9,75

Musical to dla mnie forma niestrawna. Próbowałam ją przyswoić i polubić, ale zwyczajnie nie dałam rady. Swoje spotkania z przedstawieniami i filmami muzycznymi wspominam jako epickie klapy. Z tego powodu obejrzenie filmu „Sweeney Todd – demoniczny golibroda z Fleet Street” było dla mnie sporym i bolesnym wyzwaniem. Dusza wprost buntowała się przeciwko musicalowemu wyciu. Mękę seansu osłodziła mi wyłącznie obecność w filmie Johnny’ego Deppa, którego twarz „od zawsze” wywołuje u mnie zachwyt i niedowierzanie, że natura była w stanie stworzyć tak harmonijne i doskonałe męskie oblicze.

 

johnny

Bardzo ładny pan 🙂

 

Johnny Depp, ucharakteryzowany na pomysłowego zabójcę, spodobał mi się na tyle, że nabyłam jego podobiznę od Hot Toys, o czym już doskonale wiecie, bo piałam z radości gdzie tylko się dało. Dziś moje emocje pozakupowe już tak nie szaleją, lecz nadal powodują uporczywe powracanie myśli do ostatniego nabytku. W związku z tym chciałabym jeszcze raz zatrzymać się przy postaci Sweeneya, tym razem próbując spojrzeć na niego jak na produkt. Jeśli nie znudziła Was dotąd postać morderczego golibrody to zapraszam na jeszcze jedno spotkanie z tym londyńskim gentlemanem, tym razem – w formie recenzji.


01

 

———————————————————————

 

1. Opakowanie.

Przy odpakowywaniu większości lalek, które do mnie docierają, wzdycham sobie smutno pod nosem: „Gdzież, och, gdzież podziały się piękne czasy, gdy zabawki sprzedawano w prostych pudełkach, nie opancerzonych poplątanymi drucikami, taśmą klejącą i innymi diabelskimi wynalazkami współczesności!” Przy wyjmowaniu Sweeneya z opakowania nie musiałam uruchamiać zwyczajowego zestawu jęków. Nie było ku temu podstaw. Producent umieścił figurkę w kilku warstwach wyprofilowanego plastiku, który nie tylko skutecznie ochronił ją od jakichkolwiek uszkodzeń ale i pozwolił na szybkie uwolnienie Sweeney’a z wnętrza pudła. Obyło się bez cięcia taśm, rwania drucików, walki z oporną tekturą. Alleluja, niech pochwalone będzie imię lalkowego Pana!


02

Akcesoria Sweeney’a umieszczone w plastikowej przekładce. Czas wyjęcia – poniżej 1 sekundy. Czas ponownego umieszczenia w opakowaniu – także poniżej 1 sekundy.

 

Opakowanie zewnętrzne zabawki różni się znacząco od pudełek, w których przybywały do mnie poprzednie lalki formatu 1:12. Po pierwsze – jest bardzo duże. „Trumienka” Barbie wygląda na jego tle niezbyt okazale i wydaje się maciupka. Po drugie, tekturowy „dom” Sweeneya wyróżnia się mroczną kolorystyką, która powinna zadowolić każdego wampira  🙂


boxes


„Czarna skrzynia” jest wykonana bardzo starannie i przede wszystkim – w taki sposób, że jej otwieranie nie nastręcza żadnych trudności. Ciekawym akcentem jest biegnący z przodu pudła „krwawy ślad” brzytwy. Poza tym na opakowaniu brak ozdób. Ascetyczny styl pasuje do „mrocznej” zawartości i jest nienatarczywy. W mojej opinii ta prostota zasługuje na pochwałę.


Podsumowując: Opakowanie nie tylko spełnia rolę ochronną ale i cieszy swoją estetyką. Całokształt „na duży plus”. Pudełko zgarnia 10 punktów na 10 możliwych.

 

2. Dokładność odwzorowania rysów i fryzury Sweeneya.


Pierwsze spojrzenie na twarz figurki rozwiewa wszelkie wątpliwości – przed nami stoi Sweeney, czy raczej ucharakteryzowany na demonicznego zabójcę Johnny Depp. Podobieństwo zabawki do ludzkiego pierwowzoru jest porażające. Największe wrażenie robią oczy, które wydają się należeć do żywego człowieka. Równie dobrze prezentuje się „makijaż” i cieniowanie twarzy – każdą plamkę farby naniesiono z niezwykłą precyzją, tak, aby wywołać wrażenie obcowania z prawdziwą osobą (oczywiście 12 razy zmniejszoną ).


Sposób, w jaki artyści z Hot Toys opracowali twarz Sweeneya, uznaję za godny tytułu mistrzowskiego.

 

front

 

03

Oczy golibrody błyszczą jakoś tak podejrzanie. Albo ma bestia gorączkę, albo planuje kolejny mord …

 

 

Można by powiedzieć – głowa idealna. Na tej doskonałej kopii jest niestety rysa. Przyjrzyjmy się fryzurze Todda w perspektywie „z lotu ptaka”. Przez środek bujnej (plastikowej) czupryny biegnie niepokojące pęknięcie, sygnalizujące miejsce łączenia „włosów” z częścią twarzową figurki.


 

z lotu ptaka

 

W mojej opinii to rozwiązanie chybione. U innych zabawek od Hot Toys zastosowano sprytniejsze typy maskowania łączeń. Ze względu na tę „niedoróbkę”, w kategorii „podobieństwo” przyznaję produktowi 9 punktów na 10 możliwych.

 

3. Strój

 

Sweeney ubrany jest w strój, będący doskonałą kopią kostiumu ekranowego, co oznacza, że jego ubranie jest wielowarstwowe: pod czarnym płaszczem kryje się ekstrawagancka pół-marynarka, pod marynarką – koszula. Spodnie przytrzymywane są „prawdziwymi” szelkami, a pod nimi schowana jest … bielizna. Jestem pełna podziwu dla firmy Hot Toys, której chciało się szyć dla Sweeneya gaciorki 😀

 

Każda część garderoby jest uszyta bardzo starannie, z oddaniem charakterystycznych detali. Wierzchnie części są wyposażone podszewką, tak jak ubrania prawdziwych ludzi.

 

Negatywną cechą wielowarstwowej odzieży jest znaczne ograniczenie ruchów Sweeneya. Teoretycznie może on „wyginać śmiało ciało”, bo macierzysta firma zaopatrzyła go w trzydzieści dwa punkty artykulacji. Jak tu jednak przybierać różnorakie pozy, gdy jest się skrępowanym trzema warstwami ciuchów? Po prostu się nie da. Aby móc „działać” konieczne jest zdjęcie nadmiarowych elementów garderoby.


05

Jak sobie człowiek wyskoczy z ciuszków, to można złapać brzytwę do ręki, za pas zatknąć białą chustę i zacząć zarzynać klientów 😀

 

Dzięki starannie uszytemu strojowi plastikowy gentleman może śmiało kandydować do tytułu najbardziej eleganckiego dandysa-zabójcy wszechczasów 🙂

 

Przy okazji może także zawalczyć o miano dziwadła roku. Bo chodzi tutaj, proszę Szanownego Państwa, o coś takiego:


06

Buciki niby fajne ….

 

07

… ale gdzie u licha podziały się stopy?

 

Otóż to! Wzmiankowany Sweeney nie ma stóp! Buty robione są „na wkrętkę”. Po ich zdjęciu ukazuje się od spodu dziura w nodze. Można w nią włożyć stópkę od innego „hottojsa”, ale właściwie po co? Sweeney na bosaka wyglądałby przecież niepoważnie.

 

Z tego powodu, pomimo dość dziwnego rozwiązania w kwestii obuwia, całokształt stroju i tak oceniam na 10 punktów.

 

4. Akcesoria

 

W minionych czasach pannom na wydaniu dawano z domu wiano, a w dzisiejszych – plastikowe figurki też takowe dostają.


Na wyprawę Sweeneya składają się mordercze narzędzia pracy, stojak oraz diorama. Watch this:

 

08

 

11

 

12

 

diorama

 

Wszystko toto fajne, tylko … plastikowe, a diorama z tektury. Brzytwami nie da się nikogo zaciąć, nawet, gdyby bardzo się chciało. Nie mam żalu do Hot toys, że akcesoria są „udawane”, ale fajnie byłoby zobaczyć takie bardziej zbliżone do oryginałów.

 

Na stanie są też dwie pary rączek w różnych rękawiczkach. Jeśli Sweeneyowi znudzą się nałożone obecnie dłonie, to może je sobie wymienić na inne. Też bym tak chciała.


10

 

W kategorii „akcesoria” nie mogę przyznać mniej niż 10 punktów. Jest to wskazane, ale sumienie mi nie pozwala. Toż Sweeney jest uposażony lepiej niż niejedna barbiowa panna (sorry, Mattel’u!)

 

A teraz, o Wielce Szanowni Czytacze, nadszedł czas na zsumowanie punktów. Moja genialna intuicja matematyczna mówi mi, aby wykonać następujące działanie:

10+9+10+10 = 39

39/4 = 9,75

 

9,75 = tytuł dzisiejszego wpisu

 

Jak widać Sweeney nie otrzymał ode mnie oceny maksymalnej. Rezerwuję ją dla lalki lub figurki, na której widok spadną mi kapcie, załzawią oczy, z uszu pójdzie para i w dodatku rozpoczną się sensacje żołądkowe. Zakładam, że kiedyś ją znajdę. A nawet jeśli nie, to przyjemnie będzie gonić za ideałem.

 

Tym światłym i głęboko filozoficznym spostrzeżeniem żegnam się dziś z Wami. Dziękuję za wytrwałość przy czytaniu notki! Niech Bóg Wam w dzieciach wynagrodzi, albo w naturze (do wyboru!).

 

– – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – –

 

Na koniec wpisu zareklamuję nazwiska osób, dzięki którym powstała moja figurka. Uważam, że należy im się darmowa promocja – ludzie ci wykonali kawał świetnej roboty!

 

credits

Trzykrotne przebicie

Kiedy doszło do mnie, że lalki Barbie o typie twarzy „Superstar” to nie moja bajka, postanowiłam pozbyć się wszystkich z domu. Operacja udała się w stu procentach. Po opustoszeniu półek doszłam jednak do wniosku, że powinnam była zachować choćby jedną „superstarkę”, która uosabiałaby w mojej gromadce ducha zabawek Mattel z lat osiemdziesiątych. Po przemyśleniu sprawy doszłam do wniosku, że żadna ze sprzedanych lalek nie spełniałaby tego zadania. Potrzebna mi była laleczka charakteryzująca się ponadprzeciętnym „przepychem” i jednocześnie wyraźnym kiczem. Byłam pewna, że nie chcę żadnej blondynki – w moich rankingach plastikowe dziewczęta o jasnych włosach zawsze przegrywały z szatynkami i rudasami.


Przeszukiwanie zasobów internetu dało zadowalający efekt – w oko wpadła mi lalka z serii „Enchanted seasons” – Autumn Glory Barbie. Postanowiłam, że zostanie ona jedyną superstarką w mojej pseudo-kolekcji.

 

Namierzywszy cel postanowiłam czym prędzej dokonać zakupu. Lalkę można było nabyć w kilku serwisach z zabawkami, na Allegro oraz w dość popularnym wśród lalkowiczów sklepie For less than ever. We wszystkich tych miejscach upatrzona Barbie była horrendalnie droga – ceny nie schodziły poniżej 160 zł. Po doliczeniu kosztów przesyłki zakup lalki zdawał się zamykać w kwocie 200 zł. Szukałam więc dalej. Dość oczywistym rozwiązaniem było przeszukanie zasobów eBaya, gdzie laleczka „sprzedawała się” za 15,00 USD …


Przeczytałam komentarze na temat sprzedającego – zdecydowana większość była pozytywna co pozwalało mieć nadzieję na jego uczciwość. Kliknęłam opcję „kup teraz”, przelałam należność i po tygodniu lalka była u mnie. Wysokość wydanych środków (łącznie z przesyłką na terenie Unii Europejskiej) nie przekroczyła 80 zł.

 

Lalka, którą kupiłam niczym nie różniła się od swoich droższych koleżanek – nigdy nie odczepiano jej od tekturki ani nie wyciągano z pudełka, które zachowało swe dziewicze zabezpieczenia (było porządnie zaklejone). Skąd więc wzięła się taka różnica cen zabawki oferowanej przez różnych sprzedawców? Czyżby moja Barbie była z jakiejś limitowanej, trudno dostępnej serii? Ależ skąd! Po prostu sprzedawcy, wiedząc, że klienci z Polski wolą kupować w rodzimych serwisach, windują koszty nietypowych produktów maksymalnie wysoko, każąc sobie słono płacić za coś, co gdzie indziej jest uważane za towar niewielkiej wartości, dostępny od ręki. Dlatego decydując się na zakup upatrzonej lalki warto przejrzeć kilka źródeł dostawy, by nie dać naciągnąć się sklepowi, który oferuje kilkukrotne przebicie.

 

Kończąc swoje wywody zapraszam do obejrzenia zdjęć barbioszki 🙂

 

01

„Autumn Glory Barbie” czyli Baśka jesienna. Szczerze mówiąc nie planowałam zakupu lalki, która „wtopi się” w obecnie panującą porę roku. Jakoś tak samo wyszło 🙂

02

Miało być pysznie i bogato. No i jest! Ilość złotych i lśniących elementów pokrywających lalkę powoduje oczopląs. Takiego „błysku” nie miały chyba nawet lalki z serii My Scene 😛

03

Lalka ma przy kapelutku PRAWDZIWE kurze piórko. Mam nadzieję, że przy szyciu jej stroju nie skrzywdzono żadnego ptaka.

04

Buziak lalki ujął mnie dwoma szczegółami – oczami w odcieniach brązu (niespecjalnie lubię błękitne ślepka u Barbioszek) i żółtym cieniem na powiekach. Sama bym takie chciała mieć, ale jak znam życie wyglądałabym po ich użyciu ohydnie 😛

05

Kiedy byłam dzieciakiem marzyłam o tym, że kiedyś dostanę suknię z takiego lekkiego, mieniącego się materiału jaką ma Barbie. Jako stara baba wolę bardziej stonowane ubiory, ale gdzieś w głębi duszy nadal tkwi obraz mnie samej w pysznej kiecce, z toną biżuteryjnych błyskotek, biorącej udział w wielkim balu na królewskim dworze 🙂

Gay is fun! – część 2

UWAGA – niniejszy wpis jest kontynuacją notki poświęconej lalkom-gejom. W związku z kontrowersyjną tematyką oraz zdjęciami, na których widoczne są elementy anatomiczne lalek, proszę wszystkich czytelników o rozważenie, czy naprawdę chcą się zapoznać z notką! Wchodzicie na własną odpowiedzialność!

[more]

 

 

Do Gay-Boba i Billy’ego dość szybko dołączyły kolejne lalki-geje. W świecie kolekcjonerów szczególną popularnością cieszy się Tom z Finlandii (Tom of Finland), powołany do życia przez popularnego autora komiksów erotycznych, Touko Laaksonena. Artysta, zafascynowany męską urodą i przejawiający wyraźne fascynacje homoseksualne, dość szybko stał się kultową postacią środowiska gejowskiego i … artystycznego. Pomimo tego, że jego prace nosiły jawnie pornograficzny charakter, to wystawiano je w galeriach sztuki i muzeach (Muzeum Sztuki Współczesnej w Helsinkach, Muzeum Sztuki Rejonu Los Angeles, Muzeum Sztuki Nowoczesnej w San Francisco). Rysunki Laakonena legły także u podstaw  kolekcji mody, autorstwa Gary’ego Robinsona i Davida Johna:


 

Dla nas ważna jest jednak lalka. Tom of Finland powstał w oparciu o wizerunek głównego bohatera komiksowej serii, niejakiego Kake. Jego szczególną cechą był sposób ubierania – Kake nosił obcisłe, czarne skóry, podkreślające atrybuty fizyczne „ogiera”. Twórcy lalki skopiowali także charakterystyczny, na poły szelmowski, na poły obleśny półuśmiech komiksowej postaci.


1

Źródło/source: http://www.wackystacker.com/Tom.html

2

Źródło/source: http://www.flickr.com/photos/samm4mrox/6936373181/in/photostream/


Lalka trafiała do właściciela z kompletem akcesoriów: stojaczkiem, wymiennymi stopami i dwójką uroczych penisków (obrzezanym i nieobrzezanym – do wyboru, do koloru!). Męska część ciała lalki była dodatkowo zginalna – aby można było, hmmm, ustawić ją w różnych pozycjach. Strasznie perwersyjna zabawka 😀


3

Źródło/source: http://www.thedollpage2.com/photopost/showphoto.php/photo/232746

 

W świecie lalek pojawiały się od czasu do czasu zabawki wzorowane na realnych postaciach. Swojego czasu Mattel wypuścił kilka podobizn postaci ze świata popkultury (Marylin Monroe, Elvis, Frank Sinatra, James Dean, Cher itd., itd.). Do grona „znamienitości”, które uwieczniono w plastiku, dołączył także dość popularny aktor filmów dla dorosłych – Jeff Stryker. Porno-gwiazdor, który w naturze był bardzo przyjemnym dla oka mężczyzną, wypuścił na rynek lalkę, którą można uznać za jego karykaturę. Zresztą, porównajcie sami:


4

Źródło/source: http://www.helloquizzy.com/quizzy/results?quizzyid=4630777122934341890&resultid=4

5

Źródło/source: http://www.flickr.com/photos/35899061@N04/4341753912/in/photostream/


Lalka odznaczała się kiepskim wykonaniem. W odróżnieniu od Toma z Finlandii była mało „ruchliwa”, szczególnie w miejscach ważnych strategicznie. Być może dlatego nigdy nie zdobyła statusu lalki kultowej. Jeff Stryker wydawał się jednak zadowolony z plastikowego autoportretu i dość mocno reklamował go podczas różnych targów erotycznych. Lalkę kupowali głównie fani aktora. Zapewne bardzo chcieli mieć w domu jego podobiznę i nie bardzo obchodziło ich to, że była niezbyt udana.

Gay is fun! – część 1

UWAGA – niniejszy wpis poświęcony jest lalkom-gejom. W związku z kontrowersyjną tematyką oraz zdjęciami, na których widoczne są elementy anatomiczne lalek, proszę wszystkich czytelników o rozważenie, czy naprawdę chcą się zapoznać z notką! Wchodzicie na własną odpowiedzialność!

[more]

 

 

O ile Barbie nie miała żadnych związków ze światem lesbijskim, to jej towarzysz, Ken, dość często kojarzony był ze środowiskiem gejowskim. Winę za to ponosili w dużej mierze projektanci jego ubranek, którzy opracowywali frywolne kreacje na podobieństwo tych, które można było oglądać na uczestnikach homoseksualnych parad w Berlinie lub w gejowskich klubach Ameryki. Siateczkowe, półprzeźroczyste koszulki,  króciutkie spodenki lub ściśle przylegające do ciała spodnie stanowiły dość frywolne wdzianka i nic dziwnego w tym, że szokowały klientów Mattel. Ich kolorystyka w wielu przypadkach także wydawała się kontrowersyjna. No bo czy prawdziwy macho chadza w różowych topach i gatkach w kwiatki?


01

Disco ken. Źródło/source: http://www.manbehindthedoll.com/disco.htm

2

Wet n’ wild ken. Źródło/source: http://www.manbehindthedoll.com/wetnwild.htm

3

Hawaiian fun Ken. Źródło/ source: http://www.manbehindthedoll.com/hawaiianfun.htm

4

Earring magic ken. Źródło/source: http://www.lynneslovables.com/website/NRFB%2090%27S.htm

 

Nieszczęśni klienci Mattel prawdopodobnie zeszliby na zawał, gdyby dowiedzieli się, że wśród lalek istniały również takie, które naprawdę mogłyby zwieść myśli ich dzieci na manowce. Lalki te, przeznaczone dla dorosłego odbiorcy, były po stokroć bardziej niegrzeczne od Kena i w przeciwieństwie do niego, sowicie obdarzone przez „naturę. W dodatku otwarcie propagowały odmienność seksualną, co czyniło z nich zabawki „zakazane”.


Najwcześniejszą lalką-gejem był Bob, produkowany przez firmę Gizmo Development. Pierwsze egzemplarze trafiły na rynek w 1977 roku. Według producenta celem wypuszczenia lalki była poprawa wizerunku gejów w oczach heteroseksualnej części społeczeństwa.


3

Źródło/source: http://thechive.com/2009/01/08/gay-bob-doll-8-photos/

 

Lalkę sprzedawano w pudełku o kształcie szafy, na którym nadrukowano napis: „Wyjdź z szafy razem z gay-Bobem”. Dość bezpośrednie przesłanie, nieprawdaż?


4

Źródło/source: http://siecioholik.pl/10-najdziwniejszych-figurek-zabawek/gay-bob-doll/

 

Koszt pojedynczej lalki nie był wysoki i zamykał się w 19,50 USD. Jeszcze taniej wychodził zakup „parki”, która kosztowała 35 USD.


5

Źródło/source: http://www.kotzendes-einhorn.de/blog/2011-11/gay-bob-die-erste-schwule-actionfigur/

 

Szokującym elementem „wyposażenia” Boba był prawdziwy penis, który prezentował się „w stanie spoczynku”.


5

Źródło/source: http://lustnspace.tumblr.com/post/26737072248/doll-gay-bob-aka-gay-i-joe-lol

 

Bob nie był szczególnie przystojną lalką, lecz z pewnością opracowano go z dużą dozą humoru: był ubrany jak kowboj i od pierwszego spojrzenia „odpowiednio” się kojarzył. Nic dziwnego, że w rankingach lalek gejowskich do dziś zajmuje honorowe, pierwsze miejsce.

 

Kolejną lalką, odczarowującą temat homoseksualizmu był „Billy doll” od firmy Totem International. Swoją karierę zaczął w 1994 roku i jest dostępny w sprzedaży aż do dziś!


Billy’ego wymyślił amerykański artysta Johna McKitterick dla potrzeb pieprznego komiksu o przygodach seksualnie wyzwolonego amerykańskiego chłopaka o kształtach kulturysty. Maksyma, którą kierował się w życiu Billy brzmiała: „Jestem dumny z bycia gejem!”.

 

Pierwsze lalki, wykonane na podobieństwo komiksowej postaci, były wykonane chałupniczo. Było ich zaledwie 1200 egzemplarzy. Sprzedano je na pniu podczas londyńskiej aukcji na rzecz ofiar AIDS. 


1

Źródło/source: http://www.balaams-ass.com/journal/housechu/billydol.htm

2

Źródło/source: http://www.back2stonewall.com/2012/05/lgbt-flashback-1997.html

2

Źródło/source: http://www.flickr.com/photos/obie099/1424443153/

 

Billy rzeczywiście nie ukrywał swojej seksualności. Gdy w 1996 roku producent postarał się dla niego o dwóch, nowych towarzyszy (Tysona i Carlosa), Billy stworzył z nimi gorący trójkącik, nie zapominając wszakże o walce z AIDS!


3

3

3

3

Widoczne wyżej skany uzyskałam dzięki uprzejmości kolegi z serwisu Flickr’a

 

C.D.N.

Dawno, dawno temu

Kiedy patrzę na zdjęcia, na których uwieczniono mnie jako małą dziewczynkę, to kiwam z niedowierzania głową. No bo czy możliwe jest, żeby dorosły, duży człowiek był kiedyś taki malutki i beztroski? Osóbka, patrząca z cielęcą ufnością w obiektyw, wydaje się nierzeczywista jak postać z bajki i już od dawna nie istnieje. Ludzie nauczyli ją trzeźwego myślenia i samodzielności w życiu, zapisali w głowie recepty na to jak się zachowywać, jak walczyć o swoje i doskonalić umiejętności. Dziś nie pamiętam co siedziało mi w łepetynie dawno temu, gdy byłam jeszcze niedorosłym szkrabem i nie umiem odtworzyć swoich myśli. Dorosły mózg przemielił dziecięce odczucia, przerobił je na pożywkę, na której wyrósł trzydziestokilkuletni staruch. Dobrze, że zostały mu choć zdjęcia. Gdyby nie one, to staruch za nic by nie uwierzył, że gdzieś i kiedyś, w innej przestrzeni i czasie jeszcze wcale go nie było.

 

SZ_01

 

Czasami zastanawiam się, czy rodzice, kupując nam zabawki, nie skazują nas, dziewcząt, na miłość do lalek. W końcu lale otaczają małe kobietki w zasadzie od początku życia. Dzisiejsze dzieci za kilkadziesiąt lat z łezką w oku wspominać będą Barbie-fashionistki, ja – gdzieś w kąciku wspomnień zachowałam obraz ulubionej lali – Malwiny. Jak na dzisiejsze standardy, to Malwinka nie była ładna – duża, nie bardzo ruchliwa, nie uwieczniona w żadnej telewizyjnej reklamie i w ogóle jakaś taka toporna. Ale za to jak dobrze ją było przytulać!


SZ_02

 

Malwinka tryumfalnie dzierżyła tytuł najukochańszej lalki do momentu, w którym w domu nie pojawiła się Lusia, a właściwie – Lusia i Kasia. Lusia w zasadzie była moja, a Kasia – rodziców. Lusia była śliczna, miała złote włoski, umiała „chodzić” a po naciśnięciu na brzuszek mówiła „mama”. Kasia była czerwona, pomarszczona, łysa i nic mówić nie umiała. Na początku się jej bałam i szczerze nie znosiłam. Nie rozumiałam, po co nam w domu jakaś „Kasia”. Przecież wystarczyłaby śliczna Lusia. Z Kasią nie dało się bawić.


SZ_03

 

A później, właściwie nie wiadomo kiedy, Kasia stała się ważna, a Lusia – poszła do kąta, do pudełka, skąd wyglądała bardzo rzadko, chyba tylko po to by wywołać uśmiech na twarzy „różowego kapturka”. A kiedy i Kasia o niej zapomniała lala przeszła niepodzielnie w ręce … babci.

 

To zabawne, ale myślę, że babcia zazdrościła nam po cichu zabawek. Nie wiem czy w dzieciństwie jakieś miała. Nigdy jej o to nie spytałam. Teraz żałuję. W pamięci został mi jednak obraz babci, rozsadzającej nasze lale na wzorowo zaścielonym łóżku.

 

Kiedyś łóżka słało się inaczej niż dziś – budowało się na nich równiutki kopiec z kołder, który przykrywało się jakimś pięknym pledem lub kocem, a na wierzchu – haftowaną serwetą. Na samej górze piętrzyły się ozdobne jaśki. Zasłanie takiego łóżka było sztuką, bo przecież kiedyś pościel napychano puchem, więc ułożenie wszystkiego bez jednej fałdki bądź „brzucha” do łatwych rzeczy nie należało. 


Kiedy już kołdry i poduchy leżały „jak Pan Bóg przykazał” babcia rozmieszczała na górze pościelowego kopca lalki. Każda siedziała sobie miękko, jak królowa, omiatając wzrokiem pokój, jakby mówiła: – Patrz jak mi tu dobrze, jak wygodnie!


Nie mam żadnego zdjęcia z pięknie zasłanym łóżkiem 😦 Ale nawet, gdybym je miała, to przypominałoby mi ono nie usadzone na łóżku lalki, tylko osobę, która je tam troskliwie układała.

„Prawie” fashionista – II

Dzięki wskazówce Imago, zamieszczonej w komentarzach pod poprzednią notką, zdecydowałam się bliżej przedstawić Jake’a, dodatkowo porównując go z kenem-Fashionistą. Wniosek z tego porównania już na samym wstępie jest taki, że laluś od Mattel przegrywa na wszystkich możliwych frontach, włączając nawet kwestię urody. Zresztą, zobaczcie sami.


1

 

Obie lalki są mniej-więcej tego samego wzrostu.  Fashionista nieznacznie przewyższa kolegę, ale jest to różnica nieznacząca. Dość duża dysproporcja dotyczy natomiast wielkości głów – u Jake’a zachowano w stosunku do całej sylwetki kanon witruwiański, Fashionista natomiast jest pod względem anatomicznym dość fantazyjnym tworem.


2

 

Z mojego punktu widzenia korzystniej wygląda figurka od Hot Toys i choć głupio się przyznać, to aż mi ślina cieknie, kiedy patrzę na jej kształty. Oby więcej takich było wokoło (oczywiście w postaci ożywionej!)


Chłopcy mają różnej wielkości klaty i pewnie bez trudu zgadniecie która należy do tego bardziej „męskiego” rodzynka.


3

 

Rozbrajają mnie te kłaki na klacie 😀


4

 

Korpus Fashionisty został odlany z jednego kawałka plastiku, u Jake’a natomiast składa się z trzech części, co pozwala przystojniakowi okręcać się w talii. Poniżej widok na tułów od tyłu, wraz z ujęciem apetycznej dupki (Ło Jezukryście, o czym ja myślę?)


5

 

W tym miejscu chciałam wyjaśnić, że nie ustawiłam Jake’a w tej pozycji, żeby bawić się z nim w zboczonego glinę, który każe ujętemu biedakowi stanąć pod ścianą w szerokim rozkroku, i wyciągnąć ręce nad głową, gdy tymczasem podniecony obrońca prawa i sprawiedliwości zaczyna … (a jednak o TYM myślę, psiakostka!)

 

Zakładam, że Jake, w przypadku zalotów jakiegoś policjanta wybroniłby się sam, wystarczy spojrzeć na jego potężne łapy. Bary jak u niedźwiedzia 😀

 

6

 

Szanowny pan został wyposażony w silne, umięśnione nogi, które są bardzo, bardzo zginalne. U Fashionisty chudziutkie nóżki można ustawić pod kątem 90 stopni, a u Jake’a chodzą „jak ta lala” we wszystkie możliwe strony. Takimi kopytami to można i kopa z półobrotu zasadzić, jak Chuck Norris!


7

 

8

 

Ciekawą częścią ciała figurki są stopy. Po pierwsze – są osadzone na bolcu z kulką, przez co zatraca się wrażenie naturalności nogi, po drugie – można zginać to ustrojstwo jak się tylko chce.


9

 

Paluchy u nóg są ruchome 🙂


10

 

Dłonie – chwytne, jak u „action manów”, wykonano z miękkiego plastiku. Wnętrze łapek jest bardzo miłe w dotyku. Dodatkowo rączki porównane ze stopami robią bardzo dobre wrażenie – są o wiele naturalniejsze i rzeczywiście przypominają ludzkie.


11


12

 

Najwięcej staranności poświęcono głowie i jej „makijażowi”. Oczy figurki są pokryte błyszczącym lakierem, co daje iluzję żywego ludzkiego spojrzenia.

 

13

 

14

 

Wyraz twarzy jest dość surowy, a może zatroskany? To dość istotna różnica w stosunku do uśmiechniętych zazwyczaj keników. Na pewno przydaje figurce „powagi”.

 

Bardzo ładnie poradzono sobie z połączeniem głowy i tułowia. Linia głowy cięta jest tuż przy szczęce i przy odpowiednim ustawieniu zabawki nie widać momentu wiązania.

 

15

 

Trochę mi szkoda, że Jake’owi nie dano prawdziwych, wrootowanych włosów. Zakładam jednak, że ma się on sprawdzać jako jakiś żołnierz czy komandos, więc nie potrzebna mu żadna fikuśna fryzura. Trudno mi wyobrazić też sobie, aby jakikolwiek właściciel figurki chciał ją czesać. To jednak nie jest lalka do typowej, dziecięcej zabawy.


Z drugiej strony Jake’a tak fajnie się ustawia w różnych pozycjach, że grzechem byłoby nie skorzystać z jego umiejętności i trochę się powygłupiać. Tu – widzimy go w pozie primabaleriny:


16

 

Jake: – „Aga, zlituj się w końcu nade mną, oddaj mi spodnie!”


17

 

W sumie – czemu nie 😉 No bo co to za chłop bez gaci?


18 

„Prawie” fashionista – I

Wielkie wydarzenia w dziejach świata często poprzedzane są niepokojącymi zjawiskami atmosferycznymi. Weźmy na przykład narodzenie Chrystusa, które zwiastować miało światło dziwnej, wyjątkowo jasnej gwiazdy. „Czarną śmierć”, pustoszącą krainy Europy w XIV wieku zapowiadało pojawienie się na niebie komety, zaś przyjście na świat Aleksandra Wielkiego zbiegło się podobno z wyjątkowo silną burzą.


Biorąc pod uwagę powyższe przykłady oraz fakt, iż wczorajszy wieczór w Warszawie okraszony był opadami gradu o niespotykanej intensywności, miałam prawo podejrzewać, że w najbliższej przyszłości wydarzy się coś ważnego. I faktycznie – stało się! Dziś po południu odebrałam długo oczekiwaną paczkę, w której przybył do mnie pierwszy przedstawiciel figurek od Hot Toys 🙂

 

„Przystojna mężczyzna” (bo nawet mi na myśl nie przyszło żeby zamawiać jakąkolwiek hot-tojsową kobitkę), to zwykły „playline”, najtańszy z dostępnych modeli, pozbawiony fikuśnego pudełka oraz zakrywających nagość ciuchów. Przybył w zwykłym, plastikowym opakowaniu, które jednak dobrze ochroniło go w czasie podróży i pozwoliło bezpiecznie dotrzeć do celu.

 

1


W pudle, obok golutkiego przystojniaka stoi sobie zestaw przyborów, które mogą przywodzić na myśl lalki od Integrity Toys: wymienna para dłoni, wymienna para stawów kulkowych i stojak.

 

Przed wyjęciem figurki z opakowania zmówiłam modlitwę do św. Pudełkownikusa, aby proces uwalniania zabawki z trumienki nie był bardzo skomplikowany. Jak sobie człowiek przypomni ile się namęczył przy lalkach Mattela, które często przyspawane są do wewnętrznych tekturek tysiącem plastikowych złączek, taśmą samoprzylepną i innymi dziadostwami, to nóż sam się w kieszeni otwiera.

 

Moje obawy były jednak płonne. Hot Toys odwaliło kawał dobrej roboty i zapakowało swój produkt w pudełko, z którym poradziłoby sobie nawet małe dziecko. Żadnych żyłek, taśmy klejącej, wbitych w głowę drutów. Nic z tych rzeczy! Figurka spoczywa sobie wygodnie w specjalnie wymodelowanym plastiku, opatulona troskliwie miękkimi owijkami i to wszystko. Niech żyje błogosławiona prostota!


Tu muszę skierować w stronę firmy wyrazy uznania – nie każdemu producentowi chce się tak ułatwiać życie klientom. „Wielki szacun” jak to mówią przedstawiciele młodszego pokolenia.

 

Lalek wyskoczył z plastiku nadzwyczaj szybko i ujawnił pełnię swego gołego uroku. Nie obyło się bez powitalnego uściśnięcia małej łapki.

 

2

 

Na zbliżeniu widać wyraźnie, że head-sculpt figurki powstał na obraz i podobieństwo popularnego Hollywoodzkiego aktora, Jake’a Gyllenhaala, który nie dość, że gra w całkiem przyzwoitych produkcjach, to w dodatku jest obrzydliwie przystojny. Oczywiście niepodobna, aby trafiał w gust każdej kobiety na naszej planecie, ale w mój trafia w 100% (jak zresztą 3/4 samców ze srebrnego ekranu).

 

3

 

Jake w pomniejszonej, plastikowej postaci zachował sporo ze swojego wdzięku i urody.

 

4


Przystojna z niego bestia, bez dwóch zdań. W dodatku całkowicie zginalna (ma aż 30 punktów artykulacji). Nie nauczyłam się jeszcze w pełni korzystać z jego możliwości ruchowych. Zanim zacznie uczestniczyć w sesjach zdjęciowych trzeba mu trochę rozruszać stawy (zalecenie producenta), ale już teraz widzę, że będzie świetnym modelem. Można go bez problemu ustawić w każdej pozycji dostępnej żyjącemu człowiekowi. 

 

Przewiduję także trochę problemów – głównie ze zdobyciem stosownego ubioru. Jake jest potężniejszy w budowie niż większość kenów i nie mieści się w standardowe ciuszki ani w buty. Na razie nie mam pojęcia skąd wziąć dla niego choćby spodnie. A może by tak uszyć mu szkocką spódnicę?

 

Z akcesoriów podkradzionych lalkom Barbie na to potężne cielsko pasują właściwie tylko okulary przeciwsłoneczne …

 

5

 

… które znowóż zbyt silnie zakrywają jego twarz. Tak więc na razie nawet okularów nie dostanie – zbyt przyjemnie patrzy mi się na tę seksowną mordkę 😀

 

6

 

7

 

8

 

Moje zdjęcia nie ukazują prawdopodobnie doskonałości wykonania figurki (cóż, fotograf ze mnie jak z koziego zadka trąba!). Mam nadzieję, że w następnym wpisie, który poświęcę bliższemu przyjrzeniu się szczegółom ciała, uda mi się nieco lepiej przedstawić dobre strony Jake’a.            

Patrząc obiektywnie – jest to brzydal

Gdyby na „Joannę” od polskiej firmy „Krawal” patrzeć obiektywnie, to trzeba byłoby uznać ją za jedną z najmniej urodziwych fashion dolls. Po pierwsze – laleczkę obdarzono dziecięcą twarzą, kontrastującą z dorosłym ciałem (coś dla zboczuchów!), a po drugie, jakość makijażu, rozmieszczonego na jej buziaku woła o pomstę do nieba. Podobno lalki Krawalu malowane były ręcznie, co w jakichś sposób może tłumaczyć sprawę, o ile nakładaniem farby zajmowali się niewidomi. Możliwe, że Krawal postanowił na przykładzie lalki przybliżyć swoim klientom jakieś znane polski powiedzenie. Szkoda, że wybrał frazę: „Jedno oko na Maroko a drugie na Kaukaz”!

 

1

 

Nawet jeśli założymy, że „spec od makijażu” naprawdę się starał, to jego wysiłki i tak poszły na marne. To dość smutne, zważywszy na to, że tak łagodny i delikatny mold zasługuje na trochę dopieszczenia.

Ponieważ przyglądanie się buziakowi wywołuje u mnie morderczy nastój i chęć skopania komuś czterech liter, przejdźmy do reszty cielesnej powłoki Joanny. Fragmenty nie ruszone farbą (znaczy korpus) nie są takie złe. Przede wszystkim wykonano je z dość dobrej jakości tworzywa: nogi i ręce są z gumy, która do dziś dzień się „nie siepie”, a korpus z twardego plastiku.

Zarówno górne jak i dolne kończyny są zginalne. Nogi chodzą „na dwa kliknięcia” jak u Barbie:

 

2

 

Za to ręce to już zupełnie inna bajka! Krawal podpatrzył chyba patent stosowany u producenta lalek Fleur i zaopatrzył Joannę w rączki, które można dowolnie układać, bo w środku umieszczono silne druty. Joanna może więc zginać łapki w łokciach, wziąć się pod boki, podrapać po głowie, a nawet zawinąć ramiona jak precelki, co widać na poniższej fotografii. Po co jej ta umiejętność – nie mam pojęcia, ale muszę przyznać że lala po przyjęciu tak awangardowej pozy wygląda dość malowniczo i przerażająco zarazem.


3

 

Po rozprostowaniu rączek ciało wraca do „normalności” i lala wcale wdzięcznie pozuje.


4

 

Czy zwróciliście uwagę na długość włosów Joanny? – bo ja tak! Rozpuszczone sięgają jej aż do kostek, tak więc można przypuszczać, że laleczka to jakaś polska Roszpunka 🙂


Włosy są całkiem niezłej jakości – po umyciu i rozczesaniu zaczęły się równo układać  i ładnie błyszczeć. Byłyby wprost idealne, gdyby wszywano je nieco gęściej, tak, aby między poszczególnymi kępkami nie ziały bardzo widoczne odstępy.


5

 

Charakterystyczną cechą laleczki jest markowanie. Na ciele znajduje się tylko jedno logo, wskazujące na jej pochodzenie. Jest to „twarz wesołego przedszkolaka” wybita na plecach:

 

6

 

Dziwna dziewczyna z tej Joanny. Choć ma zadatki na ładną kobitkę, to z nich nie korzysta. Ale i tak miło jest mieć świadomość, że istnieje jedna, jedyna polska „fashion doll”. I nawet jeśli nie należy do najpiękniejszych, to jej wartość jest wysoka – bo sentymentalna.

Zimna ryba

Skuszona pochlebnymi opiniami posiadaczy lalek Fashion Royalty postanowiłam, że gdy zdarzy się okazja zakupu, to z niej skorzystam. Dlatego przez pewien czas szczegółowo przyglądałam się ofertom na Allegro. Ofert były, a jakże, tyle że ja nie miałam wystarczających środków 🙂


Braki pieniężne uczą cierpliwości i oszczędzania. Skoro nie da się kupić pożądanej lali od razu, to trzeba pogodzić się z koniecznością dłuższego na nią oczekiwania. To z kolei pozwala porządnie przemyśleć sprawę i niejednokrotnie – zrezygnować z zakupu. Bywa przecież, że piękna lalka, którą długo podziwialiśmy na zdjęciach kolegów, okazuje się przedmiotem krótkotrwałego i ulotnego pożądania. Z drugiej strony, niemożność uzyskania lalki od ręki, wzmaga „apetyt” na nią i radość po jej otrzymaniu.

 

Muszę z przyjemnością stwierdzić, że doświadczyłam tego drugiego stanu. Pomimo, że od dnia, w którym trafiła do mnie pierwsza FR’ka minęły JUŻ dwie doby, to do dziś nie wierzę jeszcze, że faktycznie jest już moja. Musi minąć jeszcze trochę czasu nim poczuję się jak jej prawdziwa właścicielka. Prawdopodobnie muszę się trochę „oswoić” i przestać się bać, że przez niedelikatny dotyk mogłabym coś w niej zepsuć (mam cały czas bardzo silne wrażenie, że gdy tylko zacisnę ją w dłoni, to ją połamię!)

 

Laleczka jest niezwykle chudziutka i wydaje się krucha. Wyjątkiem jest wielki, naprawdę wielki i zgodny ze szczegółami anatomicznymi żywych kobiet biust (o rety, ona ma sutki!). Ma ciekawą, zimną urodę, która przywodzi mi na myśl płatną zabójczynię. Chciałabym kiedyś sprawić jej jakiś miniaturowy pistolecik i kaburę, w której mogłaby go nosić. Jestem przekonana, że z takim rekwizytem byłoby jej do twarzy 😉

 

1

 

„Fabryczne” imię lalki brzmi „Natalia Fatale” i jak sądzę, dość dobrze oddaje jej zimny i wyniosły charakter. Popatrzcie proszę na twarz lalki – czy nie wyraża ona zniechęcenia i pogardy dla świata? 

 

2

 

Kiedyś myślałam, że lalki Jasona Wu są równego wzrostu z Barbie. A jednak „arystokratyczne” dziewczyny są trochę wyższe od laleczek Mattel’a i nie nadają się za dobrze na partnerki dla keników. Odstają od nich starannością wykonania i „wiotkością”, co widać na poniższej fotografii.

 

3

 

Dzięki licznym punktom zgięcia, laleczka ma możliwość naturalnego pozowania. Ja na razie nie umiem jeszcze w pełni wykorzystywać jej giętkości, lecz mam nadzieję, że z czasem nauczę się ustawiać ją do zdjęć. Zamierzam dużo ćwiczyć 😉

 

4

 

Jedynym słabym punktem, którego się dopatrzyłam u lalki, są klejone rzęsy. Gdyby były wszywane, to prawdopodobnie byłyby nie do ruszenia. Rzęsy klejone mają tendencję do wypadania, czego już zdążyłam doświadczyć. Na szczęście odrobina kleju i pinceta pozwoliły zapobiec katastrofie. Muszę jednak przyznać, że podczas „operacji” trochę trzęsły mi się ze zdenerwowania ręce. Wolę nie myśleć co by się stało, gdyby klej zaplamił oko.

 

5

 

„Traumatyczna” przygoda z odpadająca rzęsą spowodowała, że jeszcze bardziej cenię Natalię. Łatwo ją zniszczyć, więc będę starała się przechowywać ją w jak najlepszych warunkach, wykluczających kolejne katastrofy. W przyszłości będę próbowała zmodyfikować delikatnie jej fryzurę, ale mam nadzieję, że moje zabiegi fryzjerskie nie zrobią jej krzywdy.

Prawo dżungli

Święta Wielkanocne, a także poprzedzający je okres przedświąteczny, wiążą się z ogólnospołeczną psychozą, zwaną „SZAŁ ZAKUPOWY”. Świecka tradycja, sięgająca korzeniami Polski szlacheckiej, każe okres wielkich uroczystości przeżywać jak najpełniej i … najbogaciej. Przysłowie „zastaw się a postaw się” jest w narodzie ciągle żywe. Hojnie nakryty stół wielkanocny, uginający się pod samodzielnie przygotowanymi smakowitościami, to najbardziej i najdłużej oblegane w Niedzielę Zmartwychwstania miejsce. Trudno się dziwić, wszak po długim okresie Wielkiego Postu zgłodniałe i wyjałowione żołądki domagają się treściwych i fantazyjnie podanych potraw. Zanim jednak bigosy, gołąbki, sałatki warzywne i serniki wyjadą triumfalnie na śnieżnobiałe obrusy, by dać się schrupać armii żarłoków, trzeba udać się, po potrzebne do ich sporządzenie ingrediencje do hipermarketu, na targowisko, lub w inne miejsce, obfitujące w potrzebne składniki. I tu zaczyna się kłopot, ponieważ w okresie przedświątecznym sklepy i bazarki oblegane są przez hordy Hunów, to jest dzikich i wściekłych klientów. Uzbrojeni w ciężkie, sklepowe wózki, twarde łokcie i z widmem krwawego obłędu w oczach cisną się ludzie tam, gdzie najsmaczniej i najtaniej. Nierzadko dążą do upatrzonego celu „po trupach”. Aby zdobyć ostatnią puszkę brzoskwiń w syropie, która jakimś cudem uchowała się na sklepowej półce, łagodne i uprzejme na co dzień staruszki zmieniają się w rozjuszone lwice, gotowe ukatrupić laską każdego, kto stanie im na drodze do zdobyczy. Sympatyczni gentlemani, z galanterią przepuszczający niewiasty w drzwiach, zdenerwowani długimi kolejkami starają wpychać się na początek „ogonków”, czym doprowadzają do histerii stateczne matki z dziećmi w wózkach, które wznosząc oczy ku górze, jakby wzywając Boga na świadka swojej krzywdy, wykrzykują w świętym oburzeniu magiczną frazę „Pan tu nie stał!”. W sklepowym mikrokosmosie rządzi jednak prawo dżungli – do najlepszych produktów dorwie się ten, kto ma najszybsze nogi, najtwardsze łokcie i nie ogląda się na „konkurencję”. Zgroza to straszliwa, ale cóż zrobić, przedświąteczny szał rządzi się swoimi prawami.



Święta, mające wyzwalać w ludziach ciepło serc, radość i miłość bliźniego, w przepełnionych hipermarketach przyjmują jakieś monstrualne i groteskowe formy. Na szczęście szaleństwo kończy się w momencie, gdy objuczeni wszelkimi (potrzebnymi i niepotrzebnymi) dobrami, śpieszymy triumfalnie do domów. Myślę, że po zakończeniu zakupów ogarniają nas uczucia podobne do tych, które żywili prehistoryczni myśliwi, gdy wracali z udanego polowania. Mając w domu wszystkie (czy aby na pewno?) potrzebne składniki, możemy w końcu, w spokoju ducha, poświęcić się przygotowaniu wielkiego obżarstwa, wspominanego jeszcze wiele dni po jego zakończeniu (ach, te mamine gołąbki!).


 

A gdy święta się kończą, można z łezką w oku powspominać wspaniałości wielkanocnego stołu, zapomnieć o stresie, związanym z ich przygotowaniem i zacząć myśleć o skutecznym odchudzaniu po wielkanocnym obżarstwie 🙂 


– – –


Żeby oderwać Was od okołoświątecznych klimatów, zapraszam do tyciej, tyciutkiej, barbioszkowej galerii, w której pozwalam sobie przedstawić sympatyczną, plażową P.J. Niech ta opalona, lalkowa dzieweczka, skieruje Wasze myśli ku lecie, wieczorom spędzonym nad morzem lub jeziorem i leniwemu odpoczynkowi w promieniach słońca. Wszak lato – już niedługo 🙂

 


Obiecuję, że po Wielkiej Nocy uzupełnię fotosesję P.J. większą ilością fotografii o lepszej jakości. Słowo harcerza!*


 

1

 

2

 

A na koniec jeszcze – życzenia. Niech Wam, mili blogopisacze i blogoczytacze, święta przyniosą wiele radości, spokoju, uśmiechu i miłości w rodzinnej atmosferze. Wesołego Alleluja!


 

* – nigdy nie byłam w harcerstwie ;P