Nic nowego!

Posucha lalkowa. Smutno, bo żadna nowa lalka do mnie nie przyszła i w najbliższym czasie nie przyjdzie. A chciałabym co najmniej ze 20! Żeby móc je obmacać, obwąchać i nacieszyć się ich nowością. A po jakimś czasie, wstyd się przyznać, wypuścić na wolność, czyli wystawić na eBayu lub Allegro facepalm
Ktoś powinien zdefiniować nową jednostkę chorobową o nazwie „potrzeba zdobywania coraz to nowych lalek i ich ciągłej cyrkulacji, bo trzymanie ich na półkach, w charakterze kurzołapów jest zbyt nudne”. Dzięki Bogu ta zasada (a może jednak choroba?) nie ma zastosowania do moich „chłopaków”, których nadal wielbię i nie zamierzam się rozstawać z żadnym z nich. Można powiedzieć, że utrzymuję męski harem 😉


 

Lalki-dziewczyny przychodzą i odchodzą. Od czasu do czasu u mnie goszczą, bo nie pozwalam im zagrzać miejsca. Nie jestem w stanie dłużej znieść ich obecności i w drastyczny sposób ograniczam liczebność babskiego stada. Kiedy z półek i pudeł znikają tabuny plastikowych bab, to w domu robi się:

 

a) przestronniej

b) ciszej

c) wygodniej.

 

W dodatku można na nowo zająć się dopieszczaniem plastikowego tatałajstwa, które ma zostać u mojego boku „po wsze czasy”. Takiego lalkowego dobrodziejstwa jest niewiele, więc można śmiało przesadzać z jego hołubieniem.

 

Na przykład taki Jake – bidul, który przybył do mnie goły i bosy i przez długi czas musiał posiłkować się ciuchami zastępczymi od Action Mana. A że ciuchy były marne, więc i przystojniak czuł się w nich niepewnie. W workowatych gaciach i spranej koszulce, tudzież świecąc gołymi piętami nie bardzo da się błyszczeć na salonach. Taki ubiór ma oczywiście jedną dobrą stronę – można go szybko ściągnąć w różnych pikantnych sytuacjach, ale bądźmy szczerzy, Jake nie doświadczył ich zbyt wiele.

 

Jake marnował mi się na półce, a ja, za każdym razem, kiedy na niego patrzyłam, czułam kłucie w sercu (ale mogę mylić to uczucie ze ssaniem w żołądku), że siedzi taki bidny, obdarty i nieszczęśliwy. No ale w końcu spięłam się do działania i przyodziałam chłopa tak, aby mógł chełpić się eleganckim wyglądem i przestać czuć jak ostatni dziad 🙂

 

Ubiór zmienia człowieka. Dodaje pewności siebie, odwagi i szyku. Nie tuszuje w pełni nieśmiałości, ale trochę ją spycha na drugi plan. Dzięki nowemu ubraniu Jake zebrał się w sobie i zaczął brylować w towarzystwie, flirtując i podrywając inne plastiki. Nawet Sweeney przygląda mu się ostatnio z zaciekawieniem, co w przyszłości wróży dość ciekawe zapętlenie wydarzeń.

 

01

 

Porządna sukienkę dostała też Lilli. Oryginalny ciuszek, który udało się jako-tako odratować i pozszywać wygląda bardziej jak wymemłana przez psa ścierka niż jak sukienka, więc trafił z honorami do pudełka, a Lilli zaopatrzyła się w nową kieckę u miłej pani, szyjącej stroje dla Monsterek. Lila jest malutka i świetnie czuje się w potworzastych ubrankach. Tak samo jej siostra-bliźniaczka z Australii, którą również udało się poratować w potrzebie. Obecnie siostry krążą po domu w poszukiwaniu jakiegoś atrakcyjnego i równego im wzrostem młodzieńca, który mógłby zachwycać się ich urodą i adorować.  Na razie nie znalazły jeszcze żadnego odpowiedniego kurdupla, ale kto wie co zdarzy się w przyszłości?

 

zdjęcie od Dollbyego

Zdjęcie zajumałam z blogu Dollbyego. Skoro i tak zawiesza działalność, to szkoda, żeby się zmarnowało. Ale tak na serio, to mam nadzieję, że nasza szalona i chaotyczna diva wróci. I zrobi to szybko.

 

Z ciekawostek – próbowałam nieco rozerwać Lokiego. Na początek – zebrałam mu armię 🙂 Nie bardzo groźną, ale jednak armię!

 

02

Armia miśków! Drżyjcie ludzie!

 

Niedoszłe siły zbrojne zostały niestety pożarte. Miałam potem przez jakiś czas poczucie winy, bo Loki przywiązał się do żelkowych kolegów. Na pocieszenie dostał foremkę jajek do wysiedzenia. 

 

03

Jakże nisko upadłem… Siedzę na jajach …

 

Udręki biedaka nie poszły na marne – Loki wysiedział sobie kompana. Nie spodziewał się takiego rezultatu, no ale skoro nieoczekiwanie został tatusiem, to stwierdził, że zajmie się potomkiem i wychowa go na arcyłotra. Nie wiem czy mu się to uda, no ale niech próbuje. Zawsze to lepsze niż samotne nudzenie się na półce.

 

03

Tyle czasu siedziałem na tych kurzych pomiotach i wykluł mi się Tony Stark? Chyba czas przejść na emeryturę …

 

 04

 

Aha, no i jeszcze bawię się w repaint! Ależ to wciągające zajęcie! No coś pięknego! Na forum puszyłam się już pierwszą udaną próba przemalowania lalki i chlapię farbami kolejne. Na razie zaprezentuję tę pierwszą, ale już niedługo wrzucę na bloga zdjęcia kolejnych paskud! I będę oczekiwać głasków, pochwał i hymnów 🙂
 
Oto pierwsza ofiara mojego tfu-rczego szału (a będzie ich więcej, hyhyhyhyhyhhyhy!)


05
Edit: W związku z tym, że oryginalne zdjęcie gdzieś mi się zapodziało, wstawiam inny, późniejszy repaint.

No – i tak to wygląda. Niby żadnej nowej lalki nie ma, ale i tak coś się dzieje. Co oznacza, że nowości są ważne, ale wcale nie najważniejsze. I tym niezwykle odkrywczym i światłym stwierdzeniem zakończę niniejszą notkę.

 

22.09.2013 – no dupa zimna!

Człowiek się całe życie uczy. Najwięcej przy okazji spotkań z fajnymi ludźmi. No i ja też, bo żaden ze mnie wyjątek. Wczoraj, to jest 22 września, widziałam się ze swojakami w Krakowie. Założenie bylo proste – pojechać i pogadać do wieczora, bo pociąg miałam dopiero po 20-tej. Sęk w tym, że po dojechaniu na miejsce złapał mnie drobny atak paniki i nie dość, że prawie do nikogo gęby nie otworzyłam to i zwiałam przy najbliższej sposobności. Za co bardzo wszystkich obecnych przepraszam, bo ostatnio takie akcje zdarzają mi się dość rzadko. Oczywiście można było „normalnie i po ludzku” wyjaśnić co się dzieje, ale ze mnie taka dupa wołowa, która się po prostu tego diabelnie wstydzi. No bo jak tu nie odczuwać skrepowania w sytuacji, gdy się człowiek cały w środku trzęsie w otoczeniu znajomych, do których sam, z własnej, nieprzymuszonej woli przyjechał. Głupio? No jeszcze jak! Bo po zebraniu wszystkiego do kupy robi się dość absurdalnie.

 

Mimo wszystko taka sytuacja ma jeden wielki plus – w końcu do głowy aspołecznego pacana dociera zrozumienie, że pewnych sytuacji nie przeskoczy i że wypada uprzedzić ludzi, z których gościnności się korzysta, że jest jakiś problem i że niska komunikatywność nie wynika z niechęci do interlokutorów lubo też ze znudzenia rozmową, tylko z wewnętrznej trzęsawki. Tak to bywa, kiedy ulubioną formą uczestnictwa w spotkaniach jest siedzenie po cichu i przysłuchiwaniu się dialogowi pozstałych, bez konieczności udzielania się. W praktyce oznacza to model typu „cicho-ciemny” (nie widać go, nie słychać, a jest) 😛

 

No, zrzuciłam z wątroby i ciut mi ulżyło. Mam nadzieję, że sie na mnie nie obraziliście (za bardzo). Następnym razem postaram się wyartykułować co i jak, a nie uciekać jak jakiś głupek. 

 

Zdjęć chwilowo nie mogę zaprezentować bo wcięło mi przedłużkę do komputera, ale jak się zawezmę to znajdę zarazę i wetknę gdzie trzeba, tak więc fotki powinny się jednak pojawić.

Co to jest? Łyse i zielonopalce. Pewnie potwór!

W związku z tym, że nowych lalek u mnie brak, pokażę Wam bidę, która zimuje u mnie już kilka miesięcy, ale jakoś nie mogła doczekać się swojej kolejki. To dość nietypowy okaz w zbiorze. Raz – to „szesnastka”, czyli ponadprzeciętnie duża baba. Dwa – dziewczynę wyprodukowała firma, która niespecjalnie mnie porywa swoimi lalkami, czyli Integrity Toys. O ile płaczę za większością samców, która została przez IT wydana, o tyle lalki-dziewczęta nie są dla mnie towarem typu „must have”. Uwielbiam oglądać je na ekranie komputera, ale presji na posiadanie nie mam praktycznie żadnej. Stąd włączenie jednej z nich do (pożal się Boże) kolekcji jest czymś na kształt wybryku lub zbaczającego na manowce widzimisię. Przypuszczam, że za jakieś pół roku lalka mi się znudzi i wyląduje jak to zazwyczaj bywa – w wątku sprzedażowym na forum „Dolls forum” lub na Allegro. Tymczasem jednak, póki żywię do niej cieplejsze uczucia, pobryluje przez chwilę na blogu.

 

Jak większość FR’ek lalka jest „wredna z twarzy”. Mówiąc wprost – modliszka. Pożera samców na śniadanie, obiad i kolację. Bez kija – strach podchodzić!


 01

Przekąsiłabym sobie jakieś dorodne udko, nom, nom, nom …

 

Lalka trafiła do mnie łysa i goła. Ubranie i buty pożyczyła na potrzeby fotosesji od zaprzyjaźnionego kena, zaś perukę – tu fanfary – uszyłam jej sama! Można podziwiać i chwalić 😛

 

2

Mogłabym nadkąsić Jasia, ale trochę mi go szkoda. W końcu oboje zeszliśmy z tej samej taśmy produkcyjnej. To byłoby jak kanibalizm w rodzinie.

 

Brakujące włosy to naprawdę mały pikuś. Perukę można jakoś udziubać. Ale co zrobić z dłońmi i stopami, które utraciły kolor w wyniku działania słońca? Pomalować farbami akrylowymi i utrwalić lakierem? Pojęcia nie mam! Blaknięcie kończyn to problem z którym spotkał się niejeden wielbiciel ciemnoskórych FR. Jak widać nawet ta firma puszcza niezłą fuszerkę.

 

Kolor dłoni i stóp wcale gustowny. Na moje oko przypomina zepsute mięso. Bardzo ładna, funeralna barwa 😛

 

03

04

Odcienie stóp i dłoni jak u nieboszczki. Ale czemu ja się dziwię? W końcu święto zmarłych już blisko 😛

 

W związku z tym, że podziwianie zdekolorowanych kończyn średnio mnie bawi, przerzucam się na zdjęcia buziaka. Ten prezentuje się o niebo lepiej.

 

06

 

No dobra, twarz jest fajna. Ale ta peruka – no genialna, GE-NIAL-NA! Od razu widać rękę mistrza! Co za precyzja przeszycia! Świetne dopasowanie do kształtu twarzy. No cudo, cudo!

 

7

 

Wredna, zimna baba. Z twarzy podobna trochę do Marleny Dietrich, choć oczywiście nie tak wyrazista. Jeśli uda mi się wymyślić dla niej jakąś stylizację, to może nabierze pazura 😉 Ale na początek – zmiana koloru dłoni i stóp. Przecież musi być na to jakiś sposób!

Włochaty miś vs oskubany kurczak

Gdy nadchodzi lato, na damskich forach zaczyna się roić od tematów typu „Jakich mężczyzn wolicie: owłosionych misiów czy wydepilowane koguciki?” Głosy „za” i „przeciw” rozkładają się mniej więcej po równo i tak naprawdę, to żadna z dyskutujących kobiecych frakcji nie wygrywa, ale co się człowiek w takich dyskusjach naczyta, to się naczyta. A to, że naturalni, nie usuwający owłosienia panowie wyglądają jak „zarośnięte małpy”, że urwali się z epoki kamienia łupanego i że „busz” dawno wyszedł już z mody, albo znowóż, że ci wydepilowani to kompletna degrengolada, na pewno są gejami, zmanierowanymi metroseksualistami którzy zatracili w sobie pierwiastek męskości. Kiedy sobie czytam takie życiowe dyskusje, to aż się za głowę łapię. W końcu chłop – to chłop. Czy będzie obrośnięty, czy wygolony, czy też zachowa złoty środek, który pozwoli mu podobać się zarówno entuzjastkom „kłaków na klacie” jak i wielbicielkom „gładkich połaci” – to już przecież wszystko jedno.

 

Dzisiejszy wpis będzie, co prawda, skierowany w stronę tych bardziej owłosionych panów, ale nie wynika to z jakiejś mojej szczególnej ku nim admiracji, a wyłącznie z tego, że swojego opisu doczekał się Wolverine, który, jak wskazuje jego przezwisko, nosi na sobie trochę futra.

 

01

 

 

 

Wilczysko nieco różni się od innych mieszkających u mnie figurek. Był wyprodukowany znacznie wcześniej niż cała reszta, co przekłada się na niższą jakość opakowania, inny typ ciała (Wolvie jest wyższy od pozostałych kolegów i stojąc u boku Barbie nie musi się wstydzić wzrostu) i – niestety – mniejszą ilość akcesoriów w zestawie.

 

Aby usystematyzować informacje o nim, pozwolę sobie, po raz kolejny, przedstawić notkę w kształcie punktowanego konspektu. Trochę to zalatuje szkolną poprawnością, ale pozwala o niczym istotnym nie zapomnieć (a przy mojej sklerozie jest to rzecz wielkiej wagi) 🙂

 

1. Pudło.

W dawnych czasach (czyli w 2009 roku, kiedy Wolvie trafił na rynek, a ja nie miałam jeszcze pojęcia, że na starość będę bawić się lalkami), firma Hot Toys robiła pudła w wersji „wypas to nie jest, oj nie!”. Mówiąc po ludzku – producent leciał po kosztach i pakował figurki w możliwie najtańsze trumienki. Wierzchnia warstwa opakowania bardzo łatwo się rysuje, a wewnętrzna wygląda na moje oko dość siermiężnie. Nie przekłada się to na zabezpieczenie figurki (tu HT nigdy nie dało plamy), ale wrażenia estetyczne są średnie. Pewnie kręcę nosem jak jakaś zblazowana primadonna, ale HT przyzwyczaiło mnie już do tego, że obecnie wszystko robi na tip-top. No cóż, wysoką jakość wypracowuje się latami i kiedyś po prostu mogło być skromniej niż obecnie.

 

02

 

Napisy na pudle i grafiki – jakieś takie rozmyte, mało wyraźne. A wewnątrz – ciemna masa (plastikowa) …

 

03

Nie przepadam za czarnymi wkładkami w lalczanych pudełkach. Jakoś mi się tak ponuro kojarzą.

 

2. Podobieństwo do prawdziwej postaci.

 

Kiedy patrzę na chmurny ryjek Wolverina, to od razu widzę przed sobą ucharakteryzowanego Hugha Jackmana, który za chwilę wskoczy mi do łóżka pojawi się na planie filmowym. Chylę czoło przed artystą, który tak dobrze uchwycił charakterystyczne rysy aktora i przeniósł je na plastik. Jego imię i nazwisko podam na końcu notki.

 

04

 

Wolverine dzieli z innymi figurkami od HT dość wyraźnie zarysowaną cechę – otóż jego twarz jest neutralna w wyrazie. Ja czytam w niej smutek i skupienie, ale osoba, której wilczek się nie podoba może spokojnie powiedzieć, że jest ona ciut … bezrefleksyjna. Bardzo chciałabym móc się nie zgodzić z takim stwierdzeniem, ale jest ono, co konstatuję z przykrością, wyjątkowo trafne. Na podobną przypadłość cierpią też pozostali koledzy Wolverine’a – ich twarze wyglądają bardzo dobrze, gdy patrzy się na nie pod odpowiednim kątem, en face – już nieco gorzej. To chyba kwestia ustawienia oczu (podobny problem można zaobserwować u Barbie) – figurki patrzą na wprost i nieco do góry, co u żywych osób jest dość rzadkie (u ludzi oczy mają tendencję do żywego rozglądania się wokół, a gdy zafiksują się na jednym punkcie, wyglądają nienaturalnie). No cóż, plastikowa figurka nie uzyska nigdy doskonałości żywego człowieka, ale można dodać jej nieco dynamizmu, wprowadzając system ruchomych oczu (jak choćby u Jacka Sparrowa!). Może HT odświeżą kiedyś postać Wolverine’a i zaserwują produkt z przesuwnymi ślepkami?

 

 

3. Ciało.

Zdecydowanie muskularne. Tors pokryty „skóropodobnym” plastikiem, z wyraźnie zaznaczonymi KŁAKAMI! Odwróćcie oczy, miłośnicy i miłośniczki gładkiej skóry!

 

 

05

 

Dla potrzeb naukowych Wolvie został rozebrany. Ale w związku z tym, że wśród czytających mogą być nieletni – nie do rosołu!

 

06

 

Pararam, pararam, kłaki mam tu i tam. Lecz modelem mógłbym być, gdyż mam bardzo zgrabną rzyć!

 

Kłaki są wszechobecne – są na klacie, są na przedramionach i nawet na zewnętrznej części dłoni, ale, co ciekawe – no nogach ich nie ma! W miejscu „strategicznym” też ich nie zaobserwowałam. Producent nie pomyślał o owłosieniu innych partii figurki ze względów praktycznych. Mało który właściciel Wolverine’a byłby zainteresowany prezentacją jego oddolnej golizny. Jeśli już, to ograniczyłby się do wyeksponowania gołego torsu (goły tors jest podobno męski). A że ze mnie taki kolekcjoner jak z koziej dupy trąba, to pokazałam całość 😛

 

Ciało, jak u wszystkich hot-tojsów jest składaczkowe, co oznacza, że można je swobodnie rozłożyć na części pierwsze. I tak – głowa trzyma się na kulce:

 

7

 

A ręce i nogi – na łatwo demontowalnych zawiasach:

 

8

Łatwość, z jaką można usunąć każdy element ciała trochę mnie przeraża. A co będzie, jeśli jakiś kawałek mi się zgubi? Płacz i zgrzytanie zębów!

 

4. Akcesoria.

Hmmm, no cóż, nie ma za bardzo się czym pochwalić. W zestawie kryje się:

 – sześć wymiennych łapek (a to ci niespodzianka! – zazwyczaj figurki dostają nieparzystą liczbę rączek),

8

 

– stojak,

 

8,5

 

– łańcuszek z nieśmiertelnikami.

 

9

 

No i to by było na tyle. Jak mawiał mój guru, świniak Porky z kreskówek Looney tunes: „That’s all, folks!”.

 

Poza tym Wolverine ma jeszcze oczywiście ubranie, które nosi na grzbiecie. Wniosek z tego taki – że w porównaniu z innymi figurkami jest bidny jak mysz kościelna.

 

Mimo to, chłopak nie narzeka na brak dobrego humoru. W wolnych chwilach z przyjemnością się opala.

 

10

Wolvie: – „Słuchaj Aga! Nie uszyłabyś mi jakichś kąpielówek? Te spodenki a’la cyklista nie bardzo nadają się do siedzenia na słońcu. Stopy mógłbym pożyczyć od Jake’a, bo ma wymienną parę, no ale gatki to już raczej wolałbym mieć własne, bo wiesz, ja brzydliwy jestem i pożyczanie takich części garderoby nie wchodzi w grę.”

 

A na koniec – nazwiska osób, dzięki pomocy których powstał Wolvie. Zdolne z nich bestie!

11

Facet o dwóch twarzach

Dzięki opublikowaniu poprzedniej notki udało mi się ułożyć w głowie to, co chciałam napisać o Jacku Sparrowie. I oto jest – krótki, bo krótki, ale jednak choć trochę przemyślany opis figurki pirata. Mam nadzieję, że dotrwacie do końca.

 

– – –


Firma Hot Toys przyzwyczaiła mnie do tego, że jej produkty pakowane są w duże, ciężkie pudła, zaś figurki pieczołowicie zabezpieczane plastikowymi warstwami ochronnymi. Aż tu – listonosz przyniósł Jacka i okazało się, że pudła mogą być jeszcze większe i cięższe, a zabezpieczenia – dużo lepsze. Wszystko to ma wpływ na nieporęczność „trumienki” – ani się jej nie da do szafy upchnąć, ani swobodnie na półkę wcisnąć. Pudliszcze jest niewymiarowe i naprawdę straszy swoją objętością. Wyrzucać go jednak nie zamierzam. Raz – że mi się najzwyczajniej w świecie podoba, dwa – gdyby Jack chciał sobie trochę odpocząć, to w oryginalnym opakowaniu będzie mu najwygodniej.

 

00

 

Z frontowej ściany pudła śmieje się do nas trupia czacha. Aż chce się cichutko wybąkać pod nosem: „Memento mori”


00


Wewnątrz opakowania znajdziemy pochwalny pean na cześć Jacka i niebrzydką grafikę.


00


Wnętrze wysłane jest gąbką. To idealny sposób na zabezpieczenie figurki – nic nie ma prawa się obtłuc czy połamać. Z drugiej strony taka ilość gąbki znacząco wpływa na wagę całego zestawu.


Jack został szczodrze wyekwipowany w różniste akcesoria. Najfajniejszym z nich jest chyba ster, który wygląda jak prawdziwy, choć wykonany jest z plastiku.


00

 

Producenci zaszaleli z ilością dodatków i napchali ich do pudła naprawdę dużo. Just watch this:


00

 

Trupia łapka na szczęście, albo do podrapania się po plecach.

 

00

 

Szabla wraz z pochwą. Jak to mówi stare przysłowie – kto mieczem wojuje ten od pochwy ginie 😛

 

00

 

Pif, paf, bez pistoletów ani rusz!

 

04

Droga na Tortugę wiedzie przez wiele mórz i oceanów. Dobrze mieć ze sobą kompas, aby nie pobłądzić.

 

00

By słońce nie spaliło główki – jest coś do zakrycia makówki 😀

 

00

Bez flagi też się żaden porządny pirat nie obejdzie. Na maszcie musi powiewać wizerunek Wesołego Rogera.

 

00

Butelczyna z rumem – dla skrzepienia nadwątlonych sił witalnych.

 

00

Z braku prawdziwej Czarnej Perły – jej namiastka w butelce. Strasznie mnie ten malutki stateczek ucieszył. To zdecydowanie mój faworyt wśród akcesoriów.

 

00

Jako akcesoria potraktowano również wymienne dłonie. Nie wiem dlaczego ich liczba nigdy nie jest parzysta. To jakaś hot-tojsowa, pilnie strzeżona tajemnica.


Najważniejszy w zestawie jest oczywiście Jack. Oto i on, w całej swej chwale i blasku „urody”:


00

 

00

 

Jak pisałam w poprzedniej notce, Jack jest dość nietypową figurką – bo dostał od producenta dwie wymienne twarze – jedną poważną i druga – szelmowską.

 

00

Człowiek o dwóch twarzach był bohaterem filmu o Batmanie. Jack, czy ja czegoś o tobie nie wiem?

 

Mnie bardziej podoba się uśmiechnięta facjata, ale większość osób zbierających figurki uważa, że pirat lepiej wygląda w wersji „smutas”.

 

 

Z tyłu każdej główki jest umiejscowiona wajcha, za pomocą której można regulować ustawienie oczu. Podobne ustrojstwo mają Pullipy i inne dyniogłówki.

 

00

 

A to już efekt zabawy wajchą:

 

00

Jack patrzy ze zgrozą dookoła – O rety! gdzie ja jestem?

 

Z główki wyrasta kuleczka, którą zakotwicza się w części szyjnej figurki. Całą operacja zdejmowania i nasadzania łebka jest o wiele prostsza niż usuwanie i nakładanie główki u Barbie. 

 

00

00

 

 

A kiedy głowa trafia na swoje miejsce, można zacząć myśleć o czymś przyjemnym. Na przykład o sesji zdjęciowej z krewniakiem, dzielącym ten sam „facemold”.


00

Niby i jeden – to Depp i drugi – też Depp. Ale ni hu-hu do siebie niepodobni!

 

 

00

Jak się na nich popatrzy z bliska to od razu widać, że pochodzą z różnych światów.

 

00

Panowie się nie polubili i od razu doszło między nimi do zwady. Chcieli się nawet bić, ale Sweeney chyba nie miał dużych szans. Jakby to powiedzieć: rozmiar u chłopa MA ZNACZENIE!

 

Pomimo utarczki ze Sweeney’em Jack okazał się całkiem towarzyski Od razu znalazł sobie kompana do obalenia flaszki.

00

 

Kumplem do kielicha okazał się Loki (który jako bad-boy programowo uwielbia popijawy, a przynajmniej zgrywa kogucika)

 

00

Loki: – Słuchaj, trunek już jest, ale przydałoby się coś na ząb. Mamy jakieś ogóreczki?

Jack: – Ogórków nie ma, ale znalazłem słone paluszki!

 

00

Loki: – Kapitanie! Kurs na Tortugę!

 

Biedny Loki, ma niestety słabą głowę. Po obaleniu trzech flaszek padł jak nieżywy, Jak musiał zatroszczyć się o jakieś inne towarzystwo. Nie wypatrywał go długo.

 

00

Jack: – Hej, śliczna panienko, podwieźć cię na Tortugę? Lepszego stopa w tej okolicy nie złapiesz. Jeśli tylko będziesz chciała, to pozwolę ci dotknąć mojego steru 😛

 

Dziewczę było chętne do momentu, w którym nie zobaczyło ozdoby wiszącej u pasa Jacka.

00

Ususzona główka. Fuj, paskudztwo!

 

No i Jack został sam! Nie popsuło mu to wszakże humoru. Bo takich damulek jest na świecie dużo, a zmumifikowanych, maleńkich główek, znacznie mniej, tak więc jeśli wybierać – to chyba lepiej coś rzadszego.


00

 

Ahoj marynarze! Do następnego spotkania w internetowym oceanie!

Miało być o piracie, ale …

Podczas rozmowy na „Dolls forum” Dollby poddał mi myśl, aby zrobić fotografię wszystkich figurek od Hot Toys, które mam „na stanie”. W związku z tym, że jest ich niedużo, zmieściły się w jednym kadrze:


During the discussion at the „Dolls forum”, my friend, Dollby, made a suggestion, that I should take a photo of all figurines by Hot Toys that I own. As there are not so many of them I managed to present the whole collection in a single frame:




 

01

 

Panowie „w kupie” wyglądają dość abstrakcyjnie, bo każdy pochodzi z innej „parafii”. Jedyną cechą wspólną jest atrakcyjność wizualna 😛


Although the gentleman vary a lot, as each of them comes from a different movie, they share a common feature – hunky attractiveness. 😛


 

Wśród chłopaków widać jedną postać, o której jeszcze nie wspominałam na blogu. Jest to stojący w samym środku grupy Wolverine. Ponieważ listonosz przyniósł mi go tylko dwa dni później niż Jacka Sparrowa, obecnie obydwu traktuję jako „świeżynki” i kompletnie nie umiem powiedzieć, który podoba mi się bardziej. Można powiedzieć, że cieszę się na dwa fronty 🙂 To dla mnie dość ciężkie, bo nie wiem której z figurek udzielić więcej uwagi. Dotychczas docierały do mnie pojedyncze laleczki, tak więc mogłam się na nich bezproblemowo skupić. Dwójka na raz trochę mnie przerasta – chciałabym obydwu pokazać jednocześnie i mam problem z ustawieniem „priorytetów”.

 

One of the figurines presented in the photo hasn’t been introduced to you yet. I mean Wolverine who’s hiding in the middle of the group. He arrived to me only 2 days later then Jack Sparrow, so I treat them both as total novelties and find it hard to tell which one I like more. You might say that I feel “double joy”. Interestingly this situation is quite hard for me as I’m not used to buying 2 figurines at the same time. I’m torn between my new hotties and I don’t know which figurine shall I pay more attention to. I usually buy one doll at a time, in order to avoid such problems.


 

Z winy Wolverine’a nie udało mi się skupić na przygotowaniu recenzji Jacka, tak więc postanowiłam, że przed baczniejszym przyjrzeniem się piratowi poświęcę krótką notkę nowo przybyłemu mutantowi. To trochę mnie uspokoi i pozwoli poukładać pomysły na kolejne wpisy. Obiecuję, że „piracka” recenzja pojawi się już niedługo.

 

Because of Wolverine’s arrival  I haven’t managed to prepare Jack’s review. I’ve decided to post a short note on the mutant prior to taking a closer look at the pirate. I hope that you shall not mind my change of plans. I promise to make up for you soon.


– – – –


Wolverine to dla mnie szczególna postać – jako dzieciak uwielbiałam komiksy w których się pojawiał, bardzo podobały mi się pełnometrażowe filmy z jego udziałem, no i w dodatku podkochiwałam się w aktorze, który  się w niego wcielił wcielał (Hugh Jackman). Zresztą, w kim to się ja nie podkochiwałam! Lista muzyczno-filmowych idoli jest bardzo długa i gdyby tak zebrać ich razem w jednym pomieszczeniu, to można byłoby utworzyć niezły harem.

 

Wolverine is a very special character for me – as a child I loved comic books he appeared in, I really enjoyed films about X-Men and additionally I had a crush on Hugh Jackman, who starred in the main role.


 

O tym, że istnieje figurka Wolverine’a wiedziałam od dość dawna, jednak nie decydowałam się na zakup, bo firma Hot Toys w 2013 roku zaplanowała wypuszczenie na rynek drugiej edycji zabawki. Kiedy jednak zobaczyłam, jak wygląda prototyp nowego Wolverine’a natychmiast przeszła mi na niego ochota. Owszem, był świetny, ale bardzo przeszkadzał mi wściekły grymas na jego twarzy. Mnie marzyła się figurka o spokojniejszym wejrzeniu, nie maszyna bojowa z wyszczerzonymi zębami, taka jak na zdjęciu poniżej:

 

I’ve known that figures of Wolverine had been available on the market for quite a long time, yet I have not decided to buy one, as Hot Toys announced to release a new edition of their product in 2013. But when I saw the prototype my heart dropped. The new Wolvie was incredible, no doubt about it, but I couldn’t bare the angry grimace on his face. What I needed was a figure with more calm reflection in the eyes, not a war machine with a grin like this:



01

 

Zdjęcie promocyjne Wolverina z 2013 r. pobrane ze strony Flickr, gdzie zostało zamieszczone przez użytkownika marvelousRoland. Jak widać mutant dba o zęby i regularnie chadza do dentysty.

 

The promotional photo of Wolverine 2013 was taken from Flickr, where it had been posted by marvelousRoland. As you can see the mutant takes care of his teeth and understands the importance of regular dental visits.


 

Sytuacja na rynku zabawek zmusiła mnie do odkurzenia pomysłu o zakupie starszego modelu. I tu znów pojawiły się problemy. O nabyciu nowego egzemplarza nie było co marzyć – ceny tej figurki w stanie NRFB są zabójcze. Niestety, nawet zdobycie używanego egzemplarza mogło sprawić spore problemy – dzięki kolegom z forum figurkowego dowiedziałam się, że to, co można odszukać w zasobach serwisu eBay, to w większości chińskie podróbki, sprzedawane po słonych cenach jako oryginały! Na pierwszy rzut oka wyglądają identycznie jak produkty od Hot Toys, ale po bliższym przyjrzeniu się widać wyraźne różnice – inny odcień plastiku, niestaranną malaturę, gorzej zszyte stroje. Problem podróbek był na tyle poważny, że firma Hot Toys wypuściła formalne ostrzeżenie przed kupnem klonów i wskazała w jaki sposób je rozpoznawać. Kierując się jej wskazówkami musiałam odrzucić zakup u kilku sprzedawców z Azji, którzy ewidentnie nie proponowali oryginałów.

 

The situation in the toy market forced me to re-think the idea of getting the older model of Wolverine. But, as you surely know, this figure is quite costly, especially when never removed from box. Unfortunately, even “played with” toys are very hard to find – as eBay is literally flooded with numerous counterfeit products sold as originals, especially by Sellers from China. At first glance these knock-offs look exactly like Hot Toys figurines, but upon a closer inspection they reveal their true nature: low quality of plastic and horrible painting technique (not to mention details and packing). In order to protect their customers from putting money down the drain Hot Toys have spread the formal counterfeit product alert, warning the collectors how to identify fake products. Thanks to this alert I was able to turn down a few sellers from Asia who offered knock-offs.



 

Swojego Wolviego namierzyłam u sprzedawcy ze Stanów, który okazał się na tyle uprzejmy, że zgodził się na zakup w ratach. Dzięki jego pomocy moja wymarzona figurka w końcu do mnie dotarła i u mnie pozostanie.

 

I found my Wolverine at an auction ran by an american seller. He turned out to be a very kind man and agreed to receive payment in 2 installments. Had it not been for his good will I could have hunted for this figure for long time and actually be very far from getting it!.



Wiem, że Wolverine nie należy do klasycznych przystojniaków, nie ma urody typowego amanta i jest dość toporny jeśli chodzi o ubiór i styl, ale pomimo to myślę, że to jeden z najseksowniejszych filmowych „potworów” 🙂

 

I know that Wolverine is not a classic „hottie”, hasn’t got the looks of a catwalk model and his style is rather raw, but despite all of that I find him very sexy 🙂


 

01

 

02

 

03

 

Dla mnie jest wspaniały z jednym małym wyjątkiem. Otóż ten twardziel boi się psów i mdleje na ich widok!

 

I find him magnificent and very manly in every aspect, with only one exception – you need to know that this man’s man is afraid of dogs and faints at the sight of them!


 

04

 

Mam cichą nadzieję, że Wolvie pokona tę słabość, bo z psiulą spotka się jeszcze niejeden raz. To ona jest „panią domu” i musi się do niej przyzwyczaić. Zresztą, psina nie miała względem plastika żadnych złych zamiarów. Chciała go tylko spokojnie obwąchać.

 

I secretly hope that he will overcome the weakness as he shall meet the doggie again. Funia is the mistress of the house and he needs to get accustomed to her. I’m sure that she didn’t mean to bully Wolvie, she only wanted to take a closer look at him and maybe to take a quick sniff.


 

06

 

Tak wygląda bardzo nierasowy lecz bardzo kochający buldożek francuski, którego zląkł się Wolverine.

 

That’s Funia’s portrait. She might be a mongrel but she has a big heart and I totally don’t mind that she hasn’t taken much after her mother (who is a lovely french bulldog).


 

Oj, po napisaniu tej notki ulżyło mi! Teraz wiecie już o obydwu przystojniakach, którzy równocześnie się u mnie pojawili, więc jestem fair w stosunku do każdego z nich. I mogę spokojnie powrócić do Jacka. Nie będzie mi już ciążyło to, że pokazałam tylko jednego chłopaka 🙂

 

Wooo – hooo! I feel so relieved once I’ve finished this note. Now you know of both hotties who arrived to me lately, and I feel free to continue to Jack Sparrow’s review 🙂

Nie wysyłam do Polski

Znacie serwis eBay? Wiem, że znacie! I na pewno zetknęliście się z sytuacją, kiedy na jakiejś aukcji udało się wam namierzyć lalkę, która od długiego czasu wręcz się napraszała, by ją kupić, ale kiedy dochodziło do kontaktu ze sprzedawcą, to sen o zdobyciu „tej wymarzonej” pryskał niczym mydlana baniuszka, bowiem eBay’owicz „NIE WYSYŁA DO POLSKI” (ani w żadne inne miejsce, poza swoim krajem).


 

Z moich obserwacji wynika, że w numerach tego typu przodują Amerykanie. Dajmy na to, że na eBayu pojawia się aukcja, którą nie interesuje się pies z kulawą nogą, oprócz mnie. Pytam więc sprzedawcę, czy wyraziłby zgodę na wysyłkę do Polski, oczywiście, za odpowiednią dopłatą. Odpowiedź zazwyczaj brzmi: „Nie ma takiej opcji!”. Jak nie ma, to nie ma. Trudno. Zapominam o aukcji na jakiś miesiąc i po tym czasie próbuję sprawdzić, czy przedmiot się sprzedał. I co odkrywam? Że aukcja nadal sobie wisi w sieci i że nadal się nią nikt nie interesuje. Podejmuję zatem drugą próbę kontaktu. Powołuję się na poprzedni mail i pytam, czy w związku z tym, że przedmiot nadal jest dostępny, sprzedawca łaskawie rozważyłby możliwość zmiany ustawień wysyłkowych. Wystawca lalki zazwyczaj zgadza się przemyśleć sprawę, kiwa dobrotliwie głową, ale na tym jego działanie się kończy, zaś kontakt – urywa. Aż chciałoby się niecenzuralnie rzec: WTF? Skoro nie zależy ci człowieku na sprzedaży, to po co robisz mi nadzieję? Dla jaj? Dla pognębienia „polaczka”? Nie ogarniam tego swoim małym móżdżkiem, tym bardziej, że po kolejnym miesiącu okazuje się, że lali znów nikt nie kupił.

 

 

No piknie. Sprawa wydaje się przegrana. Można iść i zakopać głowę w piasek, albo wyżalić się komuś znajomemu. I, jak się okazuje, ta ostatnia opcja jest bardzo mądra, bo drugi człowiek i rozwiązanie poda i jeszcze zaoferuje pomoc w ściągnięciu laluchy do miejsca zamieszkania osoby jej pożądającej. Stąd wniosek, że wśród całej masy spotworniałych potworów istnieją tzw. „dobrzy ludzie” i dzięki za nich Bogu, bo bez nich świat kręciłby się wolniej. A tak w ogóle, to ja to wszystko piszę, bo bez pomocnej dłoni pewnej pięknej i uroczej niewiasty ukrywającej się pod nickiem „Marshalka” o przedstawieniu Wam bohatera dzisiejszego wpisu, mogłabym sobie tylko pomarzyć.

 

 

Lalek pojawiał się już u mnie w odsłonie „matellowskiej”, ale że nie wystarczała mi ona do szczęścia, więc tajemniczy „on”, który już za chwilę odsłoni lica, doznał rozdwojenia i tym razem zaprezentuje się jako „czarny kuń” ze stajni Hot Toys. Wiem, że moje uwielbienie dla tej firmy zaczyna już powoli przekształcać się w fiksum dyrdum, ale liczę na Wasz łagodny osąd – wszak wszyscy jesteśmy nieco szurnięci.

 


A teraz, jak na dobrego gospodarza przystało, pozwolę sobie przedstawić Szanownym Czytelnikom Jacka nad Jackami, czyli monsieura Sparrowa. Jacuś, ukłoń się Państwu!

 

01

Jack: – No jak mam się ukłonić, skoro trzymam ster? Jak go puszczę to zaraz mi statek wpadnie na skały albo cuś! Kobity to mają głupie pomysły …

 

 

Recenzja „produktu” pojawi się, oczywiście, w którymś z kolejnych wpisów, a na razie, jako leń patentowany, rzucę Wam na żer kilka artystycznych fotografii (artystycznych, czyli: niedoświetlonych, nieostrych, z jakimś badziewiem w tle itp., itd. – w sumie to się tym nie bardzo przejmuję, bo nie mam ani dobrego oka, ani rozwiniętego zmysłu smaku, więc cudów się po swojej działalności fotograficznej nie spodziewam).

 

02

 

03

 

 04

 

W związku z tym, że Jack został przesłany do biura gdzie pracuję, jego odpakowanie wzbudziło pewne zainteresowanie wśród kolegów. Piracik został gruntownie obmacany i – konstatuję to z przyjemnością – spodobał się towarzystwu. W domu zresztą też, choć bliscy ubolewają trochę nad moim szaleństwem zakupowym. „Buty byś sobie, dziecko, jakieś eleganckie kupiła, a nie te lalki wiecznie do domu ściągasz!”. Buty butami, a ja i tak wolę lalki. Zresztą, większość eleganckich człapaków jest na obcasie, a ja ni hu hu w takich chodzić nie umiem, więc nie czuję żadnych pokus. Na widok butów nigdy mi gula do gardła nie podeszła, a na widok lalki – owszem, tak więc priorytety są dość jasne 🙂

 

Przyjazd Jacka do domu spowodował pewną konsternację wśród starszych mieszkańców, a szczególnie u jednego rodzynka, który uważa się za mistera wszechświata. Przez chwilę bałam się, że zrobi krzywdę nowemu nabytkowi, bo jest skory do bitki, ale o dziwo, zachowywał się spokojnie, choć ukradł Jackowi piracki kapelusz.

 

05

Ja: – Loki, jesteś piękny, ale w tym kapeluszu ci kompletnie nie do twarzy!

Loki: – A mnie się podoba! Od dziś jestem piratem!

 

Ponieważ opracowanie dzisiejszego wpisu wyczerpało moje siły fizyczne i duchowe, pozwolę sobie na jakiś czas się oddalić. Wrócę niebawem, z obszerniejszą recenzją Jacka!

Może trójkącik? Nie, dziękuję, wolę kwadracik!

Czy widzieliście już wpis Mangalargi: http://mangalarga-dolls.blogspot.com/2013/05/lalkowe-spotkanie-28042013.html#comment-form ? Ja właśnie go przeczytałam i odświeżyły mi się wspomnienia ze spotkania, które miało miejsce, ho-ho!, cały miesiąc temu. Do jego opisania zabierałam się równie aktywnie, co sójka za morze i gdyby Mangalarga nie pobudziła mnie (jak to brzmi!), swoim wpisem do działania, to relacja pojawiłaby się na święty nigdy.


 

Spotkać się w Warszawie jest dość przyjemnie, szczególnie, jeśli umówić się pod kolumną Zygmunta. Oczywiście, wokół pomnika kręci się dużo ludzi, ale nie rozpoznać swojej grupy się po prostu nie da, bo jak wiadomo osoby zbierające lalki to ludzie wyjątkowo urodziwi, inteligentni i jaśniejący wewnętrznym pięknem, które promieniuje na wszystkich wokoło. Dlatego bez problemu namierzyłam „swojaków”, a to, że KiciaKocia trzymała w ręku monsterkę Howleen i miała na sobie umówioną, pomarańczową bluzę, nie miało tu nic do rzeczy 😛


 

Pogoda postanowiła nas nie rozpieszczać – niebo siusiało z góry, wiaterek podwiewał z dołu, nosy marzły i kapały, no po prostu wszystko sprzysięgło się, żeby zagonić nas do pieczary diabła, czyli fast-foodowni (Pizza Hut)! W tym przybytku wszetecznej rozkoszy (kalorie!, kalorie!, kalorie!) mogłam porządnie przyjrzeć się nowym znajomym (tym bardziej, że nieskromnie pościągały kurtki, szaliki i inne ocieplające akcesuary). Na spotkanie stawił się kwiat lalkowego środowiska, czyli: Mangalarga, KiciaKocia i Lacrima, no i ja, co daje seksowny kwadracik (w odróżnieniu od przereklamowanego trójkącika).


 

Cztery baby przy jednym stole to nie w kij dmuchał i wiadomo, że po pierwszym obwąchaniu nastąpi kanonada chichotów, gdakania i wyciągania z torem ukrytych skarbów, czyli lalek. A tych było dużo i w dodatku, różnego rodzaju. Jak się okazuje każda z babeczek specjalizuje się w zbieractwie innych plastików.


 

Lacrima lubi „duże gabaryty” i przyniosła na spotkanie swoje ulubienice od Tonnera – dwie Ellowynki. Te lalki to prawdziwe damy, nie dość, że ubrane w eleganckie ciuchy (kto zgadnie, kto je uszył?) to jeszcze porażające głębią spojrzenia. Gdybym ich nie zobaczyła „w realu” to do dziś żyłabym w nieświadomości jak są piękne. Zdjęcia zazwyczaj nie oddają sprawiedliwości ich urodzie i są po prostu mylące (mam wrażenie, ze obiektyw spłaszcza ich rysy). Lalki Tonnera TRZEBA oglądać na żywo. Dopiero wtedy można je prawidłowo ocenić.


01

Ellowynka nr 1 – „Romantyczna”. W tle chowa się KiciaKocia. Maskowanie – moje. Zdjęcie (to i wszystkie pozostałe – autorstwa Mangalargi!)


02 

Ellowynka nr 2 – „gotycka”. W tle znów chowa się KiciaKocia 🙂

 

Wśród lalkowych dam od Lacrimy zaczaiła się także mileńka „składaczkówna”, która wzbudziła żywe uczucia w sercu mojego Sweeneya. Zakochał się biedny i teraz do niej żałośnie wzdycha. A ona – cóż, pewnie już go nie pamięta …


03

 

Na spotkaniu były lalki duże, ale były też laleczki małe, tycie, tyciutkie – Laloopsiki! Mam wobec nich zbrodnicze plany. Jeśli KiciaKocia przyniesie je raz jeszcze, to je ukradnę (ale o tym cicho-sza, niech ten szatański plan spokojnie sobie dojrzewa)


04

Słodziny wcielone, ale charakterne!

 

Ponieważ moje chłopaki czują w sobie ojcowskie zapędy od razu przejęli maluchy. Dla każdego starczyło po jednej kruszynce.


05

 

 

Spotkanie byłoby niepełne, gdyby nie uczestniczyły w nim przedstawicielki świata Mattel. Jak to się mówi – nie ma Barbie, nie ma imprezy!



06

 Achhhhh, brunetki! Najpiękniejszy kolor włosów lalkowego świata! Mangalarga ma gust, albo, „ma gusta”, co ostatecznie układa się we frazę – me gusta 😛


 

07

A tutaj laleczka, od której wszystko się zaczęło – ona była naszym znakiem rozpoznawczym przy spotkaniu. Świetnie się nadawała do swojej roli – z powodu ognistoróżowej fryzury było ją widać z daleka.

 

Monsterki zjawiły się we dwie, dopuszczając do swojej grupy laleczkę nieco do nich podobną, ale przecież inną – Sashabellę herbu Bratzillaz. Sasha trzymała się blisko Spektry, co mnie bardzo zdziwiło, bo dziewczęta sa jak ogień i woda – jedna białoskóra, wyniosła, trochę melancholijna, druga – bywalczyni solarium, trzpiotka i urwis w jednym.


08

Przeciwieństwa się przyciągają. Jak się okazuje prawda ta jest aktualna również w lalkowym świecie.

 

A na koniec notki – prawdziwa bomba. Oto objawię wam jak wyglądały uczestniczki spotkania. Przygotujcie się na wzniosłe przeżycia duchowe.

 

 

Adin

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

Dwa

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

Tri

.

.

.

.

.

i

.

.

.

.

.

Voila – oto my!:

MY

Cała czwórka fajnych lachonów. Gdybyście nas rozpoznali na mieście, to można zaczepiać.

Facet o urodzie wychudzonego szczura

Chciałabym jakoś mądrze rozpocząć recenzję figurki Lokiego, ale jedyne w miarę rozsądne zdanie, które mi się kołacze po głowie po jego obejrzeniu brzmi tak: „Loki to facet, który ma urodę wychudzonego szczura i ogromny nos”. Ponieważ tak krótkie podsumowanie nie oddaje mu sprawiedliwości, będę pisać „naokoło”, posiłkując się zdjęciami. Pod koniec zobaczymy, czy wyjdzie pean pochwalny, czy tekst obierze inny kierunek.


No to „jadymy”!


1. Pudło

Duże, zielone, z wizerunkiem przyjemniaczka. Łatwo otwieralne, dobrze prezentuje się na półce, choć zabiera niepokojąco dużo miejsca – równowartość dziesięciu dużych książek. Ponieważ w serii „Avengers” wydano wszystkie postaci z filmu, skompletowanie całej załogi „mścicieli” oznacza zawalenie domu kupą tekturowych boxów.


8581

Wizerunek na pudle nieprzyjemnie łypie na właściciela.


851

Gdyby właściciel zapomniał jak nazywa się jego figurka, to może spojrzeć na górną krawędź opakowania i od razu sobie przypomni.

 

2. Akcesoria.

Firma Hot Toys jest znana z tego, że zabezpiecza swoje plastikowe „dzieci” w kupę różnistych dupereli i artefaktów. Na przykład – w siedem dodatkowych, wymiennych dłoni (trzy prawe i cztery lewe). Są, oczywiście, jeszcze dwie podstawowe. Normalnie Loki to chyba jakaś ośmiornica jest 😛


dłonie

Te złotawe „narośle” na łapkach to nie przerośnięte kurzajki, tylko zamocowane na stałe ochraniacze. Są wtopione w skórę dłoni, przez co – nie do zdjęcia.


łapki

 

Ręce nie powinny pozostawać bezczynne – tak więc jest i coś do złapania. Gustowna, „śmiercionośna” włócznia z niebieskim oczkiem, to jest chciałam powiedzieć – z Tesseractem.

 

włócznia

Włócznie są w zestawie dwie. Krótszą pokażę na kolejnych zdjęciach, „w użyciu”

 

ostrze włóczni

Ostrze broni jest wykonane z plastiku, ale oko by się nim dało wykłuć. Taka zabawka zupełnie nie nadaje się dla dzieci.

 

Kolejnym elementem zestawu jest stojaczek. Przyjemnie solidny, teleskopowy.


stojak

 

Stojak jest bardzo stabilny i wygodny w użyciu. Sęk w tym, że gdy jego fragment załapie się na zdjęciu, to robi się wesoło i w głowie pojawiają się kosmate skojarzenia. No perwersja po prostu 🙂


stojak

Pisanki? Czarne? O rety!

 

W przepaścistych otchłaniach pudła znalazło się również miejsce dla małych, skrytobójczych sztylecików, kajdanek i knebla.


sztyleciki

 

kajdanki

 

knebel

 

Czym jednak byłyby te wszystkie akcesoria, gdyby nie Loki? No właśnie – niczym. Zatem przeskakuję do postaci „tego złego”.

 

3. Przyjemniaczek.

Loki hipnotyzuje mnie swoją twarzą. Lubię takich brzydali z wyrazistymi oczami i zapadniętymi policzkami.


en face


O tym, jak duży jest jego nos można się przekonać spoglądając niżej:


nosisko

Ten wzrok sugeruje zamyślenie. Loki duma oczywiście o tym, jak podbić naszą planetę.

 

z góry

 

Twarz figurki podoba mi się bez żadnych zastrzeżeń. Jest wyrazista, pięknie wyrzeźbiona i pomalowana. Ciut gorzej prezentują się włosy postaci.

 

włosy

Fryzura a’la piłkarz: z przodu żel, z tyłu wijące się kędziory

 

Wiem, że Loki to nie lalka, ale chyba wolałabym go z „prawdziwymi” włosami. Z drugiej strony, po założeniu na głowę przystojniaka hełmu plastikowa zaczeska znika.

 

całość

 

Nakrycie głowy pięknie komponuje się z resztą stroju, który choć bogaty, wydaje mi się gustowny. Lubię takie zestawienia kolorów!

 

Wiem, że obiecałam rozebrać Lokiego i zaprezentować go „bliżej”, ale w związku z tym, że nie umiem jeszcze wyłuskać go ze stroju (część odzieży można usunąć wyłącznie po uprzednim zdjęciu głowy i rozłączeniu stawów ramion, co chwilowo stanowi dla mnie czarną magię) ograniczę się do pokazania jak wygląda na zewnątrz.


elementy stroju

 

Ilość materiałów, użyta do sporządzenia stroju jest imponująca. Producent zagrał fakturami poszczególnych elementów, aby wywołać wrażenie bogactwa. I całkowicie mu się to udało 🙂

 

rękaw

Elementy rękawa. Umiejętność rozmieszczenia tak dużej ilości elementów na tak małej powierzchni wprawia mnie w podziw.

 

całość

Jestem piękny i uroczy. Kochajcie mnie ludzie, a ja podbiję waszą planetę i obrócę was w niewolników.


Na tle innych przedstawicieli mojego małego hottojsowego stadka Lokiś wygląda jak barwny kogucik na tle szarych kurek.

 

grupa

Loki: – Nie obraźcie się chłopaki, ale „król może być tylko jeden!”

Sweeney (mruczy pod nosem): – A przyjdź no kiedy na golenie do mojego zakładu, koguciku …

Jake: (myśli) – Pewnie te ciuchy w second-handzie kupił …

 

Reasumując: Jest w moim typie, gustownie się ubiera, należy do elity bóstw i jest „bad boysem”, więc moje lalki i ja na niego lecimy 😛

 

 

Edit! Znalazłam w sieci zdjęcie Lokiego w „zwykłym” stroju. Wygląda – jak tysiąc dolarów 🙂

casual

Loki

Baba to taka stwora, co zawsze chce „inaczej”. Jeśli jest blondynką, to marzą jej się ciemne włosy, kiedy jest śniada, to wzdycha zazdrośnie na widok bladej skóry, a gdy Panbuczek podaruje jej szczuplutką, drobną figurę, to jak w banku można obstawiać, że chciałaby być wyższa i bardziej cycata.



Jako że przyszłam na świat jako baba, to wzorem innych babów też marzę o zmianach. Z chęcią zmalałabym kilka centymetrów, wymieniła kolor oczu na brązowy i wyhodowała na głowie burzę loków. Kobity z kręconymi włosami to mają dobrze! Chłopy się za nimi oglądają, mogą zarzucać lokowane grzywy na ramię i fantazyjnie je upinać. Gładkowłose oczywiście też mogą wykonywać wszystkie te czynności, no ale to co gładkie nie może równać się z ponętnym skrętem. Loki to jest to!


 

Ponieważ nie mam szans na upragnioną fryzurę, bo włosięta na łepetynie cieniutkie, słabiutkie i przyklapnięte i trwałej się nie poddadzą, zdecydowałam się na „loki zastępcze”. Nadeszły w dość dużym pudełku i dziś triumfalnie przyniosłam je do domu.


 

Loki są, a właściwie JEST piękny, plastikowy i bardzo przypomina oryginał z filmów „Thor” i „Avengers”, czyli aktora Toma Hiddlestone’a.


 

01

Takim wzrokiem można mrozić piwo przed imprezą 😛


02

Szykowny płaszczyk obszyty jest na brzegach złotymi kuleczkami. Lansik bansik!


03

Hełm sugeruje, że posiadacz jest rogaczem


04

 

Z takim zaciętym i wrednym ryjem Loki od razu uplasował się na pierwszym miejscu moich ulubionych plastikowych chłopaków 🙂 Nie wiem jeszcze jak wygląda pod toną ciuchów, ale długo w tych szmatkach nie posiedzi – muszę obejrzeć go na golasa i spróbować przebrać w casualowe szmatki – widziałam w sieci, że kilku właścicieli figurki zastosowało ten trick i doszło do bardzo fajnych rezultatów.

 

W kolejnym wpisie – recenzja rogatego paskuda. Myślę, że na nią zasługuje!

 

 

Mały bonus: zdjęcia oryginału i „plastika” pobrane z sieci:

01

02

03

 

Gdybym miała wybór, to wzięłabym do domu tego prawdziwego 😀 Tylko czy by mi się na półkę zmieścił?