Lalki? Figurki?

Zaczęło się, bez wątpienia, od dość prostych figurek. Figurek, które w krótkim czasie zyskały takie cechy jak doskonała artykulacja, porażające wprost podobieństwo do „żywych” oryginałów i status zabawek kultowych. Takich, za które bez mrugnięcia okiem płaci się bardzo wysoką cenę.

 

Miłośnikom figurek firmy „Hot toys” przedstawiać nie trzeba – bo to gigant na rynku  artykułów dla kolekcjonerów, wydający co chwila kolejne, luksusowe i bardzo, ale to bardzo limitowane serie (średnio po 500 sztuk). 

 

W zasadzie figurki tej firmy wydają się ciekawsze od lalek –  są bardziej realistyczne, ubrane w lepszej jakości ciuchy i z pewnością znacznie lepiej pozują (przynajmniej te najdroższe), bo obdarzone są większą ilością punktów zgięcia ciała, niż znane mi lalki (32 punkty zgjęcia to nie w kij dmuchał!)

 

W dodatku, są nadzwyczaj urodziwe, o czym, mam nadzieję, przekonacie się, oglądając zamieszczone niżej zdjęcia.

 

Dastan

Dastan

 

Przystojniak Dastan z filmu „Prince of Persia” mógłby uwodzić Barbietki reprezentujące krainy dalekiego wschodu

 

Hellboy

 Hellboy

 

Uroczy Hellboy przydałby się różowym lachonkom w charakterze ochroniarza a kotu – jako niestrudzony głaskacz grzbietu i czochracz okolic zausznych.

 

Wolverine

Wolverine

Wolverine

 

Wolverine pilnowałby kwiatów na oknie. Swoim spojrzeniem wystraszyłby z nich wszystkie mszyce. A po skończonej pracy mógłby wyskakiwać z Kenem-Harleyowcem na piwo 😉

 

Batman 

Batman

 

Batman nauczyłby moje plastikowe piękności sztuk walki.

 

pani - brunetka

pani-brunetka

pani-blondynka

pani-blondynka

 

Żebyście nie myśleli, że tylko na „męskie” lalki  zwracam uwagę, wklejam fotki dwóch uroczych dam.

 

Jeśli będę miała kiedyś kilka zbędnych groszy, dajmy na to – jakieś drobne osiem tysięcy złotych, to na pewno sobie którąś z tych figurek kupię 😉

 

Wszystkie zamieszczone w notce zdjęcia pobrałam z Internetu, ze wskazaniem na Flickr.

Parada klonów

Gdy w 1964 roku firma Mattel wykupiła prawa autorskie do lalki Bild Lilly i rozpoczęła produkcję Barbie, na rynkach zabawkarskich od jakiegoś czasu  krążyły już  całkiem udane kopie Lilly. Było to możliwe dlatego, że autorka Bild Lilly sprzedała formę odlewniczą lalczynej główki i ciała nie tylko Mattellowi. Tak więc w latach 60-tych, jeszcze przed pojawieniem  się Barbie, na rynku można było kupić laleczki  bardzo do niej podobne, od kilku równocześnie działających, niezależnych producentów.

 

Największą popularność wśród kupujących zdobyły początkowo lalki firmy brytyjsko-chińskiej firmy Dura-Fam Ltd., znakowane „Hong-Kong”, nie różniące się w praktyce niczym (oprócz labelki producenta) od oryginału (Lilly).

1

 

Sporym wzięciem mogły pochwalić się także lalki „Babs” od firmy FAB-LU, przypominające jednocześnie Bild Lilly i Barbie.

 

2

3

 

Firma FAB-LU nie zakończyła działalności na produkcji lalek „Babs”, wypuszczając na rynek dość wierne kopie pierwszych Kenów. Plastikowi chłopcy o wdzięcznym imieniu Bill nosili ubiory identyczne z ciuchami, w które odziewała swoje twory firma Mattel. Jak widać pojęcie „prawa autorskie do wizerunku” miało w latach 60-tych dość szeroki wydźwięk.

 

4

5

 

Na Billu historia kloników się nie kończy. Nie sposób nie wspomnieć tu lalki „Suzette”, produkowanej przez firmę „Uneeda Doll Company” z Nowego Jorku. Z nazwą producenta wiąże się dość ciekawa historia. Otóż firma legitymowała się na rynku dwiema nazwami. Oprócz „Uneeda Doll Company” można było spotkać się z nazwą „Tony Toy Company of Hong Kong”, co na pewno sprawia do dziś kolekcjonerom sporo kłopotu przy rozpoznaniu lalek.

 

6

 

Laleczka Suzette, debiutująca w 1960 roku jako klon Lilly, była początkowo sprzedawana w dwupaku – razem ze swoją siostrą bliźniaczką – Wendy.

 

6

 

W 1962 roku Zuźka wzbogaciła się o chłopaka, Boba, oraz koleżankę, Miss Suzette, Wendy Ward (laleczka z zamykanymi oczami).

 

7

 

Za cenione klony lalki Lilly (oraz wczesnych Barbie) uważane są również:

 

– Polly – wypuszczona przez firmę Valentine:

 

8

9

 

– Mitzi – produkt firmy Ideal Toys:

 

10

 

– Miss teenage girl produkcji firmy Shillman:

 

11

 

– Debbie (producent nieznany). Co ciekawe – laleczka nie ma nóżek!

 

12

 

– Hello Dolly od Nasco & Allied & A.E:

 

13

14

 

– Genevieve firmy Cragstan (zwróccie uwage na pudełko – czyż to nie czysta kopia mattelowskich opakowań?)

 

15

 

Z dość oczywistych względów, spośród zaprezentowanych tu kloników, najbardziej chciałabym nabyć Debbie.

 

UWAGA: żadne z zamieszczonych w niniejszej notce zdjęć nie jest mojego autorstwa. Pochodzenie: Internet.

Top ten mattelowskich kenioszków

Kenioszki bywają różne – pręgowane i podłużne,

Każdy Kenio – miły, gładki,

Każdy nosi modne gatki,

Oraz jest przedmiotem chcicy niejednej starej pannicy.

 

Kończąc już wstęp ten nudnawy,

Wnet przechodzę do rozprawy,

O kenioszkach które Zgreda,

Kręcą jak ruska torpeda.

 

Oto top ten panów ślicznych,

Zgrabnych oraz romantycznych,

Jeden od drugiego lepszy.

 

Niech już Zgred przestanie pieprzyć!

Niech nos wytrze, niechaj chrząknie i w tworzenie listy wsiąknie,

Gdyż wierszyki przygłupawe,

Tylko przeciągają sprawę.

 

No więc, w końcu, zaczynamy,

I do „top ten” zapraszamy!

 

10. Nietypowy Kenik, odwzorowujący legendarnego herosa Hollywood. James Dean nawet dziś budzi w kobietach szybsze bicie serca. I nic w tym dziwnego. W pamięci kinomaniaków pozostał wiecznie młodym buntownikiem, którego każdy chciałby mieć za przyjaciela.

James

 

9. Zac Posen. Lalka ekskluzywna i droga. Sprzedawana wyłącznie w zestawie upominkowym. Oznaczona złotą labelką. Bardzo, baaaaaardzo przeze mnie pożądana (a za taką kieckę, jaką ma na sobie barbietka, to chyba mogłabym morderstwo popełnić)

Zac Posen

 

Zac Posen

8. Agent 007. Ubrany w nienaganny smoking, mega – męski i seksowny. I tylko ta panienka u jego boku jakaś taka niewyraźna, jakby przybyła z innej bajki. No cóż, nawet tacy twardziele jak James Bond tracą czasami głowy dla zupełnie przeciętnych z urody Basiek.

007

007

7. W tangu prężąc się jak kot, swą partnerkę chwyta w lot, po czym wijąc się jak wąż, szepcze jej do ucha wciąż: „Gdybyś była choć ciut ładniejsza i wyjęła z ust tę idiotyczną różę, to zajęlibyśmy wyższe miejsce w rankingu!”

Tango

Tango

6. Ken Harley Davidson z 2009 roku. Fajna z niego cizia, w dodatku odziana w skórzane gaciorki (mam tylko nadzieję, że mu się zgrabny zadek latem od nich nie odparza!). Facet w moim typie – gładki na gębie, długowłosy i chudy. Gdybym była Baśką, to zakochałabym się w nim na amen 😉

harley davidson - II

5. „Get your motor running, running on the highway”, chciałoby się zaśpiewać, bo oto przed nami kolejny przystojniak odgniatający swoje cojones na twardym siodełku Harleya. Wiatr świszcze mu we włosach (także tych na klacie), a on jedzie przed siebie w kierunku zachodzącego słońca i rwie baby po drodze.

Harley ken

Harley ken

4. Jude Deveraux „The Raider”. Ten Ken to pan, który w realnym świecie budziłby wśród swoich miłośniczek mokre i niegrzeczne sny. Napakowany jak kulturysta, długowłosy, ubrany w rozhłestaną, ukazującą męskie wdzięki koszulę i do tego jeszcze romantyk. Ufff, aż za dużo tych cech pozytywnych.

Raider

Raider

3. Za mundurem – panny sznurem. Szczególnie jeśli mundur jest czerwoniutki jak jesienne jabłuszko. A jeśli do tego chłopię, które go nosi ma niebieskie ślepia i buźkę aniołka, to można zakochać się na zabój.

Nikolai

2. Jack Sparrow. Ken do złudzenia przypominający oryginał – zawadiackiego, skorego do bitki i butelki pirata, będącego jedną z najsympatyczniejszych postaci z filmów Disneya. Duże osiągnięcie Mattel’a (choć posiadające kilka niedociągnięć produkcyjnych).

 Jack

 Jack

1. Ken – Aragorn. Rycerz w lśniącej zbroi, budzący romantyczne skojarzenia u takich starych prukw, jak ja. Zasłużone pierwsze miejsce 🙂

Aragorn

Aragorn

Aragorn

 A na koniec stwierdzam: wszystkie chłopaki są fajne, nie tylko te plastikowe 🙂

Baba Jaga rosyjskiej firmy „Gwiazda”

Myślę, że tej lalki możecie nie znać. Nic w tym dziwnego, bo to ślicznotka zza wschodniej granicy, a konkretnie – z Rosji, nie sprzedawana nigdy w Polsce.  Jej pierwowzorem jest wredna i złośliwa postać z bajki – Baba-Jaga, znana wszystkim dzieciakom, które oglądały filmowe produkcje ZSRR, czyli Rosjanom, Czechom, Słowakom, Ukraińcom i Białorusinom. W Polsce filmowa Babusia-Jagusia nie przybrała chyba nigdy statusu postaci kultowej, gdy tymczasem, w wymienionych krajach, cieszyła się ogromną sławą. Każde dziecko chciało mieć w swojej kolekcji Jagę, choć po trochu się jej przecież bało 😉

 

1

 

Jako mały szkrab byłam dumną posiadaczką Jagusi, która przeżyła ze mną wiele przygód przyjemnych i zgoła niemiłych. Lalka doznała topienia w wiadrze mleka, została użyta w charakterze spadochroniarza skaczącego z dziesiątego piętra na trawnik pod blokiem, jeździła jako dżokejka na kocie (przywiązana do kota sznurkiem, co miało dość nieprzyjemne konsekwencje, bo kicia zaplątała się podczas ucieczki na drzewo o gałązki i tpotrzebowała pomocy przy zejściu. Kocillę ściągał z wysokości mój ojciec, który przeżył przy tym spory wstyd, bo zwierzak darł się jak opętany i sąsiedzi przyszli popatrzeć sobie na to, co właściwie tata robi biednemu kociakowi, że on tak przeraźliwie miauczy).

 

Jagusia była ukochaną zabawką do chwili, gdy w moim życiu nie pojawiła się pierwsza Barbie, przez co przemiła staruszka trafiła do pudła z zapomnianymi zabawkami i została po pewnym czasie, wraz z nimi, przekazana jakiemuś innemu dziecku. W ten sposób utraciłam najlepszą przyjaciółkę z dzieciństwa i zrozumiałam, ze jak się kogoś kocha, to nie odstawia się go na boczny tor. To chyba pierwsza ważna lekcja wyniesiona z dzieciństwa.

 

Dziś żałuję, że Jagi nie ma już ze mną i próbuję upolować taką lalkę na moim ulubionym  serwisie aukcyjnym. Trzymajcie za mnie mocno kciuki, bo bardzo chcę Jagusię odzyskać!

 

Ponieważ nie dysponuję żadnymi fotografiami Babusi, pozwoliłam sobie użyć zdjęć użytkowniczki forum Dollplanet.ru o wdzięcznym nicku Goldilocks. Oto one – przedstawiające w całej okazałości i krasie Babusię-Jagusię:

 

2

 

Kto ma taki śliczny, haczykowaty nosek? Tylko Jagusia!

 

3

 

Na plecach – obowiązkowy garb.

 

4

 

Brak właściwej higieny jamy ustnej spowodował, ze babusia zachowała tylko jeden ząbek. Na szczęście do zjedzenia Jasia i Małgosi ten jeden wystarczy 😉

 

Zakryjcie oczy – za chwilę na ekranie pojawi się golizna!

 

5

 

Niech się wstydzi ten kto widzi!

 

6

7

 

Gdyby babcia w młodości nosiła „pajączka”, to pewnie teraz nie miałaby garba …

 

8

 

Chciałabym zwrócić uwagę na artykulacje rąk i nóg – Jagusia ma znacznie lepsze możliwości pozowania niż niejedna Barbie. W zasadzie to można powiedzieć, że mamy przed sobą Jagusię-Fashionistas.

 

Na koniec obiecuję, że jeśli uda mi się wygrać aukcję na molotok.ru, to obowiązkowo wrócę na bloga z jeszcze jednym wpisem poświęconym Babusi! Tak mi dopomóż Swarożyc 😉

Off topic. Dozwolone od lat 18-tu

Wpis poświęcony jest lalkom, których nie powinno się dawać do zabawy dzieciom. Choć pomagają w rozładowaniu męskiej żądzy, ich ponadprzeciętna uroda i staranne wykonanie kwalifikują je jako nietypowe dzieła sztuki. W tym wypadku – erotycznej.
Ladies and gentlemen – zapraszam do zapoznania się z wpisem, poświęconym japońskim „love dolls”

UWAGA! – materiał zawiera sporo golizny. I nie chodzi tu o niewinną goliznę Barbie!

[more]

———————————————————————

W naszym kraju takie lalki to wciąż jeszcze nowość. Gdy przegląda się oferty sklepów erotycznych, to można zauważyć, że nie prowadzą one sprzedaży wyrafinowanych i bardzo drogich sex dolls z Japonii. Oferują towary znacznie tańsze (np. dmuchane lale), kompletnie nie przypominające żywych kobiet. Miłośnicy erotycznych doznań z japońskimi lalkami muszą się naprawdę postarać i sporo wydać, żeby sprowadzić sobie silikonową towarzyszkę zabaw łóżkowych.

 

Tymczasem w kraju kwitnącej wiśni handel silikonowymi pięknościami kwitnie w najlepsze już od wielu, wielu lat. „Holenderskie żony” (datch waifu), bo taka nazwa przylgnęła do seks-lalek, wielu mężczyznom zastępują żywe partnerki. Są ciche, mało kosztują w utrzymaniu i przede wszystkim – nie zdradzają, co powoduje, że wielu panów przedkłada ich towarzystwo nad wspólne życie z prawdziwymi kobietami.

 

 

Historia japońskich sex dolls sięga lat 30-tych XX wieku. Pierwsze lalki powstały z myślą o marynarzach, którzy, pozbawieni damskiego towarzystwa, nie mieli przed długie okresy żadnych szans, aby rozładować „po bożemu” efekty nabrzmiałej chuci. Laleczki miały być substytutem chętnych do igraszek kobiet i sprawdzały się tak wyśmienicie, że powstał przeogromny sektor, produkujący takie zabawki.

 

O ile pierwsze „holenderskie żony” były lalkami dość prostego typu, o tyle dzisiaj można nabyć lalki do złudzenia przypominające żywe dziewczęta. Ilość typów, dostępnych na rynku, jest przeogromna (jak to mówi przysłowie – dla każdego coś miłego), lecz z sondaży wynika, że najchętniej kupowanymi modelami są laleczki o dziecięcych twarzach i ciałach. To  dość zatrważająca informacja, która każe głęboko zastanowić  się nad potrzebami współczesnych mężczyzn, śmiało sięgających po seks z lalkami o wyglądzie nastoletnich lolitek.

 

Obcowanie z lalką, która nie może przecież odpowiedzieć na pieszczoty i karesy swojego właściciela, ani obdarzyć go wzajemnością, przywodzi na myśl jeszcze jedno niebezpieczeństwo – utratę więzi emocjonalnej w stosunku do realnego świata. Naturalny stosunek między dwójką żywych osób (pal licho ich płeć) zastępuje się uproszczonym stosunkiem z nieożywionym przedmiotem. Fanatycy lalek twierdzą, że darzą swoje „kochanki” miłością i widzą w nich realne towarzyszki życia. Ale gdzie w tym miejsce dla prawdziwych kobiet i mężczyzn?

 

Pomimo kontrowersji, które wzbudzają seks-lale z Japonii, trudno przejść obok nich obojętnie. Ich ponadprzeciętna uroda i staranne wykonanie kwalifikują je przecież jako nietypowe dzieła sztuki. W tym wypadku – erotycznej, ale chyba jednak – sztuki.

 

01

02

03

03a

04

05

06

07

Wyzywająca poza nie pozostawia wiele do wyobraźni i dobitnie wskazuje, po co ta lalka istnieje.

lale świntuchy

łapka lali

09

10

 

Pomijając wybitnie erotyczny aspekt takich lalek, to przyznam, że bardzo chciałabym mieć przedstawicielkę w kolekcji. Na pewno świetnie by pozowała, choć niekoniecznie bez ubrania i nie w tak wyuzdanych pozach. Z całą pewnością jest w pełni artykułowalna 🙂

 

Wszystkie zdjęcia pobrałam ze strony producenta lalek: http://www.orient-doll.com/

Lipcowe podsumowanie blogowe

Nie jest tajemnicą, że pasjonaci lalek podczytują wzajemnie swoje blogi. Ja też nie jestem wyjątkiem i zaglądam gdzie się da. Kilka blogów znam już całkiem dobrze, całej masy kompletnie nie kojarzę, więc dziś będzie tylko o tych, które do tej pory udało mi się nawiedzić. Ponieważ niektóre wpisy zapadają mi na dłużej w pamięć, postanowiłam co miesiąc wybierać kilka notek, które najbardziej mi się spodobały i zapłodniły umysł. Pomysł podwędziłam z jednego ze swoich ulubionych blogów o filmowym horrorze. Myślę, że dobrze jest  szerzyć w świecie wiedzę na temat tego, co ciekawe – tak więc, wcielam ideę w czyn i zapraszam do lektury.

 

Zaczynamy – od fanfar na cześć blogowiczów:

 

A teraz jadymy już pełnym gazem – oto top seven z lipca. UWAGA: kolejność jsiedmiu wspaniałych” jest przypadkowa. Każda z prezentowanych niżej notek czymś mnie uwiodła. Zresztą, zaraz przeczytacie, co, jak, gdzie i kiedy.

 

 

1. „Pod wpływem okoliczności” – http://lalkahalka.blogspot.com/2011/07/pod-wpywem-okolicznosci.html

Podoba mi się znakomita stylizacja Barbie na świętej pamięci Amy Winehouse. Przemalować twarz lalki jest bardzo trudno – łepetynki Basiek są małe i trzeba sporo cierpliwości i precyzji, żeby osiągnąć ciekawe rezultaty. Ale sama twarz to nie wszystko. Aby złudzenie było pełne, potrzebna jest jeszcze charakterystyczna garderoba i fryzura. Dopiero, gdy te trzy czynniki zostaną harmonijnie zgrane można mówić o sukcesie. W przypadku OOAK’a Dollby’ego wszystko zagrało i nawet zaśpiewało.

 

2. „Jak kapturek z pudełka” – http://zapieczlotych.blogspot.com/2011/07/jak-kapturek-z-pudeka.html

Słowa uznania za doskonały opis piekielnych mąk, które przeżywa każdy lalkarz, wyjmując swój nowo zakupiony skarb z pudełka. Dzięki tej blogonotce mogę śmiało łączyć się z wami wszystkimi w bólu podczas otwierania  trumienki i wyciągania cennej zawartości na światło dzienne  – bo ktoś świetnie opisał cały upiorny proces rozrywania kartonu, wyswobadzania włosów lalki z diabelskiego plastikowego zabezpieczenia i  drżenie łap przy pierwszym dotknięciu (czynność nieomal erotyczna!)

 

3. „Kolekcja historyczna” – http://galeria-barbie.blogspot.com/2011/07/kolekcja-historyczna.html

Po przeczytaniu tej notki zaczęłam przebierać nogami z podniecenia, we łbie zapaliła mi się czerwona lampka i w nocy przyśniło mi się, że jestem mistrzem igły. Co zresztą zostało zweryfikowane kolejnego dnia, kiedy w napięciu próbowałam uściubić dla jednej z Basiek coś na kształt spódniczki. Efekt przypomina nieco stara ścierkę, lecz nie zmienia faktu, że gdy patrze na ubiory zaprezentowane we wspomnianej notce, to robi mi się błogo na duszy a wyobraźnia podsuwa cudowne wizje przyszłości, w której  nauczę się szyć takie stylowe ciuszki.

 

4. „Brandon, Brenda i Dylan z Beverly Hills 90210 – 1991” – http://marsbarbie.blogspot.com/2011/07/brandon-brenda-i-dylan-z-beverly-hills.html

Oto internetowy zapis spełnionego marzenia. Fajnie byłoby życzyć, żeby wszystkim maniakom lalkozbieractwa udało się kiedyś zdobyć swoje „wyśnione, wymarzone”. Takie notki powinny być otagowane uśmiechem od ucha do ucha.

 

5. „Dwa kloniki z bazaru.” – http://dollsecondhand.wordpress.com/2011/07/10/dwa-kloniki-z-bazaru/

Widzieliście jakie na bazarze można znaleźć przecudne brunetki, a? Jeśli nie, to lećcie pędem pod wskazany adres – zaręczam, że  zakochacie się w tych finezyjnie pomalowanych mordkach i błękitnych ślepiach. Dodatkowo, nabierzecie chęci na lalki nie będące Baśkami. Bo jak głosi nasz wieszcz narodowy: nie samą Baśką żyje człowiek 🙂

 

6. http://depheainwonderland.blogspot.com/ – wpis z 21 lipca b.r. (brak tytułu)

Napalony lachon i jurny blond samiec. Tu od podtekstów aż wibruje w powietrzu. I takie powinny być wpisy na blogach, gdzie opowiada się jakąś historię – z solą, pieprzem i ostrą papryczką, a nie grzeczne, bezpłciowe i nudne jak flak od kaszanki.

 

7. „Twist ‚N Turn’ P.J. (1970)” – http://barbiecollection.blox.pl/html – wpis z 20.07.2011 r.

Lalka przedstawiona w tej notce, to paskuda. Naprawdę. Ale jest opisana tak, jakby była najpiękniejszą księżniczką. I dlatego, po przeczytaniu wpisu, nie da się patrzeć na nią jak na brzydulę z karykaturalnymi rysami twarzy, tylko jak na wspaniałą, godną podziwu i pożądaną w zbiorach damę. Chylę czoło przed autorem bloga. Nie każdy umie swoją fascynację tak ciekawie ubrać w słowa, żeby zarażać nią czytelników. Must-read i niekwestionowany zwycięzca mojego lipcowego podsumowania blogowego.

 

Po tak wyczerpującej czynności, jaką było sporządzanie dzisiejszego wpisu, ośmielam się życzyć szanownym dobrej nocy i małej ilości tnących wściekle komarów. 

Kici, kici! Jaki śliczny kiciuś! Czy mogę go pogłaskać?

Oto dość typowy typowy przedstawiciel kociego rodu:

 

1

 

A tu mamy przykład nowoczesnej, plastikowej piękności:

 

2

 

Teraz zagadka – co by wyszło, gdyby połączyć te dwie natury: kocią i lalczyną?

 

Odpowiedź jest tylko jedna: Catwalk kitties!

 

Ciała – jak u Barbie lub Bratz (zginalne nóżki i zdejmowane stópki) ale twarzyczki – oryginalne, zwierzęce. Dodatkowo – kocie uszy i ogonki oraz niespotykane u innych lalek kolory ciał.

 

Niestety, laleczki nie „chwyciły” i z powodu dość niskiej sprzedaży zostały przez producenta, firmę LANARD, dość szybko wycofane z rynku. Szkoda, bo są ujmujące i niepowtarzalne. Nie zdziwi was informacja, że diabelnie chciałabym mieć takie cuda w kolekcji. Tylko – gdzie je zdobyć? Do Polski seria oczywiście nie dotarła …

 

3

4

5

5

6

7

Uzależnienie. Miłe złego początki.

Alkoholicy nie umieją powstrzymać się od picia, narkomani marzą o działce, a poczatkujący zbieracze lalek – często wpadają w pułapkę o nazwie „chcę mieć na własność wszystkie lalki, które mi wpadły w oko”.

 

Takie chciejstwo to paskudna sprawa – nie mając sprecyzowanych poglądów na to, co tak naprawdę pragnie się mieć w kolekcji, zgarnia się do niej wszystko, co wpadnie pod rękę. Starszy rodzaj Barbie – świetnie, do koszyka! Dwie identyczne My scene – biorę!  Bratz, która mi się wcale nie podoba – muszę ją mieć!  Księżniczka Disney’a –  o rety, rety, rety – ja kcem ksienżniczkem! Litania ptaka-nakręcacza wydłuża się w nieskończoność bo każdy powód jest dobry, żeby dołaczyć kolejną lalkę do zbiorów.

 

Niby to wszystko fajne i miłe, ale po pewnym czasie okazuje się, że wszystkie te zakupione cuda leżą sobie, zapomniane, w jakiejś plastikowej torbie, a instynkt pcha  dalej  w szaleństwo – po NOWE zdobycze. Kolekcja puchcie w szwach, ale co z tego, skoro treścią kolekcjonowania jest kupować, bez opamiętania i planu, tylko po to, żeby co jakiś czas móc zaprezentować znajowym swieży nabytek. 

 

Wypadałoby przerwać ten zakupowy maraton, ale jakiś diabeł szepcze do ucha: kup jeszcze kilka barbioszek, twój zbiór się powiększy, a ty poczujesz się jak po zjedzeniu kawałka czekolady – do krwi wydzielą się endorfiny i osiągniesz pełnię szczęśliwości …

 

Takie kuszenie można przetrwać, pod warunkiem, że człowiek na czas puknie się młotkiem w łeb i dojdzie do wniosku, że nigdy nie kupi wszystkich lalek świata. W dodatku – w kolekcjonowaniu wcale nie chodzi o to, żeby się móc pochwalić przed innymi zbieraczami i nadstawić im łeb do głaskania, oczekując na pochwały i peany. Kokietowanie znajomych jest oczywiście przyjemne, ale pasji się na tym zbudować nie da.

 

Dlatego właśnie, obiecuję solennie, że na blogu prezentować będę wyłącznie te lalki, które faktycznie zawróciły w głowie, na których  naprawdęmi zależało. W związku z czym – muszę skierować trudne pytanie do czytelników: czy ktoś chciałby zaopiekować się Michaelem? Im bardziej na niego patrzę, tym mniej go lubię. Z przyjemnością wymienię go na inną lalkę.

 

Na zakończenie wpisu: link do notki, w której opisałam Michaela:

 

http://dolland.blox.pl/2011/05/It.html

 

UWAGA, UWAGA! – w sprawie Michaela wpłynęły do mnie dwa zgłoszenia. Lalek został zaklepany i propozycja wymiany nie jest już aktualna.

Nie samą Barbie żyje człowiek

Baśki to cudne stwory, strasznie przymilne i ze wszech miar godne, by je ratować od zniszczenia przez paskudne dzieciaki. Jeśli się raz w nich człowiek zakocha, to go ta miłość pewnie do końca życia nie opuści.

Ale kto mówił, że mamy kochać i marzyć o tylko jednym „gatunku” lalki?

Dlatego dzisiejszy wpis będzie o zupełnie niebarbiowym marzeniu, które prawdopodobnie się nie ziści (a już na pewno na pewno nie w najbliższej przyszłości), ale jakaś szansa jest, bo od czasu do czasu grywam z rodziną w totka 🙂

Gdyby jakimś cudem udało się ustrzelić jakąś większą kwote, to jej cześć powędrowałaby na zakup jednej z przepięknych dam, stworzonych przez Marinę Bychkovą:

1

2

3

4

5

Już niekompletnie ubrane lalki zapierają dech w piersiach, a co dopiero mówić o tych odzianych?

6

8

7

10

11

O rany, ale się rozmarzyłam 🙂