Ślady Yeti

Od pewnego czasu lalki Starego Zgreda żyły w przykrym stresie. Gdy spadł śnieg wokół domu zaczęły pojawiać się dziwne ślady. Przecinały one ogród wzdłuż i wszerz, lecz nigdy nie zaobserwowano kto je zostawia.


00

 

Zaniepokojone lalki doszły do wniosku, że w okolicy zagnieździł się Yeti. Barbioszki, przekonane o tym, że baśniowy potwór może być niebezpieczny, codziennie podnosiły przed wieczorem straszny pisk i chowały się po kątach, gdzie szczękały z bojaźni zębami. Trzeba było coś z tym zrobić i to szybko, gdyż trwoga w lalkowym babińcu zupełnie paraliżowała codzienne życie i czyniła je nieznośnym. Keny postanowiły wszcząć śledztwo i wybadać cóż to za dziwna istota skrywa się wśród śniegów. Pierwszą wartę miał pełnić Nikołaj, chłopak przyzwyczajony do siarczystych mrozów i śnieżystych równin rosyjskiej Syberii.

 

Nik z przyjemnością podjął się zadania. Od dawna już nie wychodził na dwór i siedząc w domu trochę zdrewniał i się rozleniwił. Żadnego wyimaginowanego potwora się nie bał.

 

01

 

Dzień był piękny, słoneczny i bardzo chłodny. W takie dni zamarza oddech. Nawet Nikołaj, ken zahartowany, silny i zdrowy jak rydz, czuł jak zimno szczypie go w policzki i wciska się bezlitośnie pod futrzaną czapę.

 

02

 

Mimo niesprzyjających warunków Niki brnął niestrudzenie przez zaspy w poszukiwaniu „potwora”. Gnała go ciekawość i po trosze – chęć zdobycia sławy jako „pogromca straszydła”.

 

03

 

Ślady Yeti najwyraźniej znaczyły się przy kępie zamarzniętej pietruszki, więc samozwańczy „detektyw” postanowił, że przeszuka najbliższą okolicę.

 

04

 

Trop „potwora” urywał się przy młodej jodle, obok której ze śniegu sterczało  coś dziwnego, przypominającego w kształcie kobiecą stopę z platfusem.


Nik pociągnął za tę wystającą rzecz, aby wydobyć ją spod białego puchu i jego oczom ukazała się ledwo żywa laleczka. Od pierwszego spojrzenia było jasne, że nieznajoma nie była przyzwyczajona do zimna i śniegu. Jej śniada skóra wskazywała na to, że wychowała się w ciepłych krajach, gdzie zima jest równie ciepła co u nas późna wiosna, zaś śniegu nie ma nawet na Boże Narodzenie. W dodatku lalka była bardzo skąpo przyodziana. Króciutka sukienczyna na pewno nie dawała jej żadnego zabezpieczenia przed kąsającym mrozem.

 

05

 

06

 

Nikołaj nie namyślał się długo. Nieznajoma lalka balansowała na granicy śmierci z wyziębienia. Ken zarzucił ją na ramię i biegiem skierował się w stronę domu.Trzeba było natychmiast pomyśleć o ratunku i umieszczeniu nieszczęsnej dziewczyny w cieple!

 

07

 

Nikołaj nie pielęgnował nigdy chorych ani rannych, ale instynktownie wiedział, że zmarzniętą lalkę trzeba jak najszybciej zapakować do łóżka i przywrócić jej przytomność. Gdy tylko dobiegł do domu otulił lalkę najcieplejszym kocem jaki miał i wysłał Starego Zgreda do apteki po  lekarstwa na zaziębienie. Sam natomiast siadł przy nieznajomej, wziął ją za rękę i  nie wiedząc, co dalej robić, zaczął jej opowiadać, jak wszyscy w domu myśleli, że w ogrodzie zalągł się Yeti.

 

08

 

Przez jakiś czas lalka nie dawał znaku życia i Nik przestraszył się, że jest już dla niej za późno na ratunek. Nie bardzo rozumiał dlaczego tak mu żal tego śniadoskórego stworzenia, które najwyraźniej pochodziło z pospolitej serii „playline” i w hierarchii lalek Barbie stało zdecydowanie niżej niż on sam, dumny przedstawiciel kasty „silkstone”. Mimo to było mu bardzo przykro na myśl, że nieznajoma mogłaby się już nigdy nie obudzić.

 

Na szczęście świat plastikowych istot rządzi się swoimi prawami. Po jakimś czasie ciemnoskóra ślicznotka głęboko odetchnęła i rozejrzała się przytomnie dookoła. Gdy spostrzegła, że leży w obcym łóżku, a obok niej siedzi przystojny chłopak, trochę się stropiła, lecz wcale nie wyjęła łapki z jego dłoni. Co więcej, przysunęła się do bladolicego kena i spytała:


– „Gdzie ja jestem? Skąd ja się tu wzięłam?”


– „Przyniosłem cię z ogrodu” – odpowiedział Nik – „Co ty tam robiłaś kobieto? Mogłaś na kość zamarznąć! No i wtedy nigdy bym cię nie poznał … A właściwie kim ty jesteś i jak się nazywasz?”


09
 

– „Nie wiem” – odpowiedziała ciemnoskóra laleczka. „Nie mam pojęcia kim jestem. Nic nie pamiętam!” – krzyknęła i rozpłakała się żałośnie.


Nikołajowi zrobiło się jej żal. Opiekuńczym ruchem przytulił lalkę do siebie i starał się ją uspokoić.


– „Nie płacz, proszę. Na pewno sobie przypomnisz. Postaram się ci pomóc, jak tylko będę umiał. Tymczasem musisz odpocząć. Postaraj się zasnąć, a ja będę cię pilnować.”


– „A nie uciekniesz mi nigdzie? Boję się zostać sama.” – poskarżyła się laleczka, która w objęciach Rosjanina poczuła się bardzo dobrze, bo ciepło, i wygodnie.”


– „Nie ucieknę. Śpij spokojnie” – upewnił ją Nikołaj, który z przyjemnością przytulał się do ślicznej nieznajomej i myślał sobie : – „O rety, spodobała mi się lalka playline. Ja chyba zachorowałem. A jeśli zachorowałem, to wcale nie chcę wyzdrowieć.”


09


Nieznajoma szybko usnęła. Była bardzo zmęczona. Przed snem przeleciała jej przez głowę dziwna myśl, że skądś zna twarz swojego wybawcy. Tylko skąd?

 

Ciąg dalszy prawdopodobnie nastąpi albo nie nastąpi 😀

Flynn

Nie jestem miłośnikiem filmów Disney’a. Moja fascynacja nimi zaczęła się i skończyła na „Pięknej i bestii”. Żadna z następnych produkcji słynnego studio nie wzbudziła już zachwytu (no, może poza „Królem lwem”), choć przyznaję, że oglądam je zawsze ze sporą przyjemnością.

 

Z uwagi na powyższe wybierając się na „Zaplątanych” nie spodziewałam się jakichś nadzwyczajnych fajerwerków. Liczyłam na piękną animację, sympatyczne postacie i miłe, łatwo wpadające w ucho melodie. Z całą pewnością nie podejrzewałam, że wpadnie mi w oko jeden z bohaterów – przystojny Flynn.

 

Dla wszystkich niezorientowanych wklejam obrazek przedstawiający  Flynna, który da niejakie pojęcie o jego „wdziękach”:

 

Flynn

 

Żałuję, że chłopak w filmie nie latał w tak kusym wdzianku, ale cóż – dobrego zawsze w życiu za mało 🙂

 

Po wypuszczeniu filmu na DVD w sklepach zabawkowych dość szybko pojawiły się lalkowe wersje  seksownego złodziejaszka. Do mnie trafiła najpopularniejsza z postaci wypuszczonych przez Disney store (i bardzo sympatyczna) czyli taka:

 

01

Witam piękne panie. Która ma na mnie ochotę?

 

Lalek został wykonany przy użyciu minimalnych środków, jako wersja „budżetowa”, na każdą kieszeń. Nie dołączono do niego żadnych bajerów (jak choćby patelnia), ubranko dostał proste, bez ozdób. Gdyby nie sympatyczna mordka, to można byłoby go pomylić z koszmarnymi książętami od Simby:

 

książęta

Na szczęście buziak Flynna nieco różni się od twarzyczek opracowanych  przez firmę Simba. Przede wszystkim zachowano charakterystycznie zmarszczoną brew i szelmowski półuśmiech.

 

02


Nosisko za to dostał chłopak ogromne. Być może twórcy lalka znają polskie powiedzenie, że kiedy chłop ma duży nos, to ma też duże coś innego.

 

03

 Tak, tak! Ja naprawdę wszystko mam duże, twarde i zawsze gotowe do akcji!

 

Pozytywną cechą lalka jest to, że umie sam stać prosto, żadna podpórka mu nie potrzebna. Całkiem ładnie gestykuluje rękami. Nogi niestety ma mniej mobilne – zginają mu się w kolanach jak u superstarów-kobitek  i to tyle.

 

04

Ram, pam, pam, stoję sam!

 

Główną cechą charakteru Flynna jest samochwalstwo, drugą – przekonanie o wyjątkowości własnej urody, która każdą babę rzuci na kolana. Coś w tym musi być, ponieważ przybycie przystojniaka do mojego domu trochę zelektryzowało lalki-kobitki. Plastikowe „ciacho” zafascynowało przede wszystkim ciekawską Susy,  która postanowiła jak najszybciej zawrzeć z nim bliską znajomość.

 

05

 

– Witaj przystojniaku, czy my się skądś nie znamy? Wydaje mi się, że już się spotkaliśmy.

 

06

 

– Słodki jesteś, wiesz?

 

Flynn nie pozostał obojętny na flirt. Lubił ładniutkie blondynki a w szczególności te śmiałe i wiedzące czego chcą. Zamiast tracić czas na zbędne rozmowy zastosował taktykę „usta – usta” …

 

06


… która przyniosła nieoczekiwany efekt.

 

Susy, kompletnie niepruderyjna dziewczyna, od razu wyjawiła o co jej chodzi:


– Słuchaj Flynn, nie będę owijać w bawełnę. Od ponad miesiąca żyję w celibacie. Jeśli mi ktoś nie pomoże rozładować napięcia, to stanie się coś strasznego! Jeśli przekonają cię moje „argumenty”, które za chwilę przedstawię, to nie czekaj dłużej i bierz się do roboty!

 

Dwa ważkie „argumenty” przedstawione przez Susy okazały się  całkowicie wystarczające 🙂

 

07

 

I wyszło jakoś tak, że Flynn kompletnie zapomniał o Roszpunce, zaś  Susy, do niedawna próbująca uwieść kena Nikołaja, znalazła nowy, znacznie wdzięczniejszy obiekt zainteresowania. Obiekt ten postanowił, że nie odda blondyneczki żadnemu innemu plastikowemu chłopu, bo tak rozwiązła kobita to skarb!

 

08

 

P.S. Nie bijcie proszę za lalkową goliznę i drobne świntuszenie!

I znowu blondynka. Łeeeeee.

Marudzenie w tytule to oczywiście podpucha. Pomimo tego, że większą sympatię kieruję w stronę ciemnowłosych laleczek, blondynki  także są u mnie  w łaskach. Szczególnie jeśli mają „szklane” oczy, które przypominają ślepki lalek z mojej młodości.

 

Pannicę z dzisiejszego wpisu na pewno znacie, gdyż pojawiła się w zimowej, eleganckiej i szykownej odsłonie u Świstaka. Do mnie przybyła w wersji trochę „okrojonej”, co oznacza łeb bez reszty ciała. Z tego powodu laleczka pożyczyła na czas sesji kadłubek od Steffi.  Samotna główka  bardzo szybko poczuła się na nowym ciele  wyśmienicie i zapałała chęcią jego zagarnięcia. Jak widać na poniższym zdjęciu „cera” lalki skomponowała się dobrze z kolorystyką „zdobycznego” ciała.

 

01

 

Najciekawszą częścią fizjonomii „potwora Frankensteina” (czyli lali-składaka) są bez wątpienia jej oczy. Zatonąć w nich się nie da, bo trudno doszukiwać się głębi spojrzenia i  romantyzmu w  sztucznym tworzywie, ale jak na „lalkowe” warunki to patrzałki blondasa są całkiem fajne 😉

 

02


Głowę ozdabia burza bardzo jasnych i bardzo gęsto wszytych włosów. Spróbowałam je przeczesać, żeby sprawdzić jakość tworzywa z którego je wykonano. Okazało się, że ze strasznie kiepskiego, twardego i mającego tendencję do tworzenia kołtunów.

 

Gdyby lalka trafiła w przeszłości do rąk dziecka to na jej głowie od razu wykwitłby wielki dread. Myślę, że białowłosa miała sporo szczęścia zachowując swoją fryzurę w nienaruszonym stanie. Oto widok czupryny z lotu ptaka:

 

03

 

Buzia lalki coś mi przypominała. Po dłuższym zastanowieniu doszłam do wniosku, że chodzi o pucołowate i głupiutkie z wejrzenia twarzyczki amorków, zdobiących ołtarze w barokowych kościołach (ewentualnie pyszczek chomika, który napchał w poliki pełno ziarna).

 

04

 

Niepokojącym elementem twarzy jest uśmieszek. Nie uśmiech, a właśnie uśmieszek.  Na szczery to on  mi raczej nie wygląda. Białowłoska  coś knuje w swoim małym móżdżku. Może myśli o przejęciu władzy nad światem …

 

05

 

… albo o tym, że jest już późno i spóźni się na randkę z przystojnym kenem, którego po skończeniu spotkania zaciągnie w krzaki, zgwałci, a później pokroi na kawałki i zje?

 

06

 

Tylko czy można iść na krwawą randkę kiedy ma się pożyczone ciało? To byłoby dość ryzykowne, nieprawdaż? W końcu kadłubek trzeba oddać prawowitej właścicielce, która z pewnością czeka na niego z utęsknieniem.

 

– – –

 

Zaprezentowana dziś laleczka należy do serii „Holiday Joy from Candy Candy Lane”

Co dwie głowy to nie jedna

Czy pamiętacie jeszcze ciemnowłosą Betty Teen, którą prezentowałam jakiś czas temu na blogu? Mam nadzieję, że tak, bo dziś chciałabym przedstawić wam jej siostrę 🙂

 

Kiedy ją zobaczyłam na aukcji w otoczeniu lalkowych trupków to nie miałam wątpliwości, że plastikowej panience należy się ratunek. Ślicznotka dotarła do mnie łysa i goła, ale na jej problemy szybko znalazła się rada – na łepetynkę dostała peruczkę od laleczki Steffi, a i jakaś balowa sukienczyna także się znalazła!

 

01 

 

Nowoprzybyła laleczka to ta w fiolecie. Wygląda zupełnie jak bliźniaczka „różowej landrynki” – choć są pewne różnice: w kolorze oczu, skóry, no i oczywiście w uczesaniu. Trochę mi szkoda, że lala musi zadowalać się na razie peruką, ale jeśli się jej bliżej przyjrzeć, to wygląda w niej całkiem twarzowo. Firma SIMBA zrobiła kawał dobrej roboty – dzięki perukowej Steffi będę mogła „uratować” przed łysiną jeszcze dwie lalki!

 

01 

 

Im dłużej wiem o istnieniu lalek typu Betty Teen tym bardziej je lubię i cenię. Są wykonane z dobrych jakościowo materiałów, mają miłe, dziecinne buzie i ładne, starannie uszyte ciuszki.  Najsympatyczniejszą częścią twarzyczek są chyba oczęta z „prawdziwymi” rzęsami.

 

01 

 

01

 

01 

 

Betty Teen mają w sobie sporo z bohaterek japońskich filmów anime, które bardzo często bywają obdarzane twarzami niedorosłych dziewczynek i ciałami, których nie powstydziłyby się panie pozujące dla Playboya.

 

01

 

Błękitne oczęta lali wskazują na to, że była ona kiedyś blondynką (błękitnookie lale firmy TONG zawsze dostawały jasne włosy, a brązowookie były brunetkami). Wybierając dla mojej Betty ciemną perukę postąpiłam wbrew „tradycji” producenta, ale wcale nie żałuję. 

 

01 

 

Nie umiem zdecydować która z sióstr jest ładniejsza. Podobają mi się obie 🙂 Jeśli kiedyś nadarzy się jeszcze okazja, to z przyjemnością wzbogacę stadko o następne dziewczyny.

– – – –

Steffi z perukami wyglądają tak:

steffi

Na Allegro oraz w sklepach internetowych są sprzedawane zestawy pod nazwą Simba – Steffi Love – Supermodelka Z Perukami 5737960

Peruki pasują na lalki o stosunkowo dużych łebkach.

Miłość do seriali …

… jest uczuciem, które może doprowadzić człowieka do dziwnych stanów a nawet uzależnienia. Z przykrością muszę przyznać, że jestem serialową bestią, która nie umie żyć bez telewizyjnych tasiemców. Myślę, że miłość do długich serii wykluła się u mnie już w latach dziecinnych, kiedy na ekranach polskich telewizorów emitowano kultową telenowelę „Niewolnica Isaura”. Dla dziewczynki, spragnionej widoku pań w pięknych sukniach, eleganckich panów i kapiących złotem wnętrz bogatych domów nie miało znaczenia to, że  tytułowa bohaterka miała zeza, jej ukochany był podstarzałym lowelasem a główny szwarccharakter grał z nadekspresją godną Borisa Carloffa 🙂 Dziś niewiele pamiętam już z fabuły „Isaury”i nie żywię żadnej chęci, aby ją sobie odświeżyć. Biedna niewolnica przegrała starcie z tuzami rodzimej rozrywki telewizyjnej, czyli „Czterema pancernymi”!


Pancerni byli strasznie fajni – chodzili w mundurach, mieli czołg, strzelali do Niemców z broni palnej, bili się na potęgę (i nikt ich za to nie karał)! ale najważniejsze – mieli psa, Szarika, którego pożądał chyba każdy dzieciak urodzony w późnych latach siedemdziesiątych. Mieć psa, który przeczołga przez pole minowe, przeniesie przez linie wroga zaszyfrowaną wiadomość i dla swojego pana przepłynie rwąca rzekę, byłoby spełnieniem marzeń. Niestety, psina, mieszkająca ze mną w latach młodości nijak nie chciała przypominać bohaterskiego wilczura, tak więc pozostawała mi wyłącznie adoracja czworonogiego członka załogi na ekranie.


Z czasem ilość oglądanych seriali znacznie się zwiększyła – Telewizja Polska zaczęła rozpieszczać widzów takimi perłami jak „Siedemnaście mgnień wiosny”, „Stawka większa niż życie”, „Kobieta za ladą”, „Szpital na peryferiach'”, „Czterdziestolatek”, „Janosik”, „Doktor Ewa”, a także hitami sprowadzanymi zza zachodniej granicy, z których najsilniej w pamięci utkwiły mi cztery tytuły, wyświetlane, zdaje się, już po upadku muru berlińskiego. Były to: „M.A.S.H”, „Drużyna A”, „Mac Gyver” i „Star Trek”! Myślę, że nie zdziwi was wyznanie iż wszystkie coglądałam z wielką zachłannością 🙂


Późniejsze sympatie skierowały się w stronę serialowych przystojniaków, grających główne role w produkcjach o zabarwieniu fantastyczno – historycznym („Robin z Sherwood”), mistyczno-detektywistycznym („Miasteczko Twin Peaks”, „Z archiwum X”) i komediowym („Skrzydła”!). Co ciekawe, fascynacja nie wygasła do dziś i gdy pojawiła się szansa zakupu wspomnianych wyżej serii to leciałam do sklepu jak na skrzydłach!

 

Współczesne seriale  również wzbudzają moje żywe zainteresowanie.  Jest ich obecnie tak dużo, że trudno byłoby wymienić i choćby w części dokonać ich prezentacji, tak więc pozwolę sobie pominąć je milczeniem, za wyjątkiem serii „Mad Men”, związanej z lalkowym bohaterem dzisiejszego wpisu.

 

Akcja „Mad Men” rozgrywa się w latach 60-tych XX wieku w środowisku ludzi biznesu, prowadzących wielkie biura i robiących wielki przekręty. Główny bohater to Don Draper, facet diabelnie inteligentny, przystojny i ustawiony w życiu. Ma na swoje usługi najpiękniejsze kobiety, najszybsze samochody i luksusowe domy –  nie waha się sięgać po  nic co najdroższe lub najwyższej jakości Można byłoby zaryzykować stwierdzenie, że pod względem ambicji Don Draper to brat bliźniak Patricka Batemana („American Psycho”), choć pozbawiony jest jego „morderczej” pasji.


Wydawać by się mogło, że człowiek taki jak Draper powinien czuć się w życiu jak pączek w maśle, lecz jak to w serialach bywa, życiem głównego bohatera rządzi pewna tajemnica z przeszłości, która jest na tyle poważna, że jej ujawnienie mogłoby strącić Dona z wyżyn społecznych na samo dno piekła. Jaka to tajemnica oczywiście nie zdradzę, mając nadzieję, że osoby, które nie znają serialu „Mad Men” z zaciekawieniem po niego sięgną. A dla miłośników lalkowych doznań mam fotki przystojnego Dona w wersji „silkstone”:


01

 

02

 

Pudełko jak pudełko, ale chłopak fajny! 😉

 

03

 

Włoski co prawda wrootowane, ale na niedostatki Dona Drapera mogę przymknąć oczy.

 

04

 

Sympatyczne, zielone ślipia, miła mordka. Któż by pomyślał, że tak niewinna fizjonomia należy do krwiożerczego rekina ze świata biznesu.

 

05

 

W najbliższym czasie planuję uwolnienie przystojniaka z  „czterech ścianek”. Nie dam rady wysiedzieć spokojnie wiedząc, że kisi się w ciasnym pudle. Myślę, że Don pojawi się jeszcze w przyszłych notkach. Ładny z niego chłopak i jestem pewna, że ożywi nieco mój ponury babiniec!

Łysa łysica

Prezent wcale nie musi być nowy i pachnący świeżością. W niczym nie szkodzi, jeśli ma więcej iż 10 lat i jest łysy, ciut nadgryziony zębem czasu oraz zdekoloryzowany. Co ciekawe, czasami taki zużyty staroć ma szansę być bardziej kochany niż jego nowiuteńki odpowiednik. Myślę, że tak właśnie będzie z barbioszką, która czekała na mnie pod choinką – „Spiel mit Barbie 1978” (tłum. – baw się z Barbie)


Basia „spiel mit” powstała w oparciu o bardzo popularny wzór matellowskiej lalki – to jest Malibu Barbie. Z tego powodu jest bardzo do niej podobna, choć można zaobserwować kilka istotnych różnic – w kształcie namalowanych oczu, brwi oraz kolorze ust. Różnice te mogę zaprezentować dzięki uprzejmości miłego człowieka z serwisu Flickr: Alya12


Poniżej wklejam fotografię jej autorstwa, pobraną z konta dostępnego dla zwiedzających pod adresem: http://www.flickr.com/photos/alyaalya12/4835798756/#/

photo by Alya12

Spiel mit Barbie to ta miła dama w długiej, różowej sukni. Śliczna dziewuszka, nieprawdaż? Moja nie jest tak ładna, ale za to – moja 😀

 

Basia nie byłaby Basią gdyby tuż po wyjściu z opakowania nie zrobiła sobie zdjęcia świątecznego przy choince.

 

01

 

W świetle flesza wyraźnie widać, że łepetyna panny Barbary jest co najmniej o ton ciemniejsza od reszty ciała. Cóż począć, wpływ światła i powietrza na gumę główki zrobił przez lata swoje. Warunki atmosferyczne nie miały również litości dla włosów lali. Ciemnorude kosmyki, które wymykają się spod pasiastej czapeczki to „owłosienie zastępcze”. Jak za  moment zobaczycie Basia jest łysiutka jak kolano pradziadka 😉

 

Zanim jednak przejdziemy do drastycznych fotek – spójrzmy na zdjęcie ogólnopoglądowe przedstawiające obecny stan lali (chciałam zwrócić waszą uwagę na to, że charakter fotografii jest zupełnie przyzwoity, gdyż prezentuje ona lakę ubraną. Jak nietrudno się domyślić w dalszej części notki pojawią się nieskromne, gołe portrety)

 

2

 

I jeszcze łepetyna z peruczką:

 

03

 

Ciemny kolor włosów nie jest taki zły (pasuje do brwi!), ale że w oryginale Baśka jest blondynką, będę się starać  przywrócić jej urok pierwowzoru – to jest wygląd jasnowłosej, cycatej, rozrośniętej niemieckiej „Helgi”, znanej wszystkim miłośnikom przaśnej pornografii „z krainy szkopa”. Nic nie poradzę na to, że ta konkretna Baśka właśnie tak mi się kojarzy.

 

Hahahaha! – a teraz przygotujcie się na widok łysiny i golizny!

 

04


Czasami się zastanawiam czy poprzedni właściciele lalek nie cierpią na chroniczne niedożywienie, bo lalki, które do mnie trafiają wyglądają jakby im ktoś kłaki z łepetyny wygryzł. Trochę się temu dziwię, bo takie sztuczne włosy są strasznie ciężkostrawne. Czy nie lepiej byłoby nawpychać w siebie kociego lub psiego futra? Masa zwierzęcych kłaków zalega na dywanach, kanapach i w innych łatwo dostępnych miejscach – jest czym się pożywić. Tylko brać i się częstować!

 

A teraz – przez wszystkich oczekiwana: GOŁA BABA!

 

05

 

Niby to nic wielkiego, ale przyjemnie się robi na sercu, kiedy pomyśleć, że lalka odziedziczyła typ ciała po swojej popularnej poprzedniczce – „Malibu Barbie”. Jej kształty poszły zresztą dalej w świat, co zobrazuje kolejna fotografia:

 

06

 

Czy dziewczęta nie są do siebie podobne pod względem figury? (no, może oprócz tego, że nowsza barbioszka ma nóżki „rozchodzące się” na boki i nie umie usiąść jak dama). Co drugi model superstara to prawie „spiel mit”, tyle że łepek i takie różne drobne niuanse są ciut inne.

 

07

 

Buziaki są zupełnie odmienne. A niby ta sama firma – matka 🙂 Gdyby spojrzeć na te mordki z perspektywy osoby, która nie interesuje się „barbiami”, to można byłoby dojść do wniosku, że to dwie, kompletnie różne lale.

 

Na uwagę zasługuje wielkość główki Helgi. Łepetyna panny superstar wygląda przy główce „spiel mit” jak wieeeeelki baniak. Spiel ma też wyraźnie mniejszy nosek!

 

07a

 


Najwdzięczniejszym elementem ciała „Helgi” są stópki – kanciaste, kopytkowate, ale za to – z paluszkami. Malutkimi, wyraźnymi paluszkami!

 

08

 

Sygnatura, jak to bywa u barbiowatych stworów, kryje się na pupie.

 

09

 

Ponieważ z barbioszką nie dotarły żadne butki (wydaje się, że w oryginale takowych nie posiadała), na razie lala paraduje boso. Czeka też na przeszczep włosów i ufam, że ma w sobie trochę cierpliwości, bo w kolejce do rerootu stoją już dwie panie. Poza tym trochę boję się zdejmować Heldze głowę, bo łepek siedzi na karku podejrzanie mocno. W najgorszym wypadku lala będzie ratować się peruczką od Steffi (w sprzedaży ostatnio jest sporo peruczkowych Stefek). Tak czy siak – mam nadzieję, że odzyska w którymś momencie swoją blond fryzurę i być może – oryginalne ubranko (kostium kąpielowy).

Życzenia świąteczne

Drodzy, Kochani, Szanowni!

 

Korzystając z tego, że wchodzimy w radosny, bożonarodzeniowy okres, chciałam złożyć Wam wszystkim życzenia pogodnych i uśmiechniętych od ucha do ucha świąt. Niech najbliższe dni przyniosą wszystko co najlepsze: miłość bliskich, wesołe rozmowy przy pysznie zastawionym wigilijnym stole i piękne prezenty pod choinką.

 

Dziękuję Wam za to, że przyjęliście mnie do swojego grona, pozwoliliście się poznać, zaraziliście tysiącem świetnych pomysłów, olśniliście pięknem i różnorodnością swoich kolekcji. Strasznie cieszy mi się gębula na myśl, że tyle jest w Polsce i na świecie pasjonatów, gotowych dzielić się swoją wiedzą, a także nieść pomoc i wsparcie tym mniej doświadczonym  miłośnikom lalek. Jesteście cudowni i czuję się zaszczycona, że mogę się poruszać w Waszym towarzystwie.

 

Ślę do wszystkim gorące uściski, zbereźne myśli i życzenia najpiękniejszej, najweselszej Gwiazdki oraz świąt na świecie!

 

choinka

NRFB

Stało się! Do zbioru moich lal trafiła zabawka, która prawdopodobnie do końca swoich dni nie zostanie uwolniona z pudełka. Lalka zagnieździła się u mnie 14 grudnia, czyli w dzień  urodzin, a pojawiła się za sprawą młodszej siostry, która doskonale wie, że przepadam za plastikowymi lachonkami. Kasia wybrała dla mnie lalkę, którą uznała za najpiękniejszą i najciekawszą spośród dostępnych barbioszek i jeśli chodzi o mój gust to … trafiła kulą w płot ! Nie zmienia to faktu, że prezent jest dla mnie niezmiernie cenny – po pierwsze, otrzymałam go z rąk kochanego człowieka, a po wtóre, siostra chciała podarować coś (w jej przekonaniu) wyjątkowego i nieźle nagłowiła się przy wyborze „tej jednej, jedynej”. Dlatego, pomimo niechęci do Barbie z moldem „Mackie”, ta konkretna laleczka zawsze będzie mi bardzo bliska.

 

Oto fotografia nowo przybyłej, wyglądającej zza plastikowej szybki:

 

01

 

Na plus zasługuje to, że lalka nie jest ubrana w infantylne różowości., które przy jej rudych włosach z pewnością nie wyglądałyby korzystnie. Pudełko utrzymane w  zgodzie z estetyką wiersza „wsi spokojna, wsi wesoła” 😀


02

 

U boku lalki chowa się mała, biała owieczka.  Wyraz jej oczu wskazuje na psotny charakter zwierzątka, uwieczniony w wierszyku „Mary had a little lamb”

 

02

 

Największą ozdobą Barbie są rude włosy, ułożone w loki-sprężynki.

 

03

 

Wyraz twarzy lali wydaje mi się dziwnie obojętny. Może Barbie znudziła się długim staniem w pudełku?

 

Dość ciekawie przedstawia się makijaż oka – z nietypowym, żółtym cieniem nad górną powieką.

 

04

 

Ogólne ważenie – pozytywne, choć szału nie ma.

 

05

 

Na koniec – krótkie wyjaśnienie dlaczego lalka na zawsze zostanie  NRFB. Otóż nie wywołała we mnie chęci „pomacania” i  została przeznaczona na element ozdobny mieszkania (tak zwany „kurzołap pospolity”). A ponieważ w pudełku jej do twarzy – na wiek wieków pozostanie w jego wnętrzu.

 

mary

Susy od Shenzhen Jingyitian Trade

To aż niesamowite, że jak się człowiek o coś nie stara i nie zabiega, to „samo w ręce wpada”. Ostatnio, z powodu wydatków przedświątecznych nie kupowałam absolutnie żadnych lalek i nie miałam w planach zabawkowych nabytków. I stało się „jakoś tak”, że lalki same do mnie przyszły. Wśród nich – Susy firmy Shenzhen Jingyitian Trade, przekazana przez miłego człowieka, który stwierdził, że u niego lalka się marnuje, a u mnie – będzie jej dobrze. 


O Susy wiedziałam tylko tyle, że jest jedną z najmilszych chińskich lal dostępnych obecnie na rynku, że jej produkcja rozpoczęła się w końcu lat 90-tych i że w sprzedaży można najczęściej dostać blondynki. Susy za towarzysza życia ma niejakiego Mike’a, który (szczerze mówiąc) niespecjalnie mi się spodobał, a to ze względu na specyficzną, dość toporną urodę i brak inteligencji w spojrzeniu:

 

01

Zdjęcie Mike’a podkradłam z sieci

 

Susy, w przeciwieństwie do Mike’a, ujęła mnie swoją delikatnością i gdy przybyła do mnie w gości, przez jakiś czas nie mogłam nacieszyć się jej obecnością. Myślę, że to ze względu na bajkowy klimat, który roztacza wokół siebie lala – odziana niczym wybierający się na bal Kopciuszek.

 

02

Do łezki łezka i będę niebieska

02a

Pozdrafiam pielgszymuf s Polski.

02b

 

Nie przepadam za wszechobecnym wśród lalek różem, więc strój w odcieniach niebieskości przypadł mi do gustu. Nie przeszkadzają mi nawet  jego bardzo błyszczące elementy – korona i naszyjnik – bo wyraźnie widać, że laleczka adresowana jest do najmłodszego odbiorcy, który takimi detalami z pewnością się zachwyca. Myślę, że starszym osobom, zbierającym lalki też one nie wadzą. W końcu większość lal, wyprodukowanych dla dzieci (a nie dorosłego odbiorcy-kolekcjonera), niesie w sobie pewną „baśniowość” i kiczowatość.

 

Po uważnym zlustrowaniu buziaka Susy doszłam do wniosku, że lalka bardzo przypomina mi Paris Hilton. Charakterystyczny kształt ust i nosa oraz owal twarzy przywodzi na myśl kapryśną dziedziczkę z rodu hotelowych miliarderów. Nawet kolor włosów jest podobny 😉

03

 

Susy nie jest klasyczną pięknością, ale do brzydul także nie należy. W porównaniu z szeregową barbioszką nie wypada wcale gorzej, choć z pewnością bardziej dziecięco.

 

04

 

Wrażenie niewinności Susy mija dość szybko …

 

05

 

06

… po przyjrzeniu się fotografiom z „członkiem Rasputina”.

 

„Hola, hola!” zakrzykniecie, „A co ty nam tu znowu za członki pokazujesz, świntuchu paskudny!”

 

Już spieszę uspokoić – w roli legendarnego organu wystąpił niewinny i nieskażony zbereźnymi myślami korzeń chrzanu. Natura ukształtowała go dość niefortunnie, a pokaźne rozmiary przywiodły na myśl rozpustnego  rosyjskiego mnicha 😉

 

Lalka – księżniczka powinna mieć jakiegoś księcia. Mike’a w zasobach nie posiadam, więc chwilowo „los padł” na rosyjskiego kena – Nikołaja. Susy zagarnęła go dla siebie podstępem, wykorzystując patent znany z „Krzyżaków” Sienkiewicza. Narzuciła, niczego nie podejrzewającemu kawalerowi białą chustę na głowę, wrzasnęła „Mój ci on!” – i chłopak został błyskawicznie zagarnięty pod pantofelek jasnowłosej hetery. Nie pomogły mu nawet tłumaczenia, że musi opiekować się przybraną córką – Skipper. Susy stwierdziła, że z przyjemnością adoptuje nastolatkę i Nikołka musiał się poddać.

 

07


Na znak „objęcia władzy” Zuźka silnie złapała młodego oficera pod ramię i do dziś go nie wypuściła z objęć. Jest strasznie czuła na kwestie „własności prywatnej”. Nikołaj na razie trzyma się dość dobrze, choć zezuje z nadzieją na lewo, wypatrując kogoś, kto zbawi go od zaborczej błękitnej księżniczki.

 

08


Niestety o ratunku trudno myśleć, gdy dookoła rozsiadły się same gruchające czule parki 😉

 

09

 

Być może los przyniesie Nikołajowi wolność, ale do tego czasu musi pomęczyć się trochę u boku jasnowłosej Susy.

Kenny. Handsome boys.

Zaczęło się od telefonu. W słuchawce – głos przyjaciela:


– „Zgredzina, kupić ci po okazyjnej cenie chińską podróbkę Kena?”


– „A jaka jest ta okazyjna cena?”


-„7 złotych.”


-„Bierz w ciemno! Przyda mi się klonik na OOAK”. (od pewnego czasu marzy mi się Ken-Data – bohater serii Star-Trek)


Tym sposobem mój męski harem wzbogacił się o  plastikowego przystojniaka, który według napisu na pudełku nosi wdzięczne imię „Kenny” i należy do grupy męskich lalek-playboyów, spędzających większość czasu na plaży, w towarzystwie ładnych dziewcząt i drinków „z palemką”.

 

01

 

02

 

Na tylnej ściance pudełka widnieje podobizna atrakcyjnego Kenny’ego w towarzystwie zapatrzonych w niego koleżanek.

 

03

 

Jeśli wierzyć zdjęciu, w  pudełku miał się chować sympatyczny, ciemnowłosy przystojniak o bladej, arystokratycznej cerze. Tymczasem w środku zagnieździł się jakiś dziwoląg, ani trochę nie przypominający podobizny na opakowaniu. Czary jakieś czy co?

 

04

 

Po oswobodzeniu blondasa z tekturki niespodziewany gość stanął w kącie i nadal nie chciał wyglądać jak „oryginalny” Kenny. Nie dość, że włosy nie w tym kolorze co trzeba, to jeszcze bestia opalona i nieszczerze uśmiechnięta, a do tego – w bardzo widoczny sposób należąca do starszego pokolenia lalek. Taka to perfidna kreatura!


05

 

Nie byłabym sobą, gdybym w pierwszym odruchu nie zajrzała chłopakowi w gatki, w celu ustalenia jego tożsamości (no bo przecież nie po to, aby świntuszyć – rozumie się samo przez się!). Kenik nie bardzo się buntował – widocznie lubi być macany przez baby. Pozwolił się obfotografować i choć zdjęcia do czasopisma „Playgirl” raczej nie trafią to i tak z chęcią wypinał dolną część pleców w kierunku obiektywu. Mam niejakie podejrzenia, że lalek kryje w sobie duszę bezwstydnej nimfomanki.

 

06

 

Oznaczenie na głowie wskazuje na rok 1968. Wniosek z tego jest taki, że nadal nie wiem kto do mnie trafił. Serii zabawek z  identycznym znakowaniem jest kilka i trudno  zdecydować, do której z nich należy tajemniczy jegomość. Sądząc po kolorze skóry musi to być jakaś plażowa poczwara. Mam nadzieję, że w identyfikacji pomoże serwis „Keeping ken” – prawdziwa kopalnia wiedzy o chłopakach ze „stajni” Mattel’a  😉


08

 

Ryjek w moim odczuciu – całkiem sympatyczny, choć muszę przyznać, że trochę razi mnie różowiutka „szminka” na wargach. Myślę, że chłopak  wyglądał by znacznie bardziej męsko bez takiej ozdoby, choć z drugiej strony – może należy do osób którym bardzo wysychają wargi i musi się ratować używając nawilżającej pomadki?


07

 

Kenik niejedno w życiu przeszedł i prawdopodobnie ma za sobą ciekawą przeszłość, o czym świadczy jego „sfatygowanie” i widoczne na pierwszy rzut oka ubytki w „owłosieniu”. Mam niecny plan, związany z użyciem farb akrylowych, dzięki którym, być może, uda mi się przywrócić lalce jej pierwotną formę. I choć  męczy mnie mały moralniak, bo będę ingerować w oryginalny wygląd zabawki, to ciekawość wyniku jest silniejsza.

 

09

 

Pojawienie się blondyna zelektryzowało stado „starych” mieszkańców lalkowych półek. Keny wysłały do „plażowego” delegację powitalną. Przy okazji zrobiły sobie z nowym kolegą grupowe zdjęcie, ujawniające niesamowitą i fascynującą różnorodność typów twarzy, fryzur i odcieni skóry w świecie lalek-mężczyzn.

 

EDIT: Dzięki pomocy Joachima wiem już, że mój Ken to „The Sun Set Malibu Ken”. W oryginalnym opakowaniu wyglądał następująco:

oryginał

DZIĘKUJĘ ZA POMOC JOACHIMIE!