about shirts and dresses being ripped off or even burned. There’s so much passion involved that it usually leads to the destruction of clothes. Please, be warned not to laugh too loud if you come across one of such moments – they might be many psychotic fans of Jude Deveraux among us!

 

Wychodząc naprzeciw miłośni(cz)kom romansowej literatury Mattel wypuścił w 2003 roku zestaw podarunkowy, pod nazwą „Jude Deveraux – the Raider”, w skład którego wchodziły dwie lalki – Ken, do złudzenia przypominający aktora kina akcji, Lorenzo Lamas’a, oraz jasnowłosa Barbie, uroczo omdlewająca w jego silnych ramionach.

 

In order to meet the expectation of romance-hungry readers Mattel released in 2003 a gift set, known as „Jude Deveraux – the Raider”, including two dolls. Ken from this set looked like a hunky twin of Lorenzo Lamas, the star of action films, while Barbie was as sweet, fragile and innocent as a fair maiden can be.

 

 

Lorenzo

 

Oto Lorenzo. Młody, urodziwy i owłosiony jak szop pracz. A ja mam pełen kosz prania w łazience. Ajajaj, przydałby mi się teraz taki Lorenzo, oczywiście do rozwieszania prania na sznurkach. On by rozwieszał, a ja bym nadzorowała, żeby robił to równo/That’s Lorenzo in his youth. He’s quite handsome, hairy and topless. I know that it’s not wise to judge a book by its cover, but I can’t help liking Lorenzo’s cover very, very much.

 

 

s-l1600 

 

A tu mamy już zestaw, o którym mowa w dzisiejszej notce. Barbie prawie jak Kopciuszek z filmu Kenetha Brannagha, a Ken jak wcielenie grzechu lubieżności/And here’s the photo of the couple (taken from the internet auction that I’ve won). Barbie reminds me of Cinderella from Keneth Brannagh’s movie. Ken is more like the epitome of lasciviousness.

 

 

Choć zestaw w stanie NRFB jest przeuroczo kiczowaty i mogłabym paść nim oczy na okrągło, to jako miłośnik prucia pudełek nie mogłam pozostawić go w dziewiczej postaci, bo bardzo chciałam wymacać Kenika. Barbie też, ale z ręką na sercu przyznaję, że gdyby nie „on”, to nawet bym na nią nie spojrzała. Nie jest brzydka, o nie, ale to nie moja bajka.

 

Although the dolls look quite exquisite as a NRFB set I didn’t have any mercy for this kitchy box and tore it apart in an instant. I very much wanted to inspect mister sexy, err, I mean Ken. Our first touch gave me goosebumps was very satisfying. Barbie was welcome too, but I need to admit that I gave her less attention, as I treated her as a lovely yet not necessary addition.

 

 

28804072282_ec7f78ac9e

 

 I’m too sexy for my shirt, too sexy for my shirt, so sexy it hurts 😛

 

Ken „Raider” jest zupełnie wyjątkowy. Tej twarzy nie zobaczymy u innych panów od Mattel, gdyż użyto jej jeden, jedyny raz. Wielka to szkoda! Gdyby przeszczepić face mold Raidera na grunt lalek play line, to sklepy z zabawkami chyba przeżywałyby oblężenie. Tymczasem na rynku rządzą chuderlawi młodzieniaszkowie. Nie twierdzę, że są odpychający, wręcz przeciwnie, ale gdy się ma apetyt na kawał pełnokrwistego chłopa, to takie wymoczkowate typy nie mają szans by zaspokoić rozszalały apetyt. No bo w co tu się wgryzać – na tych chuderlakach nie uświadczysz ani krzty porządnego mięcha. Za to ciało Raidera …

 

Raider is a very special Ken. He’s got a unique face that has never been used again. It’s such a pity! Just imagine play line Kens with such divine countenences. People would probably stand in queues to buy them. Don’t get me wrong – I have nothing against modern, metrosexual Ken dolls, but sometimes my appetite can’t be satisfied with their sweet faces and slim boned bodies. In other words – there are times when I need an atletic hero, whose body gives me shivers.

 

 

1

 

* * *

 

1

 

 * * *

 

1

 

 * * *

 

28613256860_dd982bbf00

 

 * * *

 

28613230960_1b05c7b33b

 

 

Ciało Raidera, jako i jego twarz, jest warte grzechu i jako takie nie powinno pozostawać w ukryciu. Nie na darmo jego nabrzmiałe testosteronem mięśnie próbują rozerwać krępujący je ubiór. W wyobraźni prawie już słyszę trzask pękającego materiału (oby tylko nie była to strzelająca dziura na pupie)!

Gdybym była projektantką Mattel’a, to zrobiłabym z tego Kenika oddzielną postać, uosabiającą jakiegoś leśnego boga czy antycznego herosa. No nie pasuje mu kiczasto-romansowy entaurage. Za bardzo go … ośmiesza. Z perwersyjnym rozradowaniem stwierdzam, że będę musiała zadbać o stosowne zmiany na własną rękę. A na razie poproszę takiego na wynos w wersji „live” i w większym rozmiarze 🙂

 

Raider’s body is beautifly carved, just like a body of an athlete. It’s a shame that it has been covered with so many clothes. According to me this gentleman should remain shirtless in order to shock and tempt ladies with his perfect abs and muscular shoulders. God bless his producers who decided to give him a shirt that opens in such frivolous fashion so that to give you a glimpse of his impressive chest. Raider is, without a doubt, a doll that has the power to animate your senses and desires. He must have been designed by a very sinful person 🙂

 

 

28877704256_d7a829231c

 

 

Barbie jest przeciwieństwem swojego partnera. On imponuje ciałem wojownika (a konkretniej Max’a Steel’a), ją osadzono na standardowym korpusiku produkowanym po 2000 roku. Jest zatem statyczna, ale nie mam jej tego za złe. Przecież bohaterka romantycznej opowieści nie musi fikać koziołków ani dokonywać cudów ekwilibrystyki. Wystarczy że jest ładna i umie wdzięcznie omdlewać w stresujących sytuacjach.

 

Barbie is the opposite of Raider. He was given the body of a warrior (or to be precise – the body of an action figure known as Max Steel), she is a typical Mattel doll with no extravagant features or additional abilities. Nothing special about her, except the cute face and (seemingly) lovely dress.

 

 

28866870766_a8349ecaf8

 

 

Po wyjęciu z pudełka blondynka pozytywnie mnie zaskoczyła. Wydawało mi się, że będzie paskudna, a jednak ujęła mnie buziakiem. Ciut gorzej z jej strojem, który świetnie wygląda na zdjęciach, ale w rzeczywistości jest zszyty po partacku. Dajmy się jednak uwieść magii zdjęć – w końcu blondynkom z jasną karnacją bardzo do twarzy w zwiewnych, błękitnych sukniach. A jak się ma jeszcze niebieskie oczy z długimi rzęsami, to ho, ho – można nimi wodzić chłopców na pokuszenie! Można też, dla wzmocnienia efektu nieskromnie opuścić ramiączka sukienki, lub też wystawić to i owo na światło dzienne. Oczywiście mam w tej chwili na myśli (białe jak lilie) dłonie, ewentualnie (prześwietlone czerwonymi promieniami słońca) uszy. O innych częściach ciała nie śmiem nawet myśleć, bo jak raz się wyobraźnia rozszaleje, to później trudno ją zagnać do kojca 😛

 

The dress looks lovely in the pictures but in reality it’s poorly sewn and shapeless. Who sews such stuff? Blind seamstresses? The infamous „Mattel quality” strikes again. It’s obvious that the dress is meant to look perfectly while inside the box, not away from it.

Although I’m a little dissapointed with its quality I still admit that it suits the blonde pretty well. Blue-eyed damsels and blue, chiffon gowns were made for each other and that’s a fact!

I’m also suprized at how much I like this doll already. I thought that she would be a total train wreck but she’s not half bad. Her expression says: „I have something on my mind and it’s very naughty! I’ll show you, what that is, if you give me a decent price!”. Although I’m not sure if I want to know what that offer entails I admit that I might be a little tempted to bargain about it with her.

 

 

2

 

 

28833497421_f949759573

 

 

28293595603_fda63358d0

 

 

2

 

 

2

 

 

Podsumowując: zestaw „Deveraux” to słodki, lalkowy kicz z lekko erotycznym podtekstem, będący ucieleśnieniem banalnej bajki dla dorosłych. Jednak ze względu na obłędną twarz i ciało Kena – Raidera, którego w nim umieszczono i nadspodziewanie pasującą do niego Barbie, znajduję go bardzo kuszącym i godnym pożądania.

 

To sum things up: the Deveraux gift set is a perfect example of sweet kitch combined with mild erotica. It’s designed for the adults and it should satisfy the craving of the ones who are not afraid to spice up the hobby.

 

 

3

Kicz pełną gębą

Barbiowate jakoś nie chcą się mnie trzymać. Co zjawi się jakaś nowa na włościach, to kilka dni później któraś z jej (ponoć zasiedziałych „na stałe”) koleżanek wskakuje w kopertę i wyjeżdża na zawsze. Na razie nie umiem ustalić wzorca, na podstawie którego zachodzą te rotacje. Wiem tylko, że znudzenie następuje mniej-więcej po roku. 12 miesięcy wspólnego życia wystarcza mi, by bez żalu pomachać ładnej lalce na pożegnanie: „Baj, baj maleńka! Zapamiętam cię w swym sercu na zawsze. Byłaś mi radością i rozkoszą mych oczu, ale co było, to się skończyło. Uciekaj skoro świt, bo potem będzie wstyd i nie wybaczy nikt, gdy plastik wyda zgrzyt”.

Barbie dolls are „easy come, easy go” items for me. Usually, when a new doll arrives at my house, one of the long-term residents packs up her bags, jumps into an envelope and sets on a journey to a new owner. I still have to work out the pattern of these repetitive dolly rotations. The only thing I can be sure of is that my tolerance for Mattel dolls lasts approximatelly 12 months. After a year of living  under the same roof I usually feel bored enough to let them go their separate ways. I wave my handkerchief and wail: „Good bye, my sweet beauties! Good bye! I’ll always keep you in my memory and heart, but now, please, get lost (and make room for the new ones)!” 

Najszybciej pozbywam się rudych i blondynek. Brunetki wypuszczam po krótkim zastanowieniu, a lalki ciemnoskóre – po dłuższych dywagacjach, choć przyznaję, że zazwyczaj są bezpieczne przed odsiewem. Za to lalek z różowymi włosami w ogóle się nie pozbywam. Pewnie dlatego, że mam tylko jedną – Tarinę Tarantino.

The first to go away are always blondes and redheads. Brunettes are a little more precious to me, so I keep them longer. The dark-skinned dolls are usually sefe. The pink-haired ones are untouchable. That’s because I only have one such a doll – Tarina Tarantino.

 

01

 

Lalka trafiła do mnie z pobudek czysto snobistycznych. W głębi serca jestem wredną, chciwą i zazdrosną małpą, która chciałaby mieć wszystko, co najładniejsze i najciekawsze. A Tarina jest bezsprzecznie … dziwolągiem, w dodatku pożądanym przez kolekcjonerów z całego świata. Jako skończony zazdrośnik zatęskniłam za zabawką, która wzbudza emocje tylu osób i gdy pojawiła się możliwość, ściągnęłam ją do siebie. Nie ma to jak odpowiednia motywacja! 😀

 

I decided to buy Tarina, because deep down inside I’m a creepy, snobistic slut, whose motivation can be wery low at times. I wanted to have Tarina, because she’s desired, sought after and praised by many collectors all over the world. I wanted her, because she’s so hyped up. Sad but true.

 

2

 

Lalka jest specyficzna. Sądząc po rysach jej twarzy, to musiała swego czasu flirtować z lalkowym chirurgiem plastycznym, który ją nadmuchał botoksem, uciął to i owo, a na koniec w kilku miejscach ponaciągnął. No i wyszła strasznie nienaturalna dziewucha z noskiem jak groszek, ssawką jak u komara i twarzą w kształcie kajzerki, jeno bez „dupki” na środku  (prawie jak prezydent Duda, ale Tarina jest jednak ładniejsza, no i ma dłuższe rzęsy. Nic to, że wyglądają, jakby je zrobiono z dziczej szczeci). I jeszcze ubrali ją w coś, co śmiało można byłoby założyć na światowy zlot lolitek, jeśli taki gdzieś by się odbywał 🙂

 

The doll is very artificial in every aspect of her plastic being. She’s like a caricature of the real thing. Every part of her seems to yell: „Exagerration is my middle name and I’m ready to attend a kawaii party for kawaii lolitas! Take me there immediately!” Indeed, her hair and outfit are quite unique. She also wears a ton of pinkish and flashy jewellery. There’s so much gold and jewels on Tarina, that you have an impression that you should put her in a safe or else she might get stolen 😛

 

3

 

4

 

5

 

6

 

7

 

8

 

9

 

9,1

 

9,2

 

9,3

 

Przerysowanie wychodzi jej jednak na korzyść. Po pierwsze – Tarina wyróżnia się wśród reszty moich lalek od Mattel. Prawie wszystkie moje mattelki straszą stonowanymi ubiorami i fryzurami, a ona jest jak rozbryzg neonowej farby na ścianie pałacu Buckingham. Po drugie – wprowadza pierwiastek żeński w mojej bardzo męskiej ferajnie, okupującej witrynę. Po trzecie – wywołuje mieszane odczucia wśród osób, które widziały ją na żywo. Po czwarte – rasowa z niej modelka, co stwierdzam z niejakim przekąsem, bo ciało ma wybitnie nieruchawe.

 

Suprisingly her exagerration is her strongest point. She’s like a splash of neon paint on the wall of the Buckingham Palace. She doesn’t fit in with the crowd of my other dolls, as none of them is as colorful or avant-garde as she is. She poses like a model, smiles like a Cheshire cat and treads on the hearts of all my Ken dolls, because she was born a heartbreaker 🙂

 

9,4

 

Właściwie mogłabym napisać tutaj tyradę o tym, jak wrednym i beznadziejnym posunięciem ze strony firmy Mattel jest wyposażanie ładnych lalek w ciała niezdolne do pozowania, ale przyznam się po cichu, że dla mnie zginalność nie jest zbyt ważna. Moje lalki albo stoją w witrynie, albo wyskakują z niej na chwilę na sesje zdjęciowe, przy czym są to sesje portretowe, nie wymagające ze ich strony żadnych skomplikowanych póz. Dlatego nic a nic mnie nie boli, że Tarina ma ograniczony zakres ruchu.

I might be a little in love with her too, as I can’t find any week points in her. I don’t mind her limited movability because I mainly use dolls for static photo shoots and I don’t need them to spin around or bend like contortionists. Flexibility is not my thing. I just need a pretty dolly face around to be happy 🙂

 

555

Ma się to oko!

Jeśli pcha ci się w ręce coś wyjątkowego, to jedynym właściwym zachowaniem jest szerzej rozłożyć ramiona, żeby objąć to jak najmocniej, i nigdy, ale to przenigdy, nie wypuścić z uścisku. Tak właśnie jest z Tangkou, którą jakiś czas temu wypatrzyłam w jednym z wątków sprzedażowych na Dollsforum.


When something very special desperately tries to get into your hands, then the only way to respond is to spread your arms as wide as you can, so that this precious thing finds its way into your embrace and anchors there forever. The precious little thing I’m talking about is an exceptional Tangkou doll, which I found in one of the buy/sell/trade threads on the Dollsforum.


Sprzedawana lalka była łysa, bosa i wtłoczona w jakieś niedzisiejsze, gorsetopodobne łachmanorum, ale cóż to miało za znaczenie, skoro jej twarz malowała Kamarza? Dla tak charakternej buźki brałabym ją nawet gdyby była chroma, garbata i miała parcha, a wszystko to z namiętnym pocałowaniem ręki.


The doll was unloved and unwanted by the previous owner and as a result – in very poor condition. With no wig or decent outfit to cover her body she was a sad sight for my eyes. However, I decided to fight for her, because her face had been repainted by Kamarza, which overshadowed all the week points.


Wraz z przemalowaną Tangoczką sprzedawała się druga Tang, nietknięta ręką żadnego psuja-OOAKowca. Fajna była, ale tym rodzajem fajności, który jest powtarzalny i fabryczny, a więc można go mieć od ręki, byle trochę przydusić portfel. Co oznacza, że odpuściłam ją sobie bez najmniejszych wyrzutów sumienia.


The selling person had another Tangkou in stock, but as the second one was an original, factory-made doll, untouched by the hand of any OOAK artist, I decided that I could easily live without her.


Po kilku latach lalkowania bardzo mnie ciągnie ku lalkom, które wychodzą za ramy taśmy produkcyjnej. Zbieractwo stało się za ciasne, więc próbuję samodzielnie malować, szyć i lepić. Bardzo chciałabym móc pokazać Wam pod koniec roku swoją autorską lalkę, ale dopóki jej nie mam, niech choć nacieszę się cudzym kunsztem, który objawił się w Tangoczce.


After a few years of doll collecting I feel that just buying dolls is not enough. I need to start creating my own toys. I strongly hope that at the end of the year I’ll be able to show you a prototype of my own doll, but since I haven’t finished it yet, let me take my joy in Kamarza’s work and bore you with my excitement about it.


Te wszystkie drobniutkie kropeczki i liźnięcia pędzla, widniejące na twarzy Tang, w połączeniu z jednokolorowymi źrenicami, robią z niej niezłą łobuzicę. W dodatku laluchon, niczym córka Micka Jaggera, ma fajne, wystające jedynki, a ja szaleję ostatnio dla zębatych lalek. Jak coś jest zębate to może swobodnie gryźć marchewkę i kabanosy, a że i jedno i drugie wciągam w grzesznych ilościach, więc czuję komitywę.


All the teeny-tiny spots that you can see on the Tang’s face have been applied by hand, without the help of an airbrush or another similar device. That is what I call masterclass, ladies and gentlemen!

The thing I love the most about this doll are her teeth – I don’t know why, but I’ve been loving toothy dolls lately. They are both – creepy and fancy 🙂


Twarzowa” stylistyka Tang pokierowała mnie przy wyborze jej stroju w rejony sportowo-niedbałe. W takich klimatach czuję się najlepiej. Eleganckie kiecki, pantofelki, biżuteria i dodatki to nie dla mnie. Sama się tak nie noszę więc i lalki katować nie będę. Wolałam wcisnąć ją w coś szarego i burego, co nie pogryzłoby się przy okazji z glanami. Glany te, co prawda, miały trafić do zupełnie kogoś innego, ale że bosonogi ktosiek nigdy do mnie nie dotarł, więc wlazły na babską stopę i już raczej się stamtąd nie ruszą. Grunt, że nie są już dłużej bezpańskie.

 

When choosing a suitable outfit for my Tang I decided that it needed to be compatible with her mischievous face. That’s why I didn’t give her a dress or a pair of heels, but stuck to something more comfy and „thuggish”. I wear such clothes myself, so I guess that Tang mirrors my style. 

After I got her dressed she started to remind me of a distant female relative of Snufkin, a character in the Moonin series of books. That’s probably because of her pointy nose and big eyes, that observe the world quite curiously.


 

26453496956_99a887f378_z


26453488626_2ab8362fea_z


26413256251_a2a1c1181d_z


26413251381_3685045f68_z


25874492574_6881bbcfa3_z


26479420605_ac501da381_z


25876546453_bb22434c51_z


26206556500_db1aea018c_z


26206542720_1640760d79_z


25874549844_0506aa58e2_z


26206548470_62826004cd_z


26413296521_12d080c591_z

 

I jeszcze krótkie posłowie: nie bójcie się komentować, jeśli lalka się Wam nie podoba. Przecież wcale nie musi 🙂


A short afterword: Please, don’t be afraid to leave a comment even if you don’t fancy the doll. We all have different tastes and preferences, after all 🙂

Trzęsącymi się rękami

W poniedziałek przyjechała do mnie paczka od Major Mistakes. Było w niej kilka rzeczy, z których jedna jest dużą tajemnicą, cztery to sekrety mniejszego kalibru, zaś ostatnia to lalkowy gość, który przez jakiś czas ze mną zostanie.

 

On Monday I received a parcel from Major Mistakes. It contains something that must stay a secret until the right time, something of personal nature and last, but not least – a dolly guest to stay with me for a while.

 

01

 

Śliczny, rudy gość wyszedł spod ręki amerykańskiej artystki – Dazi May, która od ponad czterech lat zajmuje się tworzeniem autorskich zabawek. Jej profil w serwisie Flickr.com to moja mała internetowa Mekka. Zaglądałam do galerii Dazi nie raz i nie dwa, po to, żeby znów i znów przekonać się, jak wielką siłą jest twórczy duch, który z człowieka czyni demiurga.

 

The fragile, red-haired guest was sculpted by a talented American artist – Dazi May, who’s been working on one of a kind toys for over four years. Her Flickr gallery is a shrine of lovely little ladies and gentlemen, who delight you in a way that seems magical. Go and check them out! They’re worth your time!

 

02

 

02

 

Powiem Wam w sekrecie, że korzystając z tutoriali Dazi próbowałam samodzielnie coś ulepić, ale to nie jest jeszcze ten dzień, żeby pochwalić się swoją pracą. Po prostu wyszło mi coś bardzo niewyjściowego 🙂

 

Can I tell you a little secret? Following Dazi’s tutorials I tried to sculpt my own doll. I didn’t succeed in reaching my goal, but I don’t consider it a failure. Sculpting is fun and I’m definitely not putting my arms down yet.

 

1

 

Za to laleczka od Dazi to poezja, która ma twarz żywej dziewczyny. Jej skóra chłonie światło, zupełnie jak skóra młodej kobiety.

Właściwie to nie wiem, co chwalić w niej najbardziej, bo zadziwia mnie wszystko po kolei – i bystro patrzące oczy i niepokojąco ludzki wyraz twarzy i sposób, w jaki jest pomalowana. 

 

The doll by Dazi is pure perfection. Her face gives you an impression of life, especially the skin that drinks and reflects light like the skin of a real girl.

I don’t know what part of her face should be praized the most – the lively eyes, the features of an impeccable beauty or the way it was all put together?

 

1

 

Czy coś bym w niej zmieniła? Zdecydowanie nie. To przecież jedyna taka lalka we wszechświecie. Nie ma drugiej, identycznej. To kwintesencja OOAKa – w różnych miejscach na ziemi żyje kilka jej sióstr-bliźniaczek, ale malowane oczy każdej z nich spoglądają zupełnie inaczej.

 

Would I change anything in her? Not even a tiny bit! This doll is special in every aspect and there’s no other like her. Of course she has a flock of „twin sisters” but none of them is identical. Handicrafted dolls are never an army of copies – they may share the same sculpt, but they have different souls.

 

1

Czy w kontekście powyższego dziwne jest to, że gdy brałam rudy płomyk do rąk, to trochę one drżały? Już na samą myśl, że mogłabym ją upuścić i, nie daj Boże,  uszkodzić, robiło mi się ciepło z wrażenia. Aż zazdroszczę listonoszowi, który ją wiózł w torbie. Nie wiedział, szczęśliwiec, co ma w pudełku i nie musiał się bać, że to zepsuje.

 

In the context of what has been said above it’s not strange that my hands shook a little when I was touching the little red flame. If I had accidentally dropped her I would have broken the only such doll in the world. I envy the postman who brought her to me – not knowing what hid inside the parcel he didn’t have to worry about causing a damage to it. Sometimes being unaware is indeed a blessing.

 

1

 

Strach strachem, ale nie powstrzymał mnie on przed zupełnie wariackim lataniem za rudą z aparatem. W związku z tym, że jej główkę osadzono na nowoczesnym, bardzo zginalnym barbiowym ciałku, więc lalka, niczym modelka, może brać udział w najdzikszych sesjach.

 

Even though I was afraid to damage her I could’n stop taking her photos. She’s like a muse for any photographer. The way she looks into the camera lens reminds me of a real model.

 

1

 

Jak to jest dostać od przyjaciela coś, o czym myślało się w kategoriach bardzo odległego marzenia i móc przez jakiś czas cieszyć się jego obecnością? Bajecznie, trochę nierealnie i bardzo wzruszająco. MM, bardzo dziękuję za zaufanie! 🙂

 

How does it feel when your friend allows you to keep for a while something that they love? Fabulous, a little surreal and very, very touching. MM, thank you for trusting me! 🙂

 

1

 

 

1

 

1

 

1

 

1

 

1

 

1

 

1

Łojesu, a co to takiego? Sztywniak do kwadratu!

Cegły. No cegły, proszę państwa. Można je wziąć za nogi i pizgnąć kogoś w łeb, bo upozować ich, nawet przy nieskończonych zasobach anielskiej cierpliwości, się nie uda. Nie żebym coś miała do lalek prezentujących możliwości ruchowe kija od szczotki. Co to, to nie. W końcu nawet nieruchawce umieją stać z wdziękiem. Na przykład lalki z serii jeansowej (popatrzcie tutaj – „link do dobrego przykładu”). Ale niskobudżetowym wypustom Mattela ostatnich miesięcy nawet tego poskąpiono.

 

Bricks. Today we’re talking about bricks, my dear ladies and gentlemen. You can take them in your hands and hit somebody on the head. You won’t pose them no matter how hard you try, because they are motionless, just like a brush for sweeping the floor. They lack the slightest grain of grace. They were released not so long ago by Mattel. Ahhh, Mattel! I shall never understand your policy. You are capable of creating beauty and causing disappointment at the same time.

 

Ale od początku. Niech ta blognotka ma ręce i nogi. Cóż z tego, że wszystkie lewe.

 

In order to understand what we’re talking about we need to take a short leap into the past. 

 

No więc byłam ja w pewnym hipermarkecie, w celu zakupienia chleba, sera, mlika, kartofli, mandarynek, pianki do golenia i kilku innych rzeczy, niezbędnych do przeżycia w miejskiej dżungli. Sklep wielki, półek mnóstwo, no labirynt. Po wejściu, kierując się zapachem, lazłam po najkrótszej trasie do stoisk z pieczywem i zupełnie nie wiem jak to się stało, że zabrnęłam na dział zabawkowy. Może zadziałała podświadomość a może teraz lale psiukają chlebnym zapachem? Kto by tam hipermarkiety pojął?

 

One day I went to a nearby megamall to do the shopping. I carried a list of products: bread, butter, milk, tangerines, and some other boring things you need to buy if you want to stay alive in the city jungle.

All supermarkets are the same – lots of people and shelves, lots of everything to choose from and, of course an alley of toys.

Being a dolly addict means that I have to visit this part of the shop every time when I’m shopping so I headed there straight away.

 

No ale. Zalazłam. Rozejrzałam się po półkach. Wbudowany w narząd wzroku radar namierzył łup w czasie krótszym niż trzy minuty. Nie wiem, czy ta umiejętność to dar, czy przekleństwo, bo jak już coś wpadnie w oko, to nie chce wyłazić.

 

I spotted her the moment I started scanning the shelves. Doll collectors must have some kind of a radar installed in their eyes, and I do too, cause I always find something that attracts me almost instantly. It was no different this time – I looked at her, she looked at me, I uttered: „You are beautiful!”, she suggested that I should take her home with me and that’s how the story began.

 

01

 

Moje poczucie konsekwencji, karmione deklaracją „nie kupuję barbiowatych” kwiliło z żalu jak dziecię, gdyżem ją kładła do koszyka …

 

My sense of consquence cried quietly in some gloomy, dark corner of the shop when I was placing her in my cart. I broke the rule of not buying Mattel dolls yet again. When it comes to keeping promises I’m lower than a cockroach …

 

Na mattelki paczam zazwyczaj krzywym okiem, ale była sobota, słonko świeciło, ptaszki śpiewały, to i oko mi się wyprostowało. A lepiej byłoby, gdyby nadal patrzyło zezulcem. Bo przygarnęłam bubel.

 

I should have left her where I found her, but no, I had to act like a big, stubborn ox! I guess I’ll never learn that impulsive decisions are the worst.

 

Lalka jest śliczna z twarzy i patrzy tak rozbrajająco, że byłabym skłonna ją uniewinnić nawet, gdyby okazało się, że lata po nocy z boomboxem na ramieniu i wyśpiewuje na cały głos hity disco-polo. To byłoby jeszcze do zniesienia. Nie do zaakceptowania natomiast jest to, że tak ładna buźka została nasadzona na ciało pozbawione choćby krzty naturalności. To, co kryje się pod jej sukienką, to poza „na baczność” w połączeniu z pozą „rączki na kołdrze”. Oj śtiwna óna, śtiwna, asz mi się nusz w kieszeniuszce roztworzył. Popatrzcie zresztą sami i urońcie kryształową łzę:

 

The doll is a cutie. The combination of porcelain-like skin and natural make-up makes her an eye-candy. It would be better, though, if she was sold in the form of a separate head, because her body is a totally different story. It’s stiff and lacks basic articulation. It reminds me of cheap Barbie clones. It’s something to be ashamed of. Just look at it. Isn’t it awful? She can’t do much. In fact, she can’t even sit down gracefully. What a trashy body! I have no words for that.

 

1

 

No ale stało się. Bubel zasilił szeregi moich nieruchawców, których jest teraz trójca. Dwa nieruchawce zastygłe na wieczność z ręką przy biodrze i „Neko”, która po mojemu śmiało mogłaby występować w reklamach trumien. To się towarzystwo paralityczne zebrało …

Marzy mi się, że Mattel wypuści kiedyś serię bezgłowych, gołych ciał w różnych kolorach. Żeby można było pozamieniać kadłubki wszystkim sztywniakom i sztywniaczkom, które ślicznymi oczkami błagają o zmiłowanie. Takie pobożne życzenie pewnie się nie ziści, ale może czeka nas cud? Kto wie, kto wie ? 🙂

 

Having written the above I need to confess that despite all of her flaws I still find her a charming doll. I think that she’ll be stunning replanted on anarticulated body. At the time being she stays in the company of the other  spastic dolls and waits for a transplant.

Isn’t it sad that in order to have a pretty doll I’ll have to rob another one of her body? Mattel should introduce a line of headless bodies into their merchandise. It would make collectors’ lives a lot easier.

 

Pozostałe nieruchawce w liczbie dwa/The remaining dolls with limited movability on my shelves:

 

2

 

3

 

 

Szczerze mówiąc, dzisiaj miała być notka poświęcona dalszym odpowiedziom w Liebster award, ale zacukałam się na amen – kompletnie mi nie idzie pisanie odpowiedzi. Za dużo było ostatnio liebsterów na blogach i chyba doznałam przesytu. Czekam więc na odblokowanie umysłu i zmianę nastroju 🙂 W międzyczasie zamęczam aparat fotograficzny sesjami lalkowymi, takimi jak ta poniżej 😛

 

Sorry if today’s note lacks sense. I was supposed to answer the rest of your questions in Liebster award game, but recently my brain doesn’t work properly. It got blocked and doesn’t feel like continuing the game. Maybe that’s because it was so popular recently. I got fed up with it and I’ll have to wait it out. In the meantime I take a lot of photos of my dolls, trying to master the camera.

 

1

 

2

 

3

 

4

 

5

O lalce, której nie było i o cudownym rozmnożeniu

Zakupy w sieci są jak rosyjska ruletka. Zdarza się, że trafimy na świetnego sprzedawcę, który traktuje klientów z wielkim szacunkiem i stara się stanąć na głowie, żeby wszystko przebiegało jak najsprawniej, ale można też naciąć się na osobników z ciemnej strony mocy. Dziś będę pisać i o jednych i o drugich. Na pierwszy ogień pójdą „ci źli”. Szkoda, że nie będą to sympatyczni złoczyńcy w typie Leona Zawodowca.


Buying over the Internet is like playing the russian roulette. We all want to buy from responsible sellers, who care about their clients, but we’re also aware that we might easily be duped by the dishonest ones. I wish there were some reliable ways to tell the honest eBayers from the fraudsters. If I had known them maybe I would have managed to avoid one rather unpleasant experience.
Today I’ll write about both types of sellers. Let me start with the „bad guys”. It’s a pity that they have nothing to do with the likable villains such as Leon the professional.


Otóż jakiś czas temu firma Phicen zaproponowała swoim fanom zupełnie nowe figurki dziewcząt. Oj, jakie one były ładne, szczególnie długowłosa panienka z dużym biustem! Jej twarz przywodziła mi na myśl piękną Angelinę Jolie. No i jakie ona miała ciało! Żadna z moich dziewuszek nie mogła (i nadal nie może) poszczycić się tak apetyczną figurą.


Some time ago a company from Hong Kong, operating under the trade name of „Phicen Ltd.” released a new set of female action figures. There were two dolls to chose from – a lovely Asian girl with a small chest and a brown-haired beauty with a large bust. The latter totally looked like Angelina Jolie and had a perfect, curvy body. She was simply amazing!


 

01

 

2

Obydwie fotografie są własnością firmy Phicen Ltd/Both photos are the property of Phicen Ltd.

 

 

Lalka zrobiła na mnie wielkie wrażenie i postanowiłam złamać dla niej swoją zasadę nie kupowania figurek-dziewcząt. Z jej powodu pogodziłam się też z koniecznością dokupienia stroju, ponieważ plastikowa seksbomba została wydana w skąpym bikini i bez butów. Myślę, że w ubranku, które dla niej wybrałam mogłaby wyglądać  zabójczo. Mogłaby, ale nie będzie, bo „Angelina” nigdy do mnie nie dotarła.


„Angelina” made a great impression on me and because of that I decided to break my crown rule of not buying female action figures. I even came to terms with the fact that I’d have to buy some clothes and shoes for her as the producer provided her only with a flirty swimsuit. Fabric shortage, maybe?


Po kilkunastu dniach mentalnego boksowania się (Czyliż naprawdę jej pożądam? Po co mi ona? A może to pierwsze objawy choroby psychicznej?) poddałam się chciejstwu, kliknęłam „kup teraz” i westchnęłam z ulgą. Kości zostały rzucone, pozostało czekać. Czekałam, czekałam i czekałam. A gdy upłynął termin, w którym lalka powinna była do mnie trafić, zażądałam wyjaśnień od sprzedawcy. Na moje pytanie odpowiedziała cisza. Wysłałam e-mail jeszcze raz i jeszcze raz, tylko po to, żeby upewnić się, że po drugiej stronie nie ma nikogo, kto chciałby ze mną rozmawiać. W końcu dałam za wygraną i poprosiłam o arbitraż serwis eBay. Dzięki jego szybkiej interwencji udało mi się odzyskać wpłaconą kwotę.


After a few days of running a mental marathon (Do I really want her? Why do I want her? Is there any reason why I should have her?) I gave up, clicked the „buy now buton” and sighed with relief. The die has been cast and the only thing I could do was to wait until the doll arrived. I’m usually quite patient when it comes to waiting but after 2 months of not hearing fom the seller and not getting the tracking number I’ve had enough. I tried to reach my silent trade partner by e-mail and clarify the situation, but it didn’t work at all. Finally I asked eBay experts to step in and help me resolve the problem.


Ponieważ lalka nadal nie chciała mi wypaść z głowy zamówiłam ją u innego sprzedawcy. Jak na złość historia się powtórzyła. Co za złośliwość losu! Wściekłam się i darowałam sobie bestię. Skoro nie chciała do mnie przyjechać, to i ja nie miałam zamiaru za nią ganiać. Być może ktoś inny postąpiłby w myśl porzekadła „do trzech razy sztuka”, ale mnie dwa nieprzyjemne doświadczenia wystarczyły. Obraziłam się na sprzedawców i na samą lalkę. Myślę, że jakiś czas pojawi się jakaś figurka, która przyćmi „Angelinę” urodą i będzie dostępniejsza.


After the first failure I should have given up on „Angie” but as I couldn’t get her out of my mind I ordered her from a different seler and … the story repeated itself. The irony of the situation decided to bite me hard. I’ve lost my cool and shut the door of my craving with a bang. Some say that „three times is the charm”, but I didn’t have enough patience to try again. I crossed out „Angie” from my wishlist and I don’t regret it. I’m positive that some day I’ll find another female action figure that I will like better than her.


 

Tyle o przykrościach. Teraz będzie na wesoło.
Zbierając swój dream-team, składający się z chłopaków BJD, nie miałam wątpliwości, że będę chciała do niego włączyć lalkę autorską od dwuosobowego zespołu artystów, pieczętujących się marką Simply Divine. Ta lalka to właściwie tylko główka, do której można dobrać ciało od kilku popularnych firm.


These were the negatives. Let’s now move to the brighter side of the moon.

While building up my BJD dream team I had no doubts that I wanted to enrich it with Thomas by Simply Divine. I’m in love with all their projects and I think that they haven’t produced a single ugly doll. They must be some kind of a beauty zone 🙂


Ponieważ w przypadku projektów autorskich nigdy nie wiadomo, czy dany model za chwilę nie zostanie wycofany ze sprzedaży, więc zamawiałam łepek jak najśpieszniej. Tym razem nie było żadnych kłopotów z porozumieniem się ze sprzedawcą. Zaraz po wpłacie dostałam numer trackingowy, więc czekałam spokojnie. Mina zrzedła mi dopiero po otwarciu pudełka – w środku znalazłam wyczekaną główkę z oderwanym zaczepem, mocującym część twarzową z częścią czaszkową. Przypuszczam, że paczka była okrutnie poniewierana podczas transportu. Prawdopodobnie upadła ze znacznej wysokości lub ktoś rzucił na nią coś ciężkiego. Jaka nie byłaby przyczyna uszczerbku, nie umniejszała ona mojego smutku z powodu zepsutego łebka.


In case of private art initiatives it’s very likely that a particular project will not last long. In other words – the release periods of handmade dolls are usually short. If you don’t grab the one you want quickly enough you might not have another chance to do it. Knowing all of that I ordered Thomas’ head* as soon as it was possible (* – Simply Divine don’t produce bodies, only heads). This time I didn’t have the slightest problem with contacting the seller or getting the tracking numer. Soon the small package containing my treasure was in my hands. I was beaming with happiness. And then I opened the box to see that the head inside had been broken. I think that the courier must have riden roughshod over the parcel during the delivery or maybe someone dropped the box. Whatever the reason the facts were simple – I had a damaged item and no idea what to do next.


Szukając pomocy zwróciłam się do sprzedawczyni. Zapytałam, czy połamane części można skleić. Okazało się, że ona nigdy nie próbowała tego robić i nie umie mi udzielić żadnej porady w kwestii ewentualnych napraw. Jednak, aby nie zostawiać klienta z kłopotem, obiecała mi wysłać drugą główkę. Zupełnie za darmo, w ramach przeprosin! Za coś, co było najprawdopodobniej winą nieuważnego kuriera!


Looking for help and advice I immediatelly informed Simply Divine about the problem. I hoped to get information how to mend the damage. I didn’t expect the seller to cast another head and send it to me for free! Now that’s what I call honesty!


To chyba pierwszy przypadek, gdy sprzedawca zachował się tak uprzejmie. Główka numer dwa dotarła do mnie w ekspresowym tempie – i co tu dużo mówić, była piękna. W dodatku przedstawicielka firmy zaproponowała mi, abym zatrzymała główkę numer 1, którą wbrew jej obawom dało się naprawić. Dokonał tego człowiek, ratujący na co dzień potrzaskane, porcelanowe cacuszka.


It was the first time when I met such responsible tradespersons. The second head reached my location in less than no time. Aditionally the owner of Simply Divive strongly suggested that I kept the first one too. Thanks to the help of my old friend, experienced in fixing broken porcelain figurines and pottery I was able to mend it. Now it looks like a brand new one.


Dzięki wielkiemu sercu artystek z Simply Divine mam teraz dwa piękne łebki, których będę mogła wymiennie używać. Główki będą rezydować na jednym ciele, które (tfu, tfu, trzy razy odpukuję w niemalowane) już się produkuje w dalekim świecie i (daj Boże!) dotrze do mnie bez przygód 🙂


Owing to the kindness of Simply Divine team I now have two lovely heads instead of just one and a strong belief in my heart, that our planet is a magical place at times.


 3


 

4


 

5

 

6

 

7

 

8

 

9

Styczeń

Skoro Robinson mógł mieć swojego Piętaszka, to ja mogę Stycznia(szka). Styczeń jest żywicznym drągalem od firmy Granado, która jako pierwsza zainfekowała mnie wirusem BJD, zamieszczając w sieci zdjęcia promocyjne swoich lalek. A że ma na garnuszku mistrza od aparatu, więc zdjęcia te są niebezpieczne dla wzrokowców. Raz się człowiek na nie za długo zagapi i wpada w sidła chcicy jak śliwka w kompot.

Since Robinson Crusoe named his best friend „Friday” I can see no reason why I can’t name mine „January”. January is a ball-jointed doll by Granado, my favourite BJD company of all time. My first big doll came from them and they are the ones responsible for infecting me with the BJD virus. The most besetting of their sins, however, is that they co-work with a very talented photographer, which means that they produce dreamy promo photos.

Dobre zdjęcie to dla mnie nieodparty wabik, na który zawsze się złapię, choć wiem, że aparat często przekłamuje rzeczywistość i że odpowiednie oświetlenie i scenografia robią cuda. Jednak kiedy przylgnę oczami do czegoś urodziwego, to nikt mi nie wytłumaczy, że na żywo to coś może wyglądać pospolicie. Po prostu mózg zamyka klapkę odpowiedzialną za logiczne myślenie i nic tu już nie pomoże. Nic a nic.

A good photo is an irresistible bait for me, even though I’m aware that camera images are often deceiving, just like advertisements. Good lighting and backround work wonders and can make something very common look extraordinary. That’s where I usually get caught. The eye pumps beauty straight to the heart – and boom!- suddenly I can’t stop thinking about a new doll.

 

 

a2714-anglerfishNieodparty wabik bywa groźny … dla portfela/The irresistible bait can be dangerous … for your wallet

 

 

Tu prosty przykład z życia codziennego – „biała Desiree” od Mattel. Tak wygląda w pudełku:

 

Let me give you an example of such a catch. Do you know the „white” Desiree by Mattel?:

 

 

 17819836520_a38d6a6cc8

 Źródło/Source

 

 

Ciekawa i nietypowa. Zapewne warta przygarnięcia. Równocześnie nie posiadająca żadnych cech, które by mnie do niej przekonały.

A tutaj identyczna lalka w obiektywie zdolnego fotografa – mimo tego, że patrzymy na ten sam model, to wydaje się on nieporównanie ładniejszy. I jeśli jeszcze kilka sekund temu Desiree była dla mnie nudnym kawałkiem plastiku, tak teraz widzę w niej śliczną i chciejną zabawkę. Co te fotograficzne tricki robią z człowieka!

 

She’s cute and I think that she might be worth having. Unfortunatelly the way she looks doesn’t appeal to me. But (why does there always have to be a „but”), she can look differently, given that she had been photographed by someone who knows the right tricks. As I said before – a good photo transforms an ugly duckling into a beautiful swan.

All right, we’ve seen the duckling. Now it’s time for the swan. Of course it’s still the same doll, but now she’s at least twice as attractive and it’s all just because of a good picture: 

 

 16541463306_1554987a83

 Źródło/Source

 

Z powyższego można wyprowadzić następujące równanie: Stary Zgred + dobra fotka = fatalne zauroczenie.

 

Styczeń oczywiście miał ładne zdjęcia, a nawet całkiem dużo ładnych zdjęć. Mój wzrok zgubił się wśród nich niczym podróżny w lesie. Taki, co to nigdy nie wraca do domu, a jego żona na próżno czeka z obiadem.

Żeby nie być gołosłowną, pokażę Wam, co mnie tak wciągnęło:

 

 

The above can be summarized with the following equation: Stary Zgred + a nice photo = a fatal attraction

 

 

Of course January had many good promo pictures. My hungry gaze got lost among them like Hansel and Gretel got lost in the forest where the witch dwelled. Here they are – the reason of my downfall:

 

 

20130101_normala_large

Źródło/Source

 

 

Długie włosy, kaprawe ślipia, korona na łbie i koronki pod szyją – tyle wystarczyło, żeby mnie zawojować. Od razu wiedziałam, że jeśli uda mi się go zdobyć, to nigdy w życiu nie wypuszczę go z rąk. Mój ci on. Tak zadecydowało przeznaczenie 🙂

 

 

Long hair, the mischievous glint in his eyes and a few lacy parts of his outfit were enough to win me over. I immediately knew that he’s gonna be mine. I was even ready to fight for him if necessary. I polished my armor, sharpened my sword and waited for the dragon to appear. Luckily this time it decided not to bother its ugly head with a battle (in other words – this time the customs office decided not to charge any fees).

 

 

Styczeń nie bardzo miał szansę na tak wybajerzone ciuchy jak prototyp z powyższego zdjęcia, ale czy to ważne w czym chłop chadza? Grunt, żeby nie śmierdziało i nie było (za bardzo) dziurawe. Wierzcie mi, wiem co mówię. Pracuję na Uniwerku i wiem jak bardzo boli, gdy w twoim biurze składa wizytę naukowiec, który dla dobra prowadzonego eksperymentu siedział przez dwa dni w laboratorium, śledząc jak jakaś machina robiła „ping” albo „plam” i ani się w tym czasie nie mył ani nie wietrzył. Zaprawdę, w takiej sytuacji otwarcie okna i zrobienie przeciągu nie jest wystarczające!

 

 

My January does not have as fancy clothes as the prototype in the above picture, but honestly, I never planned to turn him into a romantic prince. A simple man in simple clothes is enough for me. I got easily intimidated while in company of someone who’s too flashy. I’m a meek one 🙂

Naaah, I’m just kidding.  I would love to get such an outfit for January if possible, but I haven’t seen anything similar on the Internet. Besides, I got used to him wearing a hoodie. I’m a hoodie lady myself, so I guess he mirrors my tastes somehow.

 

 

24126480123_87eb48c7c4

 

* * *

 

24727132536_1302b73e78

 

* * *

24659919991_18bc0a9904

 

* * *

 

24125133234_1107a4390a

 

* * *

 

24486241235_f609fcedf8

 

* * *

 

24378087742_8aff24379d

 

* * *

 

24404277531_97016a2f9d

 

* * *

 

24119173899_870dd28f8b

 

 * * *

 

24125350824_a1d2c0dc0f

 

* * *

 

24727238876_777a309863

 

* * *

 

24753555165_1b6d2896a6

 

* * *

 

24753491375_c21a1efb95

 

* * *

 

24635741722_184a882ab3

 

 

Styczeń „od zawsze” miał być towarzyszem dla Larwy, więc po zjechaniu na włości od razu wpakował się na półkę obok opalonego paskuda, co ten przyjął z szerokim uśmiechem. W końcu naczekał się na kolegę dobre półtora roku. Ja wiem, że to są dwa chłopy i że znów promuję nieobyczajne wartości, ale sęk w tym, że u mnie z babami dość krucho. Jeśli męska obsada chce się do kogoś poprzytulać, to tylko do siebie nawzajem, albo w ostateczności do mnie, bo nie ma innych opcji do wyboru.

January has been assigned to play the role of Larva’s friend and partner since forever, so immediately after the arrival he moved in Larva’s shelf. The tanned guy was more than happy to welcome him – he had waited for January for over 18 months.

I hope that you won’t be disgusted with the pictures below as they depict two cuddling guys, but let’s be honest – they don’t have the slightest chance of romancing with BJD ladies, as I don’t own a single female doll of their kind. They have no choice but to snuggle up to each other.

 

 

 

24151246336_247ab64882

 

* * *

 

24069300202_cf8a2033c3